Blue Velvet
Żyłam w czyśćcu Tartak , w Biznes Centrum,
Tam piwo pieniło się jak tutejsze morze,
barman był kulawy, otwierały się sezamy
pod stołem dla cierpiętników wszelkiej maści,
święta była przemiana kostek lodu w wodę.
Absolut nas rozgrzeszał. Półnagie czekałyśmy
w narożnikach, peruki pachniały sianem,
w rękach starego Wadima wszystkie jak aksamit
polskie laski, bułgarskie sokowirówki i rosyjskie wydry.
Teraz, gdy nie patrzę na swoją twarz w gablotach,
chciałabym tam wrócić, kląć po polsku, obgryzać tipsy