38. Podziemie

Bardzo daleko, gdzieś na ostatnich krańcach Zachodu, zaczyna się straszna przestrzeń, na wieki pozbawiona ożywiającego światła. Tam jest jej początek, główne wejście do niej; nikt zaś nie zmierzył, jak daleko się rozciąga. Ogólnie mniemano, że kraina ciemności, zaczynająca się w owych stronach, ciągnie się dalej pod krąg ziemi, stąd wzięła się jej nazwa: podziemie. Grecy nazywali podziemie Hadesem, Rzymianie Orkusem93.

Lecz prócz wspomnianego wejścia do Hadesu, gdzieś na najdalszym Zachodzie, istniało jeszcze wiele innych wejść do niego. Uważano mianowicie za nie rozpadliny i jamy, otwierające niejako wnętrze ziemi, zwłaszcza takie, z których wydobywały się cuchnące wyziewy, błotniste strumienie, gorące źródła.

W podziemiu panował brat Zeusa, zwany, jak samo podziemie, Hadesem, albo też Plutonem94. Państwo jego zaczynało się tam, dokąd nigdy nie dochodził najmniejszy promyk słoneczny; toteż wyrażano się, że na wszystkim zalega tam potrójna ciemność. Żelazny mur ograniczał państwo Hadesa od dziedziny dnia: bramami, które się w nim znajdowały, można było wprawdzie wejść do wnętrza, lecz powrót był niemożliwy. Styks, straszna rzeka podziemia, siedem razy przewijał się dokoła państwa ciemności. Woda Styksu miała szczególne znaczenie dla bogów: jeżeli któryś z nich miał przysięgać, wtedy Iris lotem błyskawicy śpieszyła do podziemia i wracała stamtąd ze złotą czarką pełną wody styksowej. Mający przysięgać bóg wylewał tę wodę na ziemię i zaklinał się na nią. Takiej przysięgi niepodobna było cofnąć, jak to już słyszeliśmy w historii Faetona. Wprawdzie bóg krzywoprzysięzca nie mógł być karany śmiercią, ale lekkomyślnego winowajcę spotykała uciążliwa choroba i wygnanie na dłuższy czas z Olimpu.

Oprócz Styksu przepływały przez podziemie jeszcze inne rzeki; najważniejszą z nich była rzeka zapomnienia, Lete. Napiwszy się jej wody, zmarli tracili pamięć wszystkiego, co przeżyli na ziemi.

Jednak nie tylko ciemności, nie tylko mur żelazny i rzeki, przerzynające podziemie we wszystkich kierunkach i wijące się w niezliczonych zakrętach i odnogach, powstrzymywały istotę, która pragnęłaby wyjść z Hadesowego państwa. U bram muru piekielnego czuwał dniem i nocą srogi stróż, Cerber. Był to potwór o kilku, kilkudziesięciu, a bodaj czy nie o stu głowach, podobny do psa, lecz ogon jego był smoczy, a zamiast sierści miał węże. Leżał u wejścia do samego Hadesu, cichy i potulny wobec wszystkich, którzy przechodzili obok niego do podziemia; jeżeli zaś ktoś o jakiejkolwiek porze zamierzał stamtąd wyjść, nieznający snu, wiecznie czuwający potwór rzucał się na niego z okropną wściekłością, szczekał przeraźliwie i toczył jadowitą pianę z paszcz.

Kiedy życie człowieka ustało i dusza rozłączyła się z ciałem, Hermes, przewodnik zmarłych, skinąwszy na nią, wiódł ją do podziemia z całym zastępem innych dusz, które zebrał po drodze. Hermes kroczy naprzód, za nim stąpają te dusze, czyli cienie; szmer ich kroków jest tak cichy jak szelest nietoperzy zrywających się w górę. Tak wchodzą do państwa ciemności, nad brzegi podziemnej rzeki, gdzie Hermes powierza ich Charonowi i sam odchodzi.

Charon, ponury, zgryźliwy starzec, pełnił powierzony mu przez Hadesa urząd przewożenia cieni przez rzekę. Nie każdego jednak przyjmuje do swej łodzi; żywy musiałby się wykazać pozwoleniem od bogów, zaś duchy wolno mu przewozić tylko wtedy, gdy na ziemi pochowano ich ciało, a pamięć uczczono ofiarą. Duchy niepogrzebanych błąkały się nad ponurymi brzegami strasznej rzeki. Za przewóz należała się Charonowi zapłata; aby więc zmarły nie był w kłopocie, kiedy mu przyjdzie zapłacić przewoźnikowi, Grecy mieli w zwyczaju wkładać do ust zmarłego człowieka drobną monetę.

