SCENA III

Maria i Konrad.

KONRAD

Przebacz, o, księżno, że wchodzę tak śmiało

Lecz chciałem ważne oznajmić ci sprawy.

MARIA

z żywością

Mów! mów! rycerzu! Moją duszą całą

Na twoich ustach zawisłam.

KONRAD

Bój krwawy

Już rozstrzygnięty; Kiejstut wskutek klęski

Oddał się w ręce Jagiełły.

MARIA

Twe słowa —

Czy dobrze słyszę? Jagiełło zwycięski!

Kiejstut schwytany! Ach, radość gotowa

Pierś mi rozsadzić.

zwracając się znowu do Konrada

Czy to wieść niemylna?

KONRAD

Sam byłem świadkiem, więc za pewność ręczę.

Wszak wprost z obozu pędziłem do Wilna,

By cię uprzedzić.

MARIA

Czymże ci odwdzięczę

Za tę przysługę i za dobre wieści,

Które balsamem są na serca rany,

Na wszystkie moje smutki i boleści!

z wybuchem dzikiej radości

Ha, w naszym ręku Kiejstut pokonany!

Mogę więc zrzucić moje szaty wdowie,

Pierwszym uśmiechem twarz okrasić bladą,

Oparłszy nogę na zabójcy głowie,

Co mi niebiosa same do stóp kładą.

Ciesz się, Wojdyłło, w grobowej otchłani:

Będziesz pomszczony.

KONRAD

Miłościwa pani,

Jeżeliś zemsty żywiła pragnienia,

To już im teraz zadosyć się stało;

Śmierć mniej bolesną od upokorzenia,

Bo więcej cierpi dusza niźli ciało.

Dość widzieć, jak ten starzec, niegdyś dumny,

Teraz się nagle złamał niby dziecię,

Jak wstyd go przygniótł gorzej niźli trumny

Zabite wieko.

MARIA

Cierpi, cierpi przecie!

Niech więc poczuje, co to boleść znaczy!

KONRAD

Smutny to widok, gdy wódz osiwiały

Stanie bezsilny w milczącej rozpaczy

Na gruzach dawnej wielkości i chwały?

Gdy już na zawsze żegna się z nadzieją

Schodząc, gdzie żadne gwiazdy nie jaśnieją,

I tak, przeżywszy siebie i swe czyny,

Sam jest pomnikiem swych nieszczęść lub winy.

Ta zmiana losu, ta smutków obfitość

Musi i serca, które gniewem płoną,

Natchnąć litością...

MARIA

Nie znam, co to litość.

KONRAD

Zawziętość znika, gdy zemsta spełnioną,

Gdy brzemię nieszczęść wroga już obarcza

I w prochu kładzie...

MARIA

Mnie to nie wystarcza!

Mnie trzeba kajdan, tortury, więzienia,

A potem — śmierci!

KONRAD

Pragniesz nazbyt wiele,

Nie zdając sobie sprawy z położenia,

Kiejstut, choć oddał swój oręż Jagielle

I przelał główne prawa swej korony

Na twego brata, to brat z swojej strony

Zaprzysiągł jemu w najświętszym układzie

Należne względy — cześć i miłość syna,

Obronę przeciw napaści lub zdradzie.

MARIA

szyderczo

Jakąż ma wartość próżna gadanina?

KONRAD

Ma wartość, księżno, świętego przymierza,

Którego łamać nie wolno nikomu,

Kto nie chce plamić honoru rycerza.

Jagiełło, wiodąc Kiejstuta do domu,

Z skromnym orszakiem, nie więźniów, lecz gości,

Będzie rozliczne miał dlań obowiązki

Danych przyrzeczeń i praw gościnności —

I wzgląd konieczny na rodzinne związki:

Trzeba więc chłodno rozważyć przeszkody,

Mściwym zapędom nałożyć hamulec...

MARIA

z szyderstwem

Zabójcy męża, podać dłoń do zgody?

KONRAD

Czasem wypada konieczności ulec.

MARIA

Ja znam konieczność jedną tylko, której

Ulegać muszę — bo ta w krwi mej płynie —

By tego starca wydać na tortury

I na śmierć pewną: a więc Kiejstut zginie!

KONRAD

Trudno do skutku przywieść takie dzieło,

Na które brat twój zgodzić się nie może.

MARIA

Sądzisz, że będzie wahał się Jagiełło,

Gdy jak sędziemu krzywdy swe przełożę

Mnie sprawiedliwość wymierzyć?

KONRAD

Czyn taki

Nadto by głośnym uczynił na świecie.

To wiarołomstwo księcia.

MARIA

Wy, Krzyżaki,

Sami najświętsze przysięgi łamiecie;

Tylko dla drugich macie sąd surowy.

Zresztą, ja także nie myślę z początku

Żądać koniecznie mego stryja głowy:

Potrafię głosem rządzić się rozsądku

I poprzestawać na mniejszym wymiarze;

Dość, gdy Jagiełło na moje żądanie

Kiejstuta w oczach mych uwięzić każe

I ciemne lochy da mu na mieszkanie.

KONRAD

A jeśli życzeń twoich nie wysłucha?

MARIA

Nie mogąc jawnie, będę działać skrycie...

Żywot człowieka — to rzecz taka krucha!

Cóż łatwiejszego, jak wziąć komu życie?

Na to wystarczy jad zadany w winie;

Gdy ten omyli — są najemni zbóje...

I nóż się znajdzie! Dość o krwawym czynie

myśleć: sama myśl mu śmierć zgotuje.

KONRAD

Więc zginąć musi?

MARIA

Sądź, że już nie żyje.

Tak jestem teraz na wszystko gotowa,

Że nawet swoich zamiarów nie kryję,

Ani w kłamliwe nie ubieram słowa.

Wchodzi Halban przez drzwi w głębi.