Kołyszże sie, kołysz - Wioletta Grzegorzewska

Kołyszże sie, kołysz

Po kąpieli mama wyczesywała wszy
gęstym grzebieniem na Trybunę Ludu .
Kiedy zgniatała przezroczyste owady
na łysinach dygnitarzy, zapukał listonosz.
W turbanie nasączonym trującym płynem
wyprowadzili mnie na strych.
Podziwiałam miniatury na jajach gołębich,
seledynowe kiełki owsa pod plandeką,
od zapachu płynu spuchł mi przełyk,
nieprzytomną zawlekli mnie do łóżka,
tam babcia nawlekała na nitkę plastry snu.

Wioletta Grzegorzewska
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2017-07-12

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