Księga trzecia

Rozdział I. Około połowy XVIII w. literaci stali się głównymi mężami stanu we Francji i jakie stąd wynikły następstwa

Zostawiając teraz na uboczu dawne i ogólne fakty, które przygotowały wielki przewrót, przejdziemy do faktów późniejszych i mniej ogólnych, oznaczających jego miejsce, pochodzenie i charakter.

Francja od dawna wyróżniała się wśród narodów europejskich największym rozwojem literatury, jednak literaci nigdy jeszcze nie objawiali tego ducha, jaki ujawnił się w połowie XVIII wieku, i nie zajmowali tego stanowiska; nic podobnego nie daje się widzieć w innych krajach. Nie mieszali się oni do rzeczy potocznych, jak w Anglii, ani też nie posiadali władzy lub urzędów w społeczeństwie, przepełnionym przez urzędników. Nie zamykali się również, na wzór literatów niemieckich, w zakresie filozofii i estetyki. Zajmowali się ustawicznie zagadnieniami, mającymi związek z rządem, a właściwie był to ich główny przedmiot zajęcia. Ulubionym tematem były dyskusje nad pochodzeniem społeczeństw: ich formami pierwotnymi, przyrodzonymi prawami obywateli i władzy, stosunkami naturalnymi i sztucznymi, poprawnością lub wadliwością nawyknień prawnych i podstaw, na których spoczywa prawo. Tak więc ustawicznie przenikali do głębi ustroju państwowego, badając jego budowę i krytykując plan.

Nie wszyscy wprawdzie zagłębiali się w te zagadnienia; większość potrącała o nie lekko i jakby igrając. Lecz ten rodzaj polityki abstrakcyjnej i książkowej spotyka się we wszystkich dziełach ówczesnych, od poważnego traktatu do piosenki.

Systematy polityczne tych pisarzy były tak rozmaite, że ktokolwiek by zechciał wytworzyć z nich jedną teorię rządu, nigdy by nie mógł osiągnąć celu; jeśli wszakże odrzucimy szczegóły, dostrzeżemy w głębi, że wszystkie miały za punkt wyjścia jedną myśl. Była nią ta: zamiast skomplikowanych, tradycyjnych zwyczajów, rządzących społeczeństwem dzisiejszym, należy umieścić proste i elementarne prawidła, których źródłem jest rozum i prawo przyrodzone. Rzec można, że do tej zasady ściąga się właściwie wszystko to, co nazwać by można filozofią polityczną XVIII wieku.

Taka myśl nie była nowością, w ciągu trzech tysięcy lat nawiedzała ona umysł ludzki od czasu do czasu. Lecz jak się stało, że z umysłu filozofów przeszła do tłumów i tu nabyła siłę namiętności politycznej, stając się przedmiotem codziennych rozmów; jakim sposobem literaci, niemający urzędów ani wysokich stanowisk, stali się bezwzględną powagą dla ludzi, pełniących czynności państwowe? Postaram się to wyjaśnić w kilku słowach, a zarazem wykazać, jak niezwykły i groźny wpływ wywarły te fakty na rewolucję i nie przestają do dziś dnia wywierać.

Idee tak jaskrawo sprzeczne z tymi, które stanowiły podstawę ówczesnego społeczeństwa, musiały naturalnie powstać w umysłach filozofów XVIII w. na widok takiej masy przywilejów, których ciężar stawał się tym większy, im same one były mniej zrozumiałe. Myśl naturalnie zwracała się do idei przyrodzonej równości stanów. Przejęci nienawiścią do tradycji, pisarze ci naturalnie wytwarzali dążenie przekształcenia społeczeństwa według nowego planu, nakreślonego jedynie przy pomocy własnego rozumu.

Stanowisko pisarza naturalnie skłania go do teorii oderwanych, a oddalenie od praktyki pozbawia doświadczenia, zdolnego miarkować porywy temperamentu. Nic nie ostrzegło ich o obecności przeszkód, które napotkać mogą najbardziej pożądane reformy; nie mieli najmniejszego wyobrażenia o niebezpieczeństwach, towarzyszących przewrotom. Życie państwowe było dla nich ukryte wskutek braku wolności politycznej. Dlatego też objawili oni więcej odwagi nowatorskiej, zamiłowania do idei ogólnych, pogardy dla tradycyjnej mądrości, niż zwykle wykazują autorowie rozpraw politycznych. Ten sam brak wychowania politycznego zjednał im uwagę i serca tłumów.

