Z ziemi chełmskiej - Władysław Stanisław Reymont - Książka

Z ziemi chełmskiej

Pan R. ożywił się niezmiernie i zawołał:
— Ależ ja sam brałem udział w tej ostatniej misyi, a tak mi głęboko wyryła się w pamięci, że mogę panu opowiedzieć o niej z najdrobniejszymi szczegółami. Poprzedzę tylko to opowiadanie pewną, dosyć charakterystyczną sceną, żeby pan miał pełniejszy obraz życia na Unii, przed aktem tolerancyi.
„Wielkanoc owego roku wypadała w początkach kwietnia razem z prawosławną. Pamiętam, że w Wielki Piątek od samego rana mżył deszcz i było zimno. Śniegi jeszcze leżały po rowach, role były rozmiękłe do dna i drogi nie do przebycia. Chodziłem zdenerwowany, bo zanosiło się na dłuższą pluchę, a tu, jakby na dobitkę, przychodzi mój kowal i prosi, żeby posłać konie po księdza, do jego chorej żony.
— Co się stało? Widziałem ją jeszcze wczoraj przy wieczornym udoju.
— Zachorowała w nocy, leży prawie konająca! — mówił, trąc rękawem oczy.
— To idźcież do pani, może wam co pomoże.
— Kiedy się bojamy, bo może to ospa.
Wystraszyłem się nie na żarty, gdyż na wsi grasowała ospa przez całą zimę.
— A może wam sprowadzić doktora? — proponuję mu bardzo seryo.
Jakby się zdumiał, aż gębę otworzył. Ale naraz rzucił mi się do nóg, całował mnie po rękach i bełkotał wystraszony:
— Dopraszam się tylko o księdza! Doktór nie pomoże! Co tam te doktory. Obejrzy, opuka, zapisze lekarstwo, pieniądze weźmie, a chorobę zostawi. Pan Jezus prędzej odmieni na lepsze. Kobieta tylko skamle o księdza.
Poszedłem zaraz do stajni, żeby wybrać czwórkę, bo do parafii mieliśmy cztery opętane mile i roztopami, ale gdym mijał czworaki, wydało mi się, że dojrzałem kowalową w głębi sieni, karmiącą prosięta. Powstałem na nią, że w takiej chorobie wyłazi na zimno. Uśmiechnęła się jakoś dziwnie, zaprosiła mnie do izby i, zamknąwszy drzwi, powiada mi cicho do ucha:

Władysław Stanisław Reymont
Содержание

О книге

Язык

Польский

Год издания

2014-08-05

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