III

Aby powyżej wypowiedziane ostre sądy o przekładach Sikorskiego i Budzińskiego nie wydały się Czytelnikowi gołosłownymi i konieczność nowego przekładu Oniegina wystąpiła w całej pełni, pozwalam sobie z tych przekładów dać parę cytat.

Okaże nam zaraz przykład Sikorskiego, że istnieje specjalny talent zachowywania... największej nieścisłości w treści przy wszelkich możliwych ułatwieniach w formie, zdolność przy absolutnej nieznajomości własnego języka i języka oryginału do tłumaczeń arcydzieł obcej literatury... oczywiście z odpowiednim rezultatem!...

Przekład Sikorskiego:

Rozdział I, str. 1

Stryjaszek dobrej metody

I gdy chory bez nadziei,

By go czczono dał dowody,

Nie znalazł lepszej kolei.

Jego przykład uczy drugich,

Lecz ile dni, nocy długich

Trzeba siedzieć z udawaniem

Niemal trupa zabawianiem,

Jakież nizkie maskowanie

To poduszek poprawianie,

Z żalem lekarstwo podawać,

We łzach rozpaczy zostawać,

Myśląc w duszy o pogrzebie;

Kiedyż diabeł weźmie ciebie?

Rozdział I, str. 10 i 11

(dowolnie złączone przez tłumacza, który często całe ustępy przepuszczał, wedle swojego kaprysu).

Jak on umiał zdać się nowym,

Trwożyć niewinność żartami,

Lękać śmiałymi rymami,

Wraz na pochlebstwo gotowym

Łowić chwile umilenia

I niewinne uprzedzenia

Rozumem, sercem odpychać,

W ich oczach gasnąć, usychać,

Jęczeć i błagać wyznania

W niewinnej dobie spotkania

I im w końcu opanować

A w samotności tajemnej

Sceny dla serca przyjemnej

Niebiankę swą perorować.

Przekład Budzińskiego:

Rozdział I, str. 1

Mój stryj (człek sobie był to uczciwy)

Gdy jedną nogą już w grobie stał,

Dokazał, że dlań stałem się tkliwy;

Mógłże inaczej chociażby chciał?

Niech to przykładem dla innych będzie

Ależ piekielnie nudzi się człek,

Gdy nieruchomie przy chorym siędzie,

To jedna chwila długa jak wiek!

Jakże nikczemnym to udawanie!

Na pół żywego zabawiać chcieć,

Niby poprawiać chętnie posłanie,

Podawać leki, twarz smutną mieć,

Wzdychać, a w duszy pomyśleć szczerze,

Ach, kiedyż ciebie diabeł zabierze?

Rozdział I, str. 10

Jakże on umiał wydać się nowym,

Niewinność żartem aż w podziw wzbić.

Krokiem rozpaczy grozić gotowym,

Każdego zręcznym pochlebstwem lśnić,

Chwytać chwilowe serc uniesienie,

A uprzedzenie młodzieńczych lat

Walcząc przez rozum, uczuć płomienie

Cierpliwie czekać, by zerwać kwiat,

Błagać, a potem żądać wyznania,

Podsłuchać serca najpierwszy dźwięk,

Zdobywać miłość, potem spotkania

Tajnego szczęścia ogarniać wdzięk...

itd.

U Budzińskiego spotykają się niekiedy strofy lepsze od przytoczonych, choć nieznacznie tylko. U Sikorskiego wszystkie równej wartości lub jeszcze gorsze. W Śnie Tatiany stwarza on samodzielnie obraz: „Pasternak cebulę wiedzie”(!!); o twarzy Olgi odzywa się po swojemu: „tłuste lica złej Madonny”(?!).

Czy z takich przekładów, znajdujących się w tym stosunku do oryginału, co pełzanie żółwia do biegu Achillesa, mogła sobie wyrobić publiczność polska choćby najbardziej odległe wyobrażenie o poetyckim talencie Puszkina? Oczywiście nie mogła go ocenić dotąd. Miałem mnóstwo dowodów, że Oniegina nie zna nawet młodzież wychowana w gimnazjach w Królestwie, bo zna go źle, czemu bynajmniej dziwić się nie można. Poznała go w warunkach, które nie nadają się do oceny piękna poezji, w warunkach pewnego systematu35 szkolnego, który miał na widoku wszystko inne, prócz właściwego celu — obudzenia chęci poznania wielkiego poety z własnej, nieprzymuszonej woli. Poznała go na domiar w latach szkolnych, kiedy nawet ci, nazbyt dojrzali młodzieńcy, którzy przezwyciężali wstręt do łaciny, aby skrycie odczytać historię Myrrhy w Metamorfozach Owidiusza36 — nie byli w stanie ocenić czystej duszy kobiecej, wypowiadającej się czarownie w ostatnim rozdziale Oniegina, ani subtelnej woni tego poematu. Może dziś, dojrzalsi, w przekładzie na język rodzimy ją odczują...


Zanim postawię punkt ostatni, chcę wywiązać się z głęboko poważnego obowiązku. Muszę złożyć gorące podziękowanie szanownemu p. Włodzimierzowi Spasowiczowi za słowa mocnej zachęty, którymi do dalszej pobudził mnie pracy, gdym okazał mu gotowe dwie pierwsze pieśni przekładu. Ta zachęta miała dla mnie tym większe znaczenie, że pochodziła od niepospolitego znawcy literatury rosyjskiej, a takich jest wśród naszych krytyków niewielu. Pod jej wpływem rzuciłem się do pracy dalszej — i cały przekład, z wyjątkiem paru strof, przełożonych kiedyś jeszcze na ławie szkolnej, a umieszczonych w III tomie Rymów i rytmów, dokonany został w niespełna dwa miesiące w natężeniu prawie twórczym, w tej na poły bolesnej, na poły rozkosznej gorączce, na którą złożyły się wielka miłość dla danej pracy, wielki urok, wiejący na tłumacza od prawdziwej poezji, wielka wiara w to, że się społeczności swojej niesie coś ze siebie samego na jej pożytek i wielka potrzeba zapomnienia się... Bez tej zachęty i otuchy, która spłynęła tak niespodzianie i tak przypadkowo, tłumacz Oniegina nigdy by pracy niniejszej nie doprowadził do końca.

Dlaczego zaś tak bardzo, nie będąc nowicjuszem w literaturze, potrzebował szczerego, gorącego słowa zachęty do dalszej pracy — o tym nie teraz pora i nie tutaj miejsce mówić.

Dość, że obecnie pokrzepiony na duchu, wydając Oniegina w szatach polskich, karmię się może niepłonną nadzieją, że wróżba Mickiewicza teraz choć w pewnej mierze osiągnęła warunki do spełnienia się, że Eugeniusz Oniegin znajdzie u nas chętnych czytelników, a zatem wśród tych, którzy miłują prawdę i piękno w poezji, znajdzie też szczerych wielbicieli, że przeto i skromna praca tłumacza nie pójdzie na marne...

Petersburg, 26 stycznia – 8 lutego 1902 r.