SCENA VII
Kiejstut, Aldona, Butrym, Witold, rycerze.
WITOLD
wchodząc
Ojcze, ważne zaszły zmiany:
Jagiełło przybył do nas. Dobrowolnie
Chce się pojednać z nami.
KIEJSTUT
Ha, lis szczwany!
Raz się nam łasi, to znów zębem kolnie.
WITOLD
On ofiaruje zgodę i przymierze.
KIEJSTUT
Ty jeszcze wierzysz w jego szczerość?...
WITOLD
Wierzę.
Wszakże nas teraz ma swej mocy prawie;
Mógłby do szczętu zniszczyć; a tymczasem
On sam przychodzi w pokornej postawie
Prosić o zgodę.
KIEJSTUT
Pewnie ma za pasem
Ukryty podstęp — gdy korny i miły.
WITOLD
Po cóż mu podstęp? gdy ma dosyć siły,
Aby się z nami rozprawić inaczej.
KIEJSTUT
Może się lęka, choć nas ujął w kleszcze,
Byśmy w wysiłkach męstwa i rozpaczy
Ze szpon się jego nie wydarli jeszcze.
WITOLD
Skądże myśl taka?... wszak on równo z nami
Musi rodzinne opłakiwać kłótnie;
Smuci go myśleć, że się niszczym sami
W oczach Krzyżaków, co się patrzą butnie;
Wolałby na nich obrócić oręże:
A więc ci, ojcze, sojusz zaprzysięże,
By ich tłuc z nami. Sam to mówił do mnie.
KIEJSTUT
I ty przecz wierzysz jego mowie gładkiej?
O, stokroć lepiej w boju nam niezłomnie
Wytrwać i zdać się na los i wypadki,
Niźli na jego czułość...
WITOLD
On nie zdoła
Haniebnie zdradzić...
KIEJSTUT
Chcesz więc zgody, synu?
Dobrze — bo żal mi rycerskiego koła;
Nie chcę krwi tyle dla listka wawrzynu.
WITOLD
Chodźmy do niego; on w pobliżu czeka,
Niepewny, jakie znalazłby przyjęcie.
KIEJSTUT
Więc idźmy.
ALDONA
Nie chodź! widziałam z daleka
Straszliwe widmo na drogi zakręcie,
Co nam groziło.
KIEJSTUT
Zbierz przytomność swoją;
Tobie się wiecznie jakieś widma roją.
Odchodzi z Witoldem na prawo.
Aldona stoi chwilę nieporuszona, potem wybiega za odchodzącymi. Z głębi z prawej strony wychodzi Wajdelota z orszakiem innych wajdelotów.