Uczta

Był dzień patrona, uroczyste święto.

Komtury z braćmi do stolicy jadą;

Białe chorągwie na wieżach zatknięto:

Konrad rycerzy ma uczcić biesiadą.

Sto białych płaszczów powiewa za stołem,

Na każdym płaszczu czerni się krzyż długi:

To byli bracia; a za nimi kołem

Młodzi giermkowie stoją dla posługi.

Konrad na czele. Po lewicy tronu

Wziął miejsce Witołd64 ze swymi hetmany,

Dawniej był wrogiem, dziś gościem Zakonu,

Przeciwko Litwie sojuszem związany.

Już Mistrz powstawszy daje uczty hasło:

«Cieszmy się w Panu!» Wnet puchary błysły65,

«Cieszmy się w Panu!» tysiąc głosów wrzasło,

Srebra zabrzmiały, strugi wina trysły.

Wallenrod usiadł i na łokciu wsparty

Słuchał z pogardą nieprzystojnych gwarów;

Umilkła wrzawa, ledwie ciche żarty

Gdzieniegdzie przerwą lekki dźwięk pucharów.

«Cieszmy się — rzecze. — Cóż to, bracia moi,

Także66 rycerzom cieszyć się przystoi?

Zrazu wrzask pjany67, a teraz szmer cichy...

Mamyż68 ucztować jak zbójce lub mnichy?

Inne zwyczaje były za mych czasów,

Kiedy na pełnym trupów bojowisku,

Śród gór kastylskich lub finlandzkich lasów,

Przy obozowym piliśmy ognisku.

Tam były pieśni!... Między waszym gminem

Czyż nie ma barda albo menestrela69?

Serce człowieka wino rozwesela,

Ale piosenka jest dla myśli winem».

Zarazem różni śpiewacy powstali.

Tam Włoch otyły słowiczymi tony

Konrada męstwo i pobożność chwali;

Ówdzie trubadur70 od brzegów Garony71

Opiewa dzieje miłosnych pasterzy,

Zaklętych dziewic i błędnych rycerzy.

Wallenrod drzemał; piosenki ustały;

Nagle zbudzony przerwanym łoskotem,

Cisnął Włochowi trzos72 ładowny złotem:

«Mnie — rzekł — jednemu śpiewałeś pochwały,

Jeden nie może dać innej nagrody:

Weź i pójdź z oczu!... Ów trubadur młody,

Który piękności i miłości służy,

Niechaj daruje, że w rycerskim gronie

Dziewicy nie masz, co by mu na łonie

Wdzięczna przypięła marny kwiatek róży...

Tu róże zwiędły... Innego chcę barda,

Zakonnik-rycerz innej chcę piosenki:

Niechaj mi będzie tak dzika i twarda,

Jak hałas rogów i oręża szczęki

I tak ponura jak klasztorne ściany,

I tak ognista jak samotnik pjany.

Dla nas, co święcim i mordujem ludzi,

Mordercza piosnka niech świętość ogłasza,

Niechaj rozczula i gniewa, i nudzi;

I znowu niechaj znudzonych przestrasza.

Takie jest życie — taka piosnka nasza!...

Kto ją zaśpiewa?... kto?»

«Ja» — odpowiedział

Sędziwy starzec, który u podwojów73

Między giermkami i paziami siedział.

Prusak czy Litwin, jak widać ze strojów.

Brodę miał gęstą, wiekiem ubieloną,

Głowę obwiewa ostatek siwizny,

Czoło i oczy zakryte zasłoną,

W twarzy wyryte lat i cierpień blizny.

W prawicy starą lutnię pruską nosił,

A lewą rękę wyciągnął do stoła

I tym skinieniem posłuchania prosił.

Ucichli wszyscy.

«Ja śpiewam — zawoła. —

Dawniej Prusakom i Litwie śpiewałem:

Dziś jedni legli w ojczyzny obronie,

Drudzy, żyć nie chcąc po ojczyzny zgonie,

Dobić się wolą nad jej martwym ciałem;

Jak sługi, wierne w dobrym i złym losie,

Giną na swego dobroczyńcy stosie.

Inni sromotnie74 po lasach się kryją,

Inni — jak Witołd, między wami żyją...

Ale po śmierci... Niemcy, wy to wiecie,

Sami spytajcie niecnych zdrajców kraju,

Co oni poczną, gdy na tamtym świecie

Wskazani wiecznym ogniom na pożarcie,

Zechcą swych przodków wywoływać z raju?

