Agamemnon

OSOBY DRAMATU:

  1. Agamemnon
  2. Klitajmestra
  3. Ajgistos
  4. Kasandra
  5. Poseł
  6. Stróż
  7. Chór mężów rady argiwskiej
  8. Świta Agamemnona, Klitajmestry i Ajgistosa

Ściana tylna sceny przedstawia zamek Atrydów w Argos1.

Przed zamkiem szereg ołtarzy i posągów bóstw. Na dachu przechylony ku przodowi Stróż.

STRÓŻ

Ach, skończcie raz już, proszę, bogowie, tę nędzę!

Przez cały rok na dachu Atrydowym2 pędzę

Psie życie, strażujący — istny kundel dziki.

Aż nadtom ci już poznał nocne gwiazd sejmiki,

Wyliczyć mogę wszystkie te jasne wielmoże,

Władnące w tym powietrznym nade mną przestworze;

Wiem, które dają ciepło, które zimę rodzą

I w jakiej wschodzą chwili, a w jakiej zachodzą.

I teraz pilnie baczę z tej strażnicy mojej,

Czy wieści mi nie przyjdą o zburzonej Troi,

Ogniste, szybkie wieści. Bo tak mi królowa

Kazała — nadoprawdy3, mądra, męska głowa!

Więc leżę, ni4 ten tułacz, przesiąknięty rosą,

Wczasuję się, lecz wczasy nocne nie przyniosą

Spoczynku moim kościom: w ciągłej jestem trwodze,

Ażeby sen zbyteczny nie skleił niebodze

Tych powiek utrudzonych. A jeśli się kiedy

Świstaniem albo śpiewem chcę pozbyć tej biedy

I snu natarczywego odpędzać katusze,

Nad losem tego domu zalewać się muszę

Gorzkimi iście łzami — bo gdzież się podziały

Te dawne, dobre czasy i cnoty, i chwały?

Bodajby już nareszcie błysnął ogień boski,

Co zwolni mnie, nędzarza, od tej ciągłej troski!

chwila milczenia; nagle spostrzega ognie na górach

A, witajże mi, światło, ty słońca zwiastunie!

Zatańczy lud argiwski5 w twojej szczęsnej6 łunie,

Dziękując za tę łaskę. Oj dana! Oj dana!

Co tchu ja zawiadomię żonę mego pana,

By, z łoża się zerwawszy, wszystek dom zbudziła,

Okrzykiem przeradosnym witając co siła

Ten błogi żar pochodni. Padł gród Ilijonu7

Tak wieści straż płomienna tam, u nieboskłonu!

Jać8 sam wyskoczę pierwszy, bo straż moja czujna

Sprawiła, że mi padła dziś szóstka potrójna9

W szczęśliwej grze mych państwa zapłatą dostatnią,

Gdy rękę mego króla uściskam jak bratnią.

O reszcie wolę milczeć.. Tak jest, mówię szczerze:

Mam pypeć10 na języku... Wcale mnie nie bierze

Ochota pisnąć słówko! Hej, świat by się zdumiał,

Co by ten dom powiedział, gdyby mówić umiał!

Cóż gadać o tym ludziom nieświadomym rzeczy?

Kto wie, temu milczenie moje nie zaprzeczy.

Z boku wchodzi na scenę Chór, z piętnastu złożony starców, w świątecznych szatach, z wieńcami na głowie, z długimi laskami w ręku, z mieczami u lędźwi. W czasie gdy się ustawiają, mówi Przodownik chóru.

PRZODOWNIK CHÓRU

Dziesięć upływa lat,

Gdy dwaj wrogowie Priama11,

Których zrodziła ta sama

Boska Atrydów krew,

Król Menelaos i brat,

Król Agamemnon, na czele

Tysiącznych argiwskich okrętów

Jęli przecinać topiele

Morskich odmętów —

Zemsty poganiał ich gniew.

Z bojowym ruszyli okrzykiem —

Każdy krwiożerczy jak ptak,

Jak oszalały ten sokół,

Co skrzydeł wiosłami naokół

Z gniazda odartych, skalnych ścian

Powietrza prując szlak,

Krakaniem napełnia dzikiem

Przestworza:

Zaginął jego płód,

Przepadły pisklęta,

Długiego wylęgu trud.

Aleć12 Apollon13, czy Zeus14, czy Pan15,

Władyki16 stromych gór,

Sokoli usłyszą wrzask:

Moc boża

O powierzonych swej trosce pamięta!

Pomsta żyje —

Choć nierychliwe,

Lecz sprawiedliwe

Jawią się Erynije17.

Tak gościnności możny stróż18,

Zeus, rozdawca opiekuńczych łask,

Atreuszowym kazał synom iść

Na Aleksandra19, odbić z jego rąk

Najpłochszą z ziemskich cór.

Długo bitewny unosił się kurz;

Pod tarcz brzemieniem tłum rycerzy kląkł.

Kolana zadrżały ni liść,

Oszczepów kruszył się wał.

Proch krew trojańską ssał

I naszą, Danaów20 krew.

Lecz jakikolwiek będzie tego kres,

Tak będzie, jak każe los:

Boży gniew,

Boży cios

Nic sobie nie robi z łez,

Uderza, niepowstrzymany.

Mimo ofiary wylanej;

Łamie, niezwyciężony,

Pomimo żertwy21 spalonej.

Lecz myśmy tu pozostali

Precz22 od wojennej chwały,

Precz od chwalebnej wojny;

Ni23 chłopaczkowie mali,

Tarczy nie źdźwigniem zbrojnej:

Kij nam do ręki daje wiek zgrzybiały.

Bo jeśli w wątłej postaci chłopięcej

Potężny Ares24 nie zamieszka,

Tym więcej

Stronić on musi od starości znojnej.

Odartą ze świeżych liści,

Żywotać ją wiedzie ścieżka,

Słabą i chwiejną,

W dal beznadziejną.

Po życia wlecze się drogach;

Trzęsąca się, o trzech nogach25;

W dzień biały

Ni senna snuje się zjawa,

Niepewnym krokiem stawa26,

Nikłego widma wzór.

Klitajmestra wyszła tymczasem z pałacu, otoczona służebnicami, i zajmuje się podczas wierszy następnych składaniem ofiar na ołtarzach.

Córko Tyndareowa27,

Cóż się to, powiedz, dzieje?

Jakież nadeszły wieści,

Jakież to cudo się iści28,

Jakież radosne przyniesiono słowa

K’nam29,

Iże30 ofiarą kolejną

Bogom nie skąpisz części?

Niechże nam powie królowa.

Niech Klitajmestra nam powie,

Czemu obiata31 się leje.

Dlaczego żertwa się pali

Dla władców nizin i gór,

Dla bóstw, co chronią nasz gród,

Co rynków strzegą i bram?

W kosztownym płoną żarze

Wszystkie po mieście ołtarze;

Olejów, jakie znam,

Najprzedziwniejszy dym

Swe kłęby ku niebu splótł;

Wonności skarbiec bogaty

Z królewskiej wynosisz komnaty —

Jakiż to stał się cud?

O dobrym wypadku czy złym,

Jeżeli słuszność ci każe.

Opowiedz, troskę tę zrzuć,

Pod którą krok się nasz chwieje,

Pod którą duch nasz zamiera.

Ogni tych blask

Wielkie w nas budzi nadzieje,

Otwiera

Nowe koleje

Niespodziewanych łask.

Ból nam wypędza ze serca,

Co tak nam w łono się wwierca,

Co tak nas cały pożera.

Klitajmestra milczy, zajęta ofiarami.

CHÓR

Zaśpiewać chcę wam dzisiaj o tym, jaki znak

Walecznych powiódł mężów w ten chwalebny szlak.

Dźwięcznej mi pieśni nie odmówił bóg —

Jak stało się, że władca napowietrznych dróg,

Możny, królewski ptak32,

Dwuberłej33 kazał mocy Achajów34, by młódź,

Zbrojną w oszczepy i łuk,

Zebrawszy, Teukrów35 ukróciła chuć.

Wodzom okrętów zabłyśli u góry

Orłowie dwaj, ten biały, a ten czarnopióry,

Po stronie oszczepu36 siedli

Na wierchu, zajęczycy rozszarpanej jedli

Niedonoszony płód!37

O, biada! Niech jęczy lud,

Niech skargi rozebrzmią ponure —

Lecz dobro niech weźmie górę!

Dwoistą myśl Atrydów widząc, mądry wróż38

W zabójcach zajęczycy ujrzał widmo burz

I takieć wieszcze wnet im słowa rzekł:

„Nadejdzie czas, gdy zniszczon39 gród Priama legł,

Gdy go pokryje kurz,

A Mojry40 wam oddadzą zdobycz, którą dom

Długi gromadził wiek.

Bodajby tylko pomsty bożej grom

Nie strzaskał bicza, co smagać ma Troję:

Niechętna jest Artemis41 — i o to się boję —

Krwiożerczym ptakom, co siadły

I, trwożną zajęczycę rozszarpawszy, jadły

Niedonoszony płód”.

O, biada! Niech jęczy lud,

Niech skargi rozebrzmią ponure —

Lecz dobro niech weźmie górę!

„Nadobna pani nasza42,

Która o leśnej zwierzynie pamięta,

Ma w swej opiece i przypierśne lwięta,

Przeze mnie powiedzieć rada,

Co z wieszczby onej wypada —

Weseli mnie ta wróżba, ale i przestrasza.

Błagać więc będę Pajana43,

By naw44 danajskich wiatr nie wstrzymał wrogi,

Ażeby, zagniewana,

Wyrodnej nie żądała ofiary, co w progi

Domowe nieprzepartą nienawiść by wniosła.45

Czeka już bowiem zemsta, z krwi wyrosła46

Mord dziecka krew zapłaci, haniebnie wylana!”

Tak królom wróżył Kalchas, dzień blasku i chwały

Z tych ptaków przepowiadał, co jadły nieźrzały47

Ów zajęczycy płód.

Więc niechaj jęczy lud,

Niech skargi rozebrzmią ponure —

Lecz dobro niech weźmie górę!

Zeusie! Ty ku nam się skłoń!

Nie wiem, jak wzywać go mam,

Jak mam przemawiać doń.

To jedno tylko wiem,

Że on mi ucieczką w złem.

Że on w swej mocy boskiej zbawi mnie wszelkiej troski.

On mi ją zrzuci sam!

Ten, co tak długi czas

Wszechwładzy rozkosz pił48,

W ludzkiej pamięci zgasł.

Ale i wtóry bóg49

Zaginął — Zeus go zmógł!

W rozumie poszedł najdalej, kto dziś Zeusa chwali,

Kto czci go z wszystkich sił.

Przezeń nauczon jest człek,

Że mądrość li50 zdobył świat,

Gdy wie, co znaczy ból.

Zaledwieś do snu, uspokojon, legł,

Już on na serce wspomnieniem ci padł —

Wbrew woli naukę masz!

Lecz łaska boża ma nad nami straż,

Acz srogi jest wieków król.

I starszy floty wódz

Achajskiej zgiął się wnet

Przed siłą wieszczych słów,

Poddał się losom, co chciały go zmóc,

Gdy wiatr przeciwny od Chalcydy51 szedł.

Z okręty on w Aulis52 stał,

Bacząc cierpliwie, aże53 morski wał

Przyjazny mu będzie znów.

Wichr szalał od Strymonu54,

Za nim szła zwłoka i głód.

Wróg zwycięskiego plonu,

Tak rozpętawszy się nagle,

W tak dziki wydąwszy się prąd,

Łamał maszty, szarpał żagle,

Walił w okrętu przód;

Krzepki Argiwów lud

Bezczynnie wiądł.

Wówczas natchniony wieszcz,

Bożego słowa stróż,

Poddał pod wodzów sąd

Lekarstwo sroższe od burz:

„Gniew Artemidy z was szydzi —

To wiem!

Trzeba mu zadać kres!”

Straszny ich przejął dreszcz,

Berła rzucili Atrydzi

O ziem55.

Zalani strugą łez.

Z starszego księcia wargi

Spłynął naonczas56 ten głos:

„Z boginią pójdę w zatargi,

Gdy jej podepcę rozkazy!

Lecz zbrodnia to będzie i ból,

Straszne piętno krwawej zmazy,

Jeśli, jak chce tego los,

Ojcowskiej ręki cios

Na kwiat mych pól,

Na córkę sprowadzi skon.

I tu jest zło, i tam”.

Tak rzecze ten zbożny król —

„Lecz czyż was rzucić mam?

Być zdrajcą bojowych przymierzy?

Niech krew

Ukoi burzę fal!

Niech ten dziewiczy plon

Srogiego gniewu uśmierzy

Dziś gniew!

Tak, dobrze — i płony57 żal!”

Przed koniecznością gdy tak zegnie kark,

W duszy się jego występek zapłodni —

Złowróżbny go owiał dech!

Ziejący żądzą zbrodni,

Z sumieniem nie wchodzi już w targ,

Bo kogo raz już opanował grzech,

W tym ci zuchwałość ponadmiar wyrasta.

Wojnę poczęła niewiasta,

A dla tej wojny

I by zwycięstwo dać swej flocie,

W spokojnej,

Ponurej

Ochocie

Stał się mordercą swej córy.

Ten płacz i żal jej — na cóż się on zdał?

Ku rodzicowi zanoszone prośby,

Ni czar dziewiczych lat

Od tej straszliwej kośby58

Nie powstrzymały żądz bitewnych chwał.

Poczęli modły, krwawy rozkaz padł —

Ku miłosierdziu ojciec się nie nagnie:

Gdy ją kładziono, by59 jagnię,

W ofiarnym płótnie

Wśród śmiertelnego ołtarza,

Na wargi

Okrutnie

Sam zważa,

By klątw nie rzuciły, ni skargi!60

Oniemiona,

Gdy jej z łona

Precz szafranowe pozdzierano szaty,

Spojrzeń strzały,

Wzrok omdlały

Na swoje rzuci katy.

Jak posąg, tak nadobna, przemówić by rada61

Onać62 skazanka blada,

Onać śpiewaczka miła,

Co ongi63 tak zbożnie nuciła

O szczęściu ojcowskim i chwale,

Gdy wspaniale

Licznych gości

W jego włości

Huczna ściągała biesiada.

Jakie drogi

Los ten srogi

Wybrał ci potem, nie wiem64, nie mam słowa —

Ale godna,

Niezawodna

Jest wiedza Kalchasowa.

Cierpieniem Sprawiedliwość nas, śmiertelnych, ćwiczy;

Przyszłości tajemniczej

Wieścić me usta nieskore:

Zjawi się w samą porę —

Niech tylko ręka jej szczera

Dobro wspiera,

A bez straty

Przedsię65 dla tej,

Na którą Apia66 tak liczy.

Klitajmestra, skończywszy ofiary, zwraca się ku Chórowi.

PRZODOWNIK CHÓRU

Z godziwym, Klitajmestro, szacunkiem przychodzę,

Bo jeśli tron królewski opuścili wodze,

Małżonkom ich królewski hołd się przynależy.

Czy nowin masz nadzieję, czy po wieści świeżej

Ofiary te dziś składasz? Pytać się nie lenię —

Ze czcią odpowiedź przyjmę, ze czcią i milczenie.

KLITAJMESTRA

Jak głosi nam przypowieść, nowinę radosną

Noc-matka śle nam z jutrznią — i tobie wyrosną

Uciechy nad nadzieje, gdyć mój język powie,

Że gród Priama wzięli nasi Argiwowie.

PRZODOWNIK CHÓRU

Co?! Możem nie dosłyszał? Powtórz, pani moja!

KLITAJMESTRA

Powtarzam ci wyraźnie: w naszych rękach Troja.

PRZODOWNIK CHÓRU

Ma radość tak jest wielka, że do łez mię67 wzrusza.

KLITAJMESTRA

Toć łzami się tłumaczy wszelka szczera dusza.

PRZODOWNIK CHÓRU

Prawdziwać68 to wiadomość? Gdzież pewności znamię?

KLITAJMESTRA

Nie może być inaczej, jeśli bóg nie kłamie.

PRZODOWNIK CHÓRU

Czy może snów pochlebczych twoja miłość słucha?

KLITAJMESTRA

Nie ufam nigdy marom uśpionego ducha.

PRZODOWNIK CHÓRU

Lub może lekkoskrzydła tak cię wieść porwała?

KLITAJMESTRA

Przyganiasz mi — nie jestem ja dziewczyna mała.

PRZODOWNIK CHÓRU

A kiedyż to — mów! — padły mury tego miasta?

KLITAJMESTRA

Tej nocy, z której dzień nam dzisiejszy wyrasta.

PRZODOWNIK CHÓRU

A gdzież tej wieści poseł tak rączy, tak chyży?

KLITAJMESTRA

Hefajstos69, co swe ognie rozpalił na wyży

Idajskiej; od ogniska spieszył do ogniska

Płomienny jego goniec. Ida70 blask swój ciska

Na Lemnos, na Hermesa opokę71, a dalej

Już Athos72, schron Zeusa najmilszy, się pali,

Ognisty znak dostawszy. Potem coraz płodniej

Rozrastał się po drogach sosnowej pochodni

Ogromny żar; świecący, jak promienie słońca,

Po morza rozigranych falach mknął bez końca,

Aż dobiegł do Makista73 wierchowej strażnicy;

I tego sen nie zmorzył: płomienistolicy,

W te tropy ze swej czujnej zerwawszy się warty,

Wysłańca w dalszą drogę pchnął; ten, nieprzeparty,

Z swą żagwią do Eurypu74 dobiegłszy wybrzeży.

Dał znak Messapiosa75 opoczystej76 wieży.

Ten w zamian odpowiedział: suche wrzosu pęki

Żar dały niesłabnący. Łagodny i miękki,

Ni światło księżycowe, szedł ten blask wysoki

Równiami Asoposa77, aż hen, pod opoki.

Pod szczyty Cyteronu78, nowe budząc straże.

A oneć, rozpłonąwszy w możniejszym pożarze

Niż rozkaz, wnet przeniosły przez wody Gorgony79

Na szczyty Ajgiplanktu80 znak swój rozpłoniony

I tutaj, popędziwszy nieleniwe stróże,

Niebawem takie światło roznieciły duże,

Iż mocą niebosiężną wzbiły się ogromy

Tej miotły płomienistej w górę, ponad stromy.

Skalisty brzeg Zatoki Sarońskiej81; a potem,

Tych ogni niezagasłym opleciona złotem,

Szła wić ta ku Arachny82 wysokim chochołom.

O szczyt tu uderzywszy ostatni, z wesołą

Nowiną w gród Atrydów przybiegło to płomię83,

Idajskich ogni wnuczę. Tak ci się widomie84

Sprawili moi gońce, tak ci po sto razy

Podawał ten tamtemu królewskie rozkazy —

Zwycięzcą jest w tym biegu pierwszy i ostatni.

Ten znak ci moich wieści prawdę uwydatni,

Przysłanych mi przez męża dziś spod murów Troi.

PRZODOWNIK CHÓRU

Nie mogęć jeszcze bogom dziękować w tej mojej

Radości; pełna dziwu, słuchać jest gotowa

Bez końca moja dusza, pani, twego słowa.

KLITAJMESTRA

Do Troi dziś wkroczyli zwycięzcy Achaje.

Dwojakie słyszę krzyki — tak mi się wydaje —

W tym mieście zwyciężonym. Wlej do jednej kruży85

I ocet, i oliwę: juścić86 im nie służy

Ta spółka, zawszeć będą wrogami — tak losy

Nierówne wprowadzają rozdźwięk między głosy

Zdobywców i pobitych. Patrzaj: ci, pobledli,

Przy zwłokach swych najbliższych w wielkim smutku siedli —

Przy mężu tutaj żona, tam przy starcu dziecię.

Najmłodsza swego rodu latorośl. Na świecie

Większego nie ma bólu nad ten, gdy tak z wargi

Tych dziś już niewolników krwawe płyną skargi

Na dolę swych najdroższych. Tamci zaś, strudzeni

Zamętem i rozgwarem walk wśród nocnych cieni,

Rozbiegli się po mieście, aby znaleźć jadło.

Nikt znaku się nie trzyma, idzie, jak wypadło.

Jak ślepy traf przydarzył; pomny swojej nędzy,

W trojańskich się pałacach rozgaszcza co prędzej:

Już szron mu nie dokucza, nie ziębi go rosa,

Na wartę iść nie trzeba pod gołe niebiosa,

Wygodnie nockę prześpi, ciepło i bez trwogi.

Jeżeli tylko uczczą opiekuńcze bogi

Tej twierdzy87, poszanują w tej zdobytej ziemi

Przybytki bóstw — to myślę, że się już ze swemi

Zwycięstwy88 nie rozminą. Ale tak się zdarza,

Iż wojsko w chęci zysków niejedno znieważa,

Co uczcić się należy. Aby wrócić potem

Do domu z tej wyprawy, powtórnym zawrotem

Potrzeba łaski niebios. A nuż wojsko wróci,

Zgrzeszywszy, i bogowie w swojej gniewnej chuci

Ponowną zbudzą zemstę z krwi umarłych? Boże!

Ot, tyle wam niewiasta dziś powiedzieć może.

By dobro było górą, to jedno życzenie

Ze wszystkich swoich skarbów przenajwyżej cenię.

PRZODOWNIK CHÓRU

Niewiasto, mądrześ rzekła, od mężów niegorzej.

A teraz, gdy mam dowód i pewność, niech złoży

Dziękczynna się modlitwa dla bóstw, którzy krwawą

Niedolę taką dzisiaj ozłocili sławą.

Klitajmestra odchodzi do pałacu.

PRZODOWNIK CHÓRU

Zeusie królewski! O Nocy ty miła,

Ty światów wszechmożna pani!

Na Troiś89 warownię mgłę gęstą rzuciła,

Że starce i dzieci

Z zabójczej tej sieci,

Z niewoli okrutnej obieży90

Nie uszli w twych mroków otchłani.

Wargi me skore

Wielbią Zeusa, stróża gości,

Co łuk w prawicy swej dzierży;

Dawno go trzymał napięty

Przeciwko złości

Aleksandrowej,

Bacząc, by pocisk gotowy

Nie padł w powietrzne odmęty

Nie w porę...

CHÓR

Zeusa grom

Szczodrze już poznał ich dom —

Któż by mógł

Między nieprawdy policzyć mój głos?

Spotkał ich los,

Jakiego chciał dla nich bóg.

Świat ci znam,

Mówiący, że boskim oczom

Uchodzą ludzie, jeśli kroczą

Środkiem występnych, krzywych dróg.

Ale to grzech i kłam91!

Na cały ród

Przezgubna spadnie pokuta,

Jeżeli żądza, z bożej czci wyzuta,

Za zbytnim łupem goni,

Jeżeli w domu zbytni blask gromadzi.

Więc skromnym losom bądźmy radzi,

Albowiem z nieszczęścia toni

Żaden ci skarb nie wyprowadzi

Tego, kto prawo był zgniótł,

Sprawiedliwości ołtarze

W zuchwalstwa zdeptał nadmiarze.

Juścić on

Nie wie, gdzie znaleźć ma schron:

Gładka dłoń

Chytrej pokusy uwodzi go wciąż.

Występny mąż

Grzechem znaczoną ma skroń,

Zbrodni swej

Przed nikim już nie ukryje —

Onać swym własnym blaskiem żyje!

Fałszywy kruszcu, płoń się92, płoń,

Połyski złota miej —

Nadejdzie czas:

Sczernieje jaśń twa zdradziecka!

A on podobny jest do tego dziecka,

Co ściga ptaszę skrzydlate:

Klęsk od swojego nie odwróci miasta —

Łaska mu boża nie wyrasta!

Tak ci na swoją zatratę

Zła przywabiła go niewiasta —

Parys nawiedził nas:

Łamie gościnę, jak złodziej,

Cudzą małżonkę uwodzi.

Włóczni tłum,

Żagli szum,

Zbroi szczęk,

Ludu jęk

Zostawiła ziomkom swym.

Zamiast wiana,

Z domu pana

Gdy lekkimi uszła kroki,

Klątwę wniosła, sercem lekka,

Gruz i dym

W Ilijonu smutny gród.

I zajękli wieszcze domu

Nad czelnością tego sromu93.

Ach, to łoże! Ach, ten lud!

Ach, ten wstyd głęboki,

Którym miasto, którym człeka

Okryła ta zdrada!...

A on, tak podle zhańbiony,

Z milczącej umiera tęsknoty —

Snać94 w domu widmo jej włada95

Spoza dalekich mórz.

Hej, jakiż po stracie żony

Zajmie go jeszcze obraz złoty?

Minęło wszystko już!

Wzrok ci ma odtąd zakryty

Na wszelki wdzięk Afrodyty96.

Żywot marł,

Tylko czar

Budził sen —

Nikły len,

Który prządł mu gorzki żal;

Wiotkie, lotne,

Bezpowrotne,

Mgławe mary i widziadła,

Co na wiewnych skrzydłach wioną

W pustą dal.

Darmo je tęskny ściga wzrok!

Taka w wszystkich domach klęska,

Nieodparta, przezwycięska,

Trosk wodząca rojny tłok,

Przy ogniskach siadła!

Na tę ziemię nawiedzoną

Gorzka przyszła dola:

Wszak nie ma w Helladzie sioła,

Skąd by orszaki zbrojne

W bitewne nie poszły pola.

Cierpliwość czyha u bram;

Ale i żal głośno woła:

Ilum słał w tę krwawą wojnę,

Wiem ci to dobrze sam,

A oko dziś wita moje

Popioły tylko i zbroje!

Ares, mieniacz ludzkich trupów!

Za garść złota, on, co waży

Na oszczepie życie człeka,

Hen, z daleka,

Spod Ilionu

Zamiast łupów

Śle najdroższym ku boleści

Proch rycerzy, proch żeglarzy

W kosztownej, zamkniętej urnie!

Przedsię górnie

Chwałę skonu

Pieśni głoszą:

Ten z rozkoszą

Dla żołnierskiej zginął części,

Tamten dla cudzej żony

Padł, włócznią ugodzony!

Zaś na Atrydów ponury,

Tajemny, bólem sycony,

Podstępny czyha gniew,

W pierś ich waleczną mierzy.

A Troi upadłe mury

Zmarli obiegli bohaterzy;

Wylana mężnie krew

Na obcej, dalekiej ziemi

Sławę ich krzewi i plemi97.

Przepotężny jest głos ludu,

Klątwę ściąga za śmierć braci;

A ja czekam, aż złowroga

Przyjdzie trwoga,

Córka Nocy,

Z jarzmem trudu,

Gdyż bogowie nie przebaczą

Sprawcom rzezi. Już postaci

Czarnych Erynij zjawisko

Widzę blisko,

Pełne mocy!

W życia boju

Kto bez znoju

Zdobył szczęście, ten w rozpaczy

Ujrzy, jak rychło zginie,

Co przyszło w złej godzinie.

Groźny jest honor wszystek,

Gdy wzrósł na krwawej winie:

Zeusowy pada grom —

Haniebny koniec z weselem!

Więc bogactw razi mnie zbytek,

Nie chcę być grodów burzycielem,

Cichy przenoszę98 dom

I wielce mnie serce boli

W cudzej umierać niewoli.

Ognie świecą,

Wieści lecą

Po ulicach miasta!

Któż odgadnie,

Zali99 zdradnie

Kłamny100 nie zwodzi nas bóg?

Chłopięca tylko dusza

Taką się złudą wzrusza:

Jak to, nadzieja wyrasta

W tym naszym łonie,

Że gdzieś tam wśród górskich dróg

Jakowyś ogień płonie,

Aby gdy zgaśnie ten żar,

Jeszcze nas większy smutek sparł?

Niech łatwowierna niewiasta

Przed czasem dzięki składa!

Słowa jej grot

Chyży ma lot,

Lecz chyżo również pada

Wieść urodzona

Z płochych białogłów łona.

PRZODOWNIK CHÓRU

Dowiemy się niebawem, czy prawdy jest bliska

Płomienna wieść, przez żarne podana ogniska,

Czy może owo światło jest, ni obraz we śnie,

Co przyszedł, pełen czaru, i zginął przedwcześnie.

Bo oto widzę posła, jak k’nam od wybrzeża,

Uwieńczon gałązkami oliwnymi101, zmierza.

A suchy, dżdżu spragniony kurz, co pod dostatkiem

Obsypał go, brat bliźni błota, jest mi świadkiem,

Że niemym posłem nie jest i że nie przez blaski

I dymy watr102 wierchowych udzieli nam łaski

Radosnej, albo... O tym ani wspomnąć nie chcę,

Albowiem gdy go widzę, nadzieja mnie łechce,

Że z dobrem tym niebawem dobro się połączy!

A kto naszemu miastu życzyć byłby rączy

Odmiennie, ten niech — mówię, a to prawda szczera —

Swojego zaślepienia sam owoce zbiera!

Zjawia się Poseł.

POSEŁ

Rodzinna ziemio Argos, witaj mi! Nareszcie

Po latach aż dziesięciu jestem w moim mieście.

Ta jedna mi się z wszystkich nadziei spełniła!

A jużem prawie zwątpił, czy ta ziemia miła

Dla kości mych swe wnętrze najdroższe otworzy.

Witajcie, moje łany! Witaj, blasku boży

Słoneczny i ty, Zeusie, stróżu tej krainie,

I ty, pytyjski władco103, święty Apollinie!

Pociski twoje na nas już się nie powalą,

A byłeś nam niechętny nad Skamandru falą104.

Bądź odtąd naszym zbawcą, podtrzymuj nam zdrowie!

I was pozdrawiam wszystkich, o walki bogowie!

A przedsię ciebie, pośle, posłów czci i chwało,

Hermesie!105... Spod oszczepów powracamy cało,

Więc radzi nas przyjmijcie, bohaterzy zmarli106,

Wy, coście nas do tego bojowania parli!

Witajcie mi, przysionki królewskie, ty, drogi

Mój zamku, wy, ołtarze, wy, promienne bogi!

Jeżeli kiedykolwiek, to już dzisiaj właśnie

Niech oko waszej łaski dla niego nie gaśnie,

Albowiem Agamemnon, książę władczej mocy,

Przynosi wam i wszystkim światłość pośród nocy.

Przyjmijcie go jak męża, co trojańskie niwy

Przeorał onymć107 pługiem, który Zeus mściwy

Powierzył jego ręce: już tam ni ołtarzy,

Ni żadnych świątnic bogów wzrok nie zauważy.

Do szczętu wyniszczono nasienie tej ziemi!

Dziś wraca ten, co dłońmi narzucił silnemi

Na Troję ciężkie jarzmo, wraca pierworodny

Szczęśliwy syn Atreja, czci największej godny

U ludzi... Przedsię Parys razem z miastem swojem

Nie może się pochlubić czynem, by go znojem

Nie spłacił słusznej kary: winien był kradzieży,

Rabunku, i dziś za to sam pohańbion leży,

Ojczysty dom i kraj swój podeptany widzi —

Podwójnie za grzech jego cierpią Priamidzi108.

PRZODOWNIK CHÓRU

Wysłańcze wojsk achajskich, witaj u tych progów!

POSEŁ

O szczęście! Nawet śmierć dziś przyjmę z ręki bogów!

PRZODOWNIK CHÓRU

Co — powiedz! — tak tęskniłeś do ojczystych włości?

POSEŁ

Że łzy mam dzisiaj w oczach z nadmiernej radości.

PRZODOWNIK CHÓRU

I wyście tego bolu109 poznali rozkosze?

POSEŁ

Co znaczy to? Ja nie wiem, wytłumacz mi, proszę!

PRZODOWNIK CHÓRU

Za waszą w trop boleścią i nasz ból się miota.

POSEŁ

Tęsknotę twą budziła naszych wojsk tęsknota?

PRZODOWNIK CHÓRU

Że nieraz jęki głuche rozdzierały duszę.

POSEŁ

A skądże takie w domu nadmierne katusze?

PRZODOWNIK CHÓRU

Milczenie już od dawna najlepszy mój lekarz.

POSEŁ

Któż gnębił cię w czas wojny? Na kogo narzekasz?

PRZODOWNIK CHÓRU

Z rozkoszą i ja dzisiaj byłbym umrzeć gotów.

POSEŁ

Zadowoleni bądźmy z szczęśliwych obrotów —

Choć, prawda, czas tak długi zło i dobro płodzi.

A o kim, oprócz bogów, powiedzieć się godzi,

Że nigdy trosk nie zaznał? My zaś jakież chwile

Miewali dolegliwe! Ileż trudów, ile!

Ciasnota na okręcie, niewygodne leże,

Co moment jakieś skargi, jakieś żale świeże.

Na lądzie jeszcze gorzej. Rozbiliśmy płótna

Tuż obok murów wroga: wilgoć łąk okrutna

I rosa, spadająca z pochmurnych niebiosów,

Moczyły nam odzienie; w czochry110 naszych włosów

Dostało się robactwo. A któż nie pamięta

Tych strasznych zim, gdy z mrozu ginęły ptaszęta,

Tych śniegów, które Ida sypała bez miary?

A one letnie spieki, południowe żary,

Gdy morze, bez powiewu, bez najmniejszej fali

W sen cichy się układa?... Dziś nikt się nie żali,

Minęły wszystkie trudy — dla tych, którzy w grobie

Dziś legli i zapewne już nie życzą sobie

Zmartwychwstać. Ale po cóż tych, co padli w boju,

Wymieniać? A zaś żywi po cóż by o znoju

Pamiętać mieli dzisiaj? Żegnajcie nam, troski!

Nad bólem zapanował wszakże promień boski

Zwycięstwa! Onoć dzisiaj przemożną zdobyczą

Dla szczątków wojsk argiwskich. Blaski słońca krzyczą,

Radosne niosąc wieści przez lądy i wody:

Argiwski oto naród wziął trojańskie grody

I mnogie swoje łupy w wieczną cześć Helladzie

Na bogów swych ołtarzach z kornym sercem kładzie!

Ktokolwiek to usłyszy, winien głosić sławę

I wojsk, i wodzów naszych, przedsię dzięki prawe

Zeusowi trzeba złożyć: on to był w tym całem

Zwycięstwie najmożniejszy. Tyle rzec wam miałem.

PRZODOWNIK CHÓRU

Przekonan twymi słowy, chętnie się ukorzę —

I starość jeszcze czegoś nauczyć się może.

Ten dom i Klitajmestra juścić do radości

Największy mają powód, lecz i we mnie gości

Nie mniejsze dzisiaj szczęście, uciecha najszczersza.

KLITAJMESTRA

która podczas słów powyższych wyszła z pałacu, otoczona świtą

Okrzyki przeradosne wznosiłam ja pierwsza,

Gdy gończy płomień ognia dotarł dziś do mojej

Komnaty z nowinami o upadku Troi.

Niejeden z was podrwiwał: „Jakże wierzyć można

Pozorom? Myśl niewieścia zbyt jest nieostrożna,

Zbyt lekka, jeśli sądzi po blasku pochodni

O zgubie Ilijonu!”. Tak ci najniegodniej

Przepłochą mnie nazwano. Lecz ja, na te słowa

Nie bacząc, wbrew przyganie byłam ci gotowa

Obiaty złożyć bogom od razu. Po mieście

Okrzyki się podniosły — zwyczajnie niewieście,

Pochopne wesołości — a pośród ołtarzy

Ofiarny, wonny ogień kadzideł się jarzy.

Lecz po cóż słów mi twoich? Za chwilę sam książę

O wszystkim mi opowie. A teraz podążę,

Ażeby jak najlepsze zgotować przyjęcie

Mężowi, który idzie. Bo, powiadam święcie,

Cóż może być milszego dla oddanej żony

Ponad to, gdy z wyprawy wraca ocalony

Małżonek w bramy domu? Idź, powiedz królowi,

By śpieszył się! Gród cały hucznie go pozdrowi,

A w domu wierna żona niecierpliwie czeka

Tak, jako ją zostawił. Wszelakiej daleka

Zdrożności względem niego, tylko złemu wroga,

Ni pies, u domowego warowała proga.

Tak! W niczym niezmieniona, precz od myśli zdradnej,

Choć długie przeszły lata, pieczęci mu żadnej

Nie naruszyła. Owszem, miłosne rozkosze

Z kim innym tak jej obce — powiedzieć mu proszę! —

Jak obcą i nieznaną jest sztuka barwienia

Żelaza — i w tym, myślę, zbyt się nie przecenia

Kobieta, jeśli prawda w jej słowie się mieści.

Odchodzi.

PRZODOWNIK CHÓRU

Słyszałeś, co ci rzekła. Nad ten mózg niewieści

Zapewne nikt ci sprawy jaśniej nie wyłoży.

A teraz powiedz, pośle, czy zdrowy i hoży

Powraca tutaj ku nam wraz z wojskami swemi

Menelaj, luby władca tej ojczystej ziemi?

POSEŁ

Nie umiem kłamstwa mieszać z radością, jeżeli

Nie wolno z niej obdzierać drogich przyjacieli111.

PRZODOWNIK CHÓRU

Więc w słowie twym, co miłe, z prawdą się nie zgadza?

By rozdźwięk taki ukryć, gdzie znajdzie się władza?

POSEŁ

Znikł mąż ten spośród wojów achajskich szeregu,

Znikł razem z swym okrętem. Mówięć bez wybiegu.

PRZODOWNIK CHÓRU

Czy w waszych oczach ruszył spod murów Ilionu?

Czy burza go odcięła, ta zwiastunka skonu?

POSEŁ

Ni łucznik wielce sprawny trafiasz w samo sedno:

Odkryło ogrom klęski twoje słowo jedno.

PRZODOWNIK CHÓRU

A jakież o tym zdanie wśród innych żeglarzy?

Czy uszedł zdrów? Czy uległ burz potędze wrażej? 112

POSEŁ

Nikt pewnych nie ma wieści, prócz jednego Słońca —

Żywiciel ziemi, Helios, świadomy jest końca113.

PRZODOWNIK CHÓRU

Jak było z tym orkanem, co wasze okręty

Nawiedził, w gniewie bożym tak srodze poczęty?

POSEŁ

Czyż godzi się zakłócać dnia słoneczne blaski

Złowróżbną wiadomością, tracić rozkosz łaski

Niebiańskiej? Jeśli poseł ze smutkiem na skroni

Do grodu rodzinnego z nowiną przygoni.

