I

«Ja umieram. — Ja nie płaczę,

I wy chciejcie ulżyć sobie;

Prędzej, później legniem w grobie.

Nie wrócą na świat rozpacze.

Byłem panem mnogich włości,

Sławny potęgą i zbiorem;

Zamki me stały otworem

Dla przyjaciół i dla gości.

O potęgo! o człowieku!

Wielkie zamki, wielkie imie74,

Wielkie nic! Wielkość, czczy dymie!

Ja umieram w kwiecie wieku!

Gdy za mądrości widziadłem

Goniąc, zbiegam kraje cudze,

Gdy wzrok nad księgami trudzę,

Skarbnice nauk posiadłem:

O nauki! o człowieku!

Wielka mądrość, wielkie imie,

Wielkie nic! rozum, czczy dymie!

Ja umieram w kwiecie wieku!

Strzegłem ustaw świętej wiary

W duchu i serca prostocie;

Hojnie nagradzałem cnocie,

Kościołom niosłem ofiary.

O pobożności! człowieku!

Święta wiaro, święte imie,

Święte nic! cnoto, czczy dymie!

Ja umieram w kwiecie wieku!

Twórco, jakże igrasz srodze!

Kiedy mi dasz wiek niedługi,

Cóż, że mi dasz wierne sługi?

Czymże za wierność nagrodzę?

Dasz kochankę kochankowi,

Śmierć truje ślubów słodycze.

I tylu przyjaciół liczę!

Bądźcie zdrowi, bądźcie zdrowi!»

Tak na domowników ręku

Tukaj, pośród skarg i jęku,

Pożegnawszy świat na wieki,

Gasnące zamknął powieki.

Wtem grom łamie szczyty dachu,

Zadrżały zamkowe ściany,

Jakowyś starzec nieznany

Wlatuje na środek gmachu.

Siwy włos okrył mu skronie,

Twarz marszczkami rozorana,

Broda długa za kolana,

Na kosturze75 wsparte dłonie.

«Tukaju!» Porwał z pościeli

I wraz za sobą iść każe;

Już wierzchne76 sale minęli,

Minęli wały i straże.

Idą — ciemno, deszczyk kropi;

A srebrzysta twarz miesiąca,77

To grubawe mgły roztrąca,

To się znowu we mgle topi.

Idą ponad trzęskie78 kępy,

Mijają bagna, głębinie,

Hnilicy ciemnej ostępy,

Kołdyczewa79nurty sinie80.

Gdzie puszcza zarosła wkoło,

Spodem czarna, z wierzchu płowa,

Żwirami nasute81 czoło

wynosi góra Żarnowa,

Tam szli. Starzec kląkł na grobie,

Rozwarł usta, okiem błysnął,

Podniósł w górę ręce obie,

Trzykroć krzyknął, trzykroć świsnął.

«Tukaju, patrz, oto ścieżka!

Za ścieżką chatka na bagnie,

W chatce mędrzec Polel82 mieszka:

Mędrzec mędrca wspomóc pragnie.

Znana twa nauka, cnota;

Znam, że Bóg, węzły lubemi

Przywiązawszy cię do ziemi,

Długiego nie da żywota.

Ale rzucaj przestrach płony,

Mych sposobów uznaj dzielność83;

Żyj dla sług, przyjaciół, żony,

Lata, wieki, nieśmiertelność.

Ja pierwszy ziemskiemu oku

Śmiem do niej pokazać drogę;

Lecz podług ustaw wyroku

Dwom tylko pokazać mogę.

Wybierz drugiego człowieka,

Człowieka doznanej wiary84,

Któremu byś w każdej probie

Tak zaufał, jak sam sobie;

Trafisz — nieśmiertelność czeka!

Chybisz — śmierć i wieczne kary!»

— «Starcze! twe zjawienie wieszcze

Ciemna zasłona powleka,

Powiedz...» — «Powiadam ci jeszcze,

Wybierz drugiego człowieka.

Radź się twej głowy i serca,

Idzie o ciało i duszę!

Wierny albo przeniewierca,

Nieśmiertelność lub katusze!...

Czy mógłbyś zwierzyć się85 słudze?»

Tukaj nic nie odpowiada,

Bo któż zgadnie myśli cudze?

Bo zbyt częsta w sługach zdrada.

«Może kochance lub żonie?»

— «Tak...» wtem uciął, patrzy smutnie;

«Tak» rzecze i znowu utnie.

Myśli, sam się z sobą biedzi,

«Tak jest, kochance... tak, żonie!»

I wierzy, i strach nań pada,

I wątpi, i wstydem płonie;

Myśli, sam się z sobą biedzi,

Umyślił, już w odpowiedzi,

Już... i nic nie odpowiada.

— «Umrzyj więc! ty śmiałeś żądać?

Daj pokój żądaniom dzikim!

Ty nie masz ufności w nikim.

Wartoż dłużej świat oglądać?»

On myśli... — «Nikogoż z wiela?

Sługi, żony, przyjaciela?»

— On myśli... Tu w mgnieniu oka

Czerni się niebios sklepienie,

Słychać grzmienie, ziemi drżenie,

Kipią bagna, lasy gorą,

Niknie w płomieniach opoka,

I doliny, i jezioro.

Śród gromów, świstu i szczęku,

Czy to zły duch, czy moc Boża,

Tukaj znalazł się śród łoża,

Na swych domowników ręku.

Głos tylko zagrzmiał z daleka:

«Nie masz drugiego człowieka,

Któremu byś w każdej probie

Tak zaufał, jak sam sobie».