Jakim językiem poproszą o wsparcie?

Czy w ich niemieckiej, barbarzyńskiej mowie

Głos dzieci swoich uznają przodkowie?...

O dzieci, jaka na Litwę sromota75!

Żaden mi, żaden nie przyniósł obrony,

Gdy od ołtarza, stary wajdelota76,

Byłem w niemieckich kajdanach wleczony...

Samotny, w obcej ziemi zestarzałem;

Śpiewak, niestety! śpiewać nie mam komu;

Na Litwę patrząc, oczy wypłakałem...

Dzisiaj — jeżeli chcę westchnąć do domu,

Nie wiem, gdzie leży mój dom ulubiony,

Czy tam, czy ówdzie, czyli z tamtej strony...

Tu tylko w sercu, tu się ochroniło,

Co w mej ojczyźnie najlepszego było...

I te ubogie, dawnych skarbów szczątki

Weźcie mi, Niemcy, weźcie mi pamiątki!

Jak zwyciężony rycerz na igrzysku77

Zachowa życie, ale cześć utraca;

I dni wzgardzone wlekąc w pośmiewisku,

Znowu do swego zwycięzcy powraca,

I raz ostatni wytężając ramię,

Broń swą pod jego stopami rozłamie:

Tak mię ostatnia natchnęła ochota.

Jeszcze do lutni ośmieliłem rękę:

Niech wam ostatni w Litwie wajdelota

Nuci ostatnią litewską piosenkę».

Skończył i czekał Mistrza odpowiedzi.

Czekają wszyscy w milczeniu głębokiem:

Konrad badawczym i szyderczym okiem

Witołda liców i poruszeń śledzi78.

Postrzegli wszyscy, kiedy wajdelota

Mówił o zdrajcach, jak się Witołd mienił79,

Zsiniał, pobladnął, znowu się czerwienił:

Dręczy go równie i gniew, i sromota80;

Na koniec, szablę ściskając u boku,

Idzie, zdziwioną gromadę roztrąca,

Spojrzał na starca, zahamował kroku

I chmura gniewu nad czołem wisząca

Opadła nagle w bystrym łez potoku.

Powrócił, usiadł, płaszczem twarz zasłania

I w tajemnicze utonął dumania.

A Niemcy z cicha: «Czyliż do biesiady

Przypuszczać mamy żebrające dziady?

Kto słucha pieśni i kto je rozumie...»

Takie odgłosy w biesiadniczym tłumie

Coraz żywszymi przerywano śmiechy;

Paziowie krzyczą, świstając w orzechy:

«Oto jest nuta litewskiego śpiewu!»

Wtem Konrad powstał: «Waleczni rycerze,

Dziś Zakon, wedle starego zwyczaju,

Od miast i książąt podarunki bierze:

Jak winne81 hołdy z podległego kraju,

Żebrak wam piosnkę przynosi w ofierze;

Złożenia hołdu nie brońmy starcowi,

Weźmijmy82 piosnkę — będzie to grosz wdowi.

Pośród nas widzim książęcia Litwinów,

Gośćmi Zakonu są jego wodzowie:

Miło im będzie pamięć dawnych czynów

Słyszeć, w ojczystej odświeżoną mowie.

Kto nie rozumie, niechaj się oddali.

Ja... czasem lubię te posępne jęki

Niezrozumiałej litewskiej piosenki:

Jak lubię łoskot rozhukanej fali

Albo szmer cichy wiosennego deszczu,

Przy nich spać miło... Śpiewaj, stary wieszczu».

Pieśń Wajdeloty83

Kiedy zaraza Litwę ma uderzyć,

Jej przyjście wieszcza odgadnie źrenica:

Bo jeśli słuszna84 wajdelotom wierzyć,

Nieraz na pustych cmentarzach i błoniach

Staje widomie morowa85 dziewica,

W bieliźnie, z wiankiem ognistym na skroniach,

Czołem przenosi86 białowieskie drzewa,

A w ręku chustką skrwawioną powiewa87.

Strażnicy zamków oczy pod hełm kryją;

A psy wieśniaków, zarywszy pysk w ziemi,

Kopią, śmierć wietrzą i okropnie wyją.

Dziewica stąpa kroki złowieszczemi,

Na sioła, zamki i bogate miasta:

A ile razy krwawą chustką skinie,

Tyle pałaców zmienia się w pustynie;

Gdzie noga stąpi, świeży grób wyrasta.