O klęsce wojsk, gdy powie, jaka wspólna rana

Została jego miastu biednemu zadana

Na skutek ran przemnogich, które mężom, w pole

Z domostwa wywołanym na wojenne bole,

Ciął Ares obosiecznym, ulubionym biczem,

Podwójnych nieszczęść sprawca114 — jeżeli z obliczem

Posępnym taki poseł do swoich przybieży,

Złą wieścią obładowan, czyż go nie należy

Powitać straszną pieśnią Erynij115? Lecz jeśli,

Przybywszy, swoim ziomkom ucieszonym skreśli

Szczęśliwy obrót walki, jakżeż ma on wtedy

Rzecz dobrą łączyć razem z grozą krwawej biedy,

Zmuszony przypominać, jaka burza sroga

Spłynęła na Achajów nie bez gniewu boga116?

Tak, ogień razem z wodą, dwa żywioły sprzeczne,

Kłócące się wzajemnie, tym razem w bezpieczne

Przymierze weszły z sobą, aby wspólną mocą

Nieszczęsne zgnieść Argiwy. Zguba przyszła nocą.

Od Tracji zadął wicher117 i począł okręty

Rozbijać o okręty. Orkan niepojęty.

Smagając rozhukane fale biczem gradu

I deszczu, porwał statek i zgubił bez śladu

W pomrokach. Lecz gdy słońce zabłysło w przestworze,

Egejskie myśmy wówczas zobaczyli morze,

Osiane kwiatem trupów i floty szczątkami.

My tylko uszli cało. Jakiś bóg nad nami

Zlitował się, nie człowiek, po odmęcie wody

Na tramie118 ocalałym uniósł nas bez szkody —

Wyżebrał nas czy wykradł. Szczęście nam przy sterze

Usiadło, że ni fala nasze kotwie119 bierze,

Ni rzuca nas ze statkiem na wybrzeżne skały.

Lecz choć uszliśmy z życiem, przecież dzień nas biały

Radością nie napełniał, owszem, troski nowe

O wojsko rozpierzchnięte obiegły nam głowę.

Ktokolwiek z nich żyw jeszcze, o tym tylko baczy,

Że myśmy potraceni. Możeż być inaczej?

I my tak samo o nich myślimy tej chwili.

Bodajby jak najlepiej bogowie zrządzili

To wszystko! Ale wierzaj, że z tej gorzkiej nędzy

Pierwszego Menelaja powitasz co prędzej,

Jeżeli go gdziekolwiek widzi promień słońca

Przy życiu i przy wzroku: rodu jego końca

Nie pragnie jeszcze Zeus, jest jeszcze otucha,

Że wróci... To słyszący prawdy duch twój słucha.

CHÓR

Któż pierwszy to imię, któż

W cichy, spokojny,

Zła nieświadomy puścił świat?

Zgodne z posiewem burz,

Snać niewidzialny wynalazł je duch,

Przeczuwszy los,

Który na ziemię tę padł.

Miasta walący cios,

Rozbijający w puch

Rycerzy zastęp zbrojny

I druzgocący okręty —

Oto, co znaczy

To imię, pełne rozpaczy!

Gdy wstała z miękkiego łoża

Helena, sprawczyni wojny,

Gdy, na zachodzie wszczęty,

Poniósł ją wicher przez morza

Odmęty,

Pospieszył za nią wślad

Nad Simoidu120 brzeg.

Na bujny puszcz manowiec

Wszelaki odważny łowiec,

Wszelaki krwi żądny człek.

Ale złowróżbny ten ślub,

Urodzon z winy,

Co praw gościnnych kłóci mir121,

Miał wnet wykopać grób.

Aby weń strącić Ilionu gród.

Zeusa gniew

Przytłumił dźwięki lir.

Zdusił radosny śpiew,

Którym niebaczny lud

Witał te zaślubiny:

Jakkolwiek nierychliwy,

Groźnie przybieży

I zgasi hymny dziewierzy122.

O miasto ty Priamowe,

Smutnej dożyłoś godziny!

Ogrodzie ty sędziwy,

Na twoją starą głowę

Od niwy,

Gdzie krwi się rozpienił wir,

Klątewny się wali strach!

Parys — tak naród łka blady —

Winien jest naszej zagłady.

On wiarołomca i gach!

Wychował ci pewien człek

Lwie szczenię,

Z pustynnych zabrane leż123.

Od piersi matki odjęty.

Nieraz ten młody zwierz,

Jak dziecko zgoła,

Na łonie jego legł.

Pomiędzy pacholęty

I między starszymi wesoła,

Przekrotochwilna124 zabawa:

Na łapkach przed nimi stawa,

Do stóp się żenie125,

Liże mu ręce,

Gdy głodny, oczy niemowlęce

Pokornie k’niemu podnosi,

O strawę prosi.

Ale dorósłszy, w ten czas

Objawił

Swoich rodziców krew.

Płacąc tak za opiekę,

Wpadł rozjuszony lew

Pomiędzy trzodę,

Mięsem się jagniąt pasł,

Posoki wylał rzekę.

Przestrach napełnił zagrodę,

Rozpierzchły się domowniki,

A zwierz wciąż szalał dziki,

We krwi się pławił.

Tak z woli boga

Dla wszystkich straszna wstała trwoga,

Gdy nieszczęść groźny wróżbita

W progi zawita.

Weszła ci w gród Ilionu

Nadobna, hoża,

Spokojna, by cichy błękit morza...

Klejnot najdroższy pomiędzy klejnoty126,

Oczu promienny pocisk złoty,

Miłości czarowny kwiat.

Lecz urok szybko zbladł —

Kara żyje!

Ślub zapowiedzią stał się skonu

Cnej Priamidów chwały.

Zeus, pomstą rozgorzały

Za praw gościnnych srom,

Sam ci wprowadził ją w dom,

Ni krwawą Eryniję!

Stare powiada przysłowie:

„Bogactw dostatek

Bez dziedziczących nie mrze dziatek,

A między kwiaty szczęścia wszak się plemi

Zielsko niedoli”. Jać się z temi

Słowy nie godzę, lecz wciąż

Twierdzę, że grzeszny mąż

Płodzi grzechy

I że w pokoleń się osnowie

Przebija ojców wina127,

Że zbożna zaś rodzina

Zbożny wydaje plon:

Dla świata ci będzie on

Krynicą cnej pociechy.

Pycha, z nieszczęściem ludzi

Wciąż igrająca, pychy wielkiej

Nowy, we winy bogaty

Obraz na światło budzi —

Aż przyjdzie chwila, gdy z zbrodni

Świeży się płód128 zapłodni:

Rodu zatraty

Sprawca posępny,

Niezwyciężony, niedostępny

Powstanie demon, syn Aty129

Z obliczem swej rodzicielki.

Lecz Sprawiedliwość, co rada

Jasnymi blaski opromienia

Chat zadymione ściany,

Gdy zbożne życie w nich włada,

Odwraca od domu oblicze,

Gdzie ręce kryje zbrodnicze

Płaszcz, złotem tkany;

Bogactw potęga

Nigdy do serca jej nie sięga.

Ona li cnotę na łany

Słoneczne wywodzi z cienia.

W płaszczu królewskim zjawia się na rydwanie Agamemnon; za nim Kasandra130 z oznakami prorokini: w przepaskach wełnianych we włosach i z laską wawrzynową w ręku.

PRZODOWNIK CHÓRU

Witaj nam, królu,

Możny zdobywco Troi,

Potomku Atreuszowy!

Jakimi cię słowy

Dziś uczcić mam?

Dusza się boi

Przesadnej dziękczynień miary,

Lecz wielki to byłby kłam,

Gdyby uszczuplić chciała,

Czego wymaga twa chwała.

Ludzki to nałóg stary,

Że się kochamy w pozorze,

Przekraczający granice

Słuszności.

Niejednokrotnie dla bolu

Współbolejące mamy lice,

Ale nie zawsze wnika nam do duszy

Kolec ich krwawych katuszy;

A gdy wesołych przyjmujemy gości,

W nieszczery się uśmiech stroi

Nasza obłudna twarz.

Przedsię dobrego pasterza,

Gdy pilną ma straż

Nad swego ludu trzodą,

Błyski wodnistej przyjaźni,

Którymi fałszywe lśnią oczy,

Nigdy nie zwiodą —

Ty lud swój znasz!

Przyznaję najwyraźniej:

Rozumnyś mi nie był wódz,

Który roztropnie ku swym celom zmierza,

Gdyś, nazbyt ochoczy,

W sprawie Heleny

Przygotowywał bój.

Życie najbliższych było ci bez ceny,

Ofiarą ich chciałeś zmóc

Niechętliwego żołnierza,

Wiodąc na straszny go znój,

Na skon!

Lecz dziś wśród naszych łon,

Gdy trudne dzieło dobiegło już końca,

Życzliwość znajdziesz radosną.

A wzrok badawczy twój

Rozpozna niebawem,

Kto się tu rządził prawem,

Kto jego był obrońcą,

Kto zaś w tym mieście twem

Parał się z złem,

Przez kogo grzechy tu rosną.

AGAMEMNON

Nasamprzód131 memu Argos i ojczystym bogom

Godziwe pozdrowienie! Przez nich widzę drogą

Mą ziemię, przez nich karę słuszną Priamowy

Otrzymał gród. Zaiste! Nie pustymi słowy

Głoszono tu wyroki na twierdzę Ilionu:

Do urny śmiercionośnej, rozstrzygając skonu

Rozlicznych mężów sprawę, rzucili bogowie

Swe gałki, zaś do drugiej, przynoszącej zdrowie,

Nadzieja przystąpiła z próżnymi rękoma.

Dotychczas jeszcze miasta pożoga widoma,

Tlą jeszcze się ofiary nieszczęścia. Niedługo

I ty się w nic rozwiejesz, ciemna dymu smugo,

Wijąca się nad bogactw popalonych zgliszcza.

Niech za to wierna dzięka bogom się uiszcza:

Z ich łaski nieprzyjaciel wpadł w nasze obieże,

Trojański gród argiwskie stratowało zwierzę,

Gdy zbrojne, z wnętrza konia urodzone plemię132

Rzuciło się o Plejad zachodzie133 na ziemię,

By, ni to lew niesyty, napić się posoki

Królewskiej! Ten ci bogom nasamprzód głęboki

Złożywszy hołd, ku tobie zwracam się tej pory.

To wszystko, co mi rzekłeś, zawszeć jestem skory

Pamiętać, gdyż z twoimi zgadzam się słowami.

Niewielu przedsię znajdziesz takich między nami,

Co patrzą bez zawiści na szczęśliwą dolę

Swych bliźnich, chociaż zazdrość podwaja nam bole,

Albowiem gdy do serca wsączy swą truciznę,

Rozkrwawia jeszcze bardziej naszą krwawą bliznę:

Nie dosyć, że nas brzemię troski własnej trudzi,

Lecz jeszcze nas przygniata szczęście innych ludzi.

Wiem o tym z doświadczenia. Zawszem najwyraźniej

Ułudę tylko widział w zwierciedle przyjaźni,

Na miejscu życzliwości pustem chwytał mary.

Odyssej134 tylko jeden dotrzymał mi wiary,

On jeden, choć niechętnie poszedł z mą wyprawą135,

Rad dzielił ciężkie jarzmo, niedolę mą krwawą.

Dziś nie wiem, czy on żywie136, czy spoczął już w grobie.

Wszelakie inne sprawy rozważymy sobie

Na wspólnej naszej radzie, pilne sprawy miasta

I bogów... Niech, co dobre, mnoży się i wzrasta —

To naszą będzie troską! A gdzie jest wskazane

Lekarstwo, aby wyciąć czy wypalić ranę,

Roztropnie tam usuniem wrzodu powód srogi.

A teraz w dom swój wejdę, przywitam swe bogi,

Co precz mnie stąd wysławszy, znów mnie powrócili.

Niech przedsię mi zwycięstwo sprzyja każdej chwili!

Podczas ostatnich wyrazów wyszła z bramy pałacu Klitajmestra i podąża ku rydwanowi. Staje pomiędzy Agamemnonem a Chórem. Towarzyszące jej służebnice z wałkami tkanin w ręku zatrzymują się w bramie.

KLITAJMESTRA

zwrócona do Chóru

Sędziwa rado Argu, cni obywatele!

Nie wstydzę ja się wyznać przed wami, jak wiele

Miłości mam dla męża: i nieśmiałość bowiem

Opuszcza nas z latami. Przeto wam opowiem,

Nie cudzą nauczona dolą, tylko swoją,

Jak wiele wycierpiałam, gdy on był pod Troją.

Już w tym jest ból niemały, jeśli opuszczona

Przez męża, dom samotny zamieszkuje żona,

A jakżeż te katusze bez ustanku rosły,

Gdy wieści coraz sroższe przynosiły posły.

Bo jeśliby te wszystkie był otrzymał rany

Mój mąż, o których goniec za gońcem wysłany

Obwieszczał, jużcić skórę miałby jako siatka

Dziurawą, a jeśliby, jak nam wieść nierzadka

Głosiła, miał był polec, byłby ni trójciały

Geryjon137 i, zabity, zająłby wspaniały,

Potrójny kawał ziemi każdą z swych postaci.

Zdawało mi się nieraz, że życiem opłaci

Mój umysł te rozpaczne, nieustanne wieści.

Toć nieraz miałam stryczek z tej wielkiej boleści

Na szyi, tylko ludzie zdjęli go przemocą.

zwrócona ku rydwanowi

Dlatego mnie tu widzisz samotną, sierocą,

Bez syna, Orestesa. Lecz niech się nie boi,

Nie dziwi się twe serce! Ten miłości mojej

I twojej luby zakład dobrą ma dziś pieczę:

Fokijczyk138 Strofios wziął go. On mi bowiem rzecze —

Tak było — o tej grozie, która czeka ciebie

U murów Ilijonu, i w jakiej potrzebie

Nasz ród się znaleźć może, jeśli rada miasta

Ulegnie buntom tłumu, bo gdzie brak jest własta139,

Tam ludzkim jest zwyczajem deptać jeszcze bardziej

Upadłych. Takim słowem chyba nikt nie wzgardzi:

Nie chował się w nim podstęp. Co do mnie, to jużci140

Łez tyle wypłakałam, że w wnętrza czeluści

Już wszystkie wyschły zdroje, a zaś od czuwania

Blask oczu moich przygasł, mrok mi go zasłania.

Zbyt długom cię czekała — czekałam daremnie,

Czy ogniem twoich wieści nie rozpłoną ciemnie.

Najlżejszy trzepot skrzydeł nikłej, wątłej muszki

Ze snu mnie, widzisz, budził, a w sen twojej służki

Spływały większą falą bole twe i smutki,

Niż mógłby ją pomieścić w swej chwili tak krótkiej.

To wszystko dziś przebywszy, w duszy swojej ważę.

Jak witać cię, jak nazwać! Psa, owczarni strażę,

Pozdrawiam dzisiaj w tobie, zbawczą linę statku,

Potężny filar domu, zaporę upadku,

Jedyne dziecko ojca, ląd, co wbrew nadziei

Żeglarzom się ukazał, po strasznej zawiei

Przecudny dzień słoneczny, źródło wśród manowców,

Rzeźwiące świeżą wodą strudzonych wędrowców!

Rozkoszą jest wyjść cało z niebezpieczeństw burzy,

Więc takie niech ci dzisiaj pozdrowienie służy,

A wszelka niechaj zawiść ucieka! Zbyt wielu

Katuszy doznaliśmy. Drogi przyjacielu,

Zejdź teraz z tego wozu! Tylko stopy swemi

Nie wolno ci dotykać brudnych pyłów ziemi,

Pogromco Ilijonu! A czemuż, służebne,

Zwlekacie? Gdzież te sukna, pod nogi potrzebne?

Pokrowiec purpurowy drogę mu wymości

Do domu, gdzie go dzisiaj dłoń Sprawiedliwości

Wprowadza niespodzianie. Zaś resztę, co trzeba,

Skrzętność moja, snu wroga, zrządzi z wolą nieba.

Służebnice rozkładają sukna.

AGAMEMNON

Strażniczko mego domu, luba córko Ledy!

Stosownie do tej długiej rozłączenia biedy

Długimi witasz słowy. Przednią rozkosz wzbudza

Pochwała, gdy ją warga podaje nam cudza.

Białogłów obyczajem nie wypada tobie

Rozpieszczać swego męża, ani też w sposobie

Pozdrawiać barbarzyńskim, wlokąc się po ziemi.

Daj spokój tej purpurze!141 Z bóstwy potężnemi

Nie myślę iść w zawody: takiej czci li bogi

Są godne. Człek śmiertelny, kroczyć ja bez trwogi

Nie umiem po kobiercach. Czcij mnie jak człowieka,

A nie zaś jako boga! Sława ma nie czeka

Barwnego podścieliska, ni wzorzystej szaty,

A w łaskę bóstw niebiańskich ten tylko bogaty,

Kto umiał zbyć się pychy. Szczęśliwym zwać można

Li tego, kto szczęśliwie skończył żywot. Zbożna

Uciecha spłynie na mnie, gdy będę gotowy

Tak czynić, jako tymi wypowiadam słowy.

KLITAJMESTRA

Oporu niech nie budzi w tobie me życzenie!

AGAMEMNON

Nie! Ja życzenia swego — wiedz o tym! — nie zmienię.

KLITAJMESTRA

Czyś z strachu przed bogami takie złożył śluby?

AGAMEMNON

Wiem lepiej, jak rozumne są moje rachuby.

KLITAJMESTRA

A Priam gdyby takie spełnił czyny duże?

AGAMEMNON

Zapewne, że w zwycięskiej chodziłby purpurze.

KLITAJMESTRA

Niech ludzkiej się przygany serce twe nie boi!

AGAMEMNON

Głos ludu moc i wagę posiadł w duszy mojej.

KLITAJMESTRA

Niegodzien jest zazdrości, komu nie zazdroszczą.

AGAMEMNON

Niedobrze, gdy kobiety swarzą się i złoszczą.

KLITAJMESTRA

Przystoi szczęśliwemu ulec choć na chwilę.

AGAMEMNON

Zwycięstwo swe czyż tyle sobie ważysz, tyle?

KLITAJMESTRA

Zwycięzcą tyś, lecz proszę, ustąp, jakoć mówię!

AGAMEMNON

Jeżeli tego pragniesz... Hej, zdjąć mi obuwie,

jedna z służebnic odwiązuje mu sandały

Strzegące mojej stopy! Nie chcę, aby z góry

Padł na mnie gniewny pocisk bóstw, co tej purpury

Zawiścić łatwo mogą. Jać z pokorą w sercu

Chcę kroczyć po tym srebrem dzierganym kobiercu.

Dość o tym!

wskazując na Kasandrę

Ty życzliwie przyjmij w nasze progi

Tę obcą: na łagodnych władców wielkie bogi

Przychylnym patrzą okiem — nikt też rad nie zgina

Pod jarzmo swojej szyi. Ta piękna dziewczyna,

Ten skarb, ten z wszystkich ozdób kwiat najnadobniejszy,

Podarek wojsk, w czas ze mną przybyła dzisiejszy.

A teraz niechaj zadość twej woli się stanie:

Do domu swego wkroczę po kraśnym142 dywanie.

KLITAJMESTRA

Jest morze — a któż morze to wyczerpie do dna?

W purpury sok przemnogi głębia jego płodna,

W kosztowny płyn, stworzony, by barwił nam szaty.

Dziękować bogu, dom nasz, w dobytek bogaty,

Nie zaznał, królu, nigdy, co znaczy ubóstwo —

Nie jedną, ale tkanek143 zdeptałabym mnóstwo

Za cenę twego życia, gdyby mi tak wróże

Uczynić rozkazali. Drzew liściwia duże

Z zdrowego wyrastają korzenia i tonią

Swych mroków dom od spieki Syriuszowej bronią144.

Po zimie ty nam wiosnę przynosisz, w ogniska

Naszego stając progach. Gdy Zeus wyciska

Sok winny z cierpkich jagód, słoneczne upały

Miłemu ustępują chłodowi — wspaniały,

Zwycięski bohaterze, tyś dla nas tym chłodem!

Agamemnon przekracza progi pałacu, za nim Klitajmestra, mówiąca

KLITAJMESTRA

Zeusie, o Zeusie, nie daj się z zawodem

Mym chęciom spotkać dzisiaj! Coś zamierzył, boże,

Niech dzisiaj się wypełni w tym królewskim dworze!

Wychodzi.

Scena się opróżnia: pozostaje tylko Kasandra stojąca na rydwanie i Chór starców.

CHÓR

Czemu precz się już nie ruszy

Ten widziadeł straszny tłok,

Co lękliwej mojej duszy

Niepokoi wzrok?

Nieproszone słowa wieszcze

Czemu ciągle jeszcze

Nie przestają brzmieć?

Są ni ta wiewna sieć

Snów-majaków, co dokoła

Oblegają nas —

Czemu, czemu w żadnej mierze

Serce rozwiać ich nie zdoła?

Długi minął czas,

Gdy okrętów zbrojnych las,

Na Ilion wiozących rycerze,

Piaszczyste opuścił wybrzeże.

Teraz wszyscy już wrócili,

Świadkiem tego jestem sam —

Moim oczom któż tej chwili

Zadać może kłam?

Przecież coraz smutniej

Drży w mej piersi, acz bez lutni,

Śpiew Erynij! Ach!

Bezlitośny strach

Wygnał mi nadzieję z łona!

Serce, pełne trwóg,

Wielką klęskę dziś nam wieści.

Dusza moja zrozpaczona

Błaga, iżby bóg

Wbrew przeczuciom zło to zmógł,

Ażeby zapowiedź boleści

Zamienił w dzień chwały i cześci145!

Komu zbyt bujne kwitnie zdrowie,

Ten w samą porę się dowie,

Jak rychłe są zdrowia ostatki:

Ręka choroby-sąsiadki

Pod jego wkopuje się wał!

Pomyślność zbyt prosto płynąca

Łatwo swe czółno roztrąca

O skryte krawędzie skał.

A kto się odważy z swej łodzi

Zbyteczny bogactw ładunek

Wyrzucić,

Ten może dom swój zasmucić,

Ale frasunek

Statkowi jego nie szkodzi,

Owszem, wybawić go może —

Resztę dobytku ocala.

Gdzie plenne wyrosło zboże

Z Zeusa łaski przehojnej,

Tam lud ma żywot spokojny

Od chorób głodowych z dala.

Ale z mrącego gdy człeka

Krwi czarnej popłynie rzeka,

Gdy ziemia się krwi tej napije,

Czyjeż zaklęcia, czyje

Znów go wywiodą na świat?

Ów jeden jedyny, co życie

W mogilne znów wnosił ukrycie146,

Z ręki Zeusa padł.

Ach, gdyby nie bogów tych wola,

Która mi dzisiaj me wargi

Zamyka,

Czyżbym poskąpił języka

Na ból i skargi?

Taką już moja dziś dola:

Serce w swych ciemniach kołacze.

Ni w ogniach, dusza ma pała.

Straszne ją szarpią rozpacze,

Czy przyjdzie zbawienia chwila —

Tak się daremnie wysila,

Tak miota, tak rzuca się cała!

Z pałacu wychodzi Klitajmestra.

KLITAJMESTRA

I ty, Kasandro, wnijdźże, wnijdź w te nasze progi!

Użyczył Zeus ci łaski, że ci wolno w mnogiej

Służebnic moich świcie stanąć u ołtarzy

I patrzeć, jak się ogień ofiarniczy jarzy.

Zejdź z wozu! Nie bądź dumna! Toć, jak wieści niosą,

Sam nawet syn Alkmeny, ulegając losom,

Niewoli dźwigał jarzmo147. Kto swobodę straci,

Niech będzie rad, jeżeli z pradziadów bogaci

Zajęli się nim państwo, gdyż dorobkiewicze,

Wiadomo, srogie mają dla służby oblicze:

Zda im się, że w ten sposób pańskość swą podnoszą.

Wiesz teraz, co cię czeka — wnijdźże, gdy cię proszą.

Kasandra milczy.

PRZODOWNIK CHÓRU

do Kasandry

Ku tobie wszak się zwraca z wyraźnymi słowy;

Jeżeli cię już więżą nieszczęsne okowy,

Więc słuchaj... albo... Słuchać nie masz li148 ochoty?

Kasandra milczy.

KLITAJMESTRA

Zna język nieco inny niżeli świergoty

Jaskółcze barbarzyńców; juścić jej do ucha

Wniknęły moje prośby, pewnieć ich posłucha.

PRZODOWNIK CHÓRU

Posłuchaj, z tego wozu zejdź, jej bowiem rada

Dzisiejszej twojej doli słusznie odpowiada.

KLITAJMESTRA

Nie myślę tu się dłużej kłaniać byle komu,

Czas tracić pode drzwiami; tam, we wnętrzu domu

Czekają u ołtarza ofiarne jagnięta,

Albowiem niespodzianie onać chwila święta

W me progi zawitała... Jeżeliś gotowa

Posłuchać, o, nie zwlekaj! A jeśli me słowa

Twym uszom nieprzystępne, daj mi znak swą dłonią!

Kasandra milczy.

PRZODOWNIK CHÓRU

Podobna do zwierzyny, ściganej pogonią —

Snać bardzo dokładnego trzeba jej tłumacza.

KLITAJMESTRA

Szalona! Z drogi pychy bynajmniej nie zbacza,

Nie myśli zgiąć pod jarzmo karku swojej buty,

Choć właśnie opuściła gród niewolą skuty;

Aż krwią się cały spieni, tak się wnet przełamie

Jej upór nieprzeparty! Ale ja w tej bramie

Nie będę stała dłużej na szyderstwo ludzi!

Wychodzi.

PRZODOWNIK CHÓRU

Nie gniew, tylko współczucie ta nieszczęsna budzi.

Zejdź z wozu, uświęć los swój niewolny, sierocy,

Te ciężkie przyjmij pęta, uległa przemocy!

KASANDRA

Ratunku! Świat w oczach mi ginie!

Apollinie! Apollinie!

CHÓR

Dlaczego do pomocy wzywasz Loksyjasza149?

A wszak ci nie dociera doń ta boleść nasza.

KASANDRA

Ratunku! Świat w oczach mi ginie!

Apollinie! Apollinie!

CHÓR

I znowu nadaremnie wzywa tutaj boga,

Któremu obojętna wszelka ludzka trwoga!

KASANDRA

Apollinie! Apollinie!

Ty, polowaczu pośród śmierci pól,

Polujesz na mój ból!

Twój pocisk raz mnie wtóry tak ugodził ninie150!

CHÓR

Zapewne treścią wróżb jej własna będzie dola,

Bożego bowiem ducha nie zniszczy niewola.

KASANDRA

Apollinie! Apollinie!

Ty, polowaczu pośród śmierci pól,

Polujesz na mój ból!

Ach, w jakież ty mnie progi zapędziłeś ninie?!

CHÓR

W Atrydów dom! Gdy nie wiesz, mój ci język powie!

Przekonasz się, że fałszu nie ma w moim słowie.

KASANDRA

Od bogów przeklęty dom!

Ha! Wiem ci! Krwawa rzeźnia, hańba, grzech i srom!

Zabójców nikczemne hordy,

Stryczki, topory, mordy!

CHÓR

Gończego węch ma ostry ta obca niewiasta,

Wywęszy, czego szuka: mord spod stóp wyrasta.

KASANDRA

Ha! Widzę świadków! Znam!

Ubite pacholęta gotują! On sam,

On, rodzic, ich mięso zjada!151

Straszna, ohydna biesiada!

CHÓR

Twej wieszczej myśmy sławy wszyscy tu świadomi,

Lecz dziś nas twe proroctwo wcale nie złakomi.

KASANDRA

Jakiż to ona w tej chwili

Krwawy gotuje los?

O, biada! Biada!

Ten potwór człeczy

Na zbrodnie się nowe sili.

Nowy cios

Gdy ranę dzisiaj zada,

Żadna jej moc nie wyleczy.

CHÓR

Co znaczy to proroctwo, rozum mój nie zgadnie...

O tamtym mówią wszyscy, znam ci je dokładnie.

KASANDRA

Co czynisz, nieszczęsna żono?

Twój ci to mąż i pan!

O, biada! Biada!

Wyrzec nie mogę!

Ku łaźni go zaproszono152

Koniec znasz?

Ręce do mordu składa —

Mord szybką wybrał drogę.

CHÓR

Nic dotąd nie rozumiem z tego, co nam wieści:

Nie zdołam zagadkowej wytłumaczyć treści.

KASANDRA

Ojej! Ojej!

Cóż to me widzą oczy?

Piekieł to godna sieć!

Przędza, wspólniczka zbrodni,

Patrzajcie, krwią już broczy!

Radosne hymny piej,

Wielkie wesele wznieć,

Ty, domu straszny demonie!153

Nowa ofiara ci płonie!

CHÓR

Jakąż to wzywasz Erynię?

Jacyż duchowie, krwi głodni,

Mają radością napełnić ten dom?

Nie cieszy mnie język twój:

Trwożnie mi serce bije.

Dreszcz mnie przenika srogi,

Ni grom,

Krwi mi się ścina zdrój.

Jestem ni człek,

Co od oszczepu legł —

Nieszczęście szybkie ma nogi.

KASANDRA

Ojej! Ojej!

Cóż to me widzą oczy?

Niech sobie pójdzie byk!154

Trzymać go z dala od krowy!155

Płaszcz go fałdami otoczy —

Miejże baczenie, miej,

Na róg cię wdzieje!... Krzyk

Zali słyszycie? Przyjaźnie

Krwawą gotuje mu łaźnię.

CHÓR

Chełpić się znawstwem jej wróżby

Wcale nie jestem gotowy,

Przecież to widzę, że tych wieszczeń treść

Nowy oznacza trud.

Celem proroczej służby,

Cóż być innego może,

Jak nieść

Same nieszczęścia w lud?

Słów wieszczych moc,

A w każdym groźna noc,

Lęk w każdym ma swoje łoże.

KASANDRA

Ojej! Ojej!

Jakiż to straszny wiódł mnie los!

Nędzę ci moją opowiadam w głos!

Do tych zbójeckich kniej

Po cóż mnie przygnał on?

Chyba na wspólny skon,

Bo na cóż by innego?

CHÓR

Prorocki porywa cię szał —

O swojej własnej doli

Nieśpiewny nucisz śpiew!

Ach! Jak on boli! Jak boli!

Tak szary słowik wśród drzew

„Itysie! Itysie!” wciąż woła.156

Smutniejszy on żywot miał —

Rozkoszy chwila wesoła

Odbiegła nieszczęsnego...

KASANDRA

Ojej! Ojej!

Gdzież ze słowiczym równać mój

Nieporównany, niezmożony znój?

O losie spokojnym piej,

W pierze cię stroi bóg —

Mnie, biedną, oszczep zmógł,

Miecz obosieczny siecze.

CHÓR

Ach, skądże cię naszedł ten lęk?

Skądże te dary wieszcze,

Co takie w sercu mem

Rozpaczne budzą dreszcze?

Nadludzkim porwana tchem,

Szaloną szalejesz pieśnią!

Skąd ten złowróżbny jęk,

Te sny, co ludziom się nie śnią,

Natchnienie to nieczłecze?

KASANDRA

Ojej! Ojej!

Parysie, twe śluby, twe śluby

Stały się źródłem zguby

Najdroższej braci twej!

Ojej! Skamandrze, ma rzeko,

Tam, nad twym brzegiem, daleko

Młodość ci moja wyrosła!

A teraz we mnie masz nieszczęścia posła,

Teraz w cierpieniu niesytem

Wieszczyć już będę nad Kocytem,

Nad Acherontu wodami157.

CHÓR

Tak już wyraźnie przemawiasz tu do mnie,

Że każde dziecko zrozumie twe słowa.

Straszna w nich rozpacz się chowa!

Jakby ukąsił mnie wąż,

Tak ci mnie boli ogromnie,

Tak ci mnie szarpie wciąż Twój ból!

Żałość swą tul,

O, miejże litość nad nami!

KASANDRA

Ojej! Ojej!

O grodzie zburzony, zburzony!

Daremny trud obrony!

Czyż mi nie będzie lżej?

Ojej! Daremne ofiary,

Na które ojciec mój stary

Poświęcał hojnie swe stada,

Iżby na miasto nie przyszła zagłada,

Która się nad nim dziś sroży;

I mnie wnet pocisk boży

Na wieki o ziem powali.

CHÓR

Zgadza się słowo twoje z poprzedniemi,

Lecz cóż za demon dziś opętał ciebie,

Że w tak rozpacznem się grzebie.

Słów rozpasaniu twój duch?

Nie szedł ci nigdy po ziemi

Równie straszliwy słuch!

Twój czas

Snać ci już zgasł!

Ach! Cóż się stanie dalej?

KASANDRA

Nie będzie me proroctwo jak oblubienica,

Co w ślubne otuliła zasłony swe lica —

Zaszumi ni poranny wiatr na morskiej toni

I, kłęby mgieł rozwiawszy, by falę wyłoni

Nieszczęście, stokroć większe, niż wszystkie na ziemi

Nieszczęścia! Tak! Nie będę już zagadkowemi

Wieściła wam słowami! A was tu na świadki

Przyzywam, iże węch mój niezwykły, węch rzadki

Wyśledził krwawe drogi najdawniejszych zbrodni.

Nie wyjdzie z tej siedziby chór, co jak najzgodniej

Niezgodne nuci hymny, pieśni klątw i kary —

Przeciwnie: krwią upojon, wylaną bez miary,

Szaleje tłum Erynij, nie myślący wcale

Opuszczać tego domu. W swym złowróżbnym szale

O pierwszej śpiewa winie straszny śpiew, klątwami

Rzucając i na zdrajcę, co małżeńską plami

Łożnicę swego brata158. Strzały mojej siła

Czyż chybia — czy też dobrzem w środek wyceliła?

Szachrajskaż ze mnie wróżka, żebrząca po mieście?

Przysięgnij, że poświadczysz, jako mnie, niewieście,

Stojącej tu przed tobą tej gorzkiej godziny,

Nietajne są pradawne rodu tego winy!

PRZODOWNIK CHÓRU

I cóż, choćbym ci złożył przysięgę-rękojmię?

Lecz tego moja dusza zdumiona nie pojmie,

Że, wzrosła gdzieś za morzem, prawisz o tej rzeczy

Jak człek, co się źrenicą własną ubezpieczy.

KASANDRA

Za łaską Apollina duch ten we mnie gości.

CHÓR

Użyczył ci jej wiedzion pragnieniem miłości?

KASANDRA

Tak — dawniej wstyd mnie było wyznać to przed światem.

CHÓR

Wszak prawda: zakochany zbyt czułym jest kwiatem.

KASANDRA

O względy me walczyło jego serce boże.

CHÓR

Odpowiedz: podzieliłaś z nim małżeńskie łoże?

KASANDRA

Przyrzekłam, ale potem zwiodłam Loksyjasza.

CHÓR

Już wówczas moc wieszczenia miała wróżka nasza?

KASANDRA

Z ust moich o swej doli słyszały me ziomki.

CHÓR

A jakżeż? Gniew Fojbosa159 nie ścigał cię gromki?

KASANDRA

Od chwili tej nikt nie chciał wierzyć słów mych treści.

CHÓR

Ja mniemam, że się prawda w twoich wróżbach mieści.

KASANDRA

Ojej! Ojej!

I znowu mnie opętał groźny duch! W swe służby

Porywa mnie szał wieszczeń. O, nieszczęsne wróżby!

Patrzajcie! W bramie domu, ni senne widziadła,

Gromadka niewiniątek zabitych usiadła —

Przez własnych swoich krewnych zarzezane dzieci!

W ich rękach — patrzcie, patrzcie! — kawał mięsa świeci —

To nerki ich i trzewia! Ojciec ich rodzony

Spożywał karm tę straszną. Gdzież szukać obrony?

Tchórz w skórze lwiej, zająwszy legowisko cudze,

Na moim mści się panu160 — przystoi mnie, słudze,

Zwać panem tego wodza, co zburzywszy Troję,

Powrócił i nie przeczuł na nieszczęście swoje

Języka zdradnej suki! Ni podstępna Ate,

Tak łasi się, tak słowa w pochlebstwa bogate

Do nóg mu, skomląc, rzuca, a zgubę mu knuje!

Niewiasta morderczynią! Poszła między zbóje!

Jak nazwać ją? Z czym stwora tego zrównać można?

Gadzina pełzająca, nie, Scylla161 bezbożna,

Co z statków precz porywa niebacznych żeglarzy!

Szalona matka Hadu162, spór niecąca wraży

Pomiędzy najbliższymi! O, jakżeż radośnie

Krzyczała ni to w bitwie, gdy zwycięstwo rośnie,

Szczęśliwa, że ocalon powraca do domu,

Ty wierz mi albo nie wierz! Nie chcęć ja nikomu

Narzucać swojej prawdy — ale przyszłość bliska,

Że z płaczem nie odmówisz mi wieszczki nazwiska.

CHÓR

Pojmuję Tyestesa okrutną biesiadę

Z rodzonych jego dzieci i trwogi mnie blade

Nachodzą na tę prawdę, szczerą, bez pozoru —

Lecz to, co teraz słyszę, wytrąca mnie z toru.

KASANDRA

Powiadam ci, że ujrzysz mord Agamemnona.

CHÓR

Niech słowo to nieszczęsne na uściech163 twych skona!

KASANDRA

Nieszczęsne będzie każde me słowo w tej porze.

CHÓR

Gdy spełni się — lecz nigdy spełnić się nie może!

KASANDRA

Tak pragniesz, a tam mord się gotuje niegodnie.

CHÓR

A jakiż to mąż chciałby wykonać tę zbrodnię?

KASANDRA

Nie dajesz sobie rady z treścią wróżby mojej.

CHÓR

Kto mord ten ma wykonać, na tym sprawa stoi.

KASANDRA

Językiem wszak helleńskim mówi duch przeze mnie.

CHÓR

I pytia po helleńsku obwieszcza swe ciemnie.

KASANDRA

O rety! O rety!

O, jakiejż znów płomiennej doznaję podniety!

Licejski Apollinie164! Biada mi, o biada!

O, widzę, jaką śmierć mnie, nieszczęśliwej, zada

Dwunożna owa lwica, co się z wilkiem sprzęga

Od czasu, kiedy lwa jej szlachetna potęga

Odbiegnąć ją musiała! Truciznę dlań warzy

I jeszcze się przechwala, że w ten napój wraży

Domiesza i dopłatę za mnie; sztylet ostrzy

Na męża i powiada, że to jest najprostszy

Podarek dla człowieka, co mnie wiódł tu z sobą.

