SCENA VI

Radost, Gustaw.

RADOST

prowadząc Gustawa

Chodź, chodź, mam cię ptaszku.

patrząc mu w oczy, po krótkiem milczeniu

Co to znaczyło to: przebacz, stryjaszku?

GUSTAW

To tak.

RADOST

Jak to, tak?

GUSTAW

Ot tak!

RADOST

Co to znaczy:

Ot tak?

GUSTAW

Niby — nic.

RADOST

Nic?

GUSTAW

Nic.

RADOST

To nic nie było:

Przebacz, stryjaszku, zlituj się rozpaczy.

GUSTAW

szybko

Ach, to rzecz jasna: w miłości niemiło,

Kiedy się czasem (bo któż to zaprzeczy?)

Kłótnia lub sprzeczka, albo z innej rzeczy,

W potęgę czucia moc niby mająca,

Sama od siebie walczy lub portąca,

Stąd koniec końców, kres wszystkich igraszek —

No, to rzecz jasna — rozumie stryjaszek?

Chce odejść.

RADOST

zatrzymując go

Ale czekaj no — ja nic nie rozumiem.

GUSTAW

A ja wyraźniej powiedzieć nie umiem.

RADOST

Czegożeś klęczał jakby do pacierzy?

GUSTAW

z udanym zapałem chodząc

To mi stryjaszek nie wierzy? Nie wierzy?

Kiedy tak — dobrze — dobrze — wiem co zrobię —

Każę zajechać i pojadę sobie.

Janie! hej!

RADOST

chodząc za nim i głaszcząc po ramieniu

No, no, Guciu, Guciuniu mój!

GUSTAW

zawsze chodząc w udanym gniewie

Kiedy ja mówię!...

RADOST

jak wyżej

Już, już, już stój no, stój.

GUSTAW

Ja się tłumaczę dobrze, jasno, szczerze.

RADOST

Już, już rozumiem, już wszystkiemu wierzę,

do siebie

A to saletra! Skra, ogień, płomienie!

GUSTAW

rzucając mu się na szyję

Luby stryjaszku!

RADOST

ściskając go

Ach, Guciu mój luby,

płaczliwie

Nie słuchasz rady.

GUSTAW

I słucham, i cenię

A co wykonam, godne będzie chluby.

RADOST

Lecz czemu Klara...

GUSTAW

Ach, Klara, ta Klara,

To jest prawdziwie boska na mnie kara.

Wszędzie jej pełno, we wszystkiem zawadzi:

Przy tem zawzięte, jak kogucik młody,

Kikiki zawsze,

pokazując

a tak w górę sadzi!

I wiesz, stryjaszku, dla powszechnej zgody,

Wiesz co?

RADOST

Na przyklad?

GUSTAW

Żeń się z nią.

RADOST

Szalony!

GUSTAW

Zrób mi tę grzeczność.

RADOST

Pomysł godny głowy.

GUSTAW

Bardzo mi bruździ.

RADOST

wzruszając ramionami

Dlatego ja stary?...

Bruździć nie będzie, nie bruźdź ty z twej strony.

Na cóż Albina przez jakieś namowy

Chcesz jej zbuntować?

GUSTAW

On już zbuntowany.

RADOST

Jak to?

GUSTAW

W Anieli jak kot zakochany.

RADOST

Kto? Albin?

GUSTAW

Albin.

RADOST

A to nie do wiary.

GUSTAW

Tak, tak ją kocha, ledwie że nie skona;

Nie ma gadania, to rzecz dowiedziona.

RADOST

Albin, ten Albin!

GUSTAW

O, nie wszystko złoto,

Co się nam świeci — o, to sztuczka płocha:

Jednej przysięga, a w drugiej się kocha.

RADOST

Ale z Anielą jakże idzie tobie?

GUSTAW

po długiem milczeniu — zakładając ręce

Co to magnetyzm?

RADOST

zdziwiony

Ma... magnetyzm?

GUSTAW

Co to?

Co? Powiedz!

RADOST

Ale skąd o tem w tej dobie?

GUSTAW

po krótkiem milczeniu

Magnetyzm, mówią, jest to wolna władza,

Co z ciała w ciało zdrój życia wprowadza.

Jeżeli zatem mam zarodne siły,

Ogień swój własny w obce przelać żyły,

Dlaczegóż miałbym w pięknej, młodej duszy,

Czystej jak śnieżek, co świeżo przyprószy,

Przez silną wolę, pałające tętna,

Własnego czucia nie wycisnąć piętna?

RADOST

Jeśli rozumiem, niech mnie piorun trzaśnie!

GUSTAW

Kocham i będę kochany; to jaśnie?

RADOST

Jaśnie, wyraźnie, lecz trochę za śmiało.

GUSTAW

Śmiałość przed szczęściem, jak szczęście przed chwałą!

RADOST

Będziesz kochany, ale nie bądź trzpiotem.

GUSTAW

O, mój stryjaszku! Tobie myśleć o tem.

RADOST

Ach, czyż nie myślę i nie smażę głowy?

GUSTAW

Ja też ci zawsze dziękować gotowy.

RADOST

Dziękuj, kiedy chcesz, lecz się popraw razem.

GUSTAW

Co się już stało za twoim rozkazem.

I dobrze skończyć mam wszelką nadzieję,

Byleś nie zważał, co się z nami dzieje;

W zgodzie czy kłótni, we wrzawie czy ciszy,

Niech oko drzemie, a ucho nie słyszy.

RADOST

Cóż z tego będzie?

GUSTAW

Co będzie?

ściskając go

Wesele.

Wybiega.

RADOST

idąc za nim

Rozsądku mało, pewności za wiele.