Gdyby Francuzi mogli, jak Anglicy, zmieniać ducha swoich dawnych instytucji, nie znosząc ich całkowicie, nie byliby może tak skłonni do nowatorstwa. Lecz każdy z nich czuł ustawicznie ucisk dawnych praw lub zwyczajów politycznych, a nie widział żadnych środków zaradczych w szczegółach. Zdawało się, że trzeba było albo się poddać wszystkiemu, albo zburzyć cały ustrój państwowy w kraju.

Wśród ruin swobód pozostała jedna: można było dyskutować nad pochodzeniem społeczeństwa, istotą władzy i prawami przyrodzonymi. Wszyscy, których uciskało prawo, szukali ujścia w tej polityce książkowej.

Tak więc namiętności polityczne przybrały strój filozoficzny, a literaci, objąwszy kierownictwo opinią publiczną, zajęli to miejsce, które w krajach wolnych należy zwykle przywódcom stronnictw. Nikt już nie mógł rywalizować z nimi na tym polu. Szlachta francuska utraciła wpływ nie tylko na sprawy państwowe, ale i na opinie w tym zakresie. Nie dość na tym, sama lubiła bawić się teoriami ogólnymi i, używając swoich przywilejów, rozprawiała dobrodusznie o bezmyślności zwyczajów tradycyjnych.

Dziwiono się niekiedy zaślepieniu, w którym wyższe klasy w dobie przedrewolucyjnej przygotowały własny upadek. Lecz gdzie by mogli nauczyć się rozumienia życia? Nie widząc żadnych zmian zewnętrznych, wyobrażali sobie, że wszystko zostało tak, jak było. W kajetach 1789 roku szlachta francuska troszczy się tak samo o ograniczenia władzy królewskiej, jak w instrukcjach z XV w., a Ludwik XVI, w wigilię upadku pod szalonym naciskiem demokracji, widzi w arystokracji główną rywalkę władzy królewskiej, jak gdyby żył w czasach frondy.

Dla nas, którzy mamy przed oczami ułamki tylu przewrotów, jeszcze dziwniejsze wydaje się, że przeczucie tak groźnej katastrofy jak rewolucja obce było naszym przodkom. W krajach wolnych ustawiczne wstrząśnienia, którym ulega machina polityczna, przypominają o możności przewrotów i budzą oględność w opinii; lecz francuskie społeczeństwo w XVIII stuleciu, stojące na skraju przepaści, nie ma żadnych zwiastunów zbliżającej się katastrofy.

Czytając uważnie instrukcje wszystkich trzech stanów i dochodząc do końca pracy mojej, dostrzegłem ze zdumieniem, że żądają one natychmiastowego i systematycznego zniesienia wszystkich praw i zwyczajów, istniejących w kraju. Lecz ci, którym nazajutrz sądzone było paść ofiarami przewrotu, sądzili, iż tak wszechstronna i tak raptowna przebudowa całego społeczeństwa może odbyć się bez wstrząśnień, za pomocą siły samego rozumu. Godne podziwu, że podobny brak doświadczenia w rzeczach rządu wykazują także fachowi urzędnicy: ministrowie, sądownicy i intendenci.

Ujawnia się to w memoriale, który złożył Turgot w r. 1775, a w którym proponował, aby zwoływać corocznie na sześć tygodni reprezentantów, swobodnie wybranych przez cały naród, którzy by się zajmowali tylko sprawami administracyjnymi, nie zaś rządowymi. „W ten sposób”, powiada on, „władza królewska byłaby oświecona, lecz nie skrępowana, a opinii powszechnej stałoby się zadość bez wszelkiego niebezpieczeństwa. Zgromadzania te bowiem nie miałyby władzy sprzeciwiać się niezbędnym postanowieniom, a gdyby nadspodziewanie nie dały swej zgody, król mógłby zawsze postąpić według własnej woli”.

Nic bardziej mylnego nad to rozumowanie; jeśli bowiem taki pozór wolności może być bezkarnie wprowadzony ku końcowi rewolucji, gdy naród, znużony długim wzburzeniem, pozwala oszukiwać siebie, byle uzyskać spokój, to na początku rewolucji próba taka może tylko podrażnić naród, nie zadowalając go. Każdy obywatel wolnego kraju wie o tym, lecz Turgot nie wiedział, chociaż był wielkim administratorem.

Jeśli więc zważymy, że naród francuski, który był tak daleki od swoich własnych spraw, tak pozbawiony doświadczenia, tak skrępowany swymi instytucjami, był jednocześnie pierwszym narodem w świecie pod względem bogactwa literatury i najgorliwszym wielbicielem pięknej myśli (fr. bel esprit), zrozumiemy, dlaczego pisarze stali się w nim siłą polityczną, a w końcu najważniejszą z tych sił.

