Świetlanej pamięci brata mojego Stanisława poświęcam
Odjechał, a po sobie zostawił wspomnienie
Przykre — gadów ohydnych pełzające ślady.
Bliscy powiedzą o nim trwożnie: «Był on blady,
A w jego głowie drzewo zła miało korzenie».
Nikt go nie mógł ukochać: mętne tajemnice
Szumiały w jego serca purpurowej jamie...
Na swym czole miał głuche, kainowe znamię,
A jego oczy smętne były, jak księżyce...
Zwykle milczał; lecz kiedy mówił, spod kurzawy
Ciemnych pojęć, słuch łowił, przerażon do głębi.
Namiętny, w ciężkiej ciszy, ostry krzyk jastrzębi,
A wzrok dojrzał lecący puch z gołębic, krwawy...