Lecz po cóż ja to noszę? Precz! Precz z tą ozdobą,

Z tym wieńcem wokół skroni, z tym wieszczym kosturem!

Roztrzaskam cię, nim sama w tym moim ponurem

Utonę przeznaczeniu. Precz z wami! To wasza

Nagroda! Niech w tym stroju inna świat przestrasza

Wróżbitka! Sam Apollo płaszcz ten ze mnie zdziera,

Boć widział, jak niejeden szyderczy przechera

Wydrwiwał mnie, ubraną w te kapłańskie szaty.

Czy druh, czy nieprzyjaciel — wszyscy mnie za katy165

Błaźnicą przezywali. Byłam ni włóczęga,

Żebraczka, tłuk uliczny, co po płacę sięga

Za wróżby. Jam to zniosła! Teraz wieszcz ten święty,

Co wieszczką mnie uczynił, w takie mnie odmęty

Strasznego przeznaczenia bezlitośnie wtrąca!

Nie ołtarz ci ojcowski ja zobaczę: wrząca

Krew moja pień czerwoną zleje dzisiaj strugą!

A jednak nie pomrzemy bez cześci! Niedługą

Jest chwila, gdy powstanie mściciel166, co ukarze

Swą matkę, za śmierć ojca śmierć jej niosąc w darze.

Przybędzie z obcej ziemi, wygnaniec tułaczy167,

I zbrodni swego rodu dopełni: rozpaczy

Ojcowskiej jęk go przyzwie, bo taką bogowie

Związali się przysięgą! Lecz po cóż w mym słowie

Ten żal, ta gorzka boleść? Czylim nie widziała,

Jak w gruzy Ilijonu rozpadła się chwała,

Jak władców mego grodu karał wyrok nieba?

To wszystko jeślim zniosła, czyliż mi się trzeba

Obawiać własnej śmierci? Tak! Pójdę i zginę!

Hadesuć to są wrótnie168 ta brama! Jedyne

Mam tylko dziś życzenie: niech od razu we mnie

Uderzy cios morderczy, niech śmiertelne ciemnie

Ogarną mi źrenicę z pierwszym krwi potokiem,

Bez kurczów niechaj zasnę ze spokojnym okiem!

CHÓR

O wielce nieszczęśliwa, lecz i wielce mądra

Niewiasto, tak świadoma swoich losów jądra,

Przecz169 spieszysz do ołtarza, ni ofiarne zwierzę

Pędzone ręką boga? Jakiż szał cię bierze?

KASANDRA

Ratunku nie ma dla mnie, drodzy przyjaciele!

CHÓR

I jedna chwila zwłoki daje szczęścia wiele.

KASANDRA

Nadeszła już ma chwila, nic tu nie poradzę.

CHÓR

Że zguba czyha na cię, przypisz swej odwadze!

KASANDRA

Odważna śmierć największą człowieka rozkoszą.

CHÓR

Szczęśliwi ludzie myśli takiej nie wygłoszą.

KASANDRA

O biada! Biadać, ojcze, razem z dziećmi twymi!

CHÓR

Cóż dzieje się? Przecz usty wołasz tak trwożnymi?

KASANDRA

O biada!

CHÓR

Cóż biadasz? Skąd twym sercem taki lęk owłada?

KASANDRA

Ach, dom ten cuchnie mordem, krwią wylaną zionie!

CHÓR

Cóż może być? Ofiara na ołtarzu płonie.

KASANDRA

Mogilny czuję zaduch! O, lęki! O, strachy!

CHÓR

Tak, juścić to nie słodkie syryjskie zapachy.

KASANDRA

O drodzy!

Odejdę! Nie utrzymam tam, w domu na wodzy

Swych łez nad moim losem i Agamemnona.

Nie płaczę bez powodu, jak w krzewach strwożona

Ptaszyna. Skoro umrę, wy mi poświadczycie,

Jak życiem ta niewiasta zapłaci za życie

Niewiasty, jak za męża padnie mąż. Odchodzę...

W gościnę śmierci idę w tej ostatniej drodze.

CHÓR

Ach, żal mi! Los ten sama wywróżyłaś sobie.

KASANDRA

Raz jeszcze się odezwę — czyż to przy mym grobie

Żałobną ma być pieśnią? Nie! Nie! Na ten słońca

Ostatni blask zaklinam, ażeby obrońca

Ojcowskiej czci, gdy mścić go na mordercach będzie,

I moją, niewolnicy, cześć miał też na względzie!

O, dziwne życie ludzkie! Lada cień je zmoże,

Jeżeli jest szczęśliwe, a jeśli, nieboże,

Nieszczęsne, tak je gąbka, jak litery, zmaże170

I na to ja się więcej niż na los swój skarżę.

Wchodzi do pałacu.

CHÓR

Nikt ze śmiertelnych nie ma szczęścia dość:

Gdy nowe szczęście zapuka do bram,

Gdzie władnie dobytek sam,

Zasób bogactwa przemnogi,

Złoto przydane złotu,

Nikt mu palcami nie pokaże drogi

Powrotu,

Nikt mu nie powie: „Niepotrzebnyś gość!”.

Patrzcie! Zburzywszy Priamowy gród,

Boży ściągnąwszy nań gniew,

Niebiańskiej chwały zagarnąwszy plon,

Wrócił pomiędzy swój lud —

I oto teraz dawnych przodków krew

Krwią własną płaci,

Swym własnym skonem płaci innych skon.

Słyszący o tym, któż by z naszych braci

Chełpić się mógł,

Że mściwy nie sięgnie go bóg?

GŁOS AGAMEMNONA

z wewnątrz

O biada! Cios śmiertelny godzi we mnie! Biada!

PIERWSZY Z CHÓRU

Cyt! Ciosem ktoś uderzon śmiertelnym upada.

GŁOS AGAMEMNONA

jak wyżej

O biada! Po raz wtóry ugodzono we mnie!

DRUGI Z CHÓRU

To króla jęk! Nie wątpić! Zabity nikczemnie!

TRZECI Z CHÓRU

Potrzeba się naradzić, towarzysze mili,

Co czynić nam się godzi w tej rozpacznej chwili.

CZWARTY Z CHÓRU

Ja powiem wam, co myślę: co tchu iść należy

Do miasta, niechaj zaraz wszystek lud przybieży!

PIĄTY Z CHÓRU

Ja mniemam, że źle będzie, jeśli sprawę zwleczem:

Wszystkiego my z dobytym wywiedzmy się mieczem!

SZÓSTY Z CHÓRU

I ja tego samego, mówię, jestem zdania:

Niech nikt z nas się nie waha, działać się nie wzbrania!

SIÓDMY Z CHÓRU

Wiadoma rzecz: przygrywka to, co w mury miasta

Wprowadzi nam tyranię; przewrót z niej wyrasta.

ÓSMY Z CHÓRU

Tracimy czas, a przecież zabójczą jest zwłoka

Dla tych, co swej przyszłości nie chcą spuścić z oka.

DZIEWIĄTY Z CHÓRU

Bezradny tutaj stoję, lecz to wam wyłożę:

Kto działać chce, ten łatwo na radę się zmoże.

DZIESIĄTY Z CHÓRU

I ja tak samo myślę, boć nie ma sposobu,

By kto pustymi słowy wskrzesił zmarłych z grobu.

JEDENASTY Z CHÓRU

Więc cóż? Za cenę życia ma li nasze serce

Uznawać hańbiciela domu, czcić mordercę?

DWUNASTY Z CHÓRU

Nie! Tego mi zanadto! Raczej umrzeć radzę!

Najgorszy los znieść łatwiej niż tyranii władzę.

TRZYNASTY Z CHÓRU

Słuchajcie! Gdzież jest dowód? Czy te z wnętrza jęki

To znak już całkiem pewny, że zginął z ich ręki?

CZTERNASTY Z CHÓRU

Przedwcześnie naszych gniewów płomienie rozbłysły.

Boć inna sprawa pewność, a inna domysły.

PIĘTNASTY Z CHÓRU

Tak wszystkim ta się rada wielce słuszną wyda:

Wpierw trzeba się dowiedzieć, czy zginął Atryda.

Rozsuwa się ściana tylna sceny: widać łaźnię, w której zamordowano Agamemnona. Zwłoki jego, wielką okryte tkaniną, spoczywają w wannie; obok nich leży trup Kasandry; Klitajmestra z siekierą w ręku zastępuje drogę mężom rady, pragnącym wkroczyć do wnętrza.

KLITAJMESTRA

z czołem obryzganym krwią

Wbrew wszystkim dawnym słowom, które tak, jak pora

Żądała, wygłosiłam, jestem oto skora

Przemawiać wręcz przeciwnie i tego się zgoła

Nie wstydzę. Bo gdzież człowiek, co inak171 wydoła

Na wrogów, udających przyjaciół, tak śmiało

Zarzucić swoje sieci, by się nie udało

Wyskoczyć z nich i umknąć? Z dawnej ja zawiści

To wszystko obmyśliłam, dziś się plan mój iści,

Czas nadszedł ostateczny. Po skończonym dziele

Widzicie mnie przed sobą, drodzy przyjaciele!

Spełniłam i otwarcie wyznać to wam mogę,

Iż wszystką do ucieczki zamknęłam mu drogę:

Ogromna ci to przędza, niby sieć rybacka,

Tkań zguby przeolbrzymia, łowiąca znienacka.

Dwukrotnym cios zadała, dwukrotne westchnienie

Dobyło mu się z piersi, gdy o ziem go żenie172

Mój topór. Potem jeszcze, gdy już legł zabity,

Raz trzeci uderzyłam — w cześć Zeusa, wśród świty

Umarłych władnącego w podziemnej krainie173.

Padając, tak wyzionął swego ducha ninie!

A strumień krwi, trysnąwszy aż po moje włosy,

Obryzgał mi to czoło kroplą czarnej rosy,

Radując mnie, jak pola cieszy deszcz wiosenne,

Gdy padłszy z nieba, kiełki z ziarn dobywa plenne.

Tak rzecz się ma, widzicie! Cieszcie się, panowie

Argiwscy, jeśli wolę macie po mym słowie

Radować się, jak ja się raduję! A gdyby

Przy zmarłym można czaszę wznieść bez żadnej chyby174.

Godziłoby się tutaj, tak jak rzecz jest godna,

Że on swój kielich zbrodni wypił dzisiaj do dna.

PRZODOWNIK CHÓRU

Truchleję na twój język! Niewiasto bezbożna!

Przy zwłokach swego męża czyż tak mówić można?

KLITAJMESTRA

Pragniecie wmówić we mnie szał i obłąkanie!

Odważnam białogłowa! Niech, co chce, się stanie,

Wy gańcie mnie lub chwalcie — mówię bez obsłonek —

To dla mnie obojętne. Oto mój małżonek,

Patrzajcie! Agamemnon! Serce się nie boi:

Śmierć jego to mistrzowskie dzieło ręki mojej!

CHÓR

O, jakich trujących ziół

Wyrosłych z ziemi łona

Najadłaś się dzisiaj, szalona

Niewiasto?

Z głębin mórz

Jakiegoś się jadu napiła,

Że taka w tobie wre zbrodnicza siła?

Klątw nie okiełzać ci już:

Pogardy czeka cię dół,

Za bramy wyświęci cię miasto.

KLITAJMESTRA

Skazujesz mnie tej chwili na sromne wygnanie.

Pogardą ludu grozisz! Niewczesne łajanie!

Bo powiedz, czemuś wówczas nie obwiniał męża,

Gdy powziął myśl haniebną, że miłość zwycięża

Ojcowską, i, ni jagnię z swojej licznej trzody,

Poświęcił własną córkę, mego łona młody,

Uroczy kwiat, by trackie uspokoić burze?

Dlaczegoście go wówczas, srodzy prawa stróże,

Za zbrodni tych ohydę, nędznego mordercę,

Z tej ziemi nie wygnali, gdy tak moje serce

Skwapliwie dziś karzecie? Ale to — słyszycie? —

Powiadam wam: deptajcie175 do woli me życie.

Jak ja podepcę wasze, gdy chwila zagości,

Że bóg was nieco innej nauczy mądrości.

CHÓR

Wyniosły jest umysł twój,

Aleć się chełpić nie radzę:

Duszy opętał ci władzę

Siew zbrodni;

Mordu ślad

Jeszczeć na twojej skroni

Krwią niezatartą dotychczas się płoni —

Ale opuści cię świat,

Znojem zapłacisz za znój,

Zemstę twa wina zapłodni.

KLITAJMESTRA

Nie będzie mi, powiadam, żadna trwoga bliska,

Dopóki mąż, Ajgistos, strzeże mi ogniska,

Oddany, jako dotąd. On ci jest nam zbroją,

On tarczą, co osłoni tę odwagę moją.

Przysięgam — ty posłuchaj tej świętej przysięgi! —

Na Atę i Erynis, na owe potęgi,

Mścicielki mojej córki, klnę się — tak, na Dikę176,

Co z rąk mych tę ofiarę przyjęła! Podwikę177

Niejedną miał tam w Troi, podeptawszy prawa

Swej żony. Jak wesoła kwitła tam zabawa

Z dziewkami chryzejskimi178! A ona, kochanka,

Co razem z nim przybyła tutaj do nas — branka.

Wróżbitka, prorokini, na statku pomoście

Rozkosze z nim dzieląca! Drodzy, słodcy goście

Statecznie ukarani!... Miejcie to na względzie:

On zginął, jakom rzekła, a ona, łabędzie

Swe treny wyśpiewawszy, uśmiercona leży

Przy boku miłośnika! W progi moich dżwierzy

Wspólniczkę zdradzonego łoża wwiódł niebaczny,

Na stypie tej pogrzebnej kąsek wielce smaczny.

CHÓR

O Mojro! Ześlij mi skon —

W sen wieczny, w sen nieprzespany

Bez długiej konania męki

Oczy mi stul!

Albowiem on,

Który miał pieczę nad naszymi łany,

Mój stróż, mój król,

Co dla niewiasty taki poniósł ból,

Z niewiasty zginął ręki!

Ojej! Ojej!

Heleno, niewiasto szalona,

Coś tyle, ach, tyle dusz

Na śmierć skazała pod Troją!

Na wieki wieków już

Nie skona

Wspomnienie winy twej,

Skąpane w świeżej posoce!

Klątwy straszliwe moce,

W swych ręku mające wciąż

Ten dom,

Nowy na głowę moją

Ściągnęły grom:

Przez nie dziś zginął ten mąż!

KLITAJMESTRA

W przystępie tego bolu

Nie tęsknij do mogiły,

Ani nie złorzecz Helenie,

Że ręce jej pobiły

Tysiączne Danaów siły,

Że je na krwawym polu

Podały na zniszczenie,

Że przez nią na naszej ziemi

Taki się smutek plemi!

CHÓR

Demonie, którego dłoń

Wciąż rzuca i rzuca klęski

Na obu potomków Tantala179,

Straszny tyś bóg!

Piekielną broń

Dałeś niewieście, że hymn dziś zwycięski

Kracze, jak kruk:

Przy zwłokach męża, wstrętny jego wróg,

Swą zbrodnią się przechwala.

Ojej! Ojej!

Heleno, niewiasto szalona,

Coś tyle, ach, tyle dusz

Na śmierć skazała pod Troją!

Na wieki wieków już

Nie skona

Wspomnienie winy twej,

Skąpane w świeżej posoce!

Klątwy straszliwe moce,

W swych ręku mające wciąż

Ten dom,

Nowy na głowę moją

Ściągnęły grom:

Przez nie dziś zginął ten mąż!

KLITAJMESTRA

Prostujesz swoje słowa,

Mówiący o demonie,

Zabójcy naszego rodu,

Co żądzą pomsty płonie!

Już w macierzystym łonie

Zaród się klątwy chowa!

Starego ci jeszcze wrzodu

Nie zasklepiła się rana,

A świeża już przezeń zadana!

CHÓR

Groźnego wspominasz ducha,

Waszego domu niszczyciela.

Który — ojej, ojej,

Przegorzkie to wspomnienie! —

Ciągłymi ofiary zaściela

Krwawy ślad dróg

Niesytej pomsty swej.

Ale on boga li słucha,

Bo wszystkim kieruje bóg!

Bez niego nic się nie dzieje,

On na dni naszych koleje

I dzisiaj smutek ten żenie!

Ojej! Ojej!

O królu mój, królu!

Jak opłakiwać cię mam?

Jak żegnać w godzinie tej,

Gdy dusza ma pełna jest bólu,

Gdy się w rozpaczy błąka?

Podstępny cię zabił kłam.

Bezbożny grzech!

Uwikłan w sieci pająka,

Ostatni wydałeś dech!

O biada! O biada!

Powiązanego zabiła cię zdrada!

Daremny opór:

Ciął obosieczny cię topór.

KLITAJMESTRA

Mym zwiesz to dzieło? Mary!

To nie Agamemnona

Małżonkę masz przed sobą!

Upioremć jest ta żona,

Ku zemście wyznaczona,

Odwiecznym duchem kary,

Co dom ten okrywa żałobą.

Co chłonie obiatę nową

Za ucztę Atreuszową.

CHÓR

Któż świadkiem ci tu będzie,

Że mord nie spełnion jest przez ciebie,

Ach, któż? Ojej! Ojej!

Duch, mściciel winy twej,

On, co w nieszczęściach grzebie

Z dawna wasz ród,

Tylko podżegnął cię k’niej!

Posępny Ares, w rozpędzie

Szalonym kroczący w bród

Krwi bratniej, coraz to więcej

Wylewa posoki dziecięcej —

W swej drodze on nie ustoi!

Ojej! Ojej!

O królu mój, królu,

Jak opłakiwać cię mam?

Jak żegnać w godzinie tej.

Gdy dusza ma pełna jest bólu,

Gdy się w rozpaczy błąka?

Podstępny cię zabił kłam,

Bezbożny grzech!

Uwikłan w sieci pająka,

Ostatni wydałeś dech!

O biada! O biada!

Powiązanego zabiła cię zdrada!

Daremny opór:

Ciął obosieczny cię topór.

KLITAJMESTRA

Niegodnyż jego był ten skon?

Azali180 zdrady i sromu

Do swego nie wniósł domu?

Nic nie uczynił on?

Nic! Tylko córkę, Ifigenię,

Nieopłakane moje mienie,

Pozbawił życia, ach!

Jeżeli zabić miał prawo,

To cierpieć jego jest prawem!

W Hadesie, tonący w łzach,

Niech w rozżaleniu się krwawem

Nie skarży, że zginął krwawo!

On, sprawca wszystkich zdrad,

Od miecza zdradnego padł.

CHÓR

Zbawiona181 zmysłów, nie wie

Dusza, co począć już,

Gdzie zwrócić na tor się najprostszy!

Patrzący na domu ruinę,

Snać na wiek wieków ginę

Bez rady!

Widzę, zbliżają się grady,

Nie w kroplach deszczu, lecz w krwawej ulewie

Nadciąga ciężar burz!

Na nowym brusie182 Sprawiedliwość ostrzy

Do nowej pomsty swój nóż.

Ojej! Ojej!

O ziemio, ziemio najświętsza,

Czemuś do swego nie wzięła mnie wnętrza?

Czemuś mi patrzeć kazała,

Jak padła jego chwała

W srebrzystej wannie tej?

Któż mu wykopie grób?

Któż po nim płakać będzie?

Czy ty, zwaliwszy go do swoich stóp,

W dół go zepchnąwszy ciemny,

Zechcesz żałobne ogłaszać orędzie?

Lej łzy obłudne, lej!

Czelnie183 nad zmarłym tym biadaj,

Hołd jego duszy składaj

Nikczemny!

W bożego męża cześć

Któż hymn żałosny może wznieść?

Na jego grobie

Któż w szczerej zapłacze żałobie?

KLITAJMESTRA

Nie tobie składać taki dług!

Z mej ręki padła ta głowa,

Moja go ręka pochowa —

Nie trzeba żadnych sług!

Córce przystoi czcić rodzica:

Ifigenia bladolica

Wyjdzie nad rzeki brzeg184.

Ku ciężkiej wyjdzie toni,

Jękiem nabrzmiałej i skargą

Po nieskończony wiek,

Ust jego dotknie się wargą,

Czule się k’niemu nakłoni,

W uścisk go zamknie swój,

Nad śmierci powiedzie zdrój.

CHÓR

Zarzut ścigają zarzuty —

Któż by rozstrzygać śmiał?

Od miecza ten zginął, kto mieczem

Wojuje; kto zbroił, od doli

Smutnej się nie wyzwoli!

Odwieczne

Takie jest prawo bezsprzeczne

I póki w niebie bóg, ten zakon luty185

Na zawsze będzie trwał.

Chcieć gałąź odciąć, z przekleństwem człowieczem

Zrosłą, daremny to szał!

Ojej! Ojej!

O ziemio, ziemio najświętsza,

Czemuś do swego nie wzięła mnie wnętrza?

Czemuś mi patrzeć kazała,

Jak padła jego chwała

W srebrzystej wannie tej?

Któż mu wykopie grób?

Któż po nim płakać będzie?

Czy ty, zwaliwszy go do swoich stóp,

W dół go zepchnąwszy ciemny,

Zechcesz żałobne ogłaszać orędzie?

Lej łzy obłudne, lej!

Czelnie nad zmarłym tym biadaj,

Hołd jego duszy składaj

Nikczemny!

W bożego męża cześć

Któż hymn żałosny może wznieść?

Na jego grobie

Któż w szczerej zapłacze żałobie?

KLITAJMESTRA

Prawdę wyrzekły twe słowa.

Jam ci też przysiąc gotowa

Plejstenidów186 demonowi,

Że zniosę już sama ten srom,

Jeżeli tylko opuści nasz dom,

Jeżeli inny złowi

Ród,

W któryby wwiódł

Ten grozy ciężar wszytek187!

Najmniejszy mi starczy dobytek,

Jeżeli mściwych pozbędziem się hord,

Wzajemny mord

Nasze opuści progi.

Na scenę z prawej strony wchodzi Ajgistos w płaszczu królewskim, zbrojną otoczony świtą.

AJGISTOS

O dniu sprawiedliwości, dniu jasny i błogi!

Dziś wierzę, iż na ludzkie spoglądają drogi

Bogowie i że karzą wszystkie grzechy ziemi.

Rozkoszy! Oto w płaszczu Erynij mściwemi

Rękami uprzędzonym leży tej godziny

Przede mną człek płacący stare ojców winy!

Boć — aby wam przypomnieć bieg wypadków krwawy —

Atreusz, ojciec tego, władca tej dzierżawy,

Tyesta, mego ojca, a swojego brata,

O władzę spór z nim wiodąc, wypędził na lata

I z domu, i z ojczyzny. Po niejakim czasie

Tyestes, powróciwszy, ufający, zda się

Na łaskę i niełaskę u jego ogniska

I tyle uzyskuje, że posoka śliska —

Przynajmniej jego własna — nie pocieknie strugą

Po ziemi rodzicielskiej. Za chwilę niedługą

Atreusz, tego ojciec bezbożny, z nie lada

Zapałem dla rodzica mojego układa

Przyjęcie przyjacielskie: na ucztę go prosi

I ciała jego dzieci upieczone wnosi.

Nikczemnie swe zamiary ukrywając lisie,

Pochował pod pieczyste w tej ohydnej misie

Od rąk i nóg odcięte ich palce. Nieświadom

Mój ojciec — któż był takim obecny biesiadom? —

Spożywa karm zdradziecką; jakie stąd wypadło

Nieszczęście, wszak widzicie! Rozpoznawszy jadło,

Zajęczał, wypluł mięso i runął na ziemię,

Rozpacznie przeklinając Pelopidów plemię188

Na wieki aby zginął ród Plejstenesowy,

Tak w bólu swoim życzył zdławionymi słowy —

I oto wskutek czego ten tu ubit leży.

Jam sprawcą jest zabójstwa! Niech każdy uwierzy

W postępku sprawiedliwość! Dziecko byłem trzecie,

I tamten mnie wypędził wraz z ojcem, mnie, dziecię

Zaledwie w powijakach, niemowlę. Lecz potem,

Gdym wyrósł, tak mnie Pomsta przywiodła z powrotem

W te strony. Nie przestałem knować do ostatka

Przeciwko moim wrogom; przeze mnie ta siatka

Dla tego tu sprzędzona! Teraz, gdy on w mojej

Legł matni, i me serce umrzeć się nie boi.

PRZODOWNIK CHÓRU

Niegodnie jest się chełpić zbrodnią, Ajgistosie!

Powiadasz, żeś o jego wyrokował losie

Sam jeden, że przez ciebie mord ten był uknuty —

Bądź pewien, wyrok ludu nie minie cię luty:

Ukamienować zbójcę, utłuc cię gotowi.

AJGISTOS

Z ostatniej śmiesz urągać burty sternikowi,

Co dzierży na okręcie niepodzielną władzę?

O, juści ja starości twojej nie poradzę,

By była rozumniejszą, lecz rzec się odważę,

Iż głód i kaźń najlepsi ponoć są lekarze,

Co z pychy nawet starców wyleczyć umieją!

Nie widzisz tego okiem widzącym? Nadzieją

Pocieszam się, że wierzgać nie zechcesz, mój luby,

Przeciwko ościeniowi, gdyż nie ujdziesz zguby!

PRZODOWNIK CHÓRU

Więc śmiałeś, niewieściuchu, na wzgardę rycerzy,

Co właśnie powrócili z tej wyprawy świeżej —

Tak, śmiałeś, pohańbiwszy wprzód małżeńskie łoże,

Wodzowi i mężowi uknuć śmierć? O boże!

AJGISTOS

I to ci łzy przyniesie! Twa warga zuchwała

Odwrotnie niźli język Orfeusza189 działa:

On słodkim swoim śpiewem wszystkie więził twory,

Ty zasię gniew obudzasz; szczek twój nazbyt skory

Do kaźni cię zawiedzie, tam ci zamkną usta!

PRZODOWNIK CHÓRU

Ty królem chcesz być w Argos? O nadziejo pusta!

Umiałeś uknuć spisek, ale podnieść dłoni

Na niego, mord wykonać — tchórzostwo ci broni!

AJGISTOS

Kobiety rzeczą podstęp, ja zaś podejrzenie

Budziłem, wróg dziedziczny — przyznać się nie lenię.

Lecz dzisiaj, gdym już posiadł te jego bogactwa,

Spróbuję silnie ściągać cugle mego władztwa!

Okiełzam ja przekornych! Owsem nie przepaszę

Rumaka, by miał wierzgać, krnąbrne stadko wasze

I głodem, i ciemnicą zacnie obłaskawię —

W zaprzęgu chodzić będzie spokojnie i prawie.

PRZODOWNIK CHÓRU

Z tchórzostwaś go nie zgładził — ona go zabiła,

Ohyda naszej ziemi i bogów, przemiła

Małżonka jego własna! Lecz na obcej niwie

Orestes jeszcze patrzy w blask słońca! Szczęśliwie

Powróci kiedyś do nas i z boską pomocą

Wszak pomści na obojgu swą dolę sierocą.

AJGISTOS

Za te słowa, za te czyny

Już twa czelność płacę wzięła.

Drodzy moi kopijnicy,

Cni żołnierze, hej, do dzieła!

PRZODOWNIK CHÓRU

Hej, wyciągnąć miecze z pochew!

Już gotowe szranki moje!

AJGISTOS

I ja jestem również gotów,

I umierać się nie boję!

PRZODOWNIK CHÓRU

Mówisz, śmierci się nie lękasz?

Więc spróbujmy jak najgodniej!

KLITAJMESTRA

O, przenigdy, mężu drogi!

Nie spełniajmy nowej zbrodni!

Cośmy dotąd już sprzątnęli,

Złym sypnęło dla nas ziarnem.

Dość już cierpień, dość przelewu

Krwi na polu tym ofiarnem!

Wróćcie do dom, zacni starce,

Nim doznacie męki świeżej,

Lub spełnicie czyn niegodny:

Co się stało, znieść należy.

Oby tylko padać na nas

Nie zechciały nowe klęski!

Wszak nas ciężką przygniótł stopą

Demon pomsty przezwycięski.

Posłuchajcie dobrej rady,

Choć przemawia li niewiasta!

AJGISTOS

Co? Mam słuchać, jak ich język

W coraz większą czelność wzrasta?

Mam im dzisiaj puścić płazem,

Że liczący na poparcie

Ducha pomsty, tak nikczemnie

Lżą mnie, pana, tak zażarcie?

PRZODOWNIK CHÓRU

U Argiwów jużcić łaski

Człek nie znajdzie lada jaki.

AJGISTOS

Oho! Przyjdzie jeszcze chwila,

Kiedy dam ci się we znaki!

PRZODOWNIK CHÓRU

Tak, Orestes gdy powróci —

A powróci w swoim czasie!

AJGISTOS

Wiem, że rad się nadziejami

Wszelki człek wygnany pasie.

PRZODOWNIK CHÓRU

Lżyj, używaj, deptaj prawa —

Wszak to godne twego ducha!

AJGISTOS

Jeszczeć ja ci to zapłacę,

Jeszcze szał twój mnie posłucha!

PRZODOWNIK CHÓRU

Tak się sierdzi, tak się puszy,

Ni to kogut przy kokoszy.

KLITAJMESTRA

Ty się nie trwóż! My tu pany!

Nikt nas stąd już nie wypłoszy!

Klitajmestra i Ajgistos giną we wnętrzu pałacu. Drzwi zamykają się za nimi. Z jednej strony rozchodzi się Chór, z drugiej świta Ajgistosa.

Ofiarnice190

OSOBY DRAMATU:

  1. Klitajmestra
  2. Ajgistos
  3. Elektra
  4. Orestes
  5. Pylades
  6. Cylissa, niańka Orestesa
  7. Odźwierny domu Atrydów
  8. Sługa domu Atrydów
  9. Chór służebnic. Lud. Świta Klitajmestry.

W głębi królewski pałac Atrydów w Argos.

Na okrągłym placu przed pałacem znajduje się w pobliżu jednego z dwóch wejść mogiła Agamemnona.

Orestes, młodzieniec osiemnastoletni, w ubraniu podróżnym, z mieczem u boku, stoi na grobie; obok niego Pylades, młodzieniec cokolwiek starszy, w stroju podobnym, z dwoma oszczepami w ręku.

ORESTES

Hermesie, panie włości podziemnych191, rodzica

Mojego dzisiaj królu, zwróć ku mnie swe lica.

Pomocnym bądź mi zbawcą! Przybyłem z daleka192

Do ziemi swej rodzinnej, lecz nikt mnie nie czeka —

Nie witan przez nikogo syn Agamemnona,

Orestes! Dusza jego bólem przepełniona,

Gdyż ojca krwawy podstęp zabrał mu i przeczy

Puścizny jego dziadów! W Strofijosa pieczy

Nad brzegiem cudzoziemskim parnaskiego193 zdroja

Chowała się i rosła biedna młodość moja;

A ty, dni mych najpierwszych towarzyszu miły,

Pyladzie, tyś sam jeden podpierał me siły

Na drodze, którą muszę — Apollo mi świadkiem,

Bo on to mnie powołał — spieszyć tak ukradkiem...

Lecz dziś, gdy ojciec zasnął, ty sam jeden z bogów

Przebiegasz ciemne mroki śmiertelnych rozłogów,

Hermesie! Korne modły zasyłam ku tobie:

Twój głos, wysłańcze niebios, niech zabrzmi na grobie

Ojcowskim, niech mu wnętrze przeniknie aż do dna,

By prośba moja była wysłuchania godna,

Przyjęcia ma ofiara! Znad mej skroni młodej

Uciąłem pierwszy pukiel, gdy Inacha194 wody

Oblały moje stopy195 z ojczystym szelestem.

Niech przyjmie go praojciec, wdzięczny bowiem jestem,

Że władca życiodajny tak mi róść szczęśliwie

Pozwolił i rozkwitnąć choć na obcej niwie.

Ten drugi tobie składam w pogrzebnej ofierze196,

Ty, ojcze mój wspaniały! Gdy ostatnie leże

Twym zwłokom gotowano, nie mogłem ci, panie,

Ni słowa na synowskie szepnąć pożegnanie,

Nie mogłem w hołdzie podnieść tej ręki. Przepłony197

Wygnańca dar, lecz jeśli mocą twej obrony

Królewskie zyszczę198 berło, synowskiej obiaty

Na grób twój spłynie, ojcze, strumień przebogaty:

Wśród cieniów kroczyć będziesz we czci i honorze,

Jakiego żaden z zmarłych dostąpić nie może.

Schodząc z mogiły, spostrzega orszak, który, zakryty jeszcze przed okiem widzów, zbliża się z przeciwległego wejścia ku scenie.

Co widzę? Orszak kobiet, odzianych w głębokiej

Żałoby czarne płaszcze, kieruje swe kroki

W tę stronę. Cóż się dzieje? Cóż ten pochód znaczy?

Czy może dom nasz w świeżej pogrążon rozpaczy?

Czy może z ofiarami na grób ojca spieszą,

By jego gniew przebłagać? Tak jest! Między rzeszą

Tych niewiast i Elektrę widzę. Na jej skroni

Zbyt wielki cień żałości, bym nie poznał po niej

Mej siostry! Zeusie, błagam, niech mnie dłoń twa wspiera!

Śmierć ojca pragnę pomścić, ojca-bohatera.

Chowają się w jednym z dwóch wejść. Z drugiego wychodzi Elektra, dziewica starsza od Orestesa, z obciętymi krótko włosami199, w czarnej sukni żałobnej, bez najmniejszej odznaki, która by ją odróżniała od towarzyszących jej dworek. Piętnaście tych kobiet, stanowiących Chór, występuje w roli płaczek200. Jedne z nich mają dzbanki ofiarne, inne, stosownie do ceremoniału, biją się w piersi itd.

CHÓR

Ofiaryć ja niosę na grób —

Wysłał mnie dom.

Rączymi — patrz! — pięściami

Biję się w pierś.

Krew mi lica plami —

Paznokci to mych

Dotkliwy łup.

Niehamowany żal

Pospiesza w krok za nami.

Co tylko chcesz.

To czyń, to rób,

A nie wypędzisz — nie! —

Rozpaczy z łona!

Zdarta na szmat,

Na łachman postrzępiona,

Opada nam suknia do stóp.

Komnatę dziś naszą, ach,

Rozbudził krzyk.

Zerwały się na nogi

Groza i lęk.

Bladych widziadeł trwogi

Przepełny był dom.

Śmiertelny strach

Dziko najeżył włos,

Gdy wieścił sen złowrogi,

Co naszedł dziś

Królewski gmach.

Wróżbitów orzekł głos,

Że w zmarłych grobie

Drży żądza krwi201:

Zemsty nie stłumią w sobie —

Że mord się objawił w tych snach.

I tu mnie ona śle202,

Bogów przeklęta nać:

Pochlebstwem pragnie dziś

Przebłagać zabitych gniew

Ta najpodlejsza z żon...

Słów mi się własnych bać!

Bo gdzież ta wielka moc,

By zmyć wylaną krew?

Pohańbion dziś

Królewski gród,

Zamieszkał w nim

Ponury ból,

W głęboki mrok,

Nieznany wprzód,

Pogrążył się jasny dom

Z chwilą, gdy umarł król.

Tak, ongi, za dawnych lat —

Gdzież jest ten błogi czas?

Z miłością słuchał tłum

Tego, co władca mu rzekł.

Inak czynimy dziś:

Strach li popędza nas.

Korzyść to ludzi bóg,

Za nią podąża człek,

Lecz pomsty dzień

Rozbłysnął już,

Przyspieszył swój

Niechybny krok,

A kto by chciał

Do skonu zórz

Godzinę sądu zwlec,

Tego pochłonie mrok.

Krwi rodzicielka-ziemia

Napiła się do syta

I mord o pomstę woła

Z przesiąkłej krwią głębiny.203

Niedługo czeka odwet,

Wnet krzywda będzie zmyta —

Krzywdziciel dopełnił swej winy.

Gdy pękł już pas dziewiczy,

Przerwanyć on na wieki!

Chociażby wszystkie zdroje

Spłynęły jedną drogą —

Daremnie! Rąk mordercy

Wody tej wielkiej rzeki

Oczyścić już nigdy nie mogą.

Ale, o biada, ciężkie brzemię sług

Gniecie nam barki —

Narzucił je bóg.

Ni się poskarżyć, ni pożalić komu!

W niewolniczego posłuszeństwie sromu204

Trzeba nam wszystko znieść,

Hańbę uważać za cześć,

Sercu zadawać gwałt

I tylko po kryjomu

Wylewać gorzkie łzy

Nad losem tego domu!

ELEKTRA

O dziewki, służebnice w naszych progach skrzętne,

I wierne towarzyszki w tej drodze, pamiętne

Boleści mojej krwawej! Niech mnie wasza rada

Wspomoże: co powiedzieć ma córka, gdy składa

Ofiarę na grób ojca? Ma li rzec: te datki

Powierzam twej mogile, przysłana od matki —

Wiernemu małżonkowi niesie wierna żona?

Nie mogę! Na mych uściech słowo takie skona,

Gdy stanę z obiatami przy ojca mogile!

Daremnie się na wyraz powitania silę...

Czy może go zawezwać przyjętym zwyczajem,

Ażeby za podarek odpłacił się wzajem

Podarkiem, krzywdę krzywdą nagrodził? Czy godniej

Umilknąć? Padł mój rodzic od haniebnej zbrodni —

Na znak więc strasznej hańby płyn ofiarny z błotem

Pomieszam, wzrok odwrócę i odejdę potem

Ze wzrokiem odwróconym! Tak ci domu ściany

Obmywszy, wylewamy kał niepożądany!

Poradźcie przez tę wspólną nienawiść do wroga,

Nie tajcie nic! Niech wnętrza nie szarpie wam trwoga:

My dzieci jednej Doli, słudzy czy panowie,

Niech zatem serce wasze, co myśli, wypowie!

PRZODOWNICA CHÓRU

W nie mniejszej czci mam ojca grób niźli ołtarze —

Wyjawię ci, posłuszna, co mi serce każe.

ELEKTRA

Tak, jak ci cześć dla grobu mego ojca radzi.

PRZODOWNICA CHÓRU

O szczęście módl się dzisiaj dla wiernej czeladzi!

ELEKTRA

Gdzież ona? Gdzież ta dusza, tak wiernie służbista?

PRZODOWNICA CHÓRU

Ty pierwsza i nienawiść kto ma dla Ajgista.