Stanąwszy na przeciwnym brzegu, umarły dostawał się na szerokie błonia. Tutaj wznosił się tron Hadesa, najwyższego pana i sędziego zmarłych, który rozważał żywot ziemski przybywających i wymierzał im sprawiedliwość. W czynności tej wspierali władcę podziemia Ajakos95, Minos i Radamantys, trzej ludzie, którzy za życia zasłynęli ze sprawiedliwości i bogobojności; wszyscy trzej synowie Zeusa, byli niegdyś na ziemi królami.

Stosownie do wyroku, jaki zapadł, dzielono duchy na dwie gromady. Cienie ludzi dobrych szły na Pola Elizejskie, czyli do Elizjum. Tam świeciło wieczne słońce i trwał nieprzerwany maj. Wyobrażano sobie, że duchy zmarłych prowadzą tam dalej taki sam żywot, jaki wiedli oni na ziemi, lecz bez trosk i dolegliwości.

Nie zawsze jednak pojmowano w taki sposób życie zagrobowe. Istniała jeszcze inna wiara, która przedstawiała położenie wszystkich bez wyjątku zmarłych, a więc nie tylko tych, którzy skalali się za życia zbrodniami, lecz i sprawiedliwych, jako niewymownie przykre i smutne. Według tego mniemania umarły przechadza się w podziemiu w postaci, jaką miał tu na ziemi, ale kształty jego są tylko pozorne, jest to raczej szary cień, niejako tylko przypomnienie człowieka, nic więcej. Choćby ktoś mieczem nawet ciął te kształty, nie napotkałby żadnego oporu, bo postać zmarłego to tylko próżnia. Bez ciała, bez siły, nieme i nieprzytomne błąkają się cienie po przestrzeniach Hadesu. Dopiero kiedy im się uda napić krwi zwierzęcia ofiarnego, odzyskują na kilka chwil przytomność, żeby poskarżyć się na swój nudny i bezcelowy byt. „Zaprawdę lepiej być na ziemi nędznym najemnikiem, aniżeli w podziemiu królować wszystkim cieniom” — rzekł Achilles do Odyseusza, któremu z woli bogów pozwolono zejść do podziemia96.

Przeciwieństwem Elizjum było drugie miejsce, w którym przebywały dusze złych ludzi. Grzeszników strącano do najdalszych głębi podziemia, do najciemniejszej, najstraszniejszej przestrzeni. W tym właśnie miejscu, zwanym Tartarem, musieli pozostawać, cierpiąc różnego rodzaju utrapienia i męki. Kary i męki były rozmaite, jak to pokaże opowiadanie o powszechnie znanych zbrodniarzach, którzy pogrążeni w Tartarze, pokutowali za wielkie winy żywota.

Wszyscy złoczyńcy pozostawali pod czujnym okiem Erynii (ich nazwa rzymska to Furie). Erynie, trzy siostry, były to wychudłe istoty, o zielonawosinej cerze i przerażającym wyrazie twarzy; zamiast włosów dokoła ich głowy wiły się i syczały obrzydłe gadziny. W rękach trzymały bicze, również splecione z gadzin, i zapalone pochodnie. Erynie są mścicielkami wszelkich zbrodni; dobremu człowiekowi nie mogą szkodzić, lecz nad zbrodniarzem znęcają się niemiłosiernie i przepędzają go — często jeszcze za życia, bo wychodzą one niekiedy na powierzchnię ziemi — z miejsca na miejsce, nie dają mu spokoju ani we dnie, ani w nocy, a kiedy skończy żywot doczesny, dopiero prześladują go dalej w Tartarze. W tych groźnych Eryniach Grecy trafnie uosobili straszne, nigdy niedające się uśpić wyrzuty złego sumienia, które zbrodniarz daremnie stara się zagłuszyć, przed którymi daremnie usiłuje uciec.

Bóstwom podziemia, zwłaszcza Hadesowi, poświęcony był cyprys, drzewo żałoby.

Ryc. 38 przedstawia według grobowca starożytnego scenę z podziemia. Hermes, którego łatwo poznać po skrzydłach u kapelusza i po skrzydlatej lasce oplecionej wężami, przyprowadza dusze przed tron Hadesa i Persefony. Wizerunki władców podziemi były dosyć rzadkie; przedstawiano ich jako podobnych do Zeusa i Hery, lecz wyraz ich twarzy bywał bardziej ponury.

