30. Hestia

Siostra Zeusa, Hestia, była boginią ogniska domowego. Dokoła ogniska gromadzi się cała rodzina, toteż Hestię uważano za boginię rodzinnej zgody, za opiekunkę i orędowniczkę domu i rodziny.

Czymże zaś jest gmina, państwo, naród, jeśli nie rodziną, tylko obszerniejszą, liczniejszą! Dlatego też w starożytności nie tylko każda rodzina, lecz każde miasto, a nawet całe państwo posiadało ognisko, na którym płonął starannie podtrzymywany wieczny ogień. Widziano w tym ognisku symbol świętego węzła, łączącego w jedno ciało członków takiej szerszej rodziny, jaką jest społeczeństwo. Jeżeli część obywateli miała założyć osadę na obczyźnie i opuszczała ojczyste miasto, zapalała drzazgę u swego ogniska, aby ją zawieźć do nowej ojczyzny i tak nowe życie nawiązać do dawniejszego.

Hestia miała mało świątyń, bo też ich nie potrzebowała. Przecież każdy dom, każdy budynek miejskiej rady był jej świątynią. Nawet świątynie wszystkich bogów i bogiń rozbrzmiewały jej chwałą, przed każdą bowiem ofiarą i po każdej ofierze, czy składano ją w domu czy w świątyni któregoś z bogów, pamiętano o Hestii jako o bogini ognia ofiarnego.

Sztuka bardzo rzadko przedstawiała Hestię, nie zachował się żaden posąg, o którym można by twierdzić na pewno, że to ma być jej wizerunek.

31. Westa. Penaty i lary

Rzymska bogini Westa była Hestią Greków. Była to bogini ogniska, które się znajdowało w głównej izbie domu, w miejscu zebrań rodzinnych. Ogień i woda to niejako podstawa każdego gospodarstwa: ogień też i woda, przeznaczone na pożytek domowy, należały do zakresu władzy Westy. Ogień i wodę przynosiła młoda mężatka z domu rodziców do domu męża, który przyjmował ją na progu ogniem i wodą ze swego domu.

W świątyni Westy w Rzymie znajdowało się ognisko państwowe. Arcykapłan, który mieszkał tuż obok, w miejscu, gdzie niegdyś stał pałac królewski, w imieniu państwa sprawował w tej świątyni obowiązki gospodarza domu i czuwał nad dokładnym wykonywaniem świętych obrzędów Westy.

Król Numa Pompiliusz ustanowił do służby bogini sześć kapłanek, które zwały się westalkami. Rozpoczynały one służbę, licząc sześć lat życia, a zobowiązywały się do niej na lat trzydzieści. Dziesięć lat uczyły się obrzędów, drugich dziesięć pełniły służbę samodzielnie, a przez ostatnich dziesięć lat uczyły swe nowo wstępujące następczynie. Westalki ślubowały żyć w stanie panieńskim i sumiennie pilnować świętych obrzędów; po upływie obowiązkowego czasu wolno im było zaprzestać służby i wyjść za mąż.

Do obowiązków westalek należało przynoszenie wody potrzebnej do czynności religijnych, przygotowywanie przepisanych ofiar, nieskończona ilość obmywań glinianych naczyń, używanych wyłącznie do ofiar Westy, przede wszystkim zaś utrzymywanie świętego ognia, który płonął dniem i nocą i nigdy nie powinien był zgasnąć.

Westalki doznawały wielkiej czci. Gdy w długich, białych, obramowanych purpurą szatach, z przepaską na czole i z długim welonem, wychodziły na ulicę, poprzedzali je liktorowie81, tak samo jak najwyższych dostojników państwowych. Gdy przypadkiem spotkały złoczyńcę, prowadzonego na miejsce stracenia, mogły wstawić się za nim, a wtedy obdarzano go wolnością. W teatrze i na widowiskach publicznych zajmowały najlepsze miejsca.

Straszna kara czekała westalkę, która zapomniała o swych ślubach — grzebano ją żywcem. Winną wyprowadzano poza obręb miasta, opuszczano do podziemnego pomieszczenia i zostawiano jej tam palącą się lampę, bochenek chleba, trochę oliwy i dzban wody. Potem zamykano wejście kamieniem i zamurowywano, oddając nieszczęśliwą na pastwę82 najokropniejszej śmierci z głodu i braku powietrza. Należy jednak wspomnieć, że taki straszny wypadek wydarzył się przez cały ciąg trwania państwa rzymskiego zaledwie kilka razy. Rok, w którym zaszedł, uważano za bardzo niepomyślny dla państwa, widząc w przewinieniu westalki wróżbę nieszczęścia.

Gdy w świątyni Westy zagasł przypadkiem ogień, nie było wolno go rozniecić na nowo w zwykły sposób. Brano wtedy kawał drzewa owocowego i wiercono w nim świdrem póty, póki nie zaczął się palić, albo też rozniecano ogień za pomocą szkła skupiającego promienie słoneczne.

Z kultem rzymskiej Westy łączył się ściśle kult penatów i larów, czczonych również przy ognisku domowym.

Lary były to bóstwa opiekuńcze rodziny, penaty zaś to duchy zmarłych przodków, którym przypisywano staranie o dobro potomków. Posążki larów i penatów mieściły się w szafce, ustawionej obok ogniska domowego. Kult larów i penatów zachował w późnych wiekach pierwotny, nader prosty charakter. Trzy razy na dzień, przed śniadaniem, obiadem i wieczerzą, ustawiano przed nimi miseczki z odrobiną strawy83; oprócz tego w dniach uroczystości rodzinnych i w trzech dniach każdego miesiąca ofiarowano im, tj. wylewano przed nimi trochę mleka, miodu i wina. W czasie takich ofiar szafka była otwarta, a posążki uwieńczone.

Panna młoda, wstępując do domu męża, składała ofiarę larom; młodzieniec, zrzucający szatę chłopięcą, ofiarował larom złoty amulecik, który do tego czasu nosił zawieszony na szyi.

Oprócz larów prywatnych były i lary pewnej miejscowości, i lary państwowe. Nawet niektóre ulice miały swych larów, których posążki umieszczone były w osobnych kapliczkach.

Oprócz świątyń czworokątnych istniały już u Greków także okrągłe, były jednak dość rzadkie, Rzymianie zaś lubowali się w tej formie. Świątynia taka była albo cała okolona kolumnadą, albo u wejścia znajdował się portyk z kolumnami. Świątynie okrągłe pokrywała z reguły kopuła. Otóż świątynia, zwana świątynią Westy albo Sybilli, zachowana jeszcze bardzo dobrze, w okolicy Rzymu, w Tivoli (ryc. 26), przedstawia nam typ świątyni okrągłej, otoczonej kolumnadą. Kolumny te należą do rodzaju tak zwanych korynckich. Kolumna koryncka, o podstawie takiej jak jońska i równie wysmukła, ma kapitel bardzo wspaniały, przedstawiający podwójny lub kilkakrotny rząd prześlicznych liści. Kolumny korynckie w budowlach rzymskich spotykamy bardzo często. Kolumnami rzymskimi nazywamy kolumny łączące w kapitelu liście ze ślimakami (wolutami) kolumny jońskiej. Rycina 27 przedstawia tak zwaną Maison Carrée w Nimes we Francji, świątynię rzymską w stylu korynckim, bardzo dobrze zachowaną.