W Anglii nie można było oddzielić pisarzy politycznych od mężów stanu: pierwsi wprowadzali do praktyki nowe pomysły, drudzy poprawiali i ograniczali teorie przy pomocy faktów.

We Francji świat polityczny dzielił się na dwie odrębne dziedziny, niemające ze sobą styczności; w jednej rządzono za pomocą środków wskazanych przez rutynę; w drugiej ustanowiono zasady ogólne o rządzie, nie myśląc o sposobach zastosowania. Jedni kierowali sprawami, drudzy umysłami. Tak więc nad społeczeństwem rzeczywistym, mającym powikłaną i sprzeczną ze sobą budowę, wznosiło się społeczeństwo wyobrażalne, w którym wszystko było proste, harmonijne, sprawiedliwe i rozumne. Przestano interesować się pierwszym, a zaczęto marzyć o tym, co mogłoby być; przenoszono się myślą do idealnego społeczeństwa, stworzonego przez pisarzy.

Rewolucję naszą często uważano za następstwo rewolucji amerykańskiej. Wpływ ostatniej na pierwszą nie ulega wątpliwości. Lecz nie tyle polegał on na tym, co działo się w Stanach Zjednoczonych, ile na tym, co w owych czasach działo się we Francji. Kiedy dla pozostałej Europy rewolucja amerykańska była tylko nowym i dziwnym faktem, dla Francuzów uwydatniała ona to, co już wszyscy znali z teorii. Tam budziła podziw, tu przekonywała. Amerykanie, zdawało się, urzeczywistniali to, o czym marzono we Francji.

Okoliczność, że całe wychowanie polityczne narodu było dziełem literatów, zjawisko zupełnie nowe w dziejach, była może główną przyczyną, która nadała rewolucji francuskiej jej odrębny charakter. Pisarze nie tylko udzielili ludowi swoje idee, lecz przenieśli na niego swój temperament. Pod ich wpływem, a nie mając innych kierowników, naród przyswoił sobie ich instynkty, usposobienie, upodobania, nawet dziwactwa, a gdy zaczął działać, przeniósł do polityki nawyknienia literackie.

Studiując historię rewolucji, dostrzegamy, iż odbywa się ona w tym samym duchu, który stworzył tyle abstrakcyjnych dzieł o rządzie. Dostrzegamy w niej ten sam popęd do teorii ogólnych, te same zakończone systematy prawodawstwa, tę samą symetrię, tę samą pogardę do faktów istniejących, toż samo zaufanie do teorii, zamiłowanie do oryginalnego, dowcipnego i nowego w instytucjach, tę samą dążność do ryczałtowego przekształcenia całego społeczeństwa według jednego planu, zamiast starać się o naprawy częściowe.

Nawet język polityczny ówczesny zapożyczał od stylu pisarzy: pełen jest wyrażeń ogólnych, terminów abstrakcyjnych, zwrotów literackich. Przeniknął on wszystkie warstwy społeczeństwa i został przez nie przywłaszczony.

Na długo przed rewolucją czytamy w edyktach Ludwika XVI o prawach przyrodzonych i prawach człowieka. Spotykałem skargi włościan, w których sąsiadów nazywano współobywatelami, intendenta — szanownym dostojnikiem, proboszcza — sługą ołtarza, a Boga — Najwyższą Istotą, a którym brakowało tylko ortografii, aby uszły za artykuł polityczny.

Te nowe cechy utrwaliły się tak w charakterze francuskim, że zaczęto je przypisywać naszej narodowości, a nawet stworzono dla nich termin „ducha francuskiego”, jak gdyby te domniemane osobliwości mogły być utajone przez tyle wieków, aby ujawnić się w końcu XVIII.

Rozdział II. Jakim sposobem niewiara mogła stać się ogólną i przeważną namiętnością Francuzów w XVIII w. i jaki wpływ wywarło to na rewolucję?

Od czasów wielkiego przewrotu XVI w., gdy duch badawczy wykonał usiłowanie oddzielenia prawdziwych tradycji chrześcijańskich od fałszywych, nie przestawały ukazywać się umysły, całkowicie je odrzucające. Ten sam duch badania, który w czasach Lutra142 zmusił kilka milionów katolików do opuszczenia kościoła, wyrywał corocznie pewną liczbę wiernych z łona chrześcijaństwa. W ogóle w XVIII wieku chrześcijaństwo straciło znaczną część panowania swego na całym lądzie Europy, lecz w większej części krajów ograniczano się do odrzucenia go, nie atakując. Niewiara rozpowszechniona była wśród panujących i umysłów przodowniczych, nie przenikając prawie do klas średnich i ludu.