ELEKTRA

Więc za was i za siebie wznoszę dzisiaj modły.

PRZODOWNICA CHÓRU

Powinnaś wiedzieć sama, kto cny, a kto podły.

ELEKTRA

Któż jeszcze poza nami tutaj się ostoi?

PRZODOWNICA CHÓRU

Orestes na obczyźnie wart modlitwy twojej.

ELEKTRA

Tak, prawda. Twa nauka w dobrej przyszła chwili.

PRZODOWNICA CHÓRU

I o tych nie zapomnij, którzy mord spełnili!

ELEKTRA

Cóż na to rzec? Me serce twej porady czeka.

PRZODOWNICA CHÓRU

By przeciw nim obudzić boga lub człowieka.

ELEKTRA

Jak myśleć mam, odpowiedz: mściciela czy sędzię?

PRZODOWNICA CHÓRU

Kto śmiercią ich ukarze, ten pożądan będzie.

ELEKTRA

Nie grzech to? Czyż się na to godzą wielkie nieba?

PRZODOWNICA CHÓRU

Jakożby nie? Krzywdzącym płacić krzywdą trzeba!

ELEKTRA

Skargami żyć nam dzisiaj, a nie zemstą srogą.

PRZODOWNICA CHÓRU

Zaufajże podziemnym, litościwym bogom!

ELEKTRA

Głos ludzki nie dociera do głębiny ziemi.

PRZODOWNICA CHÓRU

Lecz Hermes ci przychylny, dotrze z prośby twemi.205

ELEKTRA

Posłucham. Gdy się modlić u grobu przestanę,

Podacie mi obiaty, drużki me kochane!

PRZODOWNICA CHÓRU

Tak, módl się, jak się modlić płód206 królewski może!

My czekać będziem znaku w milczącej pokorze.207

ELEKTRA

Wszechmocny nieb wysłańcze i umarłych świata,

Ku tobie dziś, Hermesie, prośba moja wzlata:

O, spraw, by pomni mordu podziemni bogowie

Raczyli mnie wysłuchać! A przedsię w tym słowie

O łaskę Ziemi proszę208, tej wielkiej macierzy,

Do której wszystko wraca, by na żywot świeży

Wypuścić nowe kiełki... Skrapiając mogiłę

Rodzica, tak się modlę: Ojcze! Światło miłe

Oresta niechaj w naszym zajaśnieje domu,

Bo straszni my nędzarze, żywiący się sromu

Potrawą, precz wygnani przez matkę dla męża,

Ajgista, współwinnego twej śmierci!... Zwycięża

Naokół ręka zbrodni. Jam dziewką, a w cudzej

Dziedzinie brat, ci zasię, głodnych chuci słudzy,

Na trudów twych dobytku bez miary się pasą.

Z młodzieńczą Orestesa pozwól zejść się krasą209

W ojczyźnie — o to dzisiaj do ciebie się modlę!

Mnie dłoń zachowaj czystą, iżbym nie tak podle

Czyniła jako matka! Rozum daj i serce

Poczciwe!... Tyle za nas... A twoje morderce

Niech ściga krwawy mściciel! Ci, co cię zabili,

Niech padną, luby ojcze, zabici! Ni chwili

Nie waham się tej klątwy ściągać na twe wrogi,

Zaś na nas oby spłynął strumień łaski błogi

Z dostojnych rąk mieszkańców podziemnej krainy,

Z rąk bóstw, a zwłaszcza Ziemi i karzącej winy

Sprawiedliwości... Ojcze, to rzekłszy, ofiary

Poświęcam twej mogile... A wy, jak wam stary

Obyczaj nakazuje, w czci mający groby,

Uczcijcie umarłego pieniami210 żałoby.

CHÓR

śpiewa; podczas tego Elektra zajęta ofiarami na grobie ojca

Niech spłynie na ziemię

Łez tych hojny zdrój,

Na grób, gdzie on drzemie,

Pan i władca mój!211

Przynosim obiaty,

Racz wysłuchać nas:

Wybaw od zatraty,

Daj spokojny czas!

O biada! Biada! Biada!

Gdzież ten oszczep w dłoni.

Gdzie scytyjski łuk,

Co od klęsk obroni

Nasz rodzinny próg?

Gdzie te męża siły,

Gdzie ten miecza grom,

Co by wyzwoliły Od klątwy nasz dom?

Zbyt krwawo ona włada...

ELEKTRA

schodzi z mogiły, trzymając pukiel włosów w ręku

Ofiarę ojciec przyjął wylaną, lecz nowa

Na serce spada troska — chcę waszego słowa.

PRZODOWNICA CHÓRU

Mów! Pełne my, czekając, bojaźni i lęku.

ELEKTRA

Na grobie był ten pukiel, który trzymam w ręku.

PRZODOWNICA CHÓRU

Mężczyzny to czy dziewki ten pęk włosów gładki?

ELEKTRA

Nie trudnoć chyba będzie pojąć treść zagadki.

PRZODOWNICA CHÓRU

Ja stara, niechaj młodość pouczyć mnie raczy!

ELEKTRA

Któż inny mógł to złożyć, prócz mnie? Nie inaczej!

PRZODOWNICA CHÓRU

Od wroga juścić dar ten nie wyszedł żałobny.

ELEKTRA

A przecież — patrzcie tylko! — jak on jest podobny.

PRZODOWNICA CHÓRU

Do czyich, mówisz, włosów? Chcę to wiedzieć właśnie.

ELEKTRA

Przy włosach z mojej głowy pukiel ten nie gaśnie.

PRZODOWNICA CHÓRU

Tajemnaż to ofiara Orestesa? Boże!

ELEKTRA

Zapewne; niczyj inny zwój ten być nie może.

PRZODOWNICA CHÓRU

Czyż śmiałby on powrócić w rodzicielskie strony?

ELEKTRA

Nie... Przysłał ojcu w darze pukiel poświęcony.

PRZODOWNICA CHÓRU

Twe słowa żal mi świeży rozbudzają w łonie,

Że stopą na ojczystym nie spoczął zagonie.

ELEKTRA

I mnie się serce kraje z tak strasznej boleści,

Jak gdyby nóż kto wraził! Snać już nie pomieści

Powieka łez nadmiaru, w których kąpać muszę

Tę dreszczem zimnej trwogi przepełnioną duszę,

Patrząca na ten pukiel... Bo czyż mi się godzi

Spodziewać, że kto inny na grób tu przychodzi,

Właściciel tego włosa?... Toć nie moja matka,

Ohydna morderczyni, w której do ostatka

Nie zgasła k’własnym dzieciom nienawiść bezbożna!

A jednak zbyt na pewno powiedzieć nie można,

Iż skarb to najdroższego dla mnie spośród ludzi

Oresta!... Przecież w wnętrzu nadzieja się budzi!

Ach!

O, gdybyś ty miał język i wyznał mi, zwoju,

Czyj jesteś, by me serce wyrwać z niepokoju,

Wiedziałabym ja dobrze, gdzie cię rzucić, jeśli

Wrogowie cię tu, z głowy uciąwszy, przynieśli!

Lecz słysząc, żeś mi krewny, tobym razem z tobą

Zawodzić rozpoczęła zawodną żałobą

W cześć ojca!... Ale bogom wiadoma jest burza,

Co lichą naszą łódkę wśród odmętów nurza —

Lecz jeśli nam ratunek przeznaczą litośnie,

Wnet z ziarnka najmniejszego wielki pień wyrośnie.

kładąc z powrotem pukiel na grobie, spostrzega ślady stóp

Tu oto nowe ślady: jakichś stóp odbicie;

Podobne są do moich — patrzcie! — całkowicie

Zgadzają się z moimi; tak, każda z osobna

I razem — jedna w drugą do moich podobna!

Ta stopa — o, zmierzyłam, patrzcie! — i ta pięta...

Tak, miara jest ta sama, jakby z mojej wzięta!

Ten obrys, ta odległość — serce mi się ściska!

Utraty wszystkich zmysłów snać jestem już bliska.

ORESTES

zjawia się z Pyladesem

O, módl się, by tak zawsze spełniły ci nieba,

Jak dzisiaj, szczęsnym212 trafem, to, czego ci trzeba!

ELEKTRA

A w czymże dotąd prośbie sfolgowały213 mojej?

ORESTES

Człek dawno upragniony dziś przed tobą stoi.

ELEKTRA

Jakiegoż to — odpowiedz! — pragnę ja człowieka?

ORESTES

Na losy Orestesa warga twa narzeka.

ELEKTRA

Dlaczegóż się więc dzisiaj modły me spełniły?

ORESTES

Oresta masz przed sobą: jam ci brat twój miły.

ELEKTRA

A jeśli, cudzoziemcze, zwodzi mnie twa zdrada?

ORESTES

Na siebie bym samego kręcił bicz nie lada.

ELEKTRA

Podrwiwasz zbyt skwapliwie z mej ciężkiej niedoli.

ORESTES

Nie mniej me serce krwawi to, co ciebie boli.

ELEKTRA

Witająż Orestesa me siostrzane słowa?

ORESTES

Widząca na swe oczy, poznać niegotowa!

A jakąż ci tęsknotą spłonęła źrenica,

Gdy pukiel ten znalazłaś na grobie rodzica,

Gdy mierząc stóp mych ślady wyciśnięte w ziemi,

Ujrzałaś, że się godzą z stopami twojemi!

Ten pukiel — czyż mi czoło inny włos oplata?

A płaszcz ten? Czyjeż ręce tkały go dla brata?

Nie twojąż to dziergane igłą te zwierzęta?

Elektra rzuca mu się na szyję.

Powściągnij zbytnią radość! Niech się opamięta!

Najbliżsi wszak na naszą uwzięli się zgubę.

ELEKTRA

Najbliższym ty mi jesteś; twoje oczy lube

Ślozami214 trwogi płaczą, ale i rozkoszy,

Iż moc twa krzywdzicieli z ojcowskiej wypłoszy

Dziedziny, dom odzyszcze215! O lica słodkości,

Poczwórna dzisiaj miłość w moim sercu gości!

Jak ojca witam ciebie; wszystko przywiązanie

Do matki na cię spada — jej niech pozostanie

Nienawiść zasłużona! Srogo poświęcili

Mą siostrę216; tyś mi został, ty, jeden w tej chwili,

O wierny, drogi bracie! Tylko niech nas szczera

I moc, i sprawiedliwość w naszych troskach wspiera,

I Zeus, najpotężniejszy w bóstw potężnych kole!

ORESTES

O Zeusie, Zeusie, spojrzyj na tę naszą dolę,

Na orła spojrzyj dziatwę, bezdomną, sierocą —

Tak, orła, który zginął, oplątany mocą

Pierścieńców zdradnej żmii. Głód nas w swoje kleszcze

Pochwycił i zabija, bo dotąd my jeszcze

Zbyt wątli, byśmy mogli zgromadzić w pieleszy217

Zdobycze, które złowił nasz rodzic. Pocieszy

Twa łaska nas, o Zeusie?! Spojrzyj, oto stoję

Przed tobą — ja z Elektrą, bez ojca oboje,

Sromotnie wypędzeni poza domu wrótnie!

Gdy zniszczysz plemię władcy, co cię tak rozrzutnie

Zbożnymi czcił obiaty, gdzież dłoń się pokaże,

By z równą mu hojnością darzyć twe ołtarze?

Gdy z orlim zginie płodem głosiciel twej chwały

Wśród ludzi, szczep królewski, powiędły, zniszczały,

W dni twoje uroczyste żadnej ci nie złoży

Ofiary! Przeto bądź nam litościw, ty, boży

Monarcho! Dom nasz podnieś, silnymi wiązadły218

Tak ongi umocowan, a dziś w gruz rozpadły!

PRZODOWNICA CHÓRU

O dzieci, ojczystego ogniska podpory

I zbawcy, umilknijcie! Jakiś język skory

Zbyt łatwo ponieść może dzisiejsze nowiny

Do uszu naszych panów... Czekam tej godziny,

Gdy trupy ich płomienny żar rozgryzać pocznie.

ORESTES

Potężne Loksyjasza219 nie zdradzą wyrocznie:

Toć on mnie na tę drogę pchnął swymi rozkazy,

Krew w żyłach mi ścinając, gdy po kilka razy

Pogroził groźbą zemsty, jeśli nie uśmiercę

Zabójców rodziciela, bo — mord na morderce!

„Twa dusza — tak powiedział — sczeźnie, zginie marnie;

Jak wołu ryczącego, będą cię męczarnie

Na drogach twych ścigały!”. Oto jego słowa,

Wieszczące, jaki gniew się w łonie zmarłych chowa

I jakie spustoszenia rozsiewa ponure:

Że straszna mnie choroba połamie, że skórę

Ostrymi będzie szarpać zębami na sztuki,

Spoczwarzy dawne kształty. Nie koniec nauki:

Opadną mnie — tak wróżył — widma, Erynije,

Z wylanej krwi ojcowskiej wrzący płód ożyje

I sen mi wszelki wydrze, albowiem me oczy

Zobaczą błysk ich paszczęk w najgęstszej pomroczy;

Wyprawia je spod ziemi niepomszczony bliski,

Ażeby nas skrytymi ścigały pociski,

By szczuły nas majaków rozpętaną sforą,

Do szału przywodziły mózg nasz trwogą chorą;

Że z miasta mnie głos ludu na nędzę wywoła!

A takim wywołańcom220 nie wolno jest zgoła

Kielicha tknąć — w ofiarnym gdy zechce obrzędzie

Wziąć udział, tejże chwili odepchnięty będzie:

Gniew ojca niewidzialny odtrąca zbrodniarza!

Przytułku nikt mu nie da; dola jego wraża,

Samotna, bez przyjaciół, wszelkiej czci daleka,

I śmierć go pełna hańby i samotna czeka,

Acz umarł, będąc żywym... Oto wyrok nieba!

Tym wróżbom Loksyjasza uwierzyć mi trzeba,

A choćbym i nie wierzył, dzieło spełnić muszę.

Zbyt dużo dzisiaj przyczyn nagli moją duszę:

Od boga dany rozkaz i ten srom ojcowski,

Ohydny, i to jarzmo nieuchronnej troski.

Dopuścić wszak nie mogę, by ziomkowie moi,

Ci sławą przepojeni rycerze spod Troi,

Służyli dwom niewiastom — że i on niewieście

Jest rówien, w krótkim czasie pokaże się wreszcie.

PRZODOWNICA CHÓRU

O wielkie Mojry221, błagamy, niech bóg

W swej mocy obrończej

Zwycięstwem prawa tę walkę zakończy!

„Jeśli cię język nienawistny zmógł,

Niech twój go język nienawistny zmoże!” —

Takie jest dawne przykazanie boże.

A zaś: „Od mordu niechaj ginie wróg,

Który mordował!” — taka od stuleci

Niezaprzeczona ludziom prawda świeci.

ORESTES

Ojcze, nieszczęsny ty mój! Jakimiż cię dzisiaj ofiary,

Jakimiż cię modły, ach, wyzwolić z więzów mogiły?

Światłości nie znosi mrok. Lecz nam — Atreusza my stary

Ród, który zginąć już ma — hymn żalu, o, jakże jest miły!

CHÓR

Synu! Płomieni żrących ostry ząb222

Nie niszczy duszy człowieka:

Gniew zmarłych żyje wciąż!

Oto mogilna wzdycha głąb

I wraz powstaje mściciel — mąż.

Zabity twój ojciec czeka,

Czy zemsta już niedaleka:

Ku zemście, o synu mój, dąż!

ELEKTRA

Ojcze, wysłuchaj i mnie! Skargę ci niosę żałosną:

Oboje my, dzieci, twój grób łzami zlewamy gorzkiemi.

Biedny, tułaczy nasz los! Cierpienia po drodze nam rosną.

Co złe jest, co dobre, kto wie? Czy klątwa nie zniknie nam z ziemi?

PRZODOWNICA CHÓRU

A jednak jeszcze sprawić może bóg,

Że pieśń tryumfu spłynie z waszych warg.

Dziś przy tym grobie pełno łez i skarg,

Jutro weselnie zamku tego próg

Powita męża, co złu zdeptał kark.

ORESTES

Czemużeś, ojcze mój,

Nie padł chwalebnie pod Troją,

Licyjskim223 powalon oszczepem?

Sławy promienny byłby spłynął zdrój

Na głowy twych dzieci, co w hańbie tu stoją.

Nad morzem, pod niebios tych sklepem224

Przegodny miałbyś kurhan, cnym sypany wojom.

CHÓR

Druh swoim druhom, wśród podziemnych pól

W monarszej panuje chwale;

Z książęty mrocznych niw

Zasiada razem władny król225,

Tak, jako wówczas, kiedy żyw

Złociste berło wspaniale

Nad lądy dzierżył i fale,

Dla świata poszana226 i dziw.

ELEKTRA

Nie ojcu było tam lec,

Na polach Troi, w żołnierzy

Walczących rozlicznym szeregu!

Morderca jego precz od naszych miedz

Powinien był zginąć u krwawych rubieży,

U Skamandrowego227 tam brzegu!

Na życiu twym, nie śmierci, ojcze, nam zależy.

PRZODOWNICA CHÓRU

Droższe nad złoto wypowiadasz słowa,

O dziecię moje, słodsze niźli błonie

Hyperborejskie228! Lecz gdy straszny bicz

Smaga, coć powiem: ziemia dawno chowa

Tych, których ręka była nam gotowa

Pomóc, a we krwi pomazane dłonie

Władców dzisiejszych. Nienawiść w nich płonie

Większa ku dzieciom niż ojcu! Tak licz!

ORESTES

Jak pocisk, tak mi serce

Przenika treść twych słów.

O Zeusie! Ty na morderce

Mściwy spod ziemi wywiedź huf229:

Gdy padną spokoju odzierce230,

Umarli spokój swój odzyszczą znów.231

CHÓR

Obym radosny mogła nucić śpiew,

Radosnym patrząca okiem,

Jak się z niewiasty leje krew,

Jak zdradny pada mąż! O tak, w głębokiem

Wnętrzu mej duszy rozszalał się gniew!

Nienawiść mnie straszna prze, dzikim się zrywa potokiem.

ELEKTRA

Karzącą jeszcze rękę

Wznosi wszechmocny bóg.

Tak! Tak! Krwi godną podziękę

Otrzyma jeszcze rychło krwawy wróg.

O Ziemio! O Piekło! Wy mękę

Pomścijcie naszą, spłaćcie zbrodni dług!

PRZODOWNICA CHÓRU

Takie jest prawo: męka wstaje z mąk,

Krew z krwi się rodzi. Nieuchronny los —

Mściwy po świecie brzmi Erynij głos,

Jako z morderczych, strasznych padnie rąk,

Kto śmiał morderczy, straszny zadać cios.

ELEKTRA

O biada! Biada! O wszechwładne moce

Dzierżaw podziemnych, o klątwy, w głębinie

Mogił ukryte, patrzcie na sieroce

Plemię Atrydów, jak ninie

Bez czci, bez domu, bez pomocy ginie!

CHÓR

O, jaki serce me ogarnia strach,

Gdy słyszę te skargi twoje!

Jak mi się walą me nadzieje! Ach!

Ale choć w wnętrzu mym wrą niepokoje,

Jeszcze mi radość przebłyskuje w łzach:

Patrząca na jasną twą moc, chmur żadnych już się nie boję.

ELEKTRA

Od czego zacząć? Wyliczać katusze,

Któreśmy zniosły od matki? Czyż ziści

Przez to się żądza ukojeń? Mą duszę

Szarpie zły wilk nienawiści,

Gniew ją rozpala nad ogień ogniściej.

CHÓR

A my, jak płaczek kissjańskich232 tłum,

Ze żarem skarg wśród łona,

Dźwiękom żałobnych folgujący dum,

Podnosiłyśmy dłoń, bijąc się w pierś i skroń.

Za razem pada raz — tak ból opętał nas,

Że oddech snać już wszystek we wnętrzu naszym skona.

ELEKTRA

O biada! Cóżeś zrobiła,

Nieszczęsna matko? Jakiż pogrzeb miał

Ten książę, ten wódz, godzien chwał?

Samotna go w mrok swój mogiła

Bez jęku ludu, bez pieśni spowiła!

CHÓR

Okaleczyli — słyszysz? — jego ciało,

Bezecnie potem schowali pod ziemię...

A tobie cóż zostało?

Bólu i łez niemało,

Hańby ojcowskiej niepomszczone brzemię!

ELEKTRA

O losie ojca słyszę z twoich warg,

A ja, trapiona znojem,

W ohydnym jarzmie uginałam kark.

Skuta jak wściekły pies, wśród bezowocnych łez

Trawiłam dzień za dniem! Śmiać się w więzieniu tem?

Nie! Raczej wyć mi bez miary! Zapisz to w sercu swojem!

CHÓR

Niech ci do wnętrza przez uszy

Wniknie to wszystko, co na uściech mam!

Jak było, słyszałeś. Wiesz sam,

Co czynić ci trzeba. Niech duszy

Żadna ci litość w tym boju nie wzruszy!

ORESTES

O, jaka hańba kryje się w twym słowie!

Za hańbę ojca ona w tej godzinie

Straszliwie mi odpowie!

Tak, tego chcą bogowie.

Tak chcą me ręce. Cóż, chociaż i zginę?

PRZODOWNICA CHÓRU

O wy, pomsty ukryte potęgi,

Przeradosną zbierzcie się gromadą

Na ten wielki, na ten święty czas!

Ojcze, syna wysłuchaj przysięgi!

Już się mroki zwyciężone kładą.

Idzie wolność wśród słonecznych kras.

ORESTES

Więc, ojcze mój,

Niechaj będzie złemu kres!

ELEKTRA

I córka twa

Wzywa ciebie pośród łez.

CHÓR

O, wszyscy my

Towarzyszym prośbom tym!

ORESTES, ELEKTRA, CHÓR

Przeciwko wrogom zbudź się złym,

Na światłość wyjdź z mogiły!

ORESTES

Tak, krew za krew!

Tak, morderstwo pomści mord!

ELEKTRA

Wszechmocny bóg

Niech ma w pieczy swej nasz kord233!

CHÓR

Chwyta mnie lęk

Na tych krwawych przysiąg głos.

ORESTES, ELEKTRA, CHÓR

Długie już lata czeka Los,

Oby się wypełniły!

Podczas wierszy następnych Orestes i Elektra wstępują na grób ojca.

CHÓR

Dziedziczny grzechu nasz!234

Klątwa — to twoja straż!

O ty, najkrwawsza z ran,

Komu wytchnienie dasz,

Któż twego bólu pan?

Tylko Atrydów płód

Rozetnie dawny wrzód:

Dziedzicu, dom swój lecz!

Bogów ci wzywam wprzód,

By twój nie chybił miecz!

PRZODOWNICA CHÓRU

O mieszkańcy tych podziemnych stref!

Jeśli dotarł do was przysiąg zew,

Dajcie dzieciom pomścić ojca krew!

ORESTES

klęczący na grobie, uderza ręką o ziemię235

Mój ojcze, któryś skonał niekrólewskim skonem,

Ramieniem pozwól zdobyć tron niezwyciężonem!

ELEKTRA

I ja mam, ojcze, prośbę: niech twa moc zwycięża —

Przemógłszy Ajgistosa, daj mi dom i męża!

ORESTES

Przehojne ci obiaty wówczas lud mój złoży.

Lecz jeśli nie wysłuchasz, w dzień umarłych boży236

Darami naszej ziemi nie będziesz uczczony!

ELEKTRA

I ja ci z ojczystego domu zniosę plony

Bogate w dzień zaślubin i we czci najszczerszej

Ze wszystkich grobów rodu twój przystroję pierwszy.

ORESTES

O Ziemio! Wróć nam ojca! Niech na bój nasz patrzy!

ELEKTRA

Daj moc, o Persefasso237, w tej walce najrzadszej!

ORESTES

O, pomnij, ojcze, krwawej, morderczej kąpieli!

ELEKTRA

Bacz sieci, w którą chytrze spowić cię umieli!

ORESTES

W żelazne ni kajdany tak cię podle skuli.

ELEKTRA

O zdradnej, drogi ojcze, pamiętaj koszuli!

ORESTES

Ta hańba czyż cię z głębi grobu nie wywoła?

ELEKTRA

Ku dzieciom swym najdroższym nie podniesiesz czoła?

ORESTES

Na pomoc sprawiedliwość ześlij swej rodzinie

Lub niech od równej broni wróg twój dzisiaj zginie,

Jeżeli chcesz zwycięsko wyjść z tej sromnej matni!

ELEKTRA

Wysłuchaj, luby ojcze, mej prośby ostatniej!

Przy grobie twym stoimy — schroń238 ci to jedyna:

Nad córką swą się zmiłuj, ulituj się syna.

Od nieszczęść ostatecznych ratuj swoje plemię,

Byś żył, chociaż twe ciało zagrzebano w ziemię!

ORESTES

Wysłuchaj, wszak ci głos nasz wznosi się dla ciebie!

Te prośby nasze spełnisz ku własnej potrzebie,

Albowiem człek umarły żyje w dzieciach dalej:

Są one ni to korek, co płynąc po fali,

Na sieć wskazuje w morskiej zanurzoną toni.

PRZODOWNICA CHÓRU

Dość skarg już, choć wam żalu serce me nie broni!

Cześć godną oddaliście zhańbionej mogile,

Lecz jeśliś postanowił pofolgować sile

I działać, to idź, próbuj, co ci zdarzą bogi!

ORESTES

Już idę... Tylko jedno jeszcze słowo — z drogi

Nie zwiedzie nas pytanie — po cóż te obiaty?

Czyż śle je, by zmyć winę przebolesnej straty,

Co nigdy zmyć się nie da? Czyż oddać zamierza

Spóźniony hołd pamięci zmarłego rycerza?

Nie! Okup to zbyt mały — nie zmaże jej zbrodni.

Daremne wszelkie trudy: za krew, najniegodniej

Wylaną, choćbyś wszystko poświęcił — daremnie!...

Odpowiedz, jeśli możesz, zrzuć tę troskę ze mnie!

PRZODOWNICA CHÓRU

Odpowiem, byłam przy tym... Senne ją opadły

Majaki; przebudzona groźnymi widziadły,

Posyła dziś te dary niewiasta bezbożna.

ORESTES

A snu tego osnowa? Czyż posłyszeć można?

PRZODOWNICA CHÓRU

Powiada, iże smok się narodził z jej łona.

ORESTES

Cóż dalej? Co poczęła matka przerażona?

PRZODOWNICA CHÓRU

Jak dziecko, tak potwora złożyła w kolebce.

ORESTES

A czymże gad ten żywie? Czyje mleko chłepce?

PRZODOWNICA CHÓRU

Zdawało się jej we śnie, że karmi go sama.

ORESTES

Na piersi nie zostałaż jadowita plama?

PRZODOWNICA CHÓRU

Wraz z mlekiem wytrysnęły czarne krwi potoki.

ORESTES

Zaprawdę, sen niezwykły, sen to jest głęboki.

PRZODOWNICA CHÓRU

Zerwała się ze krzykiem, trwoga siadła na niej;

Niejedną zapalono pochodnię dla pani,

Od dawna zgasłą w mrokach. I oto, nadzieję

Żywiąca, iż odwróci nieszczęścia koleje,

Zleciła nam te dary położyć na grobie.

ORESTES

Na ziemię, na grób ojca zapowiadam tobie,

Że straszne twe widzenie sprawdzi się przeze mnie!

Odgadłem ci ja sen twój, widne239 mi są ciemnie:

Bo jeślić z tego łona, co mnie dało życie,

Narodził się ów potwór, jeżeli okrycie

W kolebce mojej znalazł, jeżeli ta żmija

To samo mleko z piersi mej matki wypija,

Jeżeli razem z mlekiem czarna krew wycieka,

Aż matka z wielkim krzykiem zrywa się — daleka

Nie może być jej chwila! Ona to zrodziła

Potwora, więc i umrze od niego! Mogiła

Gotowa — ja tym smokiem! Ja mordercą matki!

Tak sen mi ten rozkazał. A was tu na świadki

Przyzywam, snu krwawego moich współtłumaczy.

PRZODOWNICA CHÓRU

Niech stanie się! A teraz twój rozum wyznaczy,

Co czynić i jak czynić mają przyjaciele.

ORESTES

To łatwo. Jużem wszystko obliczył w tym dziele.

Ty, siostro, wrócisz do dom. Lecz nasze zamysły

Okrywaj w tajemnicy, ażeby nie prysły!

Podstępem dostojnego uśmiercili męża,

Więc niechaj sieć podstępu dziś i ich zwycięża!

Tę śmierć im sam Loksyjasz w swej mocy wywróżył,

Apollo, wieszcz, co nigdy kłamowi nie służył.

Wędrownik, w wędrownika odzieniu się zjawię

U bram naszego domu; pomocnym w tej sprawie

Pylades, druh mój wierny od pierwszego czasu.

Używać będziem obaj mowy spod Parnasu,

Języka, jakim mówi lud w krainie Foków.

Odźwierny nie otworzy, wstrzyman naszych kroków

Odgłosem: w domu zbrodni wszak tchórzostwo władnie.

Będziemy więc czekali, aż nas kto zagadnie:

„Ajgistos drzwi zamyka? Jak to? Czy nie słyszy

Przytułku żądających, strudzonych przybyszy?

Czy wyszedł? Czy otworzyć bram już nie ma komu?”.

A skoro już przekroczę progi mego domu,

Na tronie gdy ojcowskim zobaczę Ajgista,

Gdy przyjdzie zawezwany, stanie, oczywista,

Przede mną — przed mym okiem gdy, wstydem okryta,

Pojawi się ta postać, wierzcie, nim zapyta:

„A skądże, mój ty gościu?” — położę go trupem!

Erynie wraz się zerwą nad mej stali łupem,

Niesyte krwi, napiją się krwi po raz trzeci.

A zatem, bacz mi, siostro, by tych planów sieci

Nie stargał nikt przed czasem! Skrzętną bądź i czujną!

Wy także swym językom nakażcie podwójną

Roztropność: gdzie potrzeba, milczcie, gdzie wypada,

Tam mówcie! Co do reszty, niech mieczem mym włada

Ów władca nieuchronny, który kroki moje

Skierował na te pomsty godziwe przeboje!

Pylades i Orestes ustępują na bok; Elektra znika w drzwiach ściany tylnej.

CHÓR

Ludziom wrogie stada mnogie żywi ziemia;

W głębi wód straszny płód czujnie, bujnie się rozplemia;

Nieb przestwory

Niepokoją meteory,

A o burzy, co się chmurzy,

Co ci w dom ciska grom, co przebiega niebios szlak,

Powieć240 zwierz i lotny ptak.

Ale męża cóż zwycięża? Cóż tu łamie

Jego dłoń, gdy ma w broń hardą, twardą zbrojne ramię,

W wolę duszy,

Której żaden wzgląd nie ruszy?

A niewiasta? Cóż wyrasta

Ponad chuć? Walkę rzuć! Tam, gdzie żądzy płomień biegł,

Padło zwierzę, zginął człek.

A kto ducha swego skupił, ten posłucha,

Jakiś były dziwy,

Z jakiej zdrady Testiady241 — o krwawiące czyny! —

Syn jej padł, bujny kwiat, bohater jedyny!

Padł niegodnie przez pochodnię: w narodzin godzinie

Żagwię oną rozpłonioną dały mu boginie —

Matka miła ją zgasiła, zgasł syn nieszczęśliwy!

Gdzież się zmieści tyle wstrętu, co w powieści

O morderczej Skylli242?

Tak się darzy: z ręki wrażej bierze łańcuch złoty —

Córkę zwiódł lśnisty cud kreteńskiej roboty —

Pukiel z głowy przez namowy chytrego Minosa

We śnie zdradnie ojcu kradnie. Pozbawiony włosa,

Nisos kona — duszę z łona wziął Hermes tej chwili.

A gdy sobie tak przypomnę te ogromne

Zbrodnie, winy — jakimże dziś prawem

Płyną skargi z mojej wargi?

Czyż się brzydzę, czyż się wstydzę, stojąca nad krwawem

Tego ślubu złem, co — boże! —

Rzucił srom na ten dom, nad tą żoną, która śmiała

Męża zmóc? Zginął wódz! Zgasła ziemi chwała —

Ja znoszę to w pokorze.

Teraz język mój opowie, że w przysłowie

Wszedł mord straszny popełnion na Lemnie243.

I tę zbrodnię nazwać godnie

Niesłychanym owym mianem. Nie ściga daremnie

Klątwa boża. Ród ten zginie,

Hańby on sprzątnie plon! Toć odarty z ludzkiej cześci,

Komu wróg wielki bóg. Nie prawdaż się mieści

W tym, co rzekłem ninie?

Duszę lecz: krwawy ją rani miecz!

Prawo zbaw, kto ma poszanę dla praw!

Jeśli człek z drogi zbiegł, którą nakreślił Zeus swą dłonią,

Jeśli znieść pragnie cześć dla tych, co bożych ustaw bronią,

Przyjdzie wraz cnego wymiaru czas,

Ajsa244 już ostrzy swój straszny nóż.

Idzie czyn! Posiew win w zhańbionym domu wnet ożyje;

Zbrodnię płać, głowę kładź, wstały już mściwe Erynije!

Orestes z Pyladesem wchodzą na scenę w ubraniu podróżnym; Orestes puka do drzwi pałacu.

ORESTES

Chłopaczku, hej, chłopaczku! Czy słyszysz pukanie?

Co, nie ma tam nikogo? Czy nikt tam nie wstanie

Otworzyć? Hej, chłopaczku! Spełnij swą powinność,

Jeżeli dom Ajgista wie, co jest gościnność.

ODŹWIERNY

otwiera i mówi we drzwiach

Dyć245 słyszę. Skądże droga? Otworzyć mam? Komu?

ORESTES

Zapowiedz mnie, chłopaczku, państwu tego domu,

Boć do nich z nowinami ważnymi przychodzę.

Noc swemu zaprzęgowi rozpuściła wodze.246

Już czas, ażeby w porcie strudzony wędrowiec

Zarzucił swą kotwicę! Biegajże i powiedz,

za odchodzącym Odźwiernym

Ażeby tu się zjawił ktoś świadomy sprawy,

Najlepiej pani domu lub sam pan łaskawy,

Bo juścić nie chcę słów swych owijać w bawełnę

Z oględnej przezorności: otwarte i pełne

Są tylko z mężczyznami wzajemne rozmowy.

KLITAJMESTRA

wychodzi przed bramę, otoczona świtą sług i służebnic

Witajcie! Na przyjęcie dom nasz jest gotowy,

Wnet wszystko, czego trzeba, z radością wam poda.

I ciepła czeka kąpiel, i trudów nagroda:

Wygodne, miękkie łóżko — gospodarze radzi.

Lecz jeśli jaka sprawa ważniejsza prowadzi,

Uprzedzę o tym męża — niech się mąż w tym wyzna!

ORESTES

Z krainy Foków jestem, Daulis247 ma ojczyzna.

Wybrałem się w te strony, przynaglon własnemi

Potrzeby, kiedy w drodze do argiwskiej ziemi

Nieznany człek się do mnie przyłączył; w rozmowie

Wymienił swe nazwisko: „Jestem Strofios — powie —

Fokijczyk” i poznawszy cel mojej podróży,

Polecił mi rzecz taką: „Niechżeć mi usłuży

Twa dobroć — zauważył — i o Orestesie

Rodzicom jego w Argos wiadomość poniesie,

Że umarł. Dobrze również — tak powiedział dalej —

Zapytać, czy by szczątki jego pochowali

U siebie, czy też w obcej mają lec mogile

Na wieki — o tym wszystkim dasz mi znać; w tą chwilę

Popioły nieboszczyka, pogrzebane w cześci,

Miedziana kryje urna”. Takiem słyszał wieści

I takie wam powtarzam. Nie wiem, czyście krewni

I jego przynależni — ojciec mnie upewni.

KLITAJMESTRA

O biada mi! Z rozpaczy serce moje kona!

O ty, naszego rodu klątwo niezmożona,

Wnikliwą masz źrenicę! Żadna się potęga

Przed tobą nie uchroni! Pocisk twój dosięga

I wali o ziem wszystko! Najdroższe istoty

Zabierasz nam znienacka! Tak dzisiaj mój złoty

Orestes! Od krwawego w domu tym bagniska

Szczęśliwą uszedł stopą; mniemałam, że bliska

Jest chwila wyzwolenia, a oto twa strzała

Ostatniej mi nadziei pociechę zabrała!...

ORESTES

Tak, juścić ja bym wolał zawitać tu w gości,

Nie smutne, lecz radosne niosąc wiadomości.

Gościnną bym ci przyjaźń szczęsnych gospodarzy

Uzyskał — a ponad to cóż tu więcej waży

Dla gościa? Aleć takie dałem przyrzeczenie:

Za serca idąc głosem, wyznać się nie lenię,

Najdroższym Orestesa kłamać ja nie mogę.

KLITAJMESTRA

Nie mniej nam jesteś miły. Za daleką drogę

Otrzymasz, coć się godzi w naszym domu — przecie

Kto inny byłby przyniósł te wieści. Będziecie

Spoczynek mieć po trudach, miłe goście moje!

Czas wytchnąć wam największy.

do sługi

Prowadź na pokoje

Tych panów! Nie odstępuj, bądź im na usługi!

Przygotuj, co potrzeba, iżby po tej długiej

Podróży miały członki ich wszelką wygodę.

Za wszystko mi odpowiesz, jeśli się zawiodę

Na tobie.

do Orestesa

Teraz pójdę. Me usta zaniosą

Wiadomość panu domu. Przyjacielskim głosom

Powierzyć trzeba sprawę — niechaj, jak wypada,

Pomocną nam dziś będzie ich przeświatła rada!

Klitajmestra znika ze służebnicami w drugich drzwiach, Sługa z gośćmi wychodzi drzwiami głównymi.

PRZODOWNICA CHÓRU

My, wierne dziewki, wznieśmy modły,

By się zamiary powiodły,

By zmógł Orestes ród ten podły!

CHÓR

Święta ziemio i ty, grobie święty!

Król w twym wnętrzu spoczywa głębokiem,

Wódz, co wodził potężne okręty —

Słuchaj próśb tych, bądź podporą nam!

Niech Pejto248 swą radą zwycięża,

Niechaj Hermes, władnący nad mrokiem

Państw podziemnych, użyczy oręża,

By w tej walce legł morderczy kłam!

