I

«Stryjaszek mój, poczciwiec sobie,

Gdy nie na żarty opadł z sił,

Szanować kazał się w chorobie;

To wcale niezły pomysł był!

Niejeden w ślady te się uda...

Lecz, Boże drogi, jakaż nuda

Przy chorym siedzieć noc i dzień,

Nie odstępować go jak cień!

Jakież nikczemne to kuglarstwo

Półtrupa bawić garścią słów,

Poprawiać mu poduszki znów,

Smutnie podawać mu lekarstwo,

Wzdychać i myśleć w duchu wraz:

Kiedyż cię diabli wezmą raz!»