Lecz we Francji działo się coś niezwykłego. Napadano tu na religię z jakąś zaciętością, nie usiłując na jej miejsce postawić czegoś innego; jednoczesne ukazanie się kilku znakomitych pisarzy, skłonnych do odrzucenia religii chrześcijańskiej, nie tłumaczy całkowicie tego zjawiska. Dlaczego pisarze ci zwrócili myśl wyłącznie w tę stronę? Dlaczego nie znaleźli przeciwników? Dlaczego tłum tak chciwie ich słuchał i z taką gotowością przyjmował ich naukę? Powodzenie ich tłumaczy się wyjątkowymi okolicznościami czasu i kraju. Duch wolterowski dawno się narodził, lecz sam Voltaire mógł królować tylko we Francji XVIII w.

Zaznaczmy przede wszystkim, że kościół we Francji nie był gorszy niż w innych krajach katolickich; przeciwnie, miał mniej wad i większą tolerancję niż gdzie indziej.

Przyczyn więc zaznaczonego faktu szukać należy nie tyle w stanie religii, ile w stanie społeczeństwa. Aby zrozumieć ten objaw, powinniśmy pamiętać o tym, co było powiedziane w poprzednim rozdziale, tj. że duch opozycji politycznej, wywołanej przez wady rządu, nie mogąc ujawnić się w czynie, ukrył się w literaturze, i że pisarze stali się rzeczywistymi wodzami tego stronnictwa, które zmierzało do obalenia instytucji społecznych i politycznych państwa. Zrozumiemy wówczas, że nie szło o to, czym kościół grzeszy jako instytucja religijna, lecz o to, w jakiej mierze staje na przeszkodzie do gotującej się rewolucji politycznej, w której głównymi pionierami byli pisarze.

Same zasady zarządu kościelnego były przeciwnością tych, które usiłowano wprowadzić do rządu cywilnego. Kościół opierał się głównie na tradycji: pisarze szerzyli pogardę dla wszelkich instytucji, spoczywających na poszanowaniu przeszłości; kościół przyznawał wyższą władzę ponad rozum indywidualny; pisarze odwoływali się tylko do niego; kościół spoczywał na hierarchii; pisarze dążyli do równości. Porozumienie mogłoby nastąpić jedynie wtedy, gdyby uznano, że społeczeństwo polityczne i społeczeństwo religijne różnią się istotnie i nie mogą się rządzić według tych samych zasad. Lecz XVIII w. daleki był od tej myśli; zdawało się więc, że dotrzeć do instytucji państwowych można było nie inaczej, jak burząc kościelne, które służyły im za wzór. Obok tego kościół był wówczas jedną z pierwszych potęg politycznych, a przy tym najbardziej nienawistną.

Prócz tych przyczyn ogólnych były specjalne, oddziałujące na pisarzy. Kościół był tą instytucją, która bezpośrednio była dla nich wroga, której specjalnym obowiązkiem było śledzić postęp myśli i poddawać cenzurze jej utwory. Broniąc wobec niego wolności myśli, literaci bronili własnej sprawy i zrywali przede wszystkim te więzy, które ich najwięcej krępowały. Obok tego kościół był najmniej obronną częścią tej twierdzy, którą atakowali. Potęga jego słabła w miarę wzrostu władzy królów; z roli pana przeszedł na stopień równości z rządami świeckimi, a następnie korzystał z ich protekcji. Odbywała się tu wymiana usług: rządy broniły kościoła siłą materialną, kościół popierał je swoją powagą.

Chociaż królowie francuscy nazywali się starszymi synami kościoła, kładli jednak w obronę kościoła nierównie mniej gorliwości niż w obronę własnych rządów. Ten zakaz połowiczny, zastosowany do nieprzyjaciół kościoła, nie osłabiał ich, lecz wzmacniał. Prześladowanie powolne a hałaśliwe skłaniało raczej do dalszej pracy literackiej, niż zniechęcało do niej.

„Przypuszcza pan”, pisał Diderot do Davida Hume’a143 w r. 1768, „że nasza nietolerancja lepiej sprzyja postępowi umysłowemu niż wasza wolność bezgraniczna; Holbach144, Helwecjusz145, Morellet146 i Suard147 sądzą inaczej”.

Jednak Szkot miał rację. Jako mieszkaniec kraju wolnego miał jego doświadczenie. Diderot sądził jak literat, Hume jak polityk.

