Ogień
Samotny siedzę przy kominka blasku,
na ścianach drgają fantastyczne mary —
z bezdźwięcznym śmiechem w takt suchego trzasku
litanii słucham dusz — w łunach Ofiary.
Powoli smutek objął serce senne,
jak pająk muchę, w szarą swoją przędzę;
smutek tak wiotki, jako mgły wiosenne,
a tak bezbrzeżny, jako ludzkie nędze.
Łuczywo gaśnie — pokrwawione ściany
snują mi szeptem dziwne opowieści
«szedł w nocy młodzian z Chrystusem nieznany» —
a serce moje w okna mi szeleści.