Zgubne zjawisko!... Ale więcej zguby

Wróżył Litwinom od niemieckiej strony

Szyszak błyszczący ze strusimi czuby

I płaszcz szeroki, krzyżem naczerniony!

Gdzie przeszły stopy takiego widziadła,

Niczym jest klęska wiosek albo grodów:

Cała kraina w mogiłę zapadła!

Ach, kto litewską duszę mógł ochronić,

Pójdź do mnie, siądziem na grobie narodów,

Będziemy dumać, śpiewać i łzy ronić...

O wieści gminna! Ty arko przymierza

Między dawnymi i młodszymi laty:

W tobie lud składa broń swego rycerza,

Swych myśli przędzę i swych uczuć kwiaty!

Arko! tyś żadnym niezłamana ciosem,

Póki cię własny twój lud nie znieważy;

O pieśni gminna, ty stoisz na straży

Narodowego pamiątek kościoła,

Z archanielskimi skrzydłami i głosem —

Ty czasem dzierżysz i broń archanioła88...

Płomień rozgryzie malowane dzieje,

Skarby mieczowi spustoszą złodzieje89,

Pieśń ujdzie cało! Tłum ludzi obiega;

A jeśli podłe dusze nie umieją

Karmić ją żalem i poić nadzieją,

Ucieka w góry, do gruzów przylega

I stamtąd dawne opowiada czasy...

Tak słowik, z ogniem zajętego gmachu

Wyleci, chwilę przysiądzie na dachu;

Gdy dachy runą, on ucieka w lasy

I brzmiącą piersią nad zgliszcza i groby

Nuci podróżnym piosenkę żałoby.

Słuchałem piosnek. Nieraz kmieć90 stuletni,

Trącając kości żelazem oraczem91,

Stanął i zagrał na wierzbowej fletni

Pacierz umarłych; lub rymownym płaczem

Was głosił, wielcy ojcowie — bezdzietni...

Echa mu wtórzą92. Ja słuchałem z dala.

Tym mocniej widok i piosnka rozżala,

Żem był jedynym widzem i słuchaczem.

Jako w dzień sądny z grobowca wywoła

Umarłą przeszłość trąba archanioła,

Tak na dźwięk pieśni kości spod mej stopy

W olbrzymie kształty zbiegły się i zrosły.

Z gruzów powstają kolumny i stropy,

Jeziora puste brzmią licznymi wiosły

I widać zamków otwarte podwoje,

Korony książąt, wojowników zbroje,

Śpiewają wieszcze, tańczy dziewic grono...

Marzyłem cudnie — srodze mię zbudzono!

Zniknęły lasy i ojczyste góry!

Myśl, znużonymi ulatując pióry,

Spada, w domowe tuli się zacisze,

Lutnia umilkła w odrętwiałym ręku;

Śród żałosnego spółrodaków jęku

Często przeszłości głosu nie dosłyszę!

Lecz dotąd iskry młodego zapału

Tlą w głębi piersi; nieraz ogień wzniecą,

Duszę ożywią i pamięć oświecą.

Pamięć naówczas, jak lampa z kryształu,

Ubrana pędzlem w malowne obrazy,

Chociaż ją zaćmi pył i liczne skazy,

Jeżeli świecznik postawisz w jej serce,

Jeszcze świeżością barwy znęci oczy,

Jeszcze na ścianach pałacu roztoczy

Kraśne93, acz nieco przyćmione kobierce...

Gdybym był zdolny własne ognie przelać

W piersi słuchaczów i wskrzesić postaci

Zmarłej przeszłości; gdybym umiał strzelać

Brzmiącymi słowy do serca spółbraci,

Może by jeszcze w tej jedynej chwili,

Kiedy ich piosnka ojczysta poruszy,

Uczuli w sobie dawne serca bicie,

Uczuli w sobie dawną wielkość duszy

I chwilę jedną tak górnie przeżyli,

Jak ich przodkowie — niegdyś całe życie.

Lecz po co zbiegłe wywoływać wieki?

I swoich czasów śpiewak nie obwini

Bo jest mąż wielki, żywy, niedaleki...

O nim zaśpiewam: uczcie się Litwini!

*

Umilknął starzec i dokoła słucha,

Czy Niemcy dalej pozwolą mu śpiewać.

W sali dokoła była cichość głucha;

Ta zwykła wieszczów na nowo zagrzewać.

Zaczął więc piosnkę, ale innej treści,

Bo głos na spadki wolniejsze rozmierzał,

Po strunach słabiej i rzadziej uderzał

I z hymnu zstąpił do prostej powieści.