Żaden Amerykanin nie wątpi, że religia sprzyja trwałości praw i porządku społecznego. Nie ma jednak kraju na świecie, w którym najśmielsze nauki polityczne filozofii XVIII w. były zastosowane tak szeroko jak w Ameryce. Tylko doktryny przeciwne religii nie znajdują tam powodzenia, wbrew bezgranicznej wolności prasy. Toż samo w Anglii. Nauki przeciwne religii rozwijały się tam wcześniej niż we Francji, a Bolingbroke148 był nauczycielem Voltaire’a. Lecz nigdy duch antyreligijny nie znalazł tam powszechnego uznania. Wielkie partie polityczne, jak to zwykle bywa u ludów wolnych, uznały za korzystne dla siebie połączyć sprawę swoją ze sprawą kościoła, a sam Bolingbroke stał się sprzymierzeńcem biskupów.

A i w samej Francji szlachta, która była najbardziej niewierzącą klasą przed rokiem 1789, stała się najbardziej pobożną po r. 1793, pierwsza poniosła klęskę i pierwsza się nawróciła; burżuazja, skoro uczuła się zachwiana w swym tryumfie, wróciła również do wierzeń religijnych. Stopniowo niewiara zaczęła się taić, w miarę tego jak ujawniała się obawa rewolucji.

Inaczej było przed rewolucją: wyższe klasy Francji tak odzwyczaiły się od spraw państwowych i tak mało rozumiały rolę religii w rzeczach rządowych, że zamiast zwalczać niewiarę, szerzyły ją na klasy niższe. Zrobiły z tego rodzaj rozrywki w swym próżniaczym życiu. Kościół francuski, posiadający dotąd znakomitych mówców, uczuł się odosobniony. Pogodził się ze stratą wierzeń, byle zachować bogactwo i stanowisko.

Ponieważ przeciwnicy chrześcijaństwa podnosili głos, a wierzący milczeli, stało się to, co się nieraz dzieje w innych sferach: ci, którzy zachowali wiarę, bali się podać głos, aby nie okazać się samotnymi. Tak więc to, co było opinią części narodu, uchodziło za przekonanie wszystkich.

Fakt, że wszystkie religie zostały zdyskredytowane ku końcowi XVIII w., okazał największy wpływ na rewolucję i nadał jej charakter; nic nie przyczyniło się w tej mierze do nadania jej owej straszliwej postaci, w której ukazała się światu.

Serca, opróżniane przez religię, napełniły się uczuciami i ideami, które ją zastąpiły. Ludzie ówcześni wierzyli w siebie. Nie wątpili o zdolności do bezgranicznego doskonalenia się, wierzyli w potęgę człowieka; wierzyli w jego cnotę. Uczucia te i namiętności stały się ich nową religią, odrywającą ich od egoizmu, popychającą do bohaterstwa i poświęcenia siebie samego.

Długo studiowałem dzieje i mogę twierdzić, że nie znam innej rewolucji, w której od samego początku ujawniłoby się tyle szczerego patriotyzmu, tyle bezinteresowności, tyle prawdziwej wielkości.

Rozdział III. Francuzi dążyli do reform wprzód niż do swobód

Godne jest uwagi, że ze wszystkich idei i uczuć, które przygotowały rewolucję, zamiłowanie do wolności politycznej ujawniło się ostatnie i pierwsze znikło.

Przestarzały gmach rządowy zaczął chwiać się od dawna, lecz o wolności jeszcze nie myślano. Voltaire zaledwie o niej myśli: w Listach o Anglii149 najmniej mówi o parlamencie. Najbardziej zazdrości Anglikom ich wolności literackiej, o politytycznej zaś nie myśli, jak gdyby pierwsza mogła istnieć bez drugiej.

W połowie XVIII stulecia ukazuje się szereg pisarzy, traktujących specjalnie o zagadnieniach państwowych. Podobieństwo zasad stało się przyczyną wspólnej nazwy fizjokratów150, czyli ekonomistów. Wystąpili oni na widownię dziejową z mniejszą świetnością niż filozofowie, lecz wywarli nie mniejszy wpływ na rewolucję; sądzę nawet, że z ich dzieł można lepiej poznać jej właściwy charakter. Filozofowie nie wykraczali poza bardzo szerokie koło idei ogólnych w zakresie polityki; ekonomiści zaś, nie opuszczając dziedziny teorii, zbliżali się więcej do faktów. Pierwsi mówili o tym, co mogło być przedmiotem marzenia, drudzy wskazywali niekiedy, co można było uczynić. Wszystko, co miało upaść wskutek rewolucji, zostało przez nich potępione, a z tego, co miało powstać, prawie wszystko znajduje się w jej dziełach, chociaż w zawiązku.

Nie