Przy robocie - Władysław Stanisław Reymont

Przy robocie

— Wam coś jest?
— Ja nie wiem, co mi jest; od rana źre mnie jakaś chańdra niby pies połamanymi zębami, że miejsca sobie znalaźć nie mogę. Sznapsa pijecie, a?
— Dobrze. Kto wychodzi? Prawda, karty wyście rozdawali.
Umilkli i zaczęli grać.
Wiatr targał nędznym, skleconym z desek i gałęzi szałasem, przyciskającym się do nasypu kolejowego i z jednej strony zupełnie otwartym na świat. Płomienie palącego się przed szałasem ogniska syczały, zalewane ustawicznym deszczem, miotały się na wszystkie strony, buchały snopami iskier i często rzucały głęby gryzącego, rudego dymu w twarze grających, którzy siedzieli na pniach przed trzecim, wyższym znacznie, żółcącym się, świeżo przerżniętym słojem, na którym kładli karty.
— Wychodzę z czterdziestu! — zawołał młodszy, z trudem rozpoznając karty w słabym brzasku ognia.
— Dobrze, ślicznieńki.
— Teraz podrzynam was, z dwudziestu!
— Same cudowności, milusi!
— Dobijam: as atutowy, co czyni siedmdziesiąt jeden i partya moja.
— Twoja, serdce, twoja — odpowiedział śpiewnym głosem, ale zupełnie obojętnie Gliniewicz. — Skroiłeś mi kurtę, serce moje, a!
— Nóżki na stół i płacić!

Władysław Stanisław Reymont
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2014-07-15

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