Z pokojów kobiecych wychodzi Cylissa249, staruszka w zwyczajnym ubraniu nianiek.

PRZODOWNICA CHÓRU

Niedobrze snać się sprawił w zamku nasz wędrowiec:

Spłakaną widzę niańkę Orestesa. Powiedz,

Cylisso, dokąd biegniesz? Wyszłaś poza wrótnie

I łza ci towarzyszy. Czemu ci tak smutnie?

CYLISSA

O boże! Po Ajgista śle mnie nasza pani,

By mąż od mężów powziął wieści, które dla niej

Przynieśli ci dwaj goście. Prawda, wobec służby

W posępnym tai radość spojrzeniu, bo cóż by

Innego miała czynić? Lecz to znać, jak wiele

Sprawili jej uciechy przybysze. Wesele

Największe ma z największej tego domu klęski.

A on? Jakiż mu uśmiech zaigra zwycięski

Na ustach, gdy posłyszy tę straszną nowinę!

O biednaż ci ja, biedna! Tyle lat już ginę

Z żałoby w tym nieszczęsnym domu Atreusza!

Z niejednej krwawej troski marła moja dusza,

Lecz dotąd nigdym równej nie zaznała doli.

Bez szemrań zniosłam wszystko, co targa i boli —

A dzisiaj!... Mój Orestes! Jakem ja go strzegła,

Tę rozkosz mego serca! Moja ręka biegła

Od chwili, kiedy wyszedł z matczynego łona,

Służyła mu cierpliwie, nigdy niezmęczona.

Na krzyk najcichszy w nocy zrywałam się z łóżka,

Trud wszelki lekceważąc, wierna jego stróżka...

I wszystko to na próżno!... Juścić jest głupiutki,

Jak zwierzę, taki dzieciak; trzeba znosić skutki —

Nieprawda? — i za niego myśleć o wszelakiej

Godzinie. Jeść mu dawać i pić, w powijaki

Owijać, zważać na to, czy go czasem trocha

Nie boli żołądeczek. Doglądaj pieszczocha,

A jednak nie doglądniesz: wówczas do pieluszek

Zabieraj się, naprawiaj, co zawinił brzuszek.

Tak, praczką juścić byłam i niańką. Podwójne

Zajęcie miałam, wiecie, gdy me oko czujne

Oresta pilnowało, tej dumy ojcowskiej...

I dzisiaj on nie żyje! A ja, pełna troski,

Zmuszona jestem wzywać domu przeniewiercę

I patrzeć, jak się cieszyć będzie jego serce.

PRZODOWNICA CHÓRU

A jakżeż on ma przybyć w tej gorzkiej potrzebie?

CYLISSA

Co znaczy to? Wytłumacz! Nie rozumiem ciebie.

PRZODOWNICA CHÓRU

Czy z świtą, czy samemu pojawić się każe?

CYLISSA

Z nim razem mają przybyć kopijników straże.

PRZODOWNICA CHÓRU

O, tego mu nie gadaj! Niech nasz wróg przybędzie

Sam jeden na rozmowę — takie masz orędzie.

Co tchu mu donieś o tym! I ciesz się! Rzecz posła,

Ażeby myśl tajemna w jawny czyn wyrosła.

CYLISSA

Czyś jeszcze jest przy zmysłach? Po tej wiadomości?

PRZODOWNICA CHÓRU

A jeśli Zeus to wszystko zmieni i wyprości?

CYLISSA

Nie może być! Z Orestem zmarły i nadzieje.

PRZODOWNICA CHÓRU

Złym wróżem, kto tak patrzy na losów koleje.

CYLISSA

Co mówisz?! Czyżby inne doszły cię wywiady?

PRZODOWNICA CHÓRU

Nie pytaj się! Idź prędzej! Posłuchaj mej rady!

Od boga to zależy. W głębi swego łona

Co bóg tam postanowił, tegoć i dokona.

CYLISSA

Już idę. Tak, jak każesz, język mój wypowie.

Niech wszystkim by najlepiej kierują bogowie!

Odchodzi.

CHÓR

O Zeusie, królujący na niebieskim łanie,

Teraz ty przy nas z swą pomocą stój!

Niech po manowcach pan nie błądzi mój,

Wszak ci o prawo rozstrzyga się bój —

Prawa ty strzeż, o panie!

Daj, by przez niego ród zaginął wraży,

A on cię u twoich ołtarzy

Podwójną i potrójną ofiarą obdarzy.

Po raz się pierwszy dziś do wozu ciężkiego zaprzęga

Ten po rodzicu kochanym sierota.

Ty w ręku swych dzierż jego wodze,

Niechaj się w biegu miarkuje potęga,

Aby zmęczona nie zgasła ochota

W tej twardej, chwalebnej drodze!

Daj, by przez niego ród zaginął wraży,

A on cię u twoich ołtarzy

Podwójną i potrójną ofiarą obdarzy!

Wy, bogactw królewskich skrzynie

Mający w opiece swojej,

Domu bogowie przyjaźni,

Niech krew się dawna w nowej krwi rozpłynie,

Niech wasza ręka stary mord rozbroi,

Wyzwólcie nas z tej kaźni!

A gdy się to stanie, nasz władca, nasz król

Na gród swój niech spojrzy z pomroków mogiły,

Niech widzi, jak zniknął ból,

Nad łanem ojczystych pól

Jakie się blaski swobody rozlśniły!

I ty pomóż, synu Mai250!

Największyś ty z wszystkich bogów

Śmiałego przyjaciel kroku.

Cóż się przed tobą utai?

Odsłaniasz skryte plany wrogów,

Lecz sam ty wolisz kroczyć wśród nocy rozłogów,

Dnia niewidzialny oku.

A gdy się to stanie, nasz władca, nasz król,

Na gród swój niech spojrzy z pomroków mogiły.

Niech widzi, jak zniknął ból,

Nad łanem ojczystych pól

Jakie się blaski swobody rozlśniły!

Na miejscu żalów, skarg

Popłynie zbawcza wieść

Z naszych niewieścich warg,

Przy dźwięku lutni przeradosny glos.

O cześć ci, grodzie, cześć!

Twoich najdroższych szczęsny spotkał los,

Odparty klątwy cios.

A kiedy nadszedł już dzień,

Choć rzeknie ci: „Synu, o, stój!” —

Łam winę bez lęku i drżeń!

Niech wtedy przez ciebie ojciec mówi twój!

Perseuszową251 zbudź

Odwagę w sercu swem,

Umarłym sławę wróć,

Pomściwszy śmierć ich! Twoja zbrojna dłoń

Niech się zboryka z złem!

Niechaj morderców — litości się chroń! —

Równa rozgromi broń!

Tak, kiedy nadszedł już dzień,

Choć rzeknie ci: „Synu, o, stój!” —

Łam winę bez lęku i drżeń!

Niech wtedy przez ciebie ojciec mówi twój!

Od strony, ku której udała się była Cylissa, zjawia się Ajgistos.

AJGISTOS

Przychodzę zawezwany, nie z swej własnej chęci.

Podobnoć jacyś obcy, w gościnę przyjęci,

Wiadomość mają dla mnie — ach, niepożądaną! —

O śmierci Orestesa. Zbyt bolesną raną

Dotknęłoby to dom nasz, który do tej pory

Nie zdołał jeszcze powstać, tak śmiertelnie chory

Z dawnego krwi upływu... Prawdaż się w tym mieści?

Jak sądzić?... Czy też tylko spłodził lęk niewieści

Majaki niepochwytne? Wiadomo co komu?

PRZODOWNICA CHÓRU

Tak, myśmy to słyszały. Ale wejdź do domu,

Zapytaj się przybyszów! Świadczenie jest niczem,

Gdy mąż sam może stanąć przed męża obliczem.

AJGISTOS

Zobaczyć chcę posłańca. Rzeczą gospodarza

Wybadać go, czy widział śmierć tę, czy powtarza

Niepewne, błędne słuchy, słyszane od ludzi;

Ma dusza widzi jasno: niełatwo ją złudzi.

Ajgistos wychodzi.

CHÓR

Jakich zaklęć, Zeusie, użyć mam?

W jakim dzisiaj pomodlić się słowie?

Wszystko próżny kłam:

Wrzenia swego serca nie wypowie.

Teraz czyn się ogromny dokona,

Teraz miecz się w pierś zdradziecką wparł:

Albo zniszczy dom Agamemnona

Lub swobody jasny wznieci żar.

Złote berło, co waliło miasta,

Władnąć będzie, jak za dobrych lat —

Orestesa gromka moc wyrasta

Przeciw sprawcom pogromu i zdrad.

Idzie pan nasz w bitewnym rynsztunku —

Niech zwycięstwo da mu wielki bóg!

GŁOS Z WEWNĄTRZ

Ratunku, ach, ratunku!

CHÓR

Hej! Czy już go zmógł?!

Cóż się tam dzieje w pałacu? Słyszycie?!

PRZODOWNICA CHÓRU

Wypełnia czyn się krwawy. Ustąpmy w ukrycie,

By nikt nas nie posądził o wspólnictwo w winie.

Zapewne już ta walka rozstrzygła252 się ninie.

Chór znika w jednej z bram; scena pusta; noc. Z drzwi środkowych wybiega jeden z sług i puka do pokoju Klitajmestry.

SŁUGA

O biada! Pan mój zabit! Zabiła go zdrada!

Raz jeszcze wołam: biada! I po trzykroć biada!

Już nie ma Ajgistosa!... Otworzyć! Hej! Prędzej!

Niezbędna wszelka pomoc w tej straszliwej nędzy!

Otworzyć i niewieście pokoje! Lecz, boże,

Zmarłemu na co zda się?!... Nic już nie pomoże!

Hej! Hej!

Pogłuchły czy posnęły?... Daremne wołanie...

Gdzie jesteś, Klitajmestro?! Czy nikt tam nie wstanie?!

Co robić? Ach, nieszczęście będziem mieli nowe!

Miecz pomsty, zda się, spadnie i na pani głowę!

KLITAJMESTRA

wychodzi z izby

Co znaczą te hałasy?... Co trapisz kobiety?

SŁUGA

Umarli, mówię, żywych mordują! O rety!

KLITAJMESTRA

Rozumiem już zagadkę!... Boże!... Łotry! Zbóje!

My zdradą mordowali, zdrada nas morduje!

Podajcie mi siekierę! Gdzie mordu narzędzie?!

Zobaczę, kto tu padnie, kto zwycięzcą będzie!

Sługa biegnie na pokoje kobiece; Orestes wychodzi z drzwi głównych, za nim Pylades; podczas następnych wierszy drzwi pozostają otwarte; widać przez nie zwłoki Ajgistosa.

ORESTES

Ha, jesteś! Ciebie szukam! Tamten ma za swoje!

KLITAJMESTRA

Zabity mój Ajgistos!.. Jak ja się ukoję?

ORESTES

Miłujesz go... I owszem: jedna wam mogiła,

Ażebyś go po śmierci podle nie zdradziła.

Dobywa miecza.

KLITAJMESTRA

odsłania piersi

Powstrzymaj miecz ten, dziecię! Nie sprowadzaj zguby

Na pierś tę! Tyleś razy, o mój synku luby,

Pił mleko z niej! Sumienia wzbudź w sobie ostatki!

ORESTES

opuszcza miecz, do Pyladesa

Co czynić, Pyladesie? Nie zabijać matki?

PYLADES

Zapomnieć chcesz przykazań świętych Loksyjasza,

Pytyjskich wieszczb253? Przysięga czy cię nie przestrasza

Złamana? Czy się druh mój bogom sprzeniewierzy?

ORESTES

Twe słowo zwyciężyło... Radzisz jak najszczerzej.

do Klitajmestry

Ty — chodź!... Niźli mój ojciec droższym on był tobie

Za życia — przy nim zginiesz, w jego legniesz grobie.

Kochałaś go, dla człeka nienawiść mająca,

Któremu należała twa miłość gorąca.

KLITAJMESTRA

Chowałam cię — starości mojej bądź pociechą!

ORESTES

Co? Z ojca morderczynią żyć pod jedną strzechą?

KLITAJMESTRA

Współwinna była Dola we wszystkim, me dziecię!

ORESTES

Więc Dola dziś i ciebie z tego świata zmiecie!

KLITAJMESTRA

Nie lękasz się, mój synu, klątwy matki? Powiedz!

ORESTES

Tej, co mnie wypędziła na nędzy manowiec?

KLITAJMESTRA

W przyjaznym żyłeś domu, wysłany przeze mnie.

ORESTES

Wolnego ojca dziecko sprzedałaś nikczemnie!

KLITAJMESTRA

A gdzież jest ta zapłata, co tak myśl ci tłoczy?

ORESTES

Nie wstydzę się twej hańby wyjawić ci w oczy.

KLITAJMESTRA

I ojca rozważ winy — kto co winien komu!

ORESTES

Na bojach miewał trudy, a ty wczasy w domu.

KLITAJMESTRA

Niedobrze jest niewieście, kiedy mąż nie wraca.

ORESTES

Siedzącą przy kominku żywi męża praca.

KLITAJMESTRA

Cóż, synu? Chcesz mordować swoją matkę własną?

ORESTES

Ty sama się mordujesz! Niech oczy twe zgasną!

KLITAJMESTRA

Pamiętaj, sfora matki254 jak cię ścigać może.

ORESTES

A ujdęż, poniechawszy, tej ojcowskiej sforze?

KLITAJMESTRA

Więc płaczę nadaremnie, żywa, a już w grobie?

ORESTES

Śmierć ojca — oto wyrok, przeznaczon i tobie.

KLITAJMESTRA

O, biada mi! O biada! Ta ci jest ma żmija!

ORESTES

Nie płona snów twych wróżba! Grzech dziś grzech zabija.

Prowadzi ją ku bramie głównej. Pylades idzie za nim. Chór zjawia się znowu. Podczas gdy się szykuje, mówi Przodownica chóru.

PRZODOWNICA CHÓRU

Nad śmiercią tych obojga niemało boleję,

Lecz jeśli już Orestes spełnił swe nadzieje

Przelewem krwi — ostatnim, módlmy się głęboko,

Ażeby nam nie zgasło domu tego oko.

CHÓR

Czas nieuchronnych spłat

Na ród Priama255 padł,

Zemsty rozpłonął gniew.

Krwawy nawiedził srom

Agamemnona dom —

Dwojaki zbój,

Dwojaki lew.

Ale powrócił zbieg

W zhańbiony zamek swój.

Sam bóg go tu przywiódł,

Co go tak czujnie strzegł.

Radosny wznieśmy głos:

Szczęsny zawitał los!

Rycerny256, możny pan

Dom nasz wyleczył z ran,

Hańbę już zmył.

Będzie nam żył

Płodny dobytku łan!

Duch nieuchronnych spłat

Odział się płaszczem zdrad —

Możeż płaszcz inny mieć

Ta, którą jedną z cór

Zeusa, władcy chmur,

Nazywa lud257?

W podstępu sieć

Odział się pomsty kształt:

Gniew ją płomienny wiódł

Na wroga, by zginął wśród jej zabójczych fałd.

Radosny wznieśmy głos:

Szczęsny zawitał los!

Rycerny, możny pan

Dom nasz wyleczył z ran,

Hańbę już zmył.

Będzie nam żył,

Płodny dobytku łan!

Oto Loksyjasz, on,

Co ma w Parnasie schron,

We mgły spowity żleb,

Wywróżył pomście, że zdradę ten zmógł,

Kto, krew chcąc pomścić, z zdradnych nie zszedł dróg;

Nie zbrodnia to, gdy pomoc śle nam władca nieb,

Czyn to godziwy, sam go spełnia bóg.

Wokrąg258 rozbłysły już

Złote płomienie zórz.

Tyle rozkoszy, tyle —

Zwycięstwa słodka dań!

Prastary domie, wstań,

Za długo leżałeś w pyle!

Spokoju święty czas

Rychło nawiedzi nas,

Wkroczy w twych ojców gmach,

Boś zmył z swych progów dawnej hańby kał.

Oby co prędzej głos tryumfu brzmiał:

Wygnany rój złych duchów, które siały strach,

Wyzwalających blasków idzie zwał.

Wokrąg rozbłysły już

Złote płomienie zórz.

Tyle rozkoszy, tyle —

Zwycięstwa słodka dań!

Prastary domie, wstań,

Za długo leżałeś w pyle!

Ściana tylna się rozsuwa; na marach widać zwłoki Ajgistosa i Klitajmestry, obok nich Orestes. Służba trzyma płaszcz, w którym zamordowano Agamemnona. Przed zamkiem gromadzi się lud.

ORESTES

Patrzajcie! Oto dwoje tyranów ojczyzny,

Co ojca mi zabili i dom mój, tak żyzny

W dobytek, okradali! Z jakim dumnym czołem

Siedzieli wraz na tronie, a i teraz społem

Miłością połączeni! Zaprzysięgli razem

Śmierć ojca i pod jednym chcieli spocząć głazem —

To wszystko dziś się spełnia. A wy, naszej nędzy

Świadkowie tu obecni, przyjrzyjcie się przędzy

Zdradliwej, którą ojcu biednemu na nogi

I ręce zarzucono.

do służby

Rozwińcie złowrogi

Ten płaszcz i między lud go zebrany ponieście!

Niech zdrady to narzędzie zobaczy nareszcie

I ojciec — nie mój ojciec, lecz wszechwidne259 słońce —

Niech ujrzy dzieło matki! Pragnę mieć obrońcę

W dzień sądu, iżem mord ten spełnił według prawa,

Na matce mord. Ajgistos — jego dola krwawa

Jest słuszna, o nim mówić nie warto. Lecz o tej,

Co takiej dokonała na mężu sromoty,

Na ojcu swych, tak dzisiaj nienawistnych dziatek —

Nosiła mnie w swym wnętrzu, miała podostatek260

Miłości, a dziś wroga ma we mnie — tak, o niej

Powiedzcie, co myślicie? Nikt się nie obroni

Przed takim, jak ta, gadem. Jadowita żmija

Już samym swym dotknięciem na wieki zabija,

Nie ukąsiwszy wcale. Taki potwór siedział

W jej duszy!

służba wraca z płaszczem

A jak o tym, iżbym nie powiedział

Zbyt srogo, mam się tutaj wyrazić? Na zwierza

Dzikiego to samołów261? Całunna odzieża

Dla zmarłych? Nie! To sidła, które zbój nastawia,

Z rabunku li żyjący, z mordu i bezprawia!

Ach, jakąż czuje rozkosz, jeśli do tej sieci

Przechodniów nieopatrznych jak najwięcej wleci.

odwraca się znów ku zwłokom matki

Mieć taką żonę?! Boże, raczej wytęp do cna

Me plemię! Niechaj padnę, gałąź bezowocna!

CHÓR

Ojej! Ojej! Strach takich czynów, strach!

Okropną śmiercią zginął on!

Ach, ach!

Ale i boleść bujny wyda plon.

ORESTES

Jest winna czy niewinna? Płaszcz ci ten nie przeczy

Jej zbrodni. Oto patrzcie! Ślady krwawej cieczy!

Tak, patrzcie! Zblakła plama, co zżarła purpurę,

Na wskroś jest zgodna z czasem, gdy dzieło ponure

Spełniono. Nic cim wówczas ja nie wiedział o tem,

Wygnany z mego domu. Ale dziś, z powrotem

Przyszedłszy, widzę jasno, gorzkie łzy dziś leję,

Mający to przed sobą. Rodu mego dzieje,

Cierpienia jego wszystkie stają mi przed oczy

I serce mi ten straszny jad zwycięstwa tłoczy.

CHÓR

Któż w życiu tym spokojny miewał dach?

Któż się uchronił win i plam?

Ach, ach!

Dzień każdy nowy ból gotuje nam.

ORESTES

Jak skończy się to wszystko, czy wiecie? Ja nie wiem.

Wyskoczył z toru zaprząg mej duszy, zarzewiem

Pędzony gdzieś na oślep. Cugle mi wypadły

Z rąk. W sercu przeraźliwą nuci strach pobladły

Melodię, serce w dziki pogania mi taniec.

Słuchajcie, przyjaciele! Nim jeszcze skazaniec

Utraci wszystkie zmysły, powiedzieć wam pragnie,

Że mord na matce spełnił według praw — na bagnie,

Na bogów — tej ohydzie, na ojca przeklętej,

Nikczemnej morderczyni! Sam Loksyjasz, święty

Wróżbita, pchnął mnie k’temu. Wzywam go na sędzię.

W wyroczni rzekł mi swojej, że nikt mnie nie będzie

Obwiniał, gdy to spełnię. Lecz jeśliby miała

Zawahać się ma ręka, ludzkich myśli strzała,

Chociażby najostrzejsza, nie wniknie do sedna

Tych kar, które ma znosić moja dusza biedna.

A teraz — czy widzicie ten pokutny wieniec

I różdżkę tę oliwną262? Idę, potępieniec,

O łaskę błagający, tam, do pępka ziemi263,

Do schronu Loksyjasza, gdzie iskry wiecznemi

Wybucha ogień boży. Od mej krwawej winy

Uciekam w jego progi, bo tam mi jedyny

Wyznaczył on przytułek!264 A was, Argiwowie,

Upraszam, byście, pomni naszych klęsk, w swym słowie

Świadczyli mi, gdy wróci Menelaos. Dola

Tułacza z ojczystego wypędza mnie pola,

Rodzoną matkę dłoń ma wszak zabiła krwawa265:

I w życiu, i po śmierci taka moja sława.

PRZODOWNICA CHÓRU

Nie bluźnij swemu dziełu! Własnymi wargami

Nieszczęścia nie sprowadzaj na siebie! Nie plami

Twój czyn: wyswobodziłeś gród Argiwów cały,

Gdy głowy tych potworów stopy twe zdeptały.

ORESTES

Ha! Ha!

Niewiasty straszne widzę... Podobne Gorgonom266,

Odziane w czarne płaszcze, z skronią oplecioną

Wężami... Nie! Pozostać dłużej tu nie mogę!

PRZODOWNICA CHÓRU

Ach! Cóż za płone strachy budząć taką trwogę?

Ty, z synów najwierniejszy, zwycięzcą z tej wojny

Wyszedłeś, więc bądź silny, zwycięzco dostojny!

ORESTES

Nie strachy oneć widma, nie majaki chore:

Wyraźnie widzę matki rozjuszoną sforę.

PRZODOWNICA CHÓRU

Twa dłoń od krwi przelanej dotychczas nie sucha

I stąd to jest ów obłęd, co gasi ci ducha.

ORESTES

Wszechwładny Apollinie! Rój się nowy tłoczy...

Kroplami krwi te groźne pobłyskują oczy!

PRZODOWNICA CHÓRU

Potrzebać odkupienia. Niech cię tylko ręką

Loksyjasz dotknie świętą, a koniec twym mękom.

ORESTES

Ach, wy ich nie widzicie! Lecz ja patrzę na nie.

O, precz stąd, precz!... Ma stopa już tu nie zostanie.

Wybiega.

PRZODOWNICA CHÓRU

Więc żegnaj! Niechaj bóg cię prowadzi i w nędzy

Twej strasznej niech pomocyć udzieli co prędzej!

CHÓR

Oto się burzy nad królewskim domem

Dziki rozszalał ból,

Trzykrotnym uderzył weń gromem.

Zginął Tyestes — i to był początek —

Z rozpaczy nad śmiercią dzieciątek.

Potem zaś władcę naszego ubili:

W łaźni, w zdradzieckiej chwili,

Skończył Achajów król.

A teraz trzeci. Kto on? Odkupiciel?

Czy też mordercą on?

Ach! Kiedyż raz już spocznie klątwa-mściciel,

Kiedyż powstrzyma swój gon267?

Eumenidy268

OSOBY DRAMATU:

  1. Prorokini, kapłanka delficka
  2. Apollo
  3. Orestes
  4. Klitajmestra
  5. Hermes
  6. Chór Erynii (Eumenid269)
  7. Lud. Sędziowie. Kapłani.

W głębi front świątyni Apollina w Delfach270.

Drzwi zamknięte, obok nich stara Prorokini w sukni kapłanki, z wielkim kluczem przewieszonym przez ramię; we włosach gałązki oliwne.

PROROKINI

Ze wszystkich najpierw bogów modlitwa ma idzie

Ku Ziemi, ku prawieszczce271. Potem cześć Temidzie272

Oddaję, co, jak głoszą dzieje, na urzędzie

Proroczym nastąpiła po matce. Niech będzie

Poświęcon trzeci pokłon również córce Ziemi,

Tytanów latorośli, Fojbie273: szła za niemi,

Nie siłą, tylko zgodą w tej świętej ustroni

Osiadłszy. Zaś dziedzictwo i nazwisko po niej

Wziął Fojbos274. Od jeziora, co wśród opok leży

Delijskich275, do Pallady przypłynął wybrzeży276,

A stamtąd k’nam zawitał, w dzierżawy Parnasu277.

W pochodzie uroczystym, pośród gęstwi lasu

Bezpieczne wycinając mu drogi, szli przed nim

Synowie Hefajstosa278, hymnem niepoślednim

Wielbiący swego pana. Tej pamiętnej chwili

Mieszkańcy i król Delfów szumnie ugościli

Przybysza. Siłę bożą wlał mu Zeus do wnętrza,

By objął jako czwarty tron Wieszczów. Najświętsza

Potęga Loksyjasza279 wieści od tej pory

Rozkazy rodzicowe. Takie to mój skory

Czci język władne bóstwa. Obok nich Palladę280,

Mędrczynię, w swoich modłach przepokornych kładę

I nimfy, w korycyjskich skałach skryte władztwo

Mające281, gdzie się gnieżdżą demoni i ptactwo

Wszelakie szuka schronu. Bromiosa282 pomnę,

Co stał się tego miejsca panem, gdy niezłomne

Swe siły zwrócił gniewnie przeciw Pentejowi283:

Bachantki284 swe nań puścił, wiedząc, że go złowi

Ich sfora i zaszczuje na śmierć ni285 zająca.

Niech będzie też wspomniana krynica szemrząca

Plejstosa286 — wraz z potężną mową Posejdona287,

A w końcu Zeusa wzywa warga rozmodlona,

Ze wszystkich najwyższego. Teraz, wieszczb mistrzyni,

Na tronie swym zasiędę. Niech się łaska czyni

Nade mną większa dzisiaj niźli w innym czasie.

Zebrani Hellenowie mogą wejść, a zasię

W porządku, jaki los im wyznaczył288 i droga

Zwyczaju. Głosić będę świętą wolę boga.

Otwiera drzwi świątyni i wchodzi do wnętrza. Po chwili wraca przerażona. Drzwi się za nią zamykają.

Strach mówić, strach jest patrzeć! Z domu Loksyjasza

Precz widok mnie wypędził, co tak mnie przestrasza,

Że w głowie mi się mąci, biegają me ręce,

Lecz stopy się nie ruszą: stopy niemowlęce

Ma z trwogi moja starość! Odbiegł duch mnie wszytek289!

W wieńcami obwieszony wstępuję przybytek

I oto widzę męża, jako głaz ołtarza,

O łaskę błagający, haniebnie znieważa290:

Dłoń jeszcze krwią ocieka na tym miejscu świętem,

Miecz nagi trzyma w dłoni wraz z oliwnym prętem,

W wełnianą, białą wstęgę owitym291 troskliwie —

Spostrzegłam to wyraźnie. A przy nim — o dziwie!

Na krzesłach pełno kobiet uśpionych dokoła;

Nie kobiet, raczej Gorgon292 straszliwe zebranie —

Czyż język mój tę grozę opisać wydoła? —

A przecież i nie Gorgon: patrzałam ci na nie

W obrazie, jak ich ciżba wszelką strawę kradła

Ze stołu Fineusa293. Te zasię widziadła

Bez skrzydeł są, acz równie ohydne i czarne

Od stóp do głów na ciele. Wstrętu nie ogarnę

Oddechów ich chrapliwych! Z oczu jad im ciecze,

A strój ich jest ci taki, że ni w progi człecze

Zawitać w nim, ni stanąć przed oblicze boże.

Podobnych nie widziałam na całym przestworze,

I nie ma ludu w świecie, co by, takie plemię

Żywiący, nie żałował: zbyt to ciężkie brzemię!

Lecz wszystkoć ja to zdaję na pana świątyni:

Wszechmocny niech Loksyjasz, jak zechce, tak czyni!

Na wszystko on ma leki w swym świętym rozumie

I każdą z cudzych domów winę zmywać umie294.

Otwierają się drzwi do świątyni: widać jej wnętrze, w środku pępek ziemi: z głazu wykuty stożek, owinięty wełnianymi paskami. Przy nim na krześle siedzi Orestes z mieczem w jednej, z gałązką oliwną, owiniętą wełnianym pasem, w drugiej ręce. Naokoło niego śpią Erynie, straszne, czarniawe postacie niewieście, z ciemnozielonymi, ociekającymi oczami. Przy Orestesie staje Apollo o jasnych kędziorach, w długiej, ze wszystkich stron zapiętej, fałdzistej szacie. U boku ma kołczan, w ręku łuk.

APOLLO

Przenigdy nie odmówię ci możnej opieki;

Twym stróżem zawsze będę, bliski czy daleki,

I wrogom przeciw tobie cugli nie popuszczę.

O, popatrz na tę straszną, oszalałą tłuszczę,

W tej chwili snem zmorzoną, patrz na te dziewczęta,

Na starcze dzieci Nocy295! Czerń ci to przeklęta:

Ni bóg, ni człek, ni żadne zwierzę się nie spara296

Z tym rodem. Zła to gońce, spłodziła je Kara,

A gniazdo mają w mrokach podziemnego Piekła:

Niebiosa odtrąciły, ziemia się wyrzekła

Tych gadzin. Lecz ty musisz uciekać przed niemi,

Bez końca, bez wytchnienia. Po obszarach ziemi

Trop w trop cię gonić będą, gdziekolwiek się ruszy

Twa stopa; i na morzu nie ujdziesz katuszy,

Wśród miast, oblanych falą. Nie spoczniesz, biegunie297,

Aż zajdziesz w gród Pallady298. Tam do stóp jej runie

Twa postać, tam jej posąg obejmą twe dłonie,

Tam ja cię wobec sędziów surowych obronię;

Przeze mnie już na zawsze odbiegną cię znoje,

Bo matkę wszak zabiłeś na rozkazy moje!

ORESTES

wychodzi z świątyni, rózgę oliwną zostawił, miecz schował do pochew

O władco Apollinie! Sprawiedliwe słowa

Wymawiasz — niech też będzie do czynu gotowa

Twa ręka! Obiecałeś, tak mnie zbaw z tej matni!

APOLLO

Miej wiarę! Zbądź się trwogi! O ty, płodzie bratni

Ojcowskiej krwi, Hermesie! Weź go w swoją strażę,

Boć słusznie zwiesz się stróżem, po świata obszarze

Ty czujny wędrowniku299! Tobie ja go zlecę:

Do ludzi gdy zapuka, oddan twej opiece,

Zeus uczci prośby twoje, i otworzą ludzie.

Hermes, zjawiwszy się na wezwanie Apollina, odprowadził Orestesa na bok. Apollo znika. Po chwili wstaje spod ziemi cień Klitajmestry.

KLITAJMESTRA

do Erynii

Co, śpicie? Czyż się godzi, gdy ja w takim trudzie?

W obliczu wszystkich zmarłych przez was opuszczona,

Wstyd znoszę nieustanny, morderczyni-żona!

Umarli wstyd mój znają! Samotnieć ja chodzę,

Wyklęta z ich szeregu300. To wam mówię: srodze

Ma wina mnie przygniata. Lecz ja, któram w sposób

Tak straszny ucierpiała od najdroższych osób,

Nie widzę, by ktoś z bogów bronił mego prawa,

By dłonie matkobójcze zmogła pomsta krwawa.

O, popatrz na tę ranę! Zobaczysz, boć przednie

Są oczy twego ducha, gdy drzemiesz; zaś we dnie

Leniwie ścigasz Doli ofiarę. Bogatą

Niejedną jam was godnie żywiła obiatą,

Bez wina301, czystą, hojną; niejedną wam kładę,

Bywało, karm302 po nocy; sowitą biesiadę

Przy moim gotowałam ognisku, na którą

Bóstw innych nie prosimy — za wszystko ponurą

Niewdzięczność tylko sprzątam, a on, niby sarna,

Z rąk waszych się wymyka. Sieć to była marna:

Wyskoczył z niej, ucieka, drwi z waszej gonitwy.

Dla dobra mojej duszy słuchajcie modlitwy,

Zerwijcie się, wy groźne podziemi boginie —

To widmo Klitajmestry rozbudza was ninie303.

CHÓR

wzdycha

KLITAJMESTRA

Ty wzdychasz, a on uciekł, wymknął się co prędzej,

Bo tylko mnie przychylnych zabrakło w tej nędzy.

CHÓR

wzdycha

KLITAJMESTRA

Sen twardy masz, nie czujesz mej boleści rzadkiej:

Orestes, matkobójca, uciekł pomście matki!

CHÓR

jęczy

KLITAJMESTRA

Co, jęczysz? Jęczysz we śnie? Zerwij się na nogi!

Bo któż ma, jeśli nie ty, spełnić czyn złowrogi!?

CHÓR

jęczy

KLITAJMESTRA

I sen, i trud, to dwóch jest sprzymierzeńców: siły

Potwora straszliwego do głębi wypiły.

CHÓR

wśród zdwojonych jęków i wzdychań

Goń! Chwytaj! Łapaj zbiega!

KLITAJMESTRA

Zwierzynę szczujesz we śnie! Sen ci twój dolega!

Zdobyczy nie chcesz puścić, jako psy, tak szczekasz —

Na darmo! Zbudź się! Zbudź się! Dlaczego tak zwlekasz?

Niech trud cię nie zleniwia! Odpędź to zwodnicze

Znużenie! Wstań! Wyrzuty niech cię jako bicze

Smagają! Na rozumnych bodźcem są wyrzuty.

Hej! Huzia! Niech go ściga twój oddech zatruty,

Niech za nim wnętrze twoje krwawym ogniem płonie!

Na śmierć go zamęcz, zaszczuj w tym powtórnym gonie!

Znika.

Przodownica chóru budzi się pierwsza, za nią inne, budząc się wzajemnie. Podczas śpiewu Chór ustawia się w szeregu, pozostając jeszcze w świątyni.

PRZODOWNICA CHÓRU

Wstań! Zbudź się! Budź sąsiadkę! Wstań! Ja ciebie budzę!

Hej! Rusz się! Co, śpisz jeszcze? Nie wiem, czy się łudzę:

Jakowyś głos słyszałam. O piekła! O nieba!

Otrząśnijże się ze snu! Przekonać się trzeba!

CHÓR

O, biada, siostry, o! Jakiż to ból mnie zmógł?!

PRZODOWNICA CHÓRU

I ja ci — niedaremnie! — pełna jestem trwóg!

CHÓR

Czyż kiedy był na święcie ból straszniejszy znan?

Najkrwawsza z krwawych ran:

Toć zdobycz nam dziś uszła precz od naszych leż!

PRZODOWNICA CHÓRU

Sen mnie ogarnął i czmychnął mi zwierz!

CHÓR

Zeusa synu ty304, złodziejski jesteś ród!

PRZODOWNICA CHÓRU

Nas stare, młody boże, takeś czelnie zwiódł!

CHÓR

Czcisz zbiegów, niegodnemu dajesz pewny schron:

Mordercą matki on!

Chcesz bogiem być, a otoś matkobójcę skradł!

PRZODOWNICA CHÓRU

Zali305 to słusznym nazwać może świat?

CHÓR

Straszliwą dzisiaj hańbę zgotował mi sen:

Zesmagał gnuśne! — Blizny wszystkie licz,

Które mi ciął jego bicz!

Groźny zbój, harap306 swój

Tak ćwiczył na mej skórze męczarń sprawca ten,

Że dreszcz mi w kości wlał i krew głęboką.

Tak czynią nowe bogi w ten dzisiejszy czas!307

Na krwawym tronie siedzą, w ciemną noc

Spychają prawa moc.308

Zguba zgub: krew u stóp

I we krwi pępek ziemi, cny ołtarny głaz

Skalan bezbożnie obrzydłą posoką.

Stolicę wieszczą swoją obryzgał on sam;

Mordercy udzieliwszy schronu i opieki,

Ustawom wielkich bogów czelny309 zadał kłam,

Prastare Mojry310 pohańbił na wieki.

I mnieś napełnił wstrętem, lecz szkoda twych sił:

Choć skryłby się pod ziemię, nie zbawisz go, panie!

Skazaniec, jeszczeć będzie pod mieczem się wił —

Taki sam zbójca przeciw niemu wstanie!

Apollo zjawia się znowu, z łukiem naciągniętym, z strzałą na cięciwie.

APOLLO

Uciekaj! Rozkazujęć! Domu mego ściany,

Stolicę moją wieszczą rzuć, płodzie skalany!

Precz, mówię, bo inaczej na twą czarną tłuszczę

Z cięciwy tej złocistej lotną żmiję puszczę,

Aż z bólu się poskręcasz, tak cię kąsać będzie,

Aż wszystką krew wyrzygasz, której w chutnym pędzie

Morderczym twój się język nachłeptał zdradliwy!

Nie twoje tutaj miejsce! Na nieszczęsne niwy,

Na place szubieniczne, tam, gdzie we krwi broczy

Straceniec, tam, gdzie ludziom wyłupiają oczy,

Gdzie trzebią niemowlęta, niweczą nasienie,

Tam niech cię twego losu przekleństwo pożenie311!

Gdzie jęczą na pal wbici i kamienowani,

Gdzie piersi wyrzynają — do takiej przystani

Uciekać ci się godzi... O, słuchasz z lubością,

Nieprawda? Rozkosz wlewa twym ohydnym kościom,

Co bogom dech zapiera! Tak mówi twa postać.

W jaskinię lwów krwiożerczych raczej wam się dostać,

Niżeli, wstrętne cielska, przebywać w świątyni

I kalać moje progi. Precz! Tak pasterz czyni,

Swą trzodę wyganiając. Ale tyś jest trzodą

Bez stróża, żadni ciebie bogowie nie wiodą.

Wypędza Chór z wnętrza świątyni na scenę.

PRZODOWNICA CHÓRU

I nam przemówić pozwól, władny Apollinie!

Nie tylko wziąłeś udział w tej naocznej winie,

Lecz głównym jesteś sprawcą — tyś stworzył tę dolę.

APOLLO

Jakożby? Mów! Do tyla312 mówić ci pozwolę.

