SCENA SIÓDMA
ANNA — MAŁGORZATA.
ANNA
Podchodzi do Małgorzaty, położywszy na kominku pieniądze, które przyniosła.
Proszę pani...
MAŁGORZATA
Co tobie, Anno?
ANNA
Pani się dziś czuje lepiej, nieprawdaż?
MAŁGORZATA
Tak, dlaczego?
ANNA
Niech mi pani przyrzeknie, że pani będzie spokojna.
MAŁGORZATA
Co się stało?
ANNA
Chciałam panią uprzedzić... nagłą radość tak ciężko bywa udźwignąć.
MAŁGORZATA
Radość, powiadasz?
ANNA
Tak, pani.
MAŁGORZATA
Armand! Widziałaś Armanda? Armand przyjdzie do mnie!... Anna daje znak potakujący, biegnąc do drzwi. Armand! Zjawia się blady, ona rzuca się mu na szyję, ściska go kurczowo. Och, to nie ty, to niepodobieństwo, aby Bóg był taki dobry!