Herosi i śmiertelnicy

39. Skazańcy w Tartarze: Tantal, Syzyf, Iksjon, Tytios, Danaidy

Z wszystkich zbrodniarzy, którzy pokutowali w Tartarze za winy swego życia, niektórzy są powszechnie znani, a kary, na jakie ich skazano, poszły niejako w przysłowie. Przecież dziś jeszcze mówimy o mękach tantalowych, o beczce Danaid, o syzyfowym trudzie.

Tantal, król jednej z krain Azji Mniejszej, był szczęśliwym ulubieńcem Zeusa i bogów, którzy nawet zapraszali go do siebie na Olimp, gdzie uczestniczył w ucztach nieśmiertelnych władców świata. To niebywałe wyróżnienie wbiło Tantala w taką dumę, że nie tylko zaczął zdradzać ludziom tajemnice niebian, lecz nawet zamyślił zuchwale doświadczyć, wystawić na próbę samych bogów. Zaprosił ich otóż wszystkich do siebie i podał im jako potrawę własnego syna Pelopsa, którego zabił i przyrządził jako pieczeń. Żaden z bogów nie tknął jednak potwornej strawy, tylko jedna Demeter — która wtedy, tęskniąc za utraconą córką, z rozpaczy odchodziła od zmysłów — skosztowała kawałek łopatki. Z polecenia bogów Hermes ugotował ciało Pelopsa, przez co zabity ożył, część zaś łopatki zastąpiono płatkiem kości słoniowej; potomkowie Pelopsa mieli z tego powodu białą plamkę na łopatce.

Zeus strącił Tantala do Tartaru, gdzie ponosi karę godną swej zbrodni. Oto stoi w strumyku czystej jak kryształ wody, a ponad głową jego zwisają gałęzie drzew, uginające się od soczystych owoców. Woda łechce jego stopy, więc spragniony Tantal schyla się ku niej — lecz kiedy ma już jej zaczerpnąć, woda cofa się przed nim; głodny, sięga w górę po owoc, lecz gałęzie odsuwają się również, tak że nie może zerwać owocu. Tak cierpi niewymowne męczarnie, wieczny głód i wieczne pragnienie, mając przed oczyma to wszystko, co by go w jednej chwili mogło uszczęśliwić.

Król Syzyf, srogi dla poddanych, a zuchwały wobec bogów, był do tego stopnia przebiegły, że boga śmierci, którego zesłał na niego Zeus, uwięził i przetrzymywał, aż go sam Ares musiał oswobodzić. Sprowadzony do Hadesu, Syzyf wyłudził od Persefony pozwolenie na rzekomo krótki jeszcze pobyt na ziemi, pod pretekstem, że jego ciało leży niepochowane i że musi przypomnieć żonie, aby mu oddała tę ostatnią przysługę. Lecz wydostawszy się z Hadesu, pozostał na ziemi i drwił sobie z potęgi bogów. W końcu jednak Hermes zaprowadził go po raz drugi do podziemia. Odtąd pozostał już w Tartarze, gdzie kazano mu wytoczyć ogromny głaz na szczyt wysokiej góry. Męczy się i poci, nieborak, i już dochodzi ze swym brzemieniem97 pod sam wierzchołek... wtem skała wymyka mu się z rąk, przerażony Syzyf odskakuje na bok i cała jego praca okazuje się daremna. Musi więc zaczynać ją na nowo, gdyż głaz leży znów u stóp góry.

Król Iksjon, którego, jak Tantala, bogowie zaszczycali swym towarzystwem, również nadużył tej nadzwyczajnej łaski niebian. Ponosi więc i on wieczne męki w Tartarze, wpleciony w koło, które nieustannie obraca się i druzgoce jego członki.

Olbrzym Tytios był także nie lada zuchwalcem i ubliżył czci należnej bogom. Strącony do Tartaru, leżał przykuty do ziemi, a sęp wydziobywał mu wątrobę, która ciągle na nowo odrastała.

Niezwykła kara spotkała w Tartarze Danaidy, córki króla Danaosa. Król ten miał pięćdziesiąt córek i wydał je za pięćdziesięciu synów swego brata. Niegodziwe Danaidy jednak, wszystkie z wyjątkiem jednej, zabiły swych małżonków. Otóż czterdzieści dziewięć zbrodniczych sióstr za karę wykonuje w Tartarze zadanie, którego nigdy nie mogą ukończyć. Czerpią sitami wodę i mają nią napełnić beczkę, w której nie ma dna. Praca ich więc jest tak samo daremna jak usiłowania Syzyfa — jego skała nigdy nie stanie na szczycie góry, beczka Danaid nigdy się nie zapełni.