PRZODOWNICA CHÓRU

Przez ciebie stał się winien matkobójczej zmazy.

APOLLO

Tak, ojca swego pomścił na moje rozkazy.

PRZODOWNICA CHÓRU

Opiekiś mu udzielił po tej zbrodni świeżej.

APOLLO

W swój dom ci go przyjąłem — to mu się należy.

PRZODOWNICA CHÓRU

A myśmy z nim przybyły — komu lżyć nas, komu?

APOLLO

Nie dla was ci jest miejsce w moim świętym domu.

PRZODOWNICA CHÓRU

Swój urząd my spełniamy i zawsze, i wszędy.

APOLLO

Pochwalcie się przede mną: cóż to za urzędy?

PRZODOWNICA CHÓRU

Wypędzać matkobójców za progi domowe.

APOLLO

Co mówisz! Mord na męża sprowadziła głowę!

PRZODOWNICA CHÓRU

Nie mord to, gdy nie spełnion jest na krwi rodzonej.313

APOLLO

Więc Zeusa z Herą314 związek masz w pogardzie? Żony

I męża święte śluby? A więc i Cypryda315,

Co ludzi uszczęśliwia, niegodnąć316 się wyda?

Ta miłość, która z sobą dwoje istot sprzęga,

Mężczyznę i kobietę, droższa niż przysięga!

Gdy karać nie chcesz winnych, którzy w tym sposobie

Mordować mieli czelność, zapowiadam tobie,

Że ścigać Orestesa nie masz dzisiaj prawa.

Odstąpić, widzę, nie chce twoja zemsta krwawa

Od niego, a zaś tamtych gonić się nie waży:

Niech rzecz się u Pallady rozstrzyga ołtarzy!

PRZODOWNICA CHÓRU

Przenigdy ja od niego odstąpić nie mogę.

APOLLO

Więc goń go! Więc przedłużaj swoją twardą drogę!

PRZODOWNICA CHÓRU

Niech nawet słowo twoje czci mojej nie kala!

APOLLO

Od czci twej — nie wiem, jakiej! — trzymałbym się z dala.

PRZODOWNICA CHÓRU

Tak, możny pono jesteś przed tronem Zeusza,

Lecz matki krew wylana do zemsty mnie zmusza —

Jać nigdy nie przestanę ścigać tego człeka.

APOLLO

A ja go chronić będę. Wierna ma opieka —

Gniew bogów na się ściągnie i ludzi, jeżeli

Ktoś swego powierzeńca zdradzić się ośmieli.

Chór rozpierzcha się. Apollo znika. Drzwi świątyni zamykają się. Podczas przerwy zmieniają dekorację.

ZMIANA

W głębi front świątyni Pallady w Atenach.

Opodal starożytny posąg Ateny, przy nim ołtarz.

ORESTES

wchodzi z boku, siada u stóp posągu, obejmuje go rękami

Ateno! Wiódł mnie tutaj rozkaz Loksyjasza —

O łaskę i opiekę wygnaniec uprasza.

Z rękami już czystymi do ciebie przychodzę317:

W niejednym ci je domu, na niejednej drodze

Obtarłem o dłoń ludzi. Toć świata manowiec

Nadarzył mi ich sporo, gdym, chyży wędrowiec,

Przebiegał jego łany, przez lądy i morza,

Posłuszny świętej wróżbie, k’tobie, pani boża,

Pędzący. W twoim domu i przy twym obrazie

Niech sądy się rozstrzygną: połóż kres mej zmazie!

CHÓR

podąża szeregiem za Orestesem

Tu wejdźmy! Tu widoczne kroków jego ślady.

Ufajmy oto znakom tej milczącej rady!

Ni charta goniącego za ranną zwierzyną,

Tak wiodą krwi nas krople i potu: jedyną

To dla nas jest wskazówką. A już wytchnąć pora,

Bo ledwie oddychamy; nasza pierś jest chora

Z znużenia: każdy kącik ziemi przetrząśnięty,

Bezskrzydły bieg nasz lotne prześcigał okręty.

Lecz teraz on przykucnął gdzieś tu, pełen strachu:

Jać węszę go po wonnym ludzkiej krwi zapachu.

Bacz, pilnuj, waruj, strzeż,

By nam nie czmychnął zwierz,

Gdyż matkobójca nasz

Omylić może straż!

Obraz bogini wiecznej on

Rękami objął i błaga o schron,

O ostateczny sąd.

Ale nie ujdzie stąd!

Wylana matki krew —

Przesiąkł nią ziemski kurz,

Czyj ma ją pomścić gniew?

O, czas twój nadszedł już:

Z żywego ciała czerwony ci płyn

Wyssam, pochłonę tę wstrętną posokę

I cień twój żywy na sądy zawlokę.

Byś odpowiadał za czyn,

Za matkobójstwa złość.

Tam się przekonasz, że wszelaki człek,

Gdy z prawych zeszedł dróg.

Niepomny, co jest bóg,

Rodzic lub gość,

Pokaran będzie po wieczysty wiek.

Hadesu318 sprawiedliwej nie ujdziesz potędze:

Mają podziemia sędzię,

Co winnych karać będzie,

Co wszystko w swojej zapisuje księdze.

ORESTES

Niedolą nauczony, poznałem ci drogę

Oczyszczeń. Wiem ci również, gdzie przemawiać mogę,

Gdzie milczeć. W tej zaś sprawie głos mądrego mistrza

Polecił rzec mi słowo. Ręka ma już czystsza,

Krew na niej wyschła, znikła, matkobójcze piętna

Zatarte. W domu Fojba żertwa319 moja skrzętna

Zgasiła krwią swą świeżą ślady krwi matczynej.

Za długo mi wyliczać, z ilu ja to syny

Ludzkimi przestawałem już odtąd. Czystemi

Przyzywam więc ustami władczynię tej ziemi,

Atenę, abym zaznał jej możnej opieki.

I mnie, i lud argiwski320 zjedna już na wieki

Dla siebie, sprzymierzeńców będzie miała ona

Przewiernych. Zali teraz nad falą Trytona321

W libijskiej swej dziedzinie stąpa, czy też stoi,

Tarcz na bok odłożywszy, albo w twardej zbroi

Chroniąca swe zastępy, zali wodza okiem

Przeglądy wojska czyni na polu szerokiem

Flegrejskim322, niech się zjawi — głos ci mój i z dala

Usłyszy — niech mnie z nieszczęść tych strasznych wyzwala!

PRZODOWNICA CHÓRU

Ateny moc i siła Apollina na nic:

Ścigany będziesz przez nas do ostatnich granic,

Nieświadom, gdzie się skroń twa w tej gonitwie skłoni —

Krew twoją ssać ci będą niesyci demoni.

Co? Nic mi nie odpowiesz? Gardzisz moją mową?

Na tobie się wypasę, żertwąś mi gotową!

Nie ja cię, ale ty mnie mordujesz! Mej pieśni

Posłuchaj, onać więzy twe jeszcze zacieśni!

Dalejże, siostry, w krąg,

Straszny zanućmy chór,

Co naszą powinność obwieści:

Zsyłamy grozę mąk

Na wszelki ludzki twór,

Jeżeli dla praw nie ma cześci.

Nie pada nigdy nasz gniew,

Gdzie czystą widzimy dłoń,

Niewinny nie zazna boleści.

Lecz na kim ciąży krew,

W te tropy idziem poń323

Darmo nadzieją się pieści:

Nie zbroni324 go żaden bóg,

Nie zbawi żaden człek,

O, żaden go schron nie pomieści!

Kogo miecz zbrodni zmógł,

Mścić go będziemy po wiek —

Tej ci jest pieśń nasza treści!

CHÓR

okrążywszy Orestesa

Matko Nocy!

Z twojej mocy

Dniom i mrokom

Sądy czynię —

Słuchaj! Spojrzyj: w Lety synie325

Jaka dzisiaj złość urąga

Twym wyrokom!

Łup nam bierze,

Chroni zwierzę,

Pokalane matki krwią!

Niechaj klątwa moja spadnie

Na ofiarę:

Zbrodni karę

Oby czuły jego zmysły,

Oby wniwecz się rozprysły!

Zdradnie,

Składnie,

Choć bez lutni,

Coraz chutniej

Ten Erynij tryska śpiew,

Pęta duszę, ssie mu krew!

Na świat cały Mojry dały

Te mi prawa, iże muszę

Ścigać, dręczyć grzeszną duszę,

Jeśli ręce jej pokala

Wina krwawa.

Ścigam, gonię

I po skonie

Nie wypuszczę jej z swych pęt!

Niechaj klątwa moja spadnie

Na ofiarę:

Zbrodni karę

Oby czuły jego zmysły,

Oby wniwecz się rozprysły!

Zdradnie,

Składnie,

Choć bez lutni,

Coraz chutniej

Ten Erynij tryska śpiew,

Pęta duszę, ssie mu krew!

Odkąd mój

Życia zdrój

Płynąć począł, mam tę władzę.

Tylko bogom,

Ufna trwogom,

Nie poradzę!

W gości kole

Przy mym stole

Któż by siadł?

Wina czasza

Mnie wystrasza,

Uroczystych nie mam szat.

Domy niszczę,

Zmieniam w zgliszcze,

Gdy morderca pohańbi swój próg!

Hej! Huzia! Niech strzeże go bóg,

Niech krew mu gorąca

Rozpala szybkość nóg,

Jak burza szumiąca,

Jak chyży niech leci wiew —

Jać zmrożę jego krew!...

Boga skrył

Zeus, by żył

Niedoścignion naszą karą:

Zeus potężny

Swój orężny

W tłuszczę starą,

Krwawą pianą

Obryzganą,

Zwrócił grot,

Ran nie szczędził

I wypędził

Z swoich niebios ten nasz miot.

Domy niszczę,

Zmieniam w zgliszcze,

Gdy morderca pohańbi swój próg.

Hej! Huzia! Niech strzeże go bóg,

Niech krew mu gorąca

Rozpala szybkość nóg,

Jak burza szumiąca,

Jak chyży niech leci wiew —

Jać zmrożę jego krew!

Choćby człek

Sięgał pychą poza stek326

Tych obłoków — naszych kroków

Gdy posłyszy straszny bieg,

Wraz się skurczy, wraz się zwinie

W tej godzinie,

Gdy ku swej rozpaczy

Ten czarny płaszcz zobaczy,

Gdy mu wrogi

Śpiew mój spęta nogi!

Przez okraje327

Gonię, łaję;

Pierś ma zadyszana

I trzęsą się kolana,

Snać padnę już na ziemię —

Ciężkie jest zemsty brzemię!

Sam ci on

Ani wie, że hańby gon

Już go czepia:

Tak oślepia

Ta moc zła wśród winnych łon!

Ale ludzie szepcą, głużą328,

Z jaką burzą

Nadciągają chmury,

Jaki zaległ cień ponury

Wstydu, sromu329

Na tym jego domu!

Przez okraje

Gonię, łaję;

Pierś ma zadyszana

I trzęsą się kolana,

Snać padnę już na ziemię —

Ciężkie jest zemsty brzemię.

On mnie czeka. Ja znam kres

Swojej drogi. Win pamiętna,

Głucha na próśb ludzkich tętna,

Ślepa na potoki łez,

Dumna pani, spełniam godnie

Swą powinność, acz nieczczona,

Z nieb strącona

W ciemne łona

Wieczystego mroku330,

Gdzie światła nie płoną pochodnie,

I ślepemu, i bystremu

Niewidzialne oku.

Gdy popłynie ten mój głos,

W kim z śmiertelnych, grzesznych ludzi

Lęk i trwoga się nie zbudzi?

Nieuchronny wieszczę los,

Mojry władzę, prawo boże

Po wiek wieków światu głoszę!

O rozkosze

Czci nie proszę —

Cześć mi ta przystoi,

Choć mieszkam w posępnym dworze,

Wśród podziemnych,

Mglistych, ciemnych,

Przepastnych podwoi!

ATENA

wchodzi na scenę

Daleko nad Skamandrem331 słyszałam wezwanie.

Zajęta byłam właśnie na zdobytym łanie:

Dziedzictwom odbierała, które mi rycerze

Achajscy332 i wodzowie na wieczne przymierze

Oddali: łup bogaty, synów Tezeusza333

Nagroda. Głos mnie jakiś do powrotu zmusza,

Więc chyżo tu me stopy z tamtych dziedzin idą.

Nie skrzydłem szeleszcząca, lecz szumną egidą334,

Przybywam i niezwykłe napotykam goście —

Nie strach, lecz dziw mym oczom. Pytam się: a coście

Za jedni? Ku wam wszystkim zwracam się i k’tobie,

Człowieku, który siedzisz w smutku i żałobie

Przy moim tu obrazie, i k’wam, które macie

Przedziwne, niepodobne niczemu postacie,

Gdyż ani takich bogiń nie widzą ci bóstwa

W swym gronie, ni też ludzie wśród swych plemion mnóstwa.

Lecz tylko serce, zacnej pozbawione cnoty,

Lżyć może swoich bliźnich za ciężar brzydoty.

CHÓR

Odpowiem, córko Zeusa, słowy ci krótkiemi:

Straszliwe dzieci Nocy jesteśmy; z podziemi,

Z dziedzin naszych, nazwisko klątw myśmy wyniosły.

ATENA

Więc ród wasz znam i imię. Lecz czegoście posły?

PRZODOWNICA CHÓRU

Co tchu i godność poznasz.

ATENA

Poznam, nie inaczej,

Jeżeli ktoś mi wszystko jasno wytłumaczy.

PRZODOWNICA CHÓRU

Precz z domu wypędzamy mężobójców plemię.

ATENA

A gdzież uciekać mają? Gdzie, na jaką ziemię?

PRZODOWNICA CHÓRU

Gdzie radość nie przyświeca, morderca ucieka.335

ATENA

Ścigacie w ten sam sposób i tego człowieka?

PRZODOWNICA CHÓRU

Na matce swojej własnej mord popełnił krwawy.

ATENA

Czy zabił przymuszony? Czy z jakiej obawy?

PRZODOWNICA CHÓRU

By matkę zamordować, możeż być przyczyna?

ATENA

Jać słyszę tylko ciebie, lecz nie słyszę syna.

PRZODOWNICA CHÓRU

Przysięgi nie zażąda, ani jej nie złoży!336

ATENA

Chcesz zwać się sprawiedliwą, ale czyn cię trwoży.

PRZODOWNICA CHÓRU

Jakożby? Racz pouczyć! Mądrość twoja zbawia.

ATENA

Nie godzi się przysięgą uprawniać bezprawia.

PRZODOWNICA CHÓRU

Wprzód sprawę całą zgłębij, potem sądź ją szczerze!

ATENA

A zatem mnie oddajesz wyroki w tej mierze?

PRZODOWNICA CHÓRU

Dlaczego nie? Wszak wiary i czci jesteś godna.

ATENA

Cóż na to, obcy człeku? Rzecz zbadamy do dna.

Najpierwej ród swój wymień, imię i dziedzinę,

A potem tę od siebie odpieraj przewinę,

Jeżeli, ufny prawu, przy moim obrazie

Opieki szukający, możesz po tej zmazie

Oczyszczeń świętych żądać Iksijona337 wzorem.

Odpowiedz na to wszystko słowem zwięzłem, skorem!

ORESTES

Ateno, można pani! Na twój wywód boski

Chcę wprzódy tej największej pozbawić cię troski:

Nie pragnęć ja oczyszczeń, u twoich ołtarzy,

Nie z krwawą siedzę dłonią. Niechaj ci zaważy

Świadectwo najgłówniejsze, które ci podaję:

Zabójca milczeć musi — tak uczą zwyczaje

Pradawne — póki dłoni krwią ludzką zmazanej

Zwierzęca krew ofiarna nie zmyje. Te łany

Tułacze przebiegając, w cudzym ci ja domu

I krwią, i wodą świeżą pozbyłem się sromu —

Z tej troski uwolnionaś. Teraz o mym rodzie

Słów kilka. Znałaś ojca. Wielki wódz na wodzie,

Na morzu, pan okrętów, Agamemnon. Społem

Zburzyłaś z nim Ilijon, gród ten z polem gołem

Zrównawszy. Wrócił do dom i zginął niepięknie.

Posępna dusza matki zdrad się nie ulęknie:

W śmiertelną sieć go wikła, łaźnia mordu świadkiem;

Mnie z domu wypędzono. Wróciwszy ukradkiem,

Zabiłem rodzicielkę. Nie przeczę. Krew lubą

Ojcowską chciałem pomścić własnej matki zgubą.

Współwinny tu Loksyjasz. On mi groził bowiem

Męczarnią, jeśli mordem za mord nie odpowiem.

Czym słusznie tak postąpił, lub nie, ty, o pani,

Rozstrzygaj: twym wyrokom wszyscyśmy poddani.

ATENA

Zawiła zbyt to sprawa, iżby człowiek o niej

Rozstrzygał. A i ze mnie sąd się nie wyłoni,

Czy zemsta może ścigać mord ten, czy posiada

Ku temu słuszne prawo. Ręka twoja blada,

Obmyta z krwi, a jednak, choć oczyszczon wszytek

I zmazy nie przynosisz w mój święty przybytek,

O łaskę moją błagasz. Przeto miasto moje

Na oścież ci, bez wzgardy, otwiera podwoje.

Lecz prawa nikt i onym zaprzeczyć nie może.

Jeżeli nie odniosą zwycięstwa w tym sporze,

Wnet duch ich obrażony kraj mój zniszczyć umie:

W swym jadzie go pogrąży, w przeraźliwej dżumie.338

Tak jest z tą naszą sprawą. A że ich żądania

Odrzucić ni go przyjąć, gdyż zło się wyłania

Z jednego i drugiego, przeto więc, jeżeli

Wyrokić już niezbędne, z swych obywateli

Wybiorę zaprzysięgłą godnych sędziów radę,

I urząd ten po wieki stanowię339, i kładę

Podstawy niewzruszone. Wy zasię dowody

I świadki mi przywiedźcie, iżby prawo szkody

Nijakiej nie doznało. Ja pójdę w tej chwili,

Ażeby się najlepsi rychło zgromadzili

Mężowie, co, złożywszy przysięgę, przeze mnie

Wybrani, wnet rozjaśnią sporu tego ciemnie.

Znika.

CHÓR

Baw się, baw!

Nowych praw

Spadną klęski,

Gdy zwycięski

Wyjdzie stąd

Matkobójstwa srom.

Cały świat

Spieszy w zbrodni ślad,

Cnotą stał się błąd.

Ojców święty dom

Gniazdem hańby będzie:

Syna dłoń

W rodzicielską mierzy skroń,

Pouczona przez takiego sędzię.

Władnie grzech;

Winom śmiech

Towarzyszy,

Bo nie słyszy

Taki człek,

Iżby za nim w trop

Menad340 gniew —

Pomsty groźny siew —

Niewstrzymany biegł.

Cudzych cierpień snop

Kto roztrząsać pocznie,

Ujrzy wraz,

Że i jego przyjdzie czas:

Nadaremnie będzie lżył wyrocznię.

Na swój los

Niechaj w głos

Nie narzeka, niechaj wtedy

Nie zawodzi: „Z mojej biedy

Ratujcie mnie, Erynije!

Ratuj, prawo!”. Tak! Niczyje,

Tylko ojców głoszą wargi

Takie skargi —

Prawo już domu nie żyje!

Nieraz strach

Trzyma gmach,

Jest ci stróżem hardej duszy.

Kogo nawet on nie wzruszy,

Czy to państwa, czy to człeka,

Temu droga już daleka,

Iżby żywił cześć dla prawa!

W poprzek stawa,

Od sądów jego ucieka.

Ani wolność, gdy przesadza,

Ni tyrańska panów władza

Nie ma sił,

Tylko środek on jedyny:

Moc tę dał mu wielki bóg!

Słowa me nie bez przyczyny —

Są wskazówką ludzkich dróg!

Kto się w zbytnią pychę wzbił,

Klęski ten sprowadza;

Z duszy tylko zdrowej może

Wyróść słodkie szczęście boże!

To ci zatem jedno każę:

Zawsze prawa czcij ołtarze,

Im li służ!

Niech ich stopa twa bezbożna

Nie potrąca, choćby stąd

Płone zyski ciągnąć można:

Pokarany będzie błąd,

Koniec czeka już!

Czcij rodziców, straże

Miej nad gościem, gdy w twe progi

Gdzieś z dalekiej przyszedł drogi!

Kto nieprzymuszon tak

Na prawa wstąpił szlak,

Ten wie, co szczęście znaczy —

Nigdy on zbytniej nie dozna rozpaczy.

Ale pyszałek, jeśli wbrew

Wszelkiemu prawu roznieci swój gniew,

Klęskom się nie obroni:

Maszt mu się złamie na wzburzonej toni,

Żagle mu groźny podrze wiew.

Na krzyki minął czas:

Ratunek wszelki zgasł!

Demon się tylko śmieje,

Tej buty ludzkiej śledzący koleje.

Za wałem, patrz, uderza wał,

On darmo walczy, nie okrąży skał!

O prawa się opoki

Roztrzaskał, szczęście porwał nurt głęboki —

Któż po nim łzę w źrenicach miał?

Podczas powyższego śpiewu ustawiono na ziemi ławki dla sędziów, oskarżonego i oskarżycieli, wniesiono stół z urnami do głosowania itd. Orestes siadł po jednej, Chór oskarżycieli po drugiej stronie, Atena zjawia się na czele Sędziów i starców; obok niej Herold. Tłum obywateli. Sędziowie siadają; Atena zajmuje miejsce przewodniczącego.

ATENA

Heroldzie bacz, czy każdy na swym miejscu siedzi.

Daj znak! Niech zagrzmi surma twa z tyrreńskiej341 miedzi,

Niech głos jej, ludzkiej piersi nabrzmiały oddechem,

Zagłuszy wszelki hałas, odezwie się echem

Po mieście i nakaże niepodzielny spokój!

Tak zawsze niechaj będzie! W ciszę ty się okuj,

Narodzie, gdy sędziowie twoi się zgromadzą,

By godnie wyrokować swą sędziowską władzą!

Zjawia się Apollo i zajmuje miejsce obok Orestesa.

Wszechmożny Apollinie, panuj, gdzieć wypada —

Lecz tutaj po coś przyszedł? Potrzebnaż twa rada?

APOLLO

Przychodzę jako świadek, albowiem w mym domu

Opieki szukał mąż ten. Jam go też ze sromu

Oczyścił, zawsze gotów do jego obrony.

Zjawiłem się tu również jako oskarżony,

Współwinny mordu matki, współwinny tej zbrodni,

Ty o tym w swej mądrości rozstrzygaj najgodniej!

ATENA

do skarżących

Wy pierwsze głos zabierzcie! Zagajam zebranie.

Od razu oskarżyciel, gdy przed sądem stanie,

Najlepiej go pouczy o oskarżeń treści.

PRZODOWNICA CHÓRU

Nas wiele jest. Lecz krótko język mój obwieści,

Co trzeba. Na me słowa odpowiadaj słowy

Skorymi: matkęś zabił? Czyś przyznać gotowy?

ORESTES

Zabiłem. I nie przeczę; nikogom nie zwodził.

PRZODOWNICA CHÓRU

Trzykrotnym mierzę ciosem — pierwszy już ugodził.

ORESTES

Jać dotąd niepowalon, za wczesna twa radość.

PRZODOWNICA CHÓRU

A w jakiś zabił sposób? Mów, uczyń mi zadość!

ORESTES

Przerżnąłem gardło mieczem — tą ręką, powiadam.

PRZODOWNICA CHÓRU

Kto popchnął cię ku temu? Dowiedzieć się radam.

ORESTES

Ten oto bóg swą wieszczbą. On mi jest za świadka.

PRZODOWNICA CHÓRU

Za wolą tego wróża zginęła twa matka?

ORESTES

Tak jest. I jeszczem żalu nie miał do tej pory.

PRZODOWNICA CHÓRU

Gdy tylko padnie wyrok, nie będziesz tak skory.

ORESTES

Grób ojca mnie ocali, można jego siła.

PRZODOWNICA CHÓRU

Na zmarłych liczy ręka, co matkę zabiła?

ORESTES

Podwójną matka zbrodnię na barki swe bierze.

PRZODOWNICA CHÓRU

A jakżeż to? Racz sędziów pouczyć w tej mierze!

ORESTES

I mąż jej, i mój ojciec równie padł z jej ręki.

PRZODOWNICA CHÓRU

Ty żyjesz, a ją mord twój uwolnił od męki.

ORESTES

Przecz342 żywej nie dosięgłaś swej pomsty orężem?

PRZODOWNICA CHÓRU

Mordując, wszak nie była jednej krwi z swym mężem.

ORESTES

A we mnie czyż ta sama krew, co w matce, płynie?

PRZODOWNICA CHÓRU

Nie miałaż cię pod sercem, ty zabójczy synie?

Wyrzekasz się, zbrodniarzu, krwi rodzonej matki?

ORESTES

A teraz, Apollinie, stawaj ty na świadki!

Wyjaśnij, czy mordując, byłem w swoim prawie!

Zabiłem — tak, nie przeczę. Lecz dla tych na ławie

Sędziowskiej bądź tłumaczem! Niechaj prawa stróże

Dowiedzą się, czy słusznie! Ja im to powtórzę.

APOLLO

Do sędziów, do Ateny dostojnego koła

Przemawiam. Wróż ci jestem i nie kłamię zgoła,

Poświęcon tylko prawdzie. Dotąd nigdy jeszcze

Nie padły z mego tronu święte słowa wieszcze

Do męża czy kobiety albo też do miasta,

Jeżelim ich nie słyszał z ust Zeusa, własta343

Zastępów olimpijskich. Niech to mocy doda

Tym waszym dziś wyrokom, iżby była zgoda

Z rodzica mego wolą większą niż przysięga.

PRZODOWNICA CHÓRU

Zeusa więc, tak mówisz, kazałać potęga

Wyjawić Orestowi, ażeby, tak hardzie

Mszcząc ojca, miał cześć matki w największej pogardzie?

APOLLO

A jużcić to nie jedno widzieć, że umiera

Mąż, berłem obdarzony, w żyłach bohatera

Waleczną krew mający — tak, widzieć, że ginie

Z kobiety marnej ręki, nie w obcej krainie,

Od łuku Amazonek344, ale — jak niebawem

Posłyszeć masz, Pallado, i wy, którzy prawem

Rządzicie i w tym względzie macie sprawiedliwy

Ogłosić dzisiaj wyrok — na ojczyste niwy

Wróciwszy z pola bitwy zwycięsko i cało.

Szczęśliwie mu się wszystko dotąd udawało,

A onać, powitawszy słowami przyjaźni,

Zaprosi strudzonego do zdradzieckiej łaźni

I wraz mu sieć olbrzymią na głowę zarzuci,

Uwikła go w jej oka i w morderczej chuci

Zabije niespodzianie. Oto, jak — słyszycie!? —

Utracił wódz okrętów przechwalebne życie!

Patrzajcie, jaką była! Niechaj gniew zapłonie

W tych sędziach, w tym wyroki wydającym gronie!

PRZODOWNICA CHÓRU

Zeus, mówisz, więcej czuwa nad ojcowskim losem?

A jakżeż sam postąpił z ojcem swym, Kronosem345

W kajdany skuł rodzica! Powiedz, czy nie przeczy

Sam sobie? Was przyzywam na świadków tej rzeczy!

APOLLO

Zakało wszystkich bogów, o tłuszczo przeklęta!

Czyż nie ma dosyć środków, by rozwiązać pęta?

Uwolnić można z kajdan rękami własnemi,

Lecz jeśli krew człowieka wsiąkła już w proch ziemi,

Jeżeli raz kto umarł, czyż jest zmartwychwstanie?

Zaklęcia jeszcze ojciec mój nie stworzył na nie,

Choć wszystko inne sprawia — buduje i burzy,

A oddech jego piersi jednako jest duży.

PRZODOWNICA CHÓRU

Więc racz go wyswobodzić — znasz ku temu drogę.

Krew własnej matki przelał, to powiedzieć mogę!

Gdzie w Argos będzie mieszkał?346 U jakich ołtarzy

Ofiary będzie składał? Któż mu się poważy

Święconą podać wodę? Ma li takich ludzi?

APOLLO

I na to ci odpowiem. Niechże się potrudzi

Twój umysł, a zobaczy u mnie słuszność wszelką.

Nie matka jest ci dziecka swego płodzicielką!347

Nie! Nie! Ona hoduje li nasienie świeże,

A potem co, ni zastaw, w swą opiekę bierze,

Oddaje, przyjaciółka, w ręce przyjaciela,

Gdy tego bóg nie zniszczył przed czasem, wesela

Domowi żałujący. Przytoczęć dowody,

Że ojciec sam, bez matki, spłodził. Oto młodej

Bogini stoi postać!348 Córka to rodzona

Zeusa! Nigdy w mroku matczynego łona

Nie była! A czyż kiedy jakie inne bóstwo

Zrodziło cud podobny? Wiem ja, że ci mnóstwo

Wyświadczę wielkich przysług, Pallado — i tobie,

I państwu, i ludowi, co potrzeba, zrobię:

I tegom ci tu przywiódł z krainy dalekiej,

Ażeby sprzymierzeńcem twym został na wieki,

By wierność, która nigdy chwiejnie się nie zmienia,

Przekazał swym prawnukom w długie pokolenia.

ATENA

do oskarżycielek

Czy wywód wasz skończony? Czy kto jeszcze powie

Cokolwiek? Czy głosować mogą już sędziowie?

PRZODOWNICA CHÓRU

Zużyłam wszystkie strzały. Sprawę znasz dokładnie.

Wysłuchać tylko pragnę, jaki wyrok padnie.

ATENA

do oskarżonych

A wy, czy macie jeszcze jakowe zarzuty?

APOLLO

Co trzeba, słyszeliście. Na prawdzie osnuty

Wydajcie, bracia, wyrok, przysięgi swej pomni!

ATENA

Narodzie mój attycki! Niech się uprzytomni

Twej duszy nowe prawo, które ci nadaję.

Po pierwszy raz dziś sądzisz w sprawie krwi. Lecz kraje

Ajgeja349 jużci odtąd na zawsze mieć będą

Dostojny ten trybunał — cześć jego urzędom!

Aresa znacie wzgórze350. Amazon tu plemię

Rozsiadło się obozem351, gdy naszło tę ziemię,

Ścigając Tezeusza. Krwawej grozy posły,

Naprzeciw mego grodu własną twierdzę wzniosły,

Aresa czci ją święcąc352 — odtąd ta opoka

Aresa zwie się wzgórzem. Tam ci cześć głęboka

Dla prawa i pokrewna czci tej wielka trwoga

Przed zbrodnią pokazywać będzie, gdzie jest droga

Prawości, gdzie występku, po wsze dni, jeżeli

Mych ustaw nie zamąci ktoś z obywateli

Zbędnymi dodatkami353. Błota wy do zdroju

Nasypcie, a czystego zbraknie wam napoju!

Mieszkańcom moim radzę, by, prawu ulegli,

Zarówno się swobody rozkiełzanej strzegli,

Jak ręki jarzmicieli. Nie trzeba też z miasta

Wyganiać, z czego postrach dla człeka wyrasta:

Przed niczym się nie cofnie, kto się już nie lęka

Niczego. Więc niech wasza nie powstaje ręka

Przeciwko mym ustawom: miejcie je w poszanie,

A gród ten i to państwo zbawieniem się stanie

Dla wszystkich, boście wszyscy moim prawem kryci!

Równego nie zaznają szczęścia ani Scyci354,

Ni kraje Pelopsowe355. Niechaj więc ta rada,

Bezstronna, nieprzedajna, miłosierdziem włada

Zarówno, jak i karą. Nad ziemią drzemiącą

Niech czuwa jej źrenica: wzroku jej nie zmącą

Nijakie, mówię, względy. Tyle, choć ci może

Zbyt długich mych upomnień na przyszłość. W tej porze

Czas powstać wam już z miejsca. Kamyki te weźcie

Do ręki i głosujcie356 — przysiągłszy! Nareszcie

Niech spór się ten zakończy! Oto moje słowa.

PRZODOWNICA CHÓRU

A tylko nie ubliżać mej czci, bom gotowa

Niedobrą waszej ziemi odpłacić godziną.

APOLLO

Ja radzę: uważajcie! Niech nas nie ominą

I mnie, i Zeusa, wspólnej naszej wróżby żniwa.

PRZODOWNICA CHÓRU

Bezprawnie się dotykasz tej zbrodni. Kłamliwa,

Skalana będzie odtąd twoich wieszczeń siła.

APOLLO

Czyż mądrość mego ojca tak samo chybiła

Zabójcę, gdy pierwszego zbawiał, Iksijona?

PRZODOWNICA CHÓRU

Tak rzekłeś. Ziemię waszą klęska niezmożona

Nawiedzi, jeśli wyrok prawo moje spaczy.

APOLLO

Zwycięzcą ja dziś będę. Cześć twa nic nie znaczy

Zarówno starym bogom, jak i bogom nowym.

PRZODOWNICA CHÓRU

Podobnie postąpiłeś w domu Feresowym:

Od śmierciś kazał Mojrom wybawiać człowieka.357

APOLLO

Nie uczcić, kto nas uczcił, zwłaszcza gdy opieka

Potrzebna? Czyż nie takie wiąże wszystkich prawo?

PRZODOWNICA CHÓRU

Tyś dawno zdeptał prawa, oszukawszy krwawo,

Ubiegłszy czaszą wina prastare boginie358.

APOLLO

Gdy wyrok nie wypadnie po myśli twej ninie,

Daremnie bryzgać będziesz jady potępieńcze!

PRZODOWNICA CHÓRU

Nas, stare, przesadziłeś, zuchwały młodzieńcze!

Na wyrok czekam jeszcze; serce dotąd nie wie,

Czy gród ten ma pogrążyć w swoim strasznym gniewie.

Skończywszy głosowanie, Sędziowie zajęli znowu miejsca.

ATENA

A teraz na mnie kolej. Powołana jestem

Rozstrzygnąć spór. Ten kamyk rzucam za Orestem.

Nie matka mnie zrodziła — matki nie mam żadnej;

Małżonek memu sercu obcy, ale władny

W mej duszy mąż: rodzicam córka nieodrodna —

Więc niczym śmierć niewiasty, co męża, niegodna,

Zabiła, pana domu. Orestes tu będzie

Zwycięzcą, choćby równą ilość dali sędzie

Swych głosów. Z urn wysypcie kamyki, wy, którzy

Do tego macie prawo — niech nam szczęście służy!

ORESTES

Fojbosie Apollinie! Jakież me koleje?

PRZODOWNICA CHÓRU

O Nocy, mroków matko! Widzisz, co się dzieje?

ORESTES

Czy pójdę ku światłości, czy pod topór kata?

PRZODOWNICA CHÓRU

Ta chwila — w cześć czy w hańbę będzie nam bogata?

APOLLO

Policzcie, przyjaciele, dobrze te kamyki!

Uczciwie i godziwie oddzielajcie! Krzyki

Boleści dom napełnią, gdy jednego zbraknie,

A jeden — dom podźwignie, co tak szczęścia łaknie!

Sędziowie podają Atenie deszczułki z kamykami.

ATENA

Uwolnion oskarżony! Równa ilość głosów.359

ORESTES

Pallado, ty zbawczyni domu mego losów,

Dziedzinie mej ojczystej wracasz mnie, tułacza!

Radosny wśród Hellenów idzie głos, zatacza

Coraz to szersze kręgi: „W ojcowskie dzierżawy

Zawitał mąż argiwski; od winy go krwawej

Loksyjasz i Pallada zwolnili, a z nimi

Ten trzeci, ten największy pomiędzy wielkimi

Zbawcami360, on, co pragnąc uczcić śmierć rodzica,

Ode mnie łaskawego nie odwrócił lica

Na przekór mojej matki wspólniczkom!”. A zasię,

Nim jeszcze w dom swój pójdę, w tym radosnym czasie

Przysięgam tej krainie i temu ludowi

Na wieki, że nikt stamtąd — ni ja, ani nowi

Książęta — nie wyruszy z wojennym oszczepem

Przeciwko temu miastu. A choć mnie w swym ślepem

Omroczu361 grób pogrzebie, jeszczeć swej potęgi

Użyję przeciw śmiałkom362, coby na przysięgi

Nie zważać mieli czelność. Zastąpię im drogi,

Uroki na nich rzucę, trud im ześlę mnogi

I niechęć zbudzę w sercu, iż sami, bez rady,

Odstąpią, żałujący. Lecz kto gród Pallady

We czci mieć będzie wiecznej, oszczep sprzymierzeńczy

Trzymając w pogotowiu, szczęściem go uwieńczy

Ma dusza. Cześć ci! Cześć ci! I twojego miasta

Ludowi cześć i chwała! Niechaj mu wyrasta

Zwycięstwo nad wrogami! Oby ich zwaliła

Oszczepów zapaśniczych niezmożona siła!

Odchodzi na bok. Apollo znikł podczas jego przemówienia.

CHÓR

Ha, wy, bogowie młodzi!

Prawoście stare wydarli

Z mych rąk!

O, biada! O, biada!

Bez czci ma stopa chodzi

Po polach, po smugach łąk!

Ale już zemsta ma włada,

Już wszystko się kurczy i karli!

Po ziemi

Zabójczy perz się już plemi363,

Wszelki już więdnie liść,

W wnętrznościach zamiera płód!

Ach, gdzież mi, gdzież mi iść?!

Jakiż mnie przyjmie lud?

Zaraza dziś na was i mór364,

Zniszczenie wam język mój wieści!

Lać łez już nie mam mocy!

Biedne my córy Nocy,

Najnieszczęśliwsze z cór,

Z wszystkiej odarte cześci!

ATENA

Nie żalcie się na wyrok! Wszak ci was nie plami:

Pobite nie jesteście. Licznymi głosami

On zapadł i nie po to, aby wam się dusza

Płoniła365. Aleć widne366 świadectwo Zeusza

Mieliśmy. Sam ci świadczył bóg, że Orestowi

Wywróżył, jako hańby żadnej nie wyłowi,

Jeżeli czyn ten spełni. Chcecie nasze łany

Obryzgać wstrętnym jadem? Gniew swój rozkiełzany

Spętajcie! Pofolgujcie! Nie siejcie tej cieczy

Piekielnej, co zasiewów świeże źdźbła niweczy!

