SCENA PIERWSZA

MAŁGORZATAPRUDENCJAANNA.

MAŁGORZATA

Przy toalecie, do Prudencji, która wchodzi.

Jak się masz, kochanie... Widziałaś księcia?

PRUDENCJA

Owszem...

MAŁGORZATA

Dał ci?

PRUDENCJA

Wręczając Małgorzacie banknoty.

Masz... Czy możesz mi pożyczyć jakieś trzysta, czterysta franków?

MAŁGORZATA

Bierz... Powiedziałaś księciu, że mam zamiar wyjechać na wieś?

PRUDENCJA

Tak.

MAŁGORZATA

Co powiedział?

PRUDENCJA

Że masz słuszność i że ci to może tylko wyjść na zdrowie... I pojedziesz?

MAŁGORZATA

Mam nadzieję... Dziś właśnie oglądałam domek.

PRUDENCJA

Ile chcą komornego?

MAŁGORZATA

Cztery tysiące.

PRUDENCJA

Ależ ja widzę, że to miłość, moja droga!

MAŁGORZATA

Boję się, że tak! Może to namiętność, może tylko kaprys... Tyle wiem, że to coś!

PRUDENCJA

Był wczoraj?

MAŁGORZATA

Pytasz?

PRUDENCJA

I wraca dziś wieczór?

MAŁGORZATA

Zaraz przyjdzie.

PRUDENCJA

Wiem... Siedział u mnie kilka godzin...

MAŁGORZATA

Mówił o mnie?

PRUDENCJA

O czymże miał mówić?

MAŁGORZATA

Co mówił?

PRUDENCJA

Że cię kocha, oczywiście.

MAŁGORZATA

Dawno go znasz?

PRUDENCJA

Owszem...

MAŁGORZATA

Czy widziałaś go kiedy zakochanym?

PRUDENCJA

Nigdy.

MALGORZATA

Słowo?

PRUDENCJA

Słowo.

MAŁGORZATA

Gdybyś wiedziała, jakie on ma dobre serce, jak on mówi o matce i siostrze...

PRUDENCJA

Cóż za nieszczęście, że tacy ludzie nie mają stu tysięcy franków renty!

MAŁGORZATA

Przeciwnie. Co za szczęście! Przynajmniej są pewni, że to ich samych się kocha! Biorąc rękę Prudencji i przykładając ją do piersi. Patrz!

PRUDENCJA

Co?

MAŁGORZATA

Serce mi bije, nie czujesz?

PRUDENCJA

Czemu ci serce bije?

MAŁGORZATA

Bo jest dziesiąta i on ma przyjść...

PRUDENCJA

To aż do tego stopnia?... Uciekam... Słuchaj, to może zaraźliwe?

MAŁGORZATA

Do Anny, która się krząta po pokoju, porządkując.

Idź, otwórz, Anno...

ANNA

Nikt nie dzwonił.

MAŁGORZATA

Mówię ci, że tak!