SCENA VI

Gustaw, Klara z lewych drzwi.

KLARA

A to co znaczy? Czy dziękczynne modły?

Czy też pokuta za śmiałe nadzieje?

GUSTAW

Bystre domysły tym razem zawiodły:

Sprzykrzyło mi się ciągle chodzić, siedzieć,

I kląkłem.

KLARA

Nie, nie, ja wiem, co się dzieje

I będę mogła dokładnie powiedzieć.

Melancholicznych wejrzeń nie widziano.

Sentymentalnych westchnień nie zważano,

Słów nie słuchano — cóż więc pozostało? —

Do nóg — miłość lub śmierć! — Lecz wypadało

Mieć w ręku szpadę, sztylet, nóż stołowy,

Albo nareszcie mordercze nożyczki!

śmieje się

I cóż? stoimy — bez czucia, bez mowy?

Jak to, i wszystko od pierwszej potyczki?

Ach, to zwycięstwo tak łatwe prawdziwie,

Że się nie cieszę, lecz łatwości dziwię.

GUSTAW

Kołczan już próżny, zatem żart na stronę,

Ach! panno Klaro, widzisz mnie w rozpaczy!

KLARA

O, znajdę jeszcze pocisk na obronę.

Ale bez żartu, cóż ta zmiana znaczy?

Jestże to może snu rannego skutek,

Albo dowcipu nagłe przesilenie?

GUSTAW

Nadto głęboki czuję w sercu smutek,

Nadto bezstronnie moje błędy cenię,

Abym mógł zwracać dowcipne pociski.

Cel moich życzeń, któregom był bliski,

Teraz, niestety, prawie z oczu tracę,

A najboleśniej to rozdrażnia duszę,

Że własną winę własnem szczęściem płacę,

I że zbyt słusznie, jeszcze przyznać muszę.

Zatem czy zganisz lekkomyślność moją,

Z którąm nadziei zaufał bez miary;

Czy nazwiesz głupstwem, co przez płochość broję.

Czy brak grzeczności uznasz godnym kary,

Jak chcesz mnie skarcisz, w jakim bądź sposobie,

Zawsze mniej powiesz, niźli ja sam sobie!

KLARA

z udaną pokorą

Wyższości mężczyzn nad zdanie kobiety

Nadto przed chwilą doznałam, niestety!

Bym teraz śmiała sprzeczać się zuchwale.

Zwłaszcza gdzie skromnie na rozsądku szalę

Męska wspaniałość własne błędy składa,

Tam mnie powtarzać lub milczeć wypada.

Lecz szczera skrucha i te chlubne żale

Z jakiejże wielkiej pochodzą przewiny?

GUSTAW

Ach, panno Klaro, poznałem Anielę.

KLARA

Dotąd rozpaczy nie widzę przyczyny.

GUSTAW

Poznawszy, widzę, jak błądziłem wiele.

KLARA

domyślając się

Aha! pan Gustaw zapewne ją kocha?

GUSTAW

Ubóstwia, powiedz, a powiesz za mało.

KLARA

z zastanowieniem

Hm! nie jestże to skłonność płocha?

GUSTAW

Miłość najczystsza, jaką niebo dało!

KLARA

Ależ ta miłość, będzież ona stała?

GUSTAW

Z życiem trwać będzie, z życiem tylko zgaśnie.

KLARA

I pewnie wierzyć Anielka nie chciała?

GUSTAW

Nie chce i słuchać — stąd to rozpacz właśnie.

KLARA

po krótkiem milczeniu

To źle — ale mnie słuchałaby może?

GUSTAW

Co miłość nie śmie, to przyjaźń określi.

KLARA

Gdy jej poprawę i ten żal przełożę...

GUSTAW

Ach, panno Klaro, zgadłaś moje myśli.

KLARA

Powiem jej, jakim pan Gustaw był wprzódy.

GUSTAW

Mocnych farb użyj, nie szczędź mi nagany.

KLARA

Że był wesoły, jak to zwykle młody...

GUSTAW

sens kończąc

Trzpiot, lekkomyślny, płochy, roztrzepany...

KLARA

sens kończąc i jeszcze prędzej

Próżny, zły, dumny, zakochany w sobie...

GUSTAW

reflektuje

To trochę nadto — to będzie za wiele.

KLARA

mimo siebie w coraz większy zapał wpadając

Że wiejskie dziecię widział w jej osobie...

GUSTAW

jak wprzódy

To trochę dużo...

KLARA

Że mniemał w swej dumie,

Iż grzeczność na wsi godna pośmiewiska...

GUSTAW

To bardzo dużo....

KLARA

Że brak na rozumie...

GUSTAW

Hola! to nadto; obraz zakazany!

KLARA

z zapału nagle w łagodność przechodząc z uśmiechem

Mocnych farb biorę, nie szczędzę nagany. —

Ale jej powiem zaraz z drugiej strony:

Że się poprawił, kto się uznał w błędzie,

Że miłość szczera, którą uniesiony,

Im wolniej wzrosła, tem wytrwalszą będzie;

Że jeśli jeszcze nie jest jej wzajemną,

Winna przynajmniej wynagradzać wiarą.

GUSTAW

Ach, tak, tak wszystko, moja panno Klaro!

Czytasz w mem sercu, myślisz razem ze mną.

KLARA

parskając śmiechem

Ha, ha, ha! dłużej wytrzymać nie mogę!

Ha, ha, ha! moja panno Klaro! Moja!

Ha, ha, ha! przednio! Znalazłam więc drogę,

Oręż wypada, pęka twarda zbroja. —

serio

I czegoż męska przebiegłość zastrasza?

Niech straszy raczej własna słabość nasza,

Bo, kto nie zechce, ten tylko nie przyzna,

stosując do Gustawa

Że do zwalczenia nietrudny mężczyzna.

Ufaj mu szczerze, a w postaci męża

Ujrzysz zwinnego, zjadliwego węża.

Uprzyj się woli, chciej mieć własne zdanie —

Lwem rozdrażnionym, tygrysem się stanie.

Ale znaleź31 wtór do jego piosneczki,

Jak zwyciężona wychodź z każdej sprzeczki;

W jego rozumu kręć się zawsze kole,

A na jedwabiu wywiedziesz go w pole —

Jeśli się mylę, to próbka dzisiejsza

Mego mniemania zupełnie nie zmniejsza.

Co wyraziwszy szeroko i długo,

z niskim ukłonem

Mam honor zostać uniżoną sługą!

Odchodzi we drzwi prawe boczne.