40. Prometeusz i stworzenie człowieka

Prometeusz, potomek rodu tytanów, ulepił z gliny i wody postać człowieka. Za wzór posłużyły mu kształty bogów, z niebios też wziął trochę ognia, aby nim ożywić martwą postać.

Nie podobało się jednak Zeusowi, że powstało nowe plemię tak podobne do bogów, i wypatrywał sposobności, aby zaszkodzić ludziom. Pewnego razu bogowie zeszli się, aby omówić z Prometeuszem, jako rzecznikiem i zastępcą nowego plemienia, jakie części zwierząt ofiarnych mają im się dostawać w udziale. Wtedy Prometeusz zabił wołu, pokrajał go i podzielił na dwie części; w jednym miejscu położył mięso i okrył je skórą, w drugim — kości obleczone tłuszczem. Zeus, który w imieniu bogów miał wybierać, wybrał część pokrytą tłuszczem; poznawszy zaś, że to były kości, postanowił ukarać samolubnych ludzi. Natychmiast też wykonał ten zamiar, zabierając im ogień.

Bez ognia o postępie, o szczęściu i wygodzie ludzi nawet myśleć nie było można. Dlatego też Prometeusz zakradł się powtórnie do nieba i przyniósł na ziemię płomień z wozu słonecznego, ukryty we wnętrzu trzciny. Wkrótce też Zeus ujrzał wszędzie na ziemi płonące jak dawniej ogniska. Prometeusz zaś, dbały o dobro ludzi, uczył ich teraz rozlicznych kunsztów, a bardzo mu w tym dopomagała siła dobroczynna ognia.

Wpadł zatem Zeus na nowy sposób szkodzenia plemieniu ludzkiemu. Na polecenie króla bogów Hefajstos utworzył na wzór nieśmiertelnych postać dziewicy, którą bogowie wyposażyli w ujmujące przymioty98 duszy, w nadzwyczajną urodę, w przepiękne szaty i klejnoty. Kobietę tę Hermes zaprowadził przed dom Epimeteusza, brata Prometeusza. Epimeteusz (imię to znaczy: „opóźniający się z pomysłami, tępo myślący”) był tak nieopatrzny i lekkomyślny, jak jego brat Prometeusz (znaczy: „naprzód myślący”, „przewidujący”) przebiegły i bystry. Otóż Epimeteusz, puszczając mimo uszu przestrogi brata, przyjął zwodniczy dar bogów i ożenił się z dziewicą.

Jako posag zaś Hermes dał Pandorze — tak było na imię tej dziewicy — dużą puszkę, w której, jak mniemała99, znajdowały się skarby. Zaciekawiona, otworzyła puszkę, a w tej samej chwili wyleciały z niej wszystkie nieszczęścia, które odtąd trapią ród ludzki na ziemi: dolegliwe choroby, zgubne namiętności, dręczące troski, słowem, wszystko, co złe, wyleciało, aby nawiedzić śmiertelnych i dręczyć jednego za drugim, ku niezmiernemu zadowoleniu złośliwych bogów. Przerażona Pandora zamknęła, za późno niestety, fatalną puszkę, na szczęście ludzi jednak dość rychło100 jeszcze, aby jedyna rzecz dobra, która się tam znajdowała, nie uleciała na Olimp, lecz pozostała na ziemi. Tym skarbem była nadzieja: nadzieja lepszej doli i pomyślnej przyszłości, która krzepi101 i dźwiga ludzi, kiedy upadają pod brzemieniem owych nieszczęsnych darów Pandory.

Zeus w okrutny sposób ukarał Prometeusza za kradzież ognia i za ciągłe opiekowanie się rodem ludzkim. Kazał go przykuć do skały w górach Kaukazu; pozbawionemu wolności, sęp szarpał dziobem ciało i pożerał wątrobę, która wprawdzie cudownym sposobem niebawem znowu odrastała, lecz po to tylko, żeby krwiożerczy ptak mógł zadawać nieszczęśliwemu nowe męki. Skończyć zaś miały się te męczarnie tylko wtedy, gdyby ktoś swoim życiem dobrowolnie okupił swobodę dobroczyńcy ludzkości.

Po wiekach dopiero oswobodził Prometeusza Herakles: zastrzelił z łuku sępa i skruszył kajdany, które przykuwały męczennika do skały. Centaur Chiron ofiarował swe życie za jego wolność, dlatego Prometeusz nie utracił jej powtórnie; oswobodzony, na pamiątkę przebytej niewoli nosił zawsze żelazną obrączkę, a w niej kamyczek, odłamek skały kaukaskiej.