SCENA SIÓDMA
ARMAND — potem ANNA.
ARMAND
Droga Małgorzata! Jak ona drży na myśl o rozstaniu! Dzwoni. Jak ona mnie kocha! Do Anny, która wchodzi. Anno, gdyby się o mnie pytał jakiś pan, mój ojciec, wprowadzisz go zaraz tutaj.
ANNA
Dobrze, proszę pana.
Wychodzi.
ARMAND
Niepotrzebniem się lękał... Ojciec mnie zrozumie... Przeszłość umarła... Zresztą co za różnica między Małgorzatą a innymi kobietami!... Spotkałem Olimpię, wciąż zajęta zabawą i rozrywkami... Widać te, które nie kochają, muszą wypełniać zgiełkiem pustkę serca. Daje bal za kilka dni, zaprosiła nas oboje, mnie i Małgorzatę, tak jakbyśmy mieli kiedykolwiek wrócić do tego świata!... Och, jakże czas wydaje mi się długi, kiedy jej nie ma... Co to za książka?... Manon Lescaut! Kobieta, która kocha, nie robi tego, co ty zrobiłaś, Manon!... Skąd się ta książka wzięła tutaj?
Czyta, otwierając w jakimś miejscu.
ANNA
Wchodzi z lampą i wychodzi.
ARMAND
Czyta.
„Przysięgam ci, drogi kawalerze, że jesteś bóstwem mego serca, i że ciebie jednego mogę kochać tak, jak kocham, ale czy nie widzisz, duszo moja droga, że w położeniu, w jakimśmy się znaleźli, wierność byłaby bardzo głupią cnotą?... Czy myślisz, że może być mowa o czułościach, kiedy się nie ma chleba?... Głód przyprawiłby mnie o fatalną omyłkę, wydałabym ostatnie tchnienie, mniemając, że to jest westchnienie miłości... Ubóstwiam cię, bądź tego pewny... ale pozwól mi na jakiś czas zakrzątnąć się koło naszego losu... Biada temu, kto wpadnie w moje sieci! Pracuję nad tym, aby uczynić mego kawalera bogatym i szczęśliwym! Brat mój udzieli ci wiadomości o twojej Manon... powie ci, że płakała nad koniecznością rozstania...” Rzuca książkę ze smutkiem, trwa kilka chwil w zadumie. Miała słuszność, ale ona nie kochała, bo miłość nie umie rozumować!... Idzie do okna. Przygnębiła mnie ta lektura... Ta książka kłamie!... Dzwoni. Siódma!... Ojciec już nie przyjdzie dzisiaj... Do Anny, która wchodzi. Poproś panią, aby tu przyszła.
ANNA
Zakłopotana.
Pani nie ma, proszę pana.
ARMAND
Gdzież jest?
ANNA
Wyjechała... Kazała powiedzieć, że wróci niebawem.
ARMAND
Czy pani Duvernay pojechała z nią razem?
ANNA
Pani Duvernay wyjechała na kilka chwil przed panią.
ARMAND
Dobrze... Sam. Gotowa jeszcze pojechać do Paryża, aby się zająć tą sprzedażą! Na szczęście uprzedziłem Prudencję, znajdzie jakiś sposób, aby temu przeszkodzić... Spogląda przez okno. Zdaje mi się, że widzę jakiś cień w ogrodzie... To pewnie ona! Woła. Małgorzato! Małgorzato! Małgorzato!... Nikogo... Wychodzi i woła. Anno! Anno!... Wraca i dzwoni. I Anna nie odpowiada... Co to ma znaczyć?... Ta pustka przejmuje mnie chłodem... Jest jakieś nieszczęście w tym milczeniu... Czemu pozwoliłem Małgorzacie się oddalić?... Ona coś kryła przede mną... Płakała!... Czyżby mnie oszukiwała?... Ona! W chwili, gdy myśli o tym, aby mi poświęcić wszystko!... Ale może jej się coś stało!... Może jest ranna!... Może nie żyje!... Muszę wiedzieć...
Idzie w stronę ogrodu, w drzwiach spotyka się twarzą w twarz z posłańcem.