A ja wam zapowiadam słowy uczciwemi:

Siedzibę i schron godny znajdziecie w tej ziemi!

Ołtarze wam przystroją cni obywatele,

Pobożna dłoń ofiary bogate zaściele.

CHÓR

Ha, wy, bogowie młodzi!

Prawoście stare wydarli

Z mych rąk.

O, biada! O, biada!

Bez czci ma stopa chodzi

Po polach, po smugach łąk!

Ale już zemsta ma włada,

Już wszystko się kurczy i karli!

Po ziemi

Zabójczy perz się już plemi,

Wszelki już więdnie liść,

W wnętrznościach zamiera płód!

Ach, gdzież mi — gdzież mi iść?!

Jakiż mnie przyjmie lud?

Zaraza dziś na was i mór,

Zniszczenie wam język mój wieści!

Lać łez już nie mam mocy!

Biedne my córy Nocy,

Najnieszczęśliwsze z cór,

Z wszystkiej odarte części!

ATENA

Bez czci wy nie jesteście! Ale to wam ninie

Powiadam: grodów ludzkich nie niszczcie, boginie!

Zeusowi wielce ufam i w tym was pouczę:

Ja sama z wszystkich bogów mam od izby klucze,

Gdzie schowan leży piorun. Lecz on mi zbyteczny —

Posłuszna mojej radzie będziesz, niebezpiecznej

Trucizny nie posiejesz, aby nasze niwy

Spustoszył straszny zanik. Wstrzymaj gniew złośliwy,

Opętaj czarną falę, a we czci tej samej

U mego siądziesz boku. Razem powitamy

Ofiary, które lud mój hojnie nam roznieci

Za szczęście swe małżeńskie i za dobro dzieci.

Używać ich będziemy w nieskończone lata.

Jeżeli z moją radą twe serce się zbrata.

CHÓR

Ach, biada! Co za ból!

Prastarych czasów duch

Haniebnie strącon w kraj podziemnych pól!

Zieje mój gniew!

Rozbiję wszystko w puch!

Któż serca uśmierzy mi strach?

Ach, biada! Biada! Ach,

Nie zdołam tego znieść!

O matko Nocy, zbaw!

Przeklęty młodych bogów siew

Chytrze mnie okradł z praw,

Zabrał mi dawną cześć!

ATENA

Przebaczam ci twe gniewy: starsza jesteś bowiem,

A pewnieć też i mędrsza. Ale to ci powiem,

Że Zeus i mnie rozumu nie poskąpił wcale.

Jeżeli w inne kraje powiodą was żale,

Wrócicie wnet, stęsknione, gdyż jeszcze świetniejszy

Nadchodzi czas dla państwa: nic jej nie umniejszy,

Tej sławy mego ludu. Wspaniałym pochodem,

Jakiego między innym nie spotkasz narodem,

Mężowie i niewiasty uczczą cię367, gdy blisko

Siedziby Erechteja368 rozniecisz ognisko.

Dlategoć w moje pola rzucać nie należy

Złowróżbnych swych posiewów, co w duszy młodzieży

Rozbudzą szał, nie wina, ale krwi płomienie.

Niech ręka twa w ich serca żagwi swej nie żenie369,

Do walk ich podniecając, ni złośne koguty,

By kraj mój nie był wojną domową zatruty!

Niech bój się za granicę przewala, o sławę,

O honor niech się toczą wszystkie walki krwawe —

Cóż znaczy na podwórku własnym spór koguci?

Tak, to ci ofiaruję. Azaliż370 odrzuci

Twe serce? Zali nie chcesz, przyjmująca dary

I dary rozdająca, mnogimi ofiary

Uczczona, zostać z nami w spokoju i zgodzie,

Zamieszkać w tym od bogów ukochanym grodzie?

CHÓR

Ach, biada! Co za ból!

Prastarych czasów duch

Haniebnie strącon w kraj podziemnych pól!

Zieje mój gniew!

Rozbiję wszystko w puch!

Któż serca uśmierzy mi strach?

Ach, biada! Biada! Ach,

Nie zdołam tego znieść!

O matko Nocy, zbaw!

Przeklęty młodych bogów siew

Chytrze mnie okradł z praw,

Zabrał mi dawną cześć!

ATENA

Na dobre wam radząca, radzić nie przestanę,

Abyście nie mówiły, że, starsze, wygnane

Jesteście stąd przez młodszą, przeze mnie, że podle,

Pradawnej gościnności urągając modle,

Wypędził was mój naród. Jeśli dla Pejtony371

Masz cześć, jeśli jej język, tak wyposażony

W łagodne, szczere słowa, mówiący przeze mnie,

Jest miłymć, to zostaniesz. Lecz jeśli daremnie

Zapraszam i chcesz odejść, czyn niesprawiedliwy

Popełnisz, rzucająca gniew na moje niwy,

Nieszczęścia złość na lud mój. Wolno ci tu stale

Na naszej osiąść ziemi w wiecznej czci i chwale.

PRZODOWNICA CHÓRU

Ateno! Jakiż schron mi dajesz, pani boska?

ATENA

Racz przyjąć: tam, gdzie żadna nie gnieździ się troska.

PRZODOWNICA CHÓRU

Gdy przyjmę, jakiej — powiedz! — dostąpię godności?

ATENA

Bez ciebie w żadnym domu szczęście nie zagości.

PRZODOWNICA CHÓRU

Więc takąże mam władzę mieć po wiek daleki?

ATENA

Kto ciebie czcić nie będzie, niewart mej opieki.

PRZODOWNICA CHÓRU

Na lata mi wieczyste dajesz tę rękojmię?

ATENA

Mej woli, gdy przyrzeknę, żadna moc nie dojmie.

PRZODOWNICA CHÓRU

Zniewalasz mnie, gniew mięknie, już cię nie podraźni.

ATENA

Zażywać będziesz u nas niezmiennej przyjaźni.

PRZODOWNICA CHÓRU

A czegóż wam dziś życzyć w mym śpiewie przystało?

ATENA

Wszak, czego to zwycięstwo oczekuje śmiało.

A zatem: od tych łanów, od wód tego morza,

Od wichrów, od niebiosów hojna łaska boża

Na kraj nasz niechaj spływa — niech się na tej ziemi

Wszelaki rodzi owoc, wszelkie stado plemi,

By lud niewyczerpany zawsze miał dobytek!

I człecze chroń nasienie, za to wygładź372 wszytek

Bezbożny chwast, bo dobra, widzisz, ogrodnica

Usuwa szkodne zielsko z sprawiedliwych lica.

To wasza jest powinność, o to dbajcie, skore!

Wojenne przedsię sprawy na siebie ja biorę:

Chcę, iżby bohaterskie na polu zapasy

Ludowi memu sławę dały po wsze czasy.

CHÓR

Otom już

Gościem jest w domu Pallady.

Szacowny to wielce gród!

Kocha go Ares i Zeus światowłady373,

Bo on ci bogów stróż:

Zbożny go zmienił lud

W ozdobę helleńskich ołtarzy!

W życzeń dar,

W dowód łask

Hymn się mój dzisiaj splótł:

Niechaj słoneczny mu blask,

Szczęście płodzący żar,

Z pomroków ziemi się jarzy!

ATENA

Dobrzeć mieszkańcom mojej ziemi czynię,

Że nieprzystępne i wielkie te duchy

W grodu naszego wprowadzam świątynię.

One to mają broń

Przeciwko grzechom człowieka!

Kto jej nie zaznał, ten nie słyszał, głuchy,

Skąd wszystkich nieszczęść rzeka

Straszliwa płynie.

Występki dawne oddadzą go w ręce

Krwawych mścicielek, co poń

Cichymi zbliżają się kroki —

I on, co z krzykiem butną wznosił skroń,

Niebawem w głębokiej,

Milczącej utonie męce.

CHÓR

Oby wiew,

Twarde walący drzewa,

Ochraniał gęsty wam las —

Pierwsze życzenie, które hymn mój śpiewa.

Oby nie zmarniał nasz siew,

Kwiat nie utracił swych kras374

W zdradnych płomieniach słońca!

Oby był

Stadom rad

Płodny, wiosenny czas,

Bliźnie jagnięta wam kładł!

Pokłady srebrnych żył

Oby nie miały końca!375

ATENA

Czyście słyszeli, miasta mego stróże,

Co wam przyrzeka ten chór?

U bóstw podziemnych w wielkiej żyje cześci

Można Erynis, a zaś ludzki twór

Prowadzi mocą potężnej swej dłoni,

Przez blaski pogodne, lub burze,

Gdzie ostateczny kres.

Jednym jej słowo jasnym szczęściem dzwoni,

A drugim wieści

Żywot wśród łez,

Wśród nieuchronnej boleści.

CHÓR

Rychły skon,

Dżumy plon,

Od mężów waszych odwiodę —

To wam przyrzekam ninie!

Wy siły owocnej, świeżej

Nie skąpcie bujnej młodzieży,

Krzepcie tę siłę,

Mojry, boginie,

Praw kierownice,

Tej samej matki córy!

Ku wam się zwraca me lice:

Życie wspierajcie młode

I błogosławcie rodzinie,

Siejcie zgodę,

Od waśni ponurej

Chrońcie wszelaki dom,

Gaście srom,

O panie, bogom miłe!

ATENA

Taka życzliwość ich dla naszej ziemi

Szczęścia gotuje mi zdrój,

Więc hołdy składam źrenicom Pejtony,

Iże spojrzały na ten język mój

I na me serce w tym chwalebnym sporze

Z bóstwy nieugiętemi.

Zwyciężył Zeus, bóg

Słowa pokoju, bo nigdy nie może

Paść, zwyciężony,

Wśród swoich dróg,

Kto dobru nie skąpił obrony.

CHÓR

Gród ten wasz

Pod swą straż

Wzajemna niech miłość bierze,

By nie szalały rokosze!

A jeśli już krwi się napoi

Ta ziemia, tak niechaj nie stoi

O pomstę krwawą —

Te wam przynoszę

Dzisiaj życzenia!

W zgodzie się tylko iści376,

W zgodzie się szczęście rozplenia!

Miłości niech serce strzeże,

Bądźcie też, o to was proszę,

Łączni szczerze

I w nienawiści,

A wtedy ten wasz gród

Wroga by zgniótł,

Wieczną się okrył sławą.

ATENA

Tak więc umiecie szlachetnymi słowy

Na szczęsne377 tory nas wieść.

Oto od waszych przeraźliwych twarzy

Dla mego ludu jasna bije cześć.

Jeśli przyjaźni dar dla przyjacieli378

Będziecie miały gotowy,

Wówczas od prawa dróg

Nigdy już kraj ten mój się nie oddzieli.

Tak się nie zdarzy,

Ażeby mógł

Potędze ulegać wrażej.

CHÓR

Cześć ci, o cześć ci, mój ludu!

Bóg strzeże twego miasta.

Poddanym cnej dziewicy379

Radości kwiat wyrasta:

Kto z sercem się rozumnym

Udał pod skrzydła Pallady,

Temu i ojciec sprzyja380,

Chroni go od zagłady.

ATENA

Wam cześć niech będzie! Szczęsną zwać się mogę,

Że przy tych światłach świątecznych na czele

Tego pochodu pokażę wam drogę

Do waszych kaplic. Z trzód

Przednie poświęcę jagnięta,

Ażeby miała ofiarne wesele

Wasza potęga święta.

Wszelaką trwogę,

Więżąc na zawsze wśród swoich podziemi,

Zwycięstwem darzcie mój lud!

Hej! Stańcie mi tu, Kranaidzi381!

Zajmijcie zbożnej tej procesji przód!

Niech oko ich widzi,

Jaka się cześć dla nich plemi!

CHÓR

Cześć wam, o cześć raz jeszcze

Wam wszystkim, którzy macie

Swe schrony w grodzie Pallady,

Bądź ludzie, bądź też bogowie!

Nie damy, by wasze życie

Płonej uległo zatracie,

Jeśli nas, współmieszkanki,

W zbożnym uczcicie słowie.

ATENA

Za życzeń waszych łaski dank382 wam niosę w darze...

A teraz przy pochodni płomienistym żarze

Powiodę was w tę waszą świątynię podziemną383.

Kapłanki, jak się godzi, pójdą razem ze mną,

Posągu mego stróże. Pospieszy za niemi

Wybrany kwiat narodu Tezejowej ziemi384,

Białogłów świetny orszak, staruszki, chłopięta —

W swych płaszczach purpurowych, jak wam każe święta

Ta chwila, przy złocistych płomieniach pochodni

Zdążajcie, aby uczcić dzisiaj jak najgodniej

Te nasze przyjaciółki, które bez zawodu

Szczęśliwy los gotują mężom tego grodu.

Pochód, poprzedzony pochodniami, rusza z Ateną i niewieścią jej świtą na czele, za nimi Sędziowie, potem Chór, a w końcu Lud.

ŚPIEW PROCESYJNY

gdy pochód już ruszył

Ku swym przybytkom w tej świcie wspaniałej

Kroczcie w tych blasków mocy,

Bezdzietne dzieci Nocy385

A wy śpiewajcie pieśń chwały!

Tam, gdzie podziemnych żlebów sterczą skały,

Czeka was dom, bogaty

W modlitwy i obiaty —

A wy śpiewajcie pieśń chwały!

Życzliwe miastu temu, szlakiem drogi,

Uczczonej jak najgodniej

Ogniami tych pochodni,

W swoje świątynne podążajcie progi —

Wy nućcie pean386 błogi!

Sojusz dziś zawarł lud Pallady mnogi

Z przyjaciółkami swemi,

Zeus, ojciec naszej ziemi,

Razem z Mojrami wybawił nas z trwogi —

Wy nućcie pean błogi!

Przypisy:

1. Argos — miasto w Grecji, w płn.-wsch. części Płw. Peloponeskiego; jeden z najważniejszych ośrodków Argolidy, krainy hist. w czasach wojny trojańskiej rządzonej przez Agamemnona, naczelnego wodza wyprawy przeciw Troi. [przypis edytorski]

2. Atrydzi (mit. gr.) — Menelaos i Agamemnon jako synowie Atreusza. [przypis redakcyjny]

3. nadoprawdy (daw. gw.) — doprawdy, naprawdę. [przypis edytorski]

4. ni (daw.) — tu: niby, jakby, jak. [przypis edytorski]

5. lud argiwski — mieszkańcy Argos. Ponieważ Argiwowie byli najważniejszą grupą wojowników walczących w wojsku greckim przeciw Troi, ich nazwa w odniesieniu do tych czasów często oznaczała ogół Greków. [przypis edytorski]

6. szczęsny (daw.) — szczęśliwy, obdarzony szczęściem. [przypis edytorski]

7. Ilion — Troja. [przypis edytorski]

8. jać — zaimek osobowy „ja” w połączeniu z partykułą wzmacniającą „ci” skróconą do „-ć”. [przypis edytorski]

9. szóstka potrójna — obraz wzię­ty ze starożytnej gry w kości. [przypis redakcyjny]

10. pypeć (pot.) — krosta na języku. [przypis edytorski]

11. Priam (mit. gr.) — król Troi podczas wojny trojańskiej. [przypis edytorski]

12. aleć (daw.) — spójnik „ale”, wzmocniony partykułą „-ć”. [przypis edytorski]

13. Apollo (mit. gr.) — bóg słońca, sztuki, wróżbiarstwa i gwałtownej śmierci, przewodnik dziewięciu muz. [przypis edytorski]

14. Zeus (mit. gr.) — najważniejszy z bogów, władca Olimpu, brat Posejdona i Hadesa, syn Kronosa, patronujący zjawiskom na niebie, zwłaszcza piorunom. [przypis edytorski]

15. Pan (mit. gr.) — górskie bóstwo trzód. [przypis redakcyjny]

16. władyka (daw.) — władca, pan. [przypis edytorski]

17. Erynie (mit. gr.) — boginie zemsty, pilnujące moralnego porządku świata. [przypis redakcyjny]

18. gościnności możny stróż — tak zwany Zeus Herkejos, pilnujący praw domu i nakazujący gospodarzowi uczcić gościa, gościowi uszanować gospodarza. Jego to obraził Parys, królewicz trojański, porywając i uwożąc ze sobą do Troi Hele­nę, żonę Menelausa, swego gościnnego gospodarza. Atrydzi wyru­szają więc na Troję w imię znieważonych praw Zeusa. [przypis redakcyjny]

19. Aleksander (mit. gr.) — Parys, królewicz trojański. [przypis edytorski]

20. Danaowie — dawna epicka nazwa Greków. [przypis redakcyjny]

21. żertwa (daw.) — ofiara, zwykle przez spalenie. [przypis edytorski]

22. precz — tu: daleko. [przypis edytorski]

23. ni (daw.) — tu: niby, jakby, jak. [przypis edytorski]

24. Ares (mit. gr.) — bóg wojny. [przypis redakcyjny]

25. o trzech nogach — tj. na starość podpierająca się kijem. [przypis edytorski]

26. stawa (daw.) — dziś popr.: staje. [przypis edytorski]

27. córka Tyndareowa — Klitajmestra, córka Tyndareusa i Ledy, małżonka Agamemnona, siostra Heleny. [przypis redakcyjny]

28. iścić się (daw.) — ziszczać się, spełniać się. [przypis edytorski]

29. k’nam a. ku nam (daw.) — do nas, w naszym kierunku. [przypis edytorski]

30. iże (daw.) — że, iż. [przypis edytorski]

31. obiata — ofiara, ślubowanie, obietnica (w sło­wie tym występuje ten sam pierwiastek, co w słowie: „obiecać”). [przypis redakcyjny]

32. możny, królewski ptak — orzeł; starożytni wróżyli z lotu ptaków drapieżnych. [przypis redakcyjny]

33. dwuberłej — dwuberłej, gdyż przywodzili im dwaj królowie: Agamemnon i Menelaos. [przypis redakcyjny]

34. Achajowie — dawna epicka nazwa Greków. [przypis redakcyjny]

35. Teukrowie (mit. gr.) — Trojańczycy; Teukros był według podania pierwszym królem Troi. [przypis redakcyjny]

36. po stronie oszczepu — tj. po prawej stronie, gdyż oszczep noszono w prawej ręce. [przypis redakcyjny]

37. Po stronie oszczepu siedli na wierchu, zajęczycy rozszarpanej jedli niedonoszony płód! — zjawienie się orłów było znakiem wieszczym; zjawienie się ich po prawej stronie było znakiem dobrym, rozszarpywanie zaś zajęczycy mającej płód niedonoszo­ny — złym. Pojawienie się obu znaków budzi więc wątpliwości Atrydów. [przypis redakcyjny]

38. mądry wróż — Kalchas, wróżbita grecki towarzyszący wyprawie na Troję. [przypis edytorski]

39. zniszczon — krótka forma przymiotnika r.m., dziś: zniszczony. [przypis edytorski]

40. Mojry (mit. gr.) — boginie przeznaczenia. [przypis redakcyjny]

41. Artemis a. Artemida (mit. gr.) — dziewicza bogini-łuczniczka, opiekunka zwierzyny łownej, bliźniacza siostra Apollina; jej strzałom przypisywano nagłą śmierć kobiet. [przypis redakcyjny]

42. nadobna pani nasza — Artemis. [przypis redakcyjny]

43. Pajan (mit. gr.) — pierwotnie bóg leczenia, z czasem jego imię stało się przydomkiem bogów związanych z leczeniem: Apollina, a następnie Asklepiosa. [przypis edytorski]

44. nawa (daw.) — statek. [przypis edytorski]

45. ażeby, zagniewana, wyrodnej nie żądała ofiary, co w progi domowe nieprzepartą nienawiść by wniosła. — bogini Artemida za pomocą przeciwnych wichrów zatrzymała w Aulidzie, w Beocji, wojska greckie ruszające pod Troję. Kalchas, wróż­bita achajski, oświadczył, że bogini żąda, aby Agamemnon złożył jej w ofierze własną córkę Ifigenię. Po długim wahaniu Agamemnon zgodził się; czynem tym obudził nienawiść żony swej, Klitajmestry. [przypis redakcyjny]

46. czeka już bowiem zemsta, z krwi wyrosła — w po­jęciu starożytnych każda krew wylana woła o pomstę. [przypis redakcyjny]

47. nieźrzały (daw., gw.) — niedojrzały. [przypis edytorski]

48. Ten, co tak długi czas wszechwładzy rozkosz pił — pierwszym władcą świata był Uranos, strącony przez syna swego, Kronosa. [przypis redakcyjny]

49. wtóry bóg — Kronos, ojciec Zeusa, przez syna pozbawiony władzy. [przypis redakcyjny]

50. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

51. Chalcyda, właśc. Chalkida, hist. Chalkis — miasto na wyspie Eubei. [przypis edytorski]

52. Aulida (gr. Aulis) — wojska greckie wyruszyły na wy­prawę trojańską z Aulidy, miasta w Beocji. [przypis edytorski]

53. aże (daw.) — aż. [przypis edytorski]

54. Strymon — rzeka w Macedonii; wicher wiał od Strymonu, tj. od północy, unie­możliwiając w ten sposób wojskom greckim wyruszenie właśnie na północ, tj. na Troję. [przypis redakcyjny]

55. o ziem (daw., gw.) — o ziemię. [przypis edytorski]

56. naonczas — wówczas, wtedy. [przypis edytorski]

57. płony (daw.) — jałowy; daremny; dziś: płonny. [przypis edytorski]

58. kośba — koszenie trawy lub zboża; tu przenośnie: mord. [przypis edytorski]

59. by — tu: niby, jakby; jak. [przypis edytorski]

60. by (wargi) klątw nie rzuciły, ni skargi! — słowo przekleństwa rzucone podczas obrządku religijnego na­rusza i unicestwia jego znaczenie: obrządek religijny może się odbywać tylko w zbożnej ciszy. Oprócz tego słowo przekleń­stwa jest szczególnie groźne w ustach umierającego, bo wywo­łuje Erynie. [przypis redakcyjny]

61. przemówić by rada — Ifigenii zakneblowano usta, by nie wymówiła przekleństwa w chwili śmierci. [przypis redakcyjny]

62. onać — zaimek „ona” z partykułą wzmacniającą „-ci”, skróconą do „-ć”. [przypis edytorski]

63. ongi (daw.) — kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]

64. Jakie drogi los ten srogi wybrał ci potem, nie wiem — według podania Ifigenia nie została zabita, lecz w ostatniej chwili Artemida podstawiła zamiast niej łanię, a Ifigenię uniosła do dalekiej Taurydy (por. Ifigenia w Tauris Eurypidesa). [przypis redakcyjny]

65. przedsię (daw.) — przecież, jednak. [przypis edytorski]

66. Apia — daw. nazwa Peloponezu, używana zanim półwysep ten został podbity przez mitycznego króla Pelopsa. [przypis edytorski]

67. mię — daw. forma (analogiczna do: cię, się) zaimka w pozycji nieakcentowanej w zdaniu; dziś: mnie. [przypis edytorski]

68. prawdziwać — konstrukcja z partykułą „-ci”, skróconą do „ć”. [przypis edytorski]

69. Hefajstos (mit. gr.) — bóg ognia i kowalstwa, opiekun rękodzielników; kulawy syn Zeusa i Hery. [przypis edytorski]

70. Ida — pasmo górskie w pobliżu Troi. [przypis edytorski]

71. na Lemnos, na Hermesa opokę — Lemnos, wy­spa naprzeciwko wybrzeża trojańskiego, była ulubioną siedzibą Hermesa. [przypis redakcyjny]

72. Athos — szczyt górski w płn.-wsch. Grecji, na Płw. Chalcydyckim. [przypis edytorski]

73. Makistos — góra na wyspie Eubei. [przypis redakcyjny]

74. Euripos — cieśnina morska pomiędzy wyspą Eubeją a lądem. [przypis redakcyjny]

75. Messapios — góra w Beocji. [przypis redakcyjny]

76. opoczysty — skalisty; por. opoka: skała. [przypis edytorski]

77. Asopos — rzeka w Beocji. [przypis redakcyjny]

78. Cyteron — góra na pograniczu Beocji i Attyki. [przypis redakcyjny]

79. wody Gorgony — Gorgopis, jezioro, które miało znajdować się w okolicach Koryntu. [przypis edytorski]

80. Ajgiplankt — góra w Megarydzie. [przypis redakcyjny]

81. Zatoka Sarońska — zatoka pomiędzy Attyką a Argolidą. [przypis redakcyjny]

82. Arachna — góra w Argolidzie. [przypis redakcyjny]

83. płomię (daw.) — dziś r.m.: płomień. [przypis edytorski]

84. widomie (daw.) — widocznie; w widoczny sposób. [przypis edytorski]

85. kruża (poet.) — dzban lub czara. [przypis edytorski]

86. juścić — konstrukcja z partykułą wzmacniającą „-ci”, skróconą do „-ć”; znaczenie: a jakże, pewnie. [przypis edytorski]

87. Jeżeli tylko uczczą opiekuńcze bogi tej twierdzy — głębokie religijne uczucie Greków nakazywało cześć i dla bogów pokonanych wrogów. Słowa te są zarazem przepowiednią: Grecy tych bogów należycie nie uszanowali i przez to poniosą niezliczone klęski w powrotnej drodze. [przypis redakcyjny]

88. zwycięstwy — dziś popr. forma N. lm: zwycięstwami. [przypis edytorski]

89. Na Troiś warownię mgłę gęstą rzuciła — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; znaczenie: Na Troi warownię mgłę gęstą rzuciłaś. [przypis edytorski]

90. obieża (daw.) — pułapka, matnia (dosł.: sieć myśliwska). [przypis edytorski]

91. kłam (daw.) — kłamstwo; fałsz. [przypis edytorski]

92. płonić się (daw.) — czerwienić się; zwracać uwagę swoją czerwoną barwą. [przypis edytorski]

93. srom (daw.) — wstyd, hańba. [przypis edytorski]

94. snać a. snadź (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

95. w domu widmo jej włada — wg jednej z wersji opowieści za sprawą bogini Afrodyty w pałacu Menelaosa w Sparcie przebywało widmo Heleny, aby ucieczka prawdziwej Heleny z Parysem pozostała nieodkryta do chwili, gdy kochankowie szczęśliwie dotrą do Troi. [przypis edytorski]

96. Afrodyta (mit. gr.) — bogini miłości. [przypis edytorski]

97. plemić (daw.) — wydawać plony, rodzić, płodzić, rozmnażać; plemić się: plenić się, mnożyć się. [przypis edytorski]

98. przenosić (daw.) — bardziej cenić. [przypis edytorski]

99. zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

100. kłamny (daw.) — kłamliwy. [przypis edytorski]

101. uwieńczon gałązkami oliwnymi — poseł nio­sący dobrą nowinę wieńczył głowę. [przypis redakcyjny]

102. watra (reg.) — ognisko. [przypis edytorski]

103. pytyjski władca — główną świątynią Apollina była pytyjska wyrocznia w Delfach (pytia: kapłanka udzielająca proroczych odpowiedzi). Przed pałacem Agamemnona stoi posąg Apollina i do niego zwraca się poseł z powitaniem. [przypis redakcyjny]

104. byłeś nam niechętny nad Skamandru falą — tj. pod Troją. W Iliadzie Apollo jest po stronie Trojańczyków; Skamander: rzeka pod Troją. [przypis redakcyjny]

105. posłów czci i chwało, Hermesie! — bystronogi bóg Hermes był przedstawiany zazwyczaj jako poseł bogów. [przypis redakcyjny]

106. więc radzi nas przyjmijcie, bohaterzy zmarli — Grecy czcili zmarłych bohaterów; sądzili, że pomagają oni w wal­ce swym ziomkom. Powracając z obczyzny do kraju, należało się więc zmarłym przodkom uroczyste powitanie na równi z bogami. [przypis redakcyjny]

107. onymć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą „-ć”; znaczenie: tym właśnie. [przypis edytorski]

108. Priamidzi — synowie i córki Priama. [przypis redakcyjny]

109. bolu — dziś: bólu. [przypis edytorski]

110. czochry — wyraz utworzony od słowa czochrać = kudłać, a więc tyle, co kudły. [przypis redakcyjny]

111. przyjacieli — dziś popr. forma D.lm: przyjaciół. [przypis edytorski]

112. Czy uległ burz potędze wrażej? — Menelaosa zaniosła burza do egipskich wybrzeży. [przypis redakcyjny]

113. Helios, świadomy jest końca — Helios, bóg słońca, wie wszystko, co się dzieje na ziemi, gdyż promienie jego całą ziemię obchodzą. [przypis redakcyjny]

114. podwójnych nieszczęść sprawca — tj. nie­szczęść zarówno dla zwyciężonych, jak i dla zwycięzców, albo­wiem drogą ceną krwi najlepszych bohaterów okupują oni zwy­cięstwo. [przypis redakcyjny]

115. straszną pieśnią Erynij — tj. żądaniem zemsty za poległych bohaterów. [przypis redakcyjny]

116. burza sroga spłynęła na Achajów nie bez gniewu boga — burzę tę rozpętał bóg morza Posejdon na prośbę Ateny, wcześniej sprzyjającej Achajom, lecz znieważonej świętokradztwem: kiedy podczas upadku Troi wieszczka Kasandra schroniła się w świątyni Ateny i obejmując jej posąg, błagała o ochronę, została od niego brutalnie oderwana i zgwałcona. [przypis edytorski]

117. Od Tracji zadął wicher — z północy. [przypis redakcyjny]

118. tram — belka. [przypis edytorski]

119. kotew — kotwica. [przypis edytorski]

120. Simois — rzeka pod Troją. [przypis edytorski]

121. mir — pokój, ład; poważanie, szacunek. [przypis edytorski]

122. dziewierz (daw.) — brat męża, szwagier. [przypis redakcyjny]

123. Wychował ci pewien człek lwie szczenię, z pustynnych zabrane leż — według przepowiedni Parys miał stać się przyczyną zagłady Troi, dlatego po narodzeniu nakazano porzucić go na śmierć na pustkowiu, w górach, skąd zabrał go i wychowywał ze swoimi dziećmi miejscowy pasterz. [przypis edytorski]

124. krotochwilny (daw.) — zabawny, żartobliwy. [przypis edytorski]

125. żenie się (daw., gw.) — rzuca się. [przypis edytorski]

126. klejnot najdroższy pomiędzy klejnoty — daw.: klejnot najdroższy pomiędzy klejnotami. [przypis edytorski]

127. że w pokoleń się osnowie przebija ojców wina — dla Greków starożytnych całością nie był poszczególny człowiek, lecz dopiero ród. Syn, ojciec, dziad, są to ogniwa jednego łańcucha, rodu. Dlatego też syn odpowiada za czyny ojca, wnuk za czyny dziada. [przypis redakcyjny]

128. płód (daw.) — potomek. [przypis edytorski]

129. Ate (mit. gr.) — córka Zeusa lub bogini niezgody Eris, uosobienie zaślepienia prowadzącego do zbrodni lub upadku. [przypis edytorski]

130. Kasandra — córka Priama, wieszczka Apollina, branka Agamemnona. [przypis redakcyjny]

131. nasamprzód (daw.) — najpierw. [przypis edytorski]

132. zbrojne, z wnętrza konia urodzone plemię — Agamemnon mówi tu o koniu drewnianym, do którego wnętrza schowali się najdzielniejsi bohaterzy achajscy i w ten sposób ukryci dostali się podstępem do Troi, gdzie urządzili straszliwą rzeź, niespodzianie wypadłszy z konia. [przypis redakcyjny]

133. o Plejad zachodzie — wschód konstelacji Plejad wypada na wiosnę, zaś zachód późną jesienią. [przypis redakcyjny]

134. Odys a. Odyseusz — król Itaki, mąż Penelopy, najprzebieglejszy z królów biorących udział w wojnie trojańskiej; autor podstępu, dzięki któremu Grecy wygrali wojnę (tj. pomysłu użycia sławnego konia trojańskiego); bohater Odysei, która opisuje jego dziesięcioletnią podróż powrotną spod Troi. [przypis edytorski]

135. On jeden (Odys), choć niechętnie poszedł z mą wyprawą — w chwili rozpoczęcia wyprawy trojańskiej Odys był od niedawna żonaty; żona wtedy właśnie powiła mu dziecko, nie spieszyło mu się zatem do wojny. Udał więc chorego umy­słowo. Lecz Palamedes, inny wódz achajski, dowiódł, że Odys jest przy zdrowych zmysłach i zmusił go do wzięcia udziału w wyprawie. [przypis redakcyjny]

136. żywie (daw.) — dziś: żyje. [przypis edytorski]

137. Gerion (mit. gr.) — potwór o trzech zrośniętych ra­zem ciałach, zabity przez Heraklesa. [przypis redakcyjny]

138. Fokijczyk (hist.) — mieszkaniec Fokidy (Focydy), krainy w środkowej Grecji nad Zat. Koryncką, znanej z sanktuarium Apollina w Delfach, u podnóży Parnasu. [przypis edytorski]

139. włast (daw.) — władca. [przypis edytorski]

140. jużci (daw., gw.) — oczywiście, pewnie. [przypis edytorski]

141. Daj spokój tej purpurze! — Klitajmestra podstępnie namawia męża, by po purpurze wszedł do pałacu, gdyż wie, że w ten sposób ściągnie Agamemnon na siebie gniew bo­gów: dla Greków purpura była emblematem boskim, nosili ją bogowie i tylko wyjątkowo w ich zastępstwie królowie. Zdeptanie purpury nogami jest więc świętokradztwem. [przypis redakcyjny]

142. kraśny a. krasny (daw.) — piękny; jaskrawy; czerwony. [przypis edytorski]

143. tkanka (daw.) — tkanina. [przypis edytorski]

144. od spieki Syriuszowej bronią — Syriusz (łac. Sirius, z gr. Σείριος: palący, gorący), najjaśniejsza gwiazda nieba północnego, w lipcu i sierpniu wschodzi na niebo przed wschodem Słońcem i jest znakiem największych upałów letnich. [przypis edytorski]

145. cześci (daw.) — D. lp od wyrazu: cześć (tzn. szacunek, poważanie, dobre imię); dziś: czci. [przypis edytorski]

146. Ów jeden jedyny, co życie w mogilne znów wnosił ukrycie — Asklepios, genialny lekarz mityczny, który we­dług podania przywrócił do życia zmarłego i za to został strzaskany piorunem Zeusa. Potem był czczony jako bóg-lekarz. [przypis redakcyjny]

147. syn Alkmeny (...) niewoli dźwigał jarzmo — Herakles, syn Alkmeny, pełnił służbę niewolniczą u królowej lidyjskiej Omfale jako odkupienie za zabójstwo. [przypis redakcyjny]

148. li — tu: partykuła pytajna (czy). [przypis edytorski]

149. Loksjasz (mit. gr.) — przydomek Apolla jako boga wyroczni, wiązany z zawiłością i niejednoznacznością jego przepowiedni (λοξός: niejasny), ale pochodzący od λέγειν (mówić). [przypis redakcyjny]

150. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

151. On sam, on, rodzic, ich mięso zjada! — ojciec Agamemnona, Atreus, poróżnił się z bratem swym Tyestesem i zemścił się na nim okrutnie: pod pozorem pojednania zaprosił go na ucztę, zabił jego własne dzieci i dał nieszczęsnemu do zjedzenia ich mięso. Według podania słońce odwróciło swe obli­cze od tej ohydnej uczty. Jedyny syn Tyestesa, Ajgistos, który przyszedł na świat po tej zbrodni, ma teraz obowiązek zemsty za zabitych braci na Agamemnonie, który wedle pojęć staro­żytnych odpowiada za czyn ojca. [przypis redakcyjny]

152. Ku łaźni go zaproszono — Klitajmestra zabiła męża w łaźni, narzuciwszy nań długi płaszcz, w który się zaplątał. [przypis redakcyjny]

153. Wielkie wesele wznieć, Ty, domu straszny demonie! — mowa o Alastorze, duchu zgubnym, prowadzącym winny ród do zagłady. [przypis redakcyjny]

154. Niech sobie pójdzie byk! — Agamemnon. Dla starożytnych obraz byka nie miał w sobie nic przykrego, był to symbol potęgi. [przypis redakcyjny]

155. Trzymać go z dala od krowy! — Klitajmestry. Również w obrazie krowy nie było nic negatywnego. [przypis redakcyjny]

156. Tak szary słowik wśród drzew „Itysie! Itysie!” wciąż woła — według podania greckiego Prokne, żona króla trackiego Tereusa, z nienawiści do męża, który podstępnie zbezcześcił jej siostrę Filomelę i uciął jej język, by nie wyjawiła prawdy, zabiła własnego synka; została potem przemieniona w słowika, opłakującego wiecznie to dziecko, wiecznie wołającego je po imieniu: „Itys, Itys!”. [przypis redakcyjny]

157. nad Kocytem, nad Acherontu wodami — Kocyt i Acheron to rzeki w krainie zmarłych. [przypis redakcyjny]

158. małżeńską plami łożnicę swego brata — Tyestes uwiódł żonę swego brata, Atreusa. [przypis redakcyjny]

159. Fojbos (mit. gr.) — przydomek Apolla, boga słońca, sztuki, wróżbiarstwa i gwałtownej śmierci, przewodnika dziewięciu muz; bardziej znany w zlatynizowanej formie „Feb”. [przypis edytorski]

160. Tchórz w skórze lwiej, zająwszy legowisko cudze, na moim mści się panu — Ajgistos, syn Tyestesa. Jest on w tragedii zawsze przedstawiany jako tchórz (por. Sofoklesa Elektra), gdyż mści się za pomocą niewiasty, Klitajmestry. [przypis redakcyjny]

161. Scylla (mit. gr.) — potwór morski w postaci psa o sześciu pyskach i dwunastu przednich łapach, mieszka­jący pod skałą w morzu i ściągający żeglarzy ze statków. [przypis redakcyjny]

162. matka Hadu — Persefona, żona władcy podziemi; Hades: kraina zmarłych. [przypis redakcyjny]

163. na uściech (starop.) — na ustach. [przypis edytorski]

164. licejski Apollo — Apollina czczono także i w Licji (Azja Mniejsza). [przypis redakcyjny]

165. za katy (daw.) — do licha (łagodne przekleństwo). [przypis edytorski]

166. Niedługą jest chwila, gdy powstanie mściciel — Orestes, syn Agamemnona. [przypis redakcyjny]

167. wygnaniec tułaczy — Orestes wychowywał się z dala od kraju ojczystego, w Focydzie u Strofiosa. Odesłała go tam sama Klitajmestra, aby go ustrzec przed możliwą zemstą Ajgistosa, który właściwie powinien wytępić całe męskie poko­lenie rodu Atreusa. [przypis redakcyjny]

168. wrótnie (daw., gw.) — wrota; obszerne drzwi a. brama. [przypis edytorski]

169. przecz (starop.) — dlaczego, czemu. [przypis edytorski]

170. tak je gąbka, jak litery, zmaże — zwoje papirusowe były dość drogie, dlatego czasem używano ich wielokrotnie, poprzedni tekst zmywając gąbką. [przypis edytorski]

171. inak (daw.) — inaczej. [przypis edytorski]

172. żenie (daw., gw.) — rzuca. [przypis edytorski]

173. Zeusa, wśród świty umarłych władnącego w podziemnej krainie — Zeusa Katachtoniosa (Zeusa Podziemnego), czyli Hadesa. [przypis edytorski]

174. chyba (daw.) — błąd, uchybienie. [przypis edytorski]

175. deptajcie — dziś popr.: depczcie. [przypis edytorski]

176. Dike (mit. gr.) — uosobienie sprawiedliwości. [przypis redakcyjny]

177. podwika (daw.) — dziewczyna; kobieta. [przypis edytorski]

178. z dziewkami chryzejskimiChryza: miasto w pobliżu Troi, w którym znajdowała się świątynia Apolla, skąd pochodziła Chryzeida, córka Chryzesa, kapłana Apolla, branka i kochanka Agamemnona do czasu, kiedy rozgniewany bóg zesłał na wojska Achajów zarazę, zmuszając ich do uwolnienia dziewczyny i odesłania do ojca. [przypis edytorski]

179. na obu potomków Tantala — ród Atrydów wywodzi się od Tantala. [przypis redakcyjny]

180. azali (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]

181. zbawiony (tu daw.) — pozbawiony. [przypis edytorski]

182. brus — kamień szlifierski używany do ostrzenia narzędzi metalowych. [przypis edytorski]

183. czelnie (daw.) — bezczelnie, zuchwale. [przypis edytorski]

184. Ifigenia bladolica wyjdzie nad rzeki brzeg — na brzeg rzeki w krainie zmarłych. [przypis redakcyjny]

185. luty (daw.) — surowy, srogi. [przypis edytorski]

186. Plejstenidzi — według Hezjoda, a wbrew tradycji Plejstenes był synem Atreusa, ojcem Agamemnona i Menelaosa. [przypis redakcyjny]

187. wszytek (daw.) — wszystek; cały; każdy. [przypis edytorski]

188. Pelopidów plemię — Pelops był ojcem Atreusza, pierwszym grzesznikiem w rodzie Pelopidów. [przypis redakcyjny]

189. Orfeusz (mit. gr.) — śpiewak, który śpiewem swym poruszał nawet skały i dęby i zmiękczył serce Hadesa oraz Persefony. [przypis redakcyjny]

190. Ofiarnice — tytuł tłumaczenia stanowiącego podstawę niniejszej publikacji brzmi: Ofiary, przyjęto jednak tytuł tradycyjny, odpowiadający greckiemu Choephoroi (Choefory), tj. kobiety niosące na głowie dzbany, zawierające ofiarę na grób. [przypis edytorski]

191. Hermesie, panie włości podziemnych — Hermes Psychopompos, czyli Hermes Wiodący Dusze, prowadzi dusze zmarłych do świata podziemi (por. Odyseja XXIV, 1–14). [przypis edytorski]

192. Przybyłem z daleka — Orestes wychowywał się z dala od Argos, w odległej o ok. 200 km Fokidzie. [przypis edytorski]

193. Parnas — masyw górski w Fokidzie niedaleko Delf, w mit. gr. siedziba Apolla i jego orszaku muz. [przypis edytorski]

194. Inachos — rzeka w Argolidzie; również imię boga tej rzeki i pierwszego mitycznego króla Argos. [przypis edytorski]

195. Znad mej skroni młodej uciąłem pierwszy pukiel, gdy Inacha wody oblały moje stopy — młodzieńcy greccy poświęcali swe włosy bóstwu rodzimej rzeki. [przypis redakcyjny]

196. Ten drugi tobie składam w pogrzebnej ofierze — pukle włosów odcinano i składano w ofierze zmarłym. [przypis redakcyjny]

197. płony (daw.) — jałowy. [przypis edytorski]

198. zyszczę (daw.) — zyskam, pozyskam. [przypis edytorski]

199. z obciętymi krótko włosami — obcięte włosy były oznaką żałoby. [przypis redakcyjny]

200. Piętnaście tych kobiet (...) występuje w roli płaczek — płacz nad zmarłym nie był dla starożytnych jedynie wylewem uczucia; duch zmarłego słyszy ten płacz, a słysząc go, doznaje ulgi w swym żalu za życiem. Płakać więc nad grobem mogą i płaczki, bo chodzi o głośny wyraz żalu, nie zaś o szczerość uczucia. [przypis redakcyjny]

201. Wróżbitów orzekł głos, że w zmarłych grobie drży żądza krwi — starożytni sądzili, że dusza zabitego tak długo nie jest zupełnie oddzielona od świata żyjących, dopóki nie zostanie pomszczona. Dusza zachowuje pamięć, pamięta swą krzywdę, żąda zemsty i nie zazna ukojenia, dopóki krew zabójcy nie zwilży ziemi. Tymczasem wysyła straszne sny, mary senne, które dręczą zabójcę zapowiedzią zemsty. [przypis redakcyjny]

202. I tu mnie ona śle — ona, tj. Klitajmestra, która sądzi, że darami przebłaga zagniewaną duszę Agamemnona. [przypis redakcyjny]

203. I mord o pomstę woła z przesiąkłej krwią głębiny — krew niewinnie przelana wywołuje boginie-mścicielki, Erynie, mieszkające w głębi ziemi, w Hadesie. [przypis redakcyjny]

204. srom (daw.) — wstyd, hańba. [przypis edytorski]

205. Lecz Hermes ci przychylny, dotrze z prośby twemi — Hermes Psychopompos jest pośrednikiem pomiędzy światem żyjących i światem zmarłych. [przypis redakcyjny]

206. płód (daw.) — potomek, potomstwo. [przypis edytorski]

207. My czekać będziem znaku w milczącej pokorze — u starożytnych każdy obrządek religijny, każda modlitwa musiała się odbywać w pobożnej ciszy; obecni zachowywali korne milczenie, gdyż nie w porę powiedziane słowo mogło mieć znaczenie złowróżbne. [przypis redakcyjny]

208. o łaskę Ziemi proszę — Matka Ziemia, wielka bogini, rodzicielka wszystkiego, co żyje. [przypis redakcyjny]

209. krasa (daw.) — piękno. [przypis edytorski]

210. pienie (daw.) — pieśń, śpiew. [przypis edytorski]

211. Na grób, gdzie on drzemie, pan i władca mój! — duch zmarłego tylko drzemie w mogile i słyszy prośby i modlitwy. Jako bliski bogom podziemnym jest potężny i może być sprzymierzeńcem w dziele zemsty. [przypis redakcyjny]

212. szczęsny (daw.) — szczęśliwy, obdarzony szczęściem. [przypis edytorski]

213. sfolgować (daw.) — ulżyć. [przypis edytorski]

214. ślozy (daw.) — łzy. [przypis edytorski]

215. odzyszcze (daw.) — odzyska. [przypis edytorski]

216. srogo poświęcili mą siostrę — Ifigenię, którą własny ojciec, Agamemnon, złożył w ofierze Artemidzie. [przypis redakcyjny]

217. pielesz (daw.) — legowisko zwierzęcia; przen.: dom rodzinny, ognisko domowe; dziś tylko w lm: pielesze. [przypis edytorski]

218. wiązadły (...) umocowan — dziś: wiązadłami umocowany. [przypis edytorski]

219. Loksjasz (mit. gr.) — przydomek Apolla jako boga wyroczni. [przypis edytorski]

220. wywołaniec (daw.) — wygnaniec, banita. [przypis edytorski]

221. Mojry (mit. gr.) — boginie przeznaczenia. [przypis edytorski]

222. Płomieni żrących ostry ząb — płomienie stosu, na którym się pali ciało zmarłego. [przypis redakcyjny]

223. licyjski — pochodzący z Licji, krainy w płd.-zach. części Azji Mniejszej. [przypis edytorski]

224. sklep (daw.) — sklepienie. [przypis edytorski]

225. wśród podziemnych pól (...) zasiada razem władny król — wśród zmarłych każdy zajmuje się tym, czym zajmował się za życia. [przypis redakcyjny]

226. poszana (daw.) — poszanowanie. [przypis edytorski]

227. Skamander — rzeka pod Troją. [przypis redakcyjny]

228. Hyperborea (mit. gr.) — kraina na północy, położona za siedzibą Boreasza, boga wiatru północnego; jej mieszkańcy, Hiperborejczycy, mieli prowadzić beztroskie i szczęśliwe życie, wolne od cierpień i chorób. [przypis edytorski]

229. na morderce mściwy spod ziemi wywiedź huf — hufiec mściwych Erynii. [przypis edytorski]

230. odzierca (daw.) — grabieżca; ten, który odziera, grabi czyjąś własność. [przypis edytorski]

231. Gdy padną spokoju odzierce, umarli spokój swój odzyszczą znów — zabity wtedy tylko otrzymuje ukojenie, gdy zostaje zabity jego morderca. [przypis redakcyjny]

232. kissjańskieKyssja (gr. Κισσία): bardzo żyzny rejon nad rzeką Choaspes (ob. Karche) w Suzjanie, w Persji; kissjańskie: perskie. [przypis edytorski]

233. kord — rodzaj krótkiego miecza bądź ogólnie: broń biała sieczna. [przypis edytorski]

234. Dziedziczny grzechu nasz! — klątwa ciążąca na rodzie Atrydów zaczęła się od Pelopsa, syna Tantala. Jako dziecko został zabity przez ojca i podany na uczcie bogów, a następnie, na polecenie Zeusa, wskrzeszony przez Hermesa. Pelops zakochał się w Hippodamii, córce króla Ojnomaosa, który wymagał od ubiegających się o rękę dziewczyny, by wygrali z nim w wyścigu rydwanów, zaś w razie przegranej obcinał im głowy. Uczciwa wygrana była niemożliwa, gdyż rydwan Onomajosa ciągnęły nadzwyczajne rumaki podarowane mu przez Aresa. Pelops przekupił królewskiego woźnicę Myrtilosa obietnicą odstąpienia mu nocy poślubnej. Wygrawszy jednak wyścig i zdobywszy Hippodamię, zepchnął Myrtilosa do morza, by nie dać mu przyobiecanej nagrody. Tuż przed śmiercią Myrtilos przeklął cały ród Pelopsa. [przypis edytorski]

235. klęczący na grobie, uderza ręką o ziemię — przy modlitwie do podziemnych bogów uderzano ręką o ziemię, aby zwrócić ich uwagę i przywołać bogi podziemne i duchy zmarłych. [przypis redakcyjny]

236. dzień umarłych boży — w Attyce i Jonii odwiedzano groby zmarłych i składano im ofiary podczas wiosennego święta Antesteriów. [przypis edytorski]

237. Persefassa (mit. gr.) — Persefona, żona Hadesa, bogini świata zmarłych. [przypis edytorski]

238. schroń (daw.) — schronienie. [przypis edytorski]

239. widny (daw.) — widoczny, dający się widzieć. [przypis edytorski]

240. powieć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą „-ci”, skróconą do „ć”. [przypis edytorski]

241. Testiada (mit. gr.) — Altea, córka Testiosa, matka Dejaniry i Meleagra. Mojry, boginie losu, wskazały jej żagiew, z którą ściśle był związany los życia jej syna: będzie żył dopóty, dopóki nie spali się żagiew. Matka natychmiast zagasiła żagiew i schowała ją. Dziecko wyrosło na bohatera. Podczas słynnego polowania na dzika kaledońskiego Meleager poróżnił się z wujami i zabił ich. Zagniewana matka wrzuciła żagiew do ognia; żagiew spłonęła, a wraz z nią skończyło się i życie Meleagra. [przypis redakcyjny]

242. Skylla (mit. gr.) — córka megaryjskiego króla Nisosa, za namową Minosa, króla kreteńskiego, który oblegał Megarę, podstępnie ścięła ojcu purpurowy pukiel włosów z głowy; pukiel ów był ściśle związany z życiem Nisosa i losem miasta; jego utrata spowodowała śmierć Nisosa i klęskę Megary. [przypis redakcyjny]

243. mord straszny popełnion na Lemnie — kobiety z wyspy Lemnos zaniedbały ofiary dla Afrodyty, za co bogini ukarała je przykrym zapachem, który sprawił, że mężczyźni porzucili je i wzięli sobie branki porwane z Tracji. W zemście kobiety w ciągu jednej nocy wymordowały swoich mężów, ojców, braci i synów, zabijając wszystkich mężczyzn na wyspie. [przypis edytorski]

244. Ajsa, gr. Αισα (mit. gr.) — inne imię bogini Antropos, najstarszej z trzech bogiń losu (Mojr), przecinającej nić życia ludzkiego swoimi nożycami. [przypis edytorski]

245. dyć (daw.) — przecież. [przypis edytorski]

246. Noc swemu zaprzęgowi rozpuściła wodze. — Noc, podobnie jak bóg słońca Helios, ma swój zaprzęg. [przypis redakcyjny]

247. Daulis — miasto greckie w Fokidzie, ob. Daulia. [przypis edytorski]

248. Pejto (mit. gr.) — bogini namowy i uwodzenia. [przypis edytorski]

249. Cylissa — cylicjanka, kobieta z Cylicji w Azji Mniejszej. Niewolnicy w Grecji byli zazwyczaj pochodzenia niegreckiego. [przypis redakcyjny]

250. syn Mai — Hermes, syn Zeusa i nimfy Mai. [przypis redakcyjny]

251. Perseusz (mit. gr.) — syn Zeusa i Danae, wnuk króla Argos Akrizjosa, heros, zabójca straszliwej Meduzy, która spojrzeniem obracała ludzi w kamienie. [przypis edytorski]

252. rozstrzygła — dziś popr.: rozstrzygnęła. [przypis edytorski]

253. pytyjskie wieszczby — przepowiednie wyroczni Apollina w Delfach, wypowiadane za pośrednictwem kapłanki zwanej Pytią, cieszące się najwyższym poważaniem starożytnych. [przypis edytorski]

254. sfora matki — sfora Erynii, które powstaną z przelanej krwi Klitajmestry. [przypis redakcyjny]

255. Priam (mit. gr.) — władca Troi, ojciec Parysa, który porwaniem Heleny doprowadził do wybuchu wojny trojańskiej. [przypis edytorski]

256. rycerny (poet.) — rycerski. [przypis edytorski]

257. Ta, którą jedną z cór Zeusa (...) nazywa lud — Dike, córka Zeusa i Temidy, bogini sprawiedliwości i porządku moralnego w świecie. [przypis edytorski]

258. wokrąg (daw.) — wokoło. [przypis edytorski]

259. wszechwidny (daw.) — wszystko widzący. [przypis edytorski]

260. podostatek (daw.) — dostatek, obfitość; por. dziś: pod dostatkiem. [przypis edytorski]

261. samołów — pułapka na dzikie zwierzęta. [przypis edytorski]

262. różdżkę tę oliwną — gałązkę oliwną nieśli błagalnicy. [przypis edytorski]

263. tam, do pępka ziemi — Grecy sądzili, że Delfy są środkiem świata i kamień przechowywany w świątyni delfickiej, tzw. omfalos, uważali za pępek ziemi. [przypis redakcyjny]

264. Uciekam w jego progi, bo tam mi jedyny wyznaczył on przytułek! — Apollo ma władzę oczyszczania od zmazy skalanego krwią zabójcy. [przypis redakcyjny]

265. Dola tułacza z ojczystego wypędza mnie pola, rodzoną matkę dłoń ma wszak zabiła... — zabójca, dopóki nie zostanie oczyszczony, nie może mieszkać na tej ziemi, na której dokonał zbrodni. [przypis redakcyjny]

266. Gorgony (mit. gr.) — trzy siostry-potwory: Steno, Euryale i Meduza, przedstawiane ze skrzydłami, ostrymi kłami i szponami oraz wężami zamiast włosów; ich spojrzenie obracało ludzi w kamień. [przypis edytorski]

267. gon (daw.) — gonitwa, pogoń, polowanie. [przypis edytorski]

268. Eumenidy — tytuł tłumaczenia stanowiącego podstawę niniejszej publikacji brzmi: Święto pojednania, przyjęto jednak tytuł tradycyjny, odpowiadający greckiemu. [przypis edytorski]

269. Eumenidy (mit. gr.) — Erynie, boginie zemsty. Eumenidy to eufemizm, oznaczający dosł. „Łaskawe”, używany, by nie ściągnąć na siebie uwagi tych groźnych bóstw. [przypis edytorski]

270. Delfy — starożytne miasto w środkowej Grecji, u podnóży Parnasu; centrum kultu Apollina, ze sławną wyrocznią. [przypis edytorski]

271. modlitwa ma idzie ku Ziemi, ku prawieszczce — pierwotnie tylko Matka-Ziemia umiała przepowiadać przyszłość i do niej też należała wyrocznia delficka. [przypis redakcyjny]

272. Temida (mit. gr.) — bogini sprawiedliwości i prawa, córka Gai (Ziemi) i Uranosa (Nieba). [przypis edytorski]

273. Fojbe (gr.: promienna; mit. gr.) — córka Gai (Ziemi) i Uranosa (Nieba), bogini proroctw, matka Leto (Latony), której dziećmi byli Apollo i Artemida. Znana też pod zlatynizowanym imieniem Febe (łac. Phoebe). [przypis edytorski]

274. Fojbos (gr.: promienny; mit. gr.) — przydomek Apolla, bardziej znany w zlatynizowanej formie „Feb”. [przypis edytorski]

275. Od jeziora, co wśród opok leży delijskich — według podania Apollo urodził się na wyspie Delos, w archipelagu Cyklad na M. Egejskim. [przypis edytorski]

276. do Pallady (...) wybrzeży — do Attyki, której patronką była bogini Atena, określana przydomkiem Pallas. [przypis edytorski]

277. w dzierżawy Parnasu — do Delf, leżących na płd.-zach. stokach Parnasu. [przypis edytorski]

278. Bezpieczne wycinając mu drogi, szli przed nim synowie Hefajstosa — tj. cieśle z siekierami; Hefajstos był patronem rzemiosł. [przypis edytorski]

279. Loksjasz (mit. gr.) — przydomek Apolla jako boga wyroczni. [przypis edytorski]

280. Pallas (gr.: Panna) a. Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, córki Zeusa, dziewiczej bogini mądrości, sztuki, wojny sprawiedliwej, opiekunki miast i kobiet, szczególnie panien. [przypis edytorski]

281. nimfy, w korycyjskich skałach skryte władztwo mające — grota korycyjska po południowej stronie Parnasu była poświęcona nimfom i bogu Panowi. [przypis edytorski]

282. Bromios (gr. rozgłośny; mit. gr.) — przydomek Dionizosa, boga wina i odradzającej się przyrody, znanego też jako Bakchos. [przypis edytorski]

283. Penteus (mit. gr.) — król Teb, który sprzeciwiał się zaprowadzeniu kultu Dionizosa; rozgniewany bóg straszliwie go za to ukarał: matka jego, Agawa, w szale bachicznym rozszarpała go, sądząc, że ma przed sobą lwa; los jego jest tematem tragedii Eurypidesa Bachantki. [przypis redakcyjny]

284. bachantki a. bakchantki — nimfy tworzące wraz z satyrami i sylenami orszak Dionizosa (Bakchosa), także: czcicielki Dionizosa; ich inna nazwa: menady, oznacza „szalejące”, ponieważ misteria dionizyjskie cechowało nieokiełznanie tańców i pieśni. [przypis edytorski]

285. ni (daw.) — tu: niby, jakby, jak. [przypis edytorski]

286. Plejstos — rzeka wypływająca z Parnasu koło Delf; bóg rzeki Plejstos był ojcem nimf korycyjskich. [przypis redakcyjny]

287. Posejdon (mit. gr.) — bóg morza, żeglarzy, trzęsień ziemi, brat Zeusa; przedstawiany z trójzębem. [przypis edytorski]

288. Zebrani Hellenowie mogą wejść (...) w porządku, jaki los im wyznaczył — pielgrzymi przybywający do Delf po wyrocznię wchodzili do świątyni w porządku, który wskazywało losowanie, gdyż Grecy sądzili, iż bóg kieruje losami i sam wskazuje w ten sposób porządek zapytań. [przypis redakcyjny]

289. wszytek (daw.) — wszystek; cały; każdy. [przypis edytorski]

290. widzę męża, jako głaz ołtarza (...) haniebnie znieważa — głaz ołtarza tj. omfalos, największa świętość wyroczni delfickiej, uważany był za pępek ziemi. [przypis redakcyjny]

291. z oliwnym prętem, w wełnianą, białą wstęgę owitym — symbol błagania. U Greków istniał obrządek tzw. hikezji, religijnego błagania: błagalnik, trzymając w ręku gałąź oliwną owitą w wełniane białe wstęgi, siadał przy ołtarzu lub też dotykał ręką kolan i brody tego, kogo błagał o łaskę. Odmówić takiemu błagalnikowi było grzechem, obrazą Zeusa Hiketiosa, patrona błagalników. Orestes zjawia się w świątyni Apollina jako hiketes, błagający o oczyszczenie od zmazy zabójstwa. [przypis redakcyjny]

292. Gorgony (mit. gr.) — trzy siostry-potwory: Steno, Euryale i Meduza, przedstawiane ze skrzydłami, ostrymi kłami i szponami oraz wężami zamiast włosów. [przypis edytorski]

293. Fineus (mit. gr.) — ślepy wieszcz tracki, który miał oślepić też swych synów z pierwszego małżeństwa; bogowie zesłali za to na niego złośliwe i brutalne demony, harpie, mające postać drapieżnych ptaków o kobiecych głowach; uniemożliwiały mu pożywienie się: wyrywały mu pokarm z rąk i zanieczyszczały jedzenie; Fineusa oswobodził Jazon i Argonauci. [przypis edytorski]

294. każdą z cudzych domów winę zmywać umie — Apollo ma władzę oczyszczania od wszelkiej zmazy. [przypis redakcyjny]

295. starcze dzieci Nocy — Erynie, jak wszystkie duchy piekielne, są córkami Nocy. [przypis redakcyjny]

296. parać (daw.) — łączyć, kojarzyć ze sobą. [przypis edytorski]

297. biegun (daw.) — zbieg, uciekinier. [przypis edytorski]

298. gród Pallady — Ateny. [przypis redakcyjny]

299. słusznie zwiesz się stróżem, po świata obszarze ty czujny wędrowniku — Hermes był posłańcem bogów i opiekunem podróżujących. [przypis edytorski]

300. Samotnieć ja chodzę, wyklęta z ich szeregu — dusza zabitego nie może zaznać ukojenia w Hadesie, dopóki nie jest pomszczona. [przypis redakcyjny]

301. Niejedną jam was godnie żywiła obiatą, bez wina — Erynie czci się obiatami, w skład których nie wchodzi wino. [przypis redakcyjny]

302. karm (rzecz. r.ż.; daw.) — pokarm, pożywienie; karma. [przypis edytorski]

303. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

304. Zeusa synu — Apollinie. [przypis redakcyjny]

305. zali (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]

306. harap — bicz z krótką rękojeścią i długim plecionym rzemieniem. [przypis edytorski]

307. Tak czynią nowe bogi w ten dzisiejszy czas! — Zeus zaczął nowe panowanie bogów, oparte na rozumie. Przed nim panowali tytani, zrodzone z Matki-Ziemi żywiołowe potęgi, kierujące się prawami natury. Do nich należą prastare bóstwa, Erynie. [przypis redakcyjny]

308. w ciemną noc spychają prawa moc — prawa dawnego, naturalnego, żywiołowego porządku rzeczy. Do tych praw należy i prawo zemsty, ciągnącej się w nieskończoność; jeżeli bowiem każda przelana krew woła o pomstę, to nie może być końca tej pomsty, każdy bowiem mściciel znajduje swego mściciela i łańcuch się przerywa li tylko z chwilą wytępienia rodu. Zamiast tego nowi bogowie, Apollo i Atena, ustalają sąd, który przerywa łańcuch zemst. Zamiast więc zemsty występuje prawo; zamiast odruchu żywiołowego — rozum, tj. to właśnie, co różni nowych bogów od tytanów i nowy porządek świata od starego. [przypis redakcyjny]

309. czelny (daw.) — bezczelny, zuchwały. [przypis edytorski]

310. Mojry (mit. gr.) — boginie przeznaczenia, pilnujące odwiecznego porządku świata. [przypis redakcyjny]

311. pożenie (daw.) — pogoni; forma 3.os.lp od żenąć: gnać, pędzić. [przypis edytorski]

312. do tyla (daw.) — na tyle, do takiego stopnia. [przypis edytorski]

313. Nie mord to, gdy nie spełnion jest na krwi rodzonej — wedle najstarszego prawa zemsta ściga tylko tego, kto zabił krewnego, bo tylko taki mord jest zbrodnią. [przypis redakcyjny]

314. Hera (mit. gr.) — bogini niebios i macierzyństwa, żona i siostra Zeusa. [przypis edytorski]

315. Cypryda (mit. gr.) — przydomek Afrodyty, bogini miłości, która urodziła się z piany morskiej w pobliżu Cypru. [przypis edytorski]

316. niegodnąć — konstrukcja z partykułą wzmacniającą „-ci”, skróconą do „-ć”. [przypis edytorski]

317. Z rękami już czystymi do ciebie przychodzę — Orestes przychodzi z niezmazanymi krwią rękami, więc nie przynosi bogini zmazy. Grecy sądzili, że zmaza udziela się, i unikali skalanego zbrodnią. Widok jego był przykry i dla bogów: skalany nie ma prawa brać udziału w obrzędach i musi trzymać się z dala od świątyń. [przypis redakcyjny]

318. Hades (mit. hr.) — podziemna kraina umarłych, rządzona przez boga o tym samym imieniu. [przypis edytorski]

319. żertwa (daw.) — ofiara, zwykle przez spalenie. [przypis edytorski]

320. lud argiwski — mieszkańcy Argos. Ponieważ Argiwowie byli najważniejszą grupą wojowników walczących w wojsku greckim przeciw Troi, ich nazwa w odniesieniu do tych czasów często oznaczała ogół Greków. [przypis edytorski]

321. fala Trytona w swej libijskiej dziedzinie — Jeziorem Trytońskim (gr. Τριτωνίδα λίμνην, łac. lacus Tritonis), od imienia morskiego boga Trytona, syna Posejdona i Amfitryty, nazywano w tekstach starożytnych wielki zbiornik słodkowodny w staroż. Libii, zapewne w ob. południowej Tunezji, obecnie nieistniejący. Jednym z epitetów Ateny było Tritonia a. Tritonis, wiązane z miejscem jej narodzin, którym miały być brzegi tego jeziora. [przypis edytorski]

322. flegrejskie pola (mit. gr.) — pola Flegry, miejsce bitwy, w której Zeus wraz z bogami olimpijskimi pokonał Gigantów, umiejscawiane w Macedonii, na Płw. Chalcydyckim albo w Italii, w pobliżu Neapolu. [przypis edytorski]

323. poń (daw.) — po niego. [przypis edytorski]

324. zbronić (daw.) — obronić. [przypis edytorski]

325. Lety syn — Apollo, syn Leto (Latony) i Zeusa. [przypis edytorski]

326. stek — przestarz., dziś tylko we fraz.: nagromadzenie czegoś; zbiegowisko. [przypis edytorski]

327. okraj (reg.) — skraj, kraniec. [przypis edytorski]

328. głużyć — gaworzyć; tu: plotkować. [przypis edytorski]

329. srom (daw.) — wstyd, hańba. [przypis edytorski]

330. ciemne łona wieczystego mroku — Hades. [przypis redakcyjny]

331. Skamander — rzeka pod Troją. [przypis redakcyjny]

332. Achajowie — dawna epicka nazwa Greków. [przypis redakcyjny]

333. Tezeusz (mit. gr.) — syn Ajgeusa, najsłynniejszy mityczny król Aten. [przypis redakcyjny]

334. egida (mit. gr.) — pancerz z koziej skóry, ozdobiony głową Meduzy, który Atena nosi na piersi. [przypis redakcyjny]

335. Gdzie radość nie przyświeca, morderca ucieka — do Hadesu. [przypis redakcyjny]

336. Przysięgi nie zażąda, ani jej nie złoży! — nie będzie żądał sądu (w sądzie obydwie strony składały przysięgę). Erynie stoją na stanowisku, że skoro ktoś zabił — musi zginąć. Sądu żadnego nie uznają i nie chcą do niego dopuścić. [przypis redakcyjny]

337. Iksjon (mit. gr.) — król mitycznych Lapitów, pierwszy człowiek, który zabił swojego krewnego (Dejoneusa, będącego jednocześnie jego teściem); z tej zmazy został jednak oczyszczony przez Zeusa. [przypis edytorski]

338. W swym jadzie go pogrąży, w przeraźliwej dżumie — obrażone Erynie nasyłają śmiercionośną epidemię. [przypis redakcyjny]

339. urząd ten po wieki stanowię — tak się przedstawia według mitu założenie ateńskiego areopagu, sądu w sprawach o zabójstwo. [przypis redakcyjny]

340. menady — bachantki. Erynie nazywają siebie bachantkami, a swój posępny szał porównują z radosnym szałem Dionizosa. [przypis redakcyjny]

341. surma z tyrreńskiej miedzi — trąbkę uważano za wynalazek Tyrrenów, ludu, który wg Herodota mieszkał w Lidii, w Azji Mniejszej, a następnie morzem wywędrował do środkowej Italii (Etruskowie). [przypis edytorski]

342. przecz (starop.) — dlaczego, czemu. [przypis edytorski]

343. włast (daw.) — władca. [przypis edytorski]

344. Amazonki (mit. gr.) — plemię kobiet-wojowniczek; wg różnych opowieści miały zamieszkiwać wybrzeża M. Czarnego, Trację lub podnóża Kaukazu. Z Amazonkami walczyli greccy herosi: Bellerofont, Herakles i Tezeusz. Pod koniec wojny trojańskiej przybyły na odsiecz Troi; ich przywódczyni, Pentezilea, poległa w walce Achillesem. [przypis edytorski]

345. A jakżeż sam postąpił z ojcem swym, Kronosem? — Zeus objął panowanie nad światem po swoim ojcu, Kronosie, z którym walczył, zwyciężył go i uwięził. [przypis redakcyjny]

346. Gdzie w Argos będzie mieszkał? — wedle pojęć starożytnych zabójca nie może mieszkać w tym kraju, w którym dopuścił się morderstwa. [przypis redakcyjny]

347. Nie matka jest ci dziecka swego płodzicielką! — utarty pogląd starożytnych, któremu hołdował np. Eurypides (w tragedii Hippolitos). [przypis redakcyjny]

348. Przytoczęć dowody, że ojciec sam, bez matki, spłodził. Oto młodej bogini stoi postać! — Atena, która narodziła się z głowy Zeusa. [przypis redakcyjny]

349. Ajgeus a. Egeusz (mit. gr.) — król Aten, ojciec Tezeusza; na widok czarnych żagli na statku syna, który wyprawił się na Kretę, by pokonać Minotaura, fałszywie oznajmiających porażkę i śmierć Tezeusza, rzucił się do morza, zwanego odtąd Morzem Egejskim. [przypis edytorski]

350. Aresa wzgórze — skalne wzgórze w Atenach, u którego podnóża znajdowała się świątynia poświęcona Eryniom, będąca azylem dla zabójców. Nazwa tego wzgórza, Ἄρειος πάγος (Areios pagos), oznaczająca dosł. „skała Aresa”, stała się jednocześnie nazwą obradującej w tym miejscu rady ateńskiej, tzw. areopagu, sądzącej sprawy przelewu krwi (w czasie gdy powstała sztuka; wcześniej mającej także najwyższą władzę sądową i polityczną). [przypis edytorski]

351. Amazon tu plemię rozsiadło się obozem — Amazonki napadły Ateny, żeby uwolnić swoją królową, wywiezioną i poślubioną przez Tezeusza, zostały jednak pokonane. [przypis edytorski]

352. Aresa czci ją święcąc — szczególnym kultem wśród Amazonek cieszył się Ares, bóg wojny, oraz Artemida, dziewicza bogini łowów. [przypis edytorski]

353. jeżeli mych ustaw nie zamąci ktoś z obywateli zbędnymi dodatkami — starożytni starali się utrzymywać dawne prawa bez zmian, sądząc, iż prawa nadane są przez bogów, ludzkie zaś dodatki mogą je tylko zniekształcić. [przypis redakcyjny]

354. Scyci (rzad.) a. Scytowie — koczownicze ludy irańskie zamieszkujące w starożytności stepy środkowej Eurazji, od wybrzeży Morza Czarnego po Morze Aralskie, Syr-darię i Amu-darię. [przypis edytorski]

355. kraje Pelopsowe — Peloponez, noszący nazwę od Pelopsa, założyciela dynastii Atrydów, który podbił ten półwysep. [przypis edytorski]

356. Kamyki te weźcie do ręki i głosujcie — głosowano zapomocą kamyków, które się kładło do dwóch urn: w jedną urnę kładli ci, którzy głosowali za potępieniem, w drugą ci, którzy głosowali za uniewinnieniem oskarżonego. [przypis redakcyjny]

357. Podobnie postąpiłeś w domu Feresowym: od śmierciś kazał Mojrom wybawiać człowieka — Apollo, chcąc się odwdzięczyć za pewne przysługi królowi Admetowi, synowi Feresa, postanowił, iż Admet uniknie śmierci, o ile znajdzie się istota ludzka, która, gdy przyjdzie jego pora, umrze zamiast niego. Taka istota znalazła się — była to jego żona Alkestis. [przypis redakcyjny]

358. prastare boginie — tj. Mojry, boginie przeznaczenia. [przypis redakcyjny]

359. Uwolnion oskarżony! Równa ilość głosów — w przypadku równej ilości głosów skazujących i uniewinniających areopag wydawał wyrok uwalniający od kary; uważano, że Atena jako opiekunka tego sądu oddaje głos na korzyć oskarżanego (tzw. kamyk Ateny). [przypis edytorski]

360. największy pomiędzy wielkimi zbawcami — Zeus. [przypis redakcyjny]

361. omrocze a. omrocz (daw.) — mrok, ciemność. [przypis edytorski]

362. A choć mnie w swym ślepem omroczu grób pogrzebie, jeszczeć swej potęgi użyję przeciw śmiałkom — dusza zmarłego, szczególnie króla, po śmierci osiąga nową, nadnaturalną potęgę. Z kultu takich zmarłych wyłoniła się wiara w herosów. Herosowie albo pomagają w walkach, i wtedy garść bohaterów może zwyciężyć całe wojsko, lub też mogą nasłać na wojsko strach, złamać jego męstwo. Dlatego też przed każdą wyprawą starano się przede wszystkim o zjednanie łaski herosów. Zwycięstwo np. pod Maratonem im przypisywano. Cały ten ustęp mowy Orestesa ma znaczenie polityczne, stwarza podłoże religijno-mitologiczne dla przymierza Aten z Argos. [przypis redakcyjny]

363. plemić (daw.) — wydawać plony, rodzić, płodzić, rozmnażać; plemić się: plenić się, mnożyć się. [przypis edytorski]

364. mór (daw.) — zaraza, dżuma. [przypis edytorski]

365. płonić się (daw.) — czerwienić się. [przypis edytorski]

366. widny (daw.) — widoczny, dający się widzieć. [przypis edytorski]

367. Wspaniałym pochodem (...) mężowie i niewiasty uczczą cię — uroczysty pochód w święto Panatenajów, w którym brał udział cały naród, uwieczniony został na fryzie Partenonu, świątyni Ateny na Akropolu ateńskim. [przypis edytorski]

368. siedziba Erechteja — Erechtejon, świątynia na Akropolu ateńskim, miejsce kultu związanego z legendarnymi początkami Aten, poświęcona Atenie, Posejdonowi i Erechteuszowi, mitycznemu królowi-herosowi. [przypis edytorski]

369. żenie (daw., gw.) — rzuca. [przypis edytorski]

370. azaliż (daw.) — czyż. [przypis edytorski]

371. Pejto (mit. gr.) — bogini namowy. [przypis redakcyjny]

372. wygładzić (daw.) — zgładzić, wyeliminować. [przypis edytorski]

373. światowłady (daw.) — światowładny, władający światem. [przypis edytorski]

374. krasa (daw.) — piękno. [przypis edytorski]

375. Pokłady srebrnych żył oby nie miały końca! — pokłady srebra w Laurion, płd. Attyce, ok. 50 km od Aten, systematycznie eksploatowane od końca VI w. p.n.e., były jednym z głównych źródeł dochodów państwa ateńskiego; nowo odkryta żyła srebra posłużyła m.in. do sfinansowania wielkiej floty, która odparła inwazję perską w bitwie pod Salaminą w 480 p.n.e. [przypis edytorski]

376. iścić się (daw.) — ziszczać się, spełniać się. [przypis edytorski]

377. szczęsny (daw.) — szczęśliwy, obdarzony szczęściem. [przypis edytorski]

378. przyjacieli — dziś popr. forma D.lm: przyjaciół. [przypis edytorski]

379. poddanym cnej dziewicy — Pallas-Ateny, dziewiczej bogini. [przypis redakcyjny]

380. temu i ojciec sprzyja — tj. ojciec Ateny, Zeus. [przypis redakcyjny]

381. Kranaidzi (mit. gr.) — potomkowie Kranaosa, mitycznego króla ateńskiego, następcy założyciela miasta, Kekropsa. [przypis edytorski]

382. dank (daw., z niem.) — podziękowanie; nagroda. [przypis edytorski]

383. w tę waszą świątynię podziemną — Erynie jako boginie podziemne mają podziemne świątynie. [przypis redakcyjny]

384. Tezejowa ziemia — Ateny, których jednym z mitycznych władców był heros Tezeusz. [przypis redakcyjny]

385. bezdzietne dzieci Nocy — bóstwa podziemne, piekielne moce, uosobienia śmierci, są zawsze bezdzietne. [przypis redakcyjny]

386. pean — hymn, pieśń pochwalna. [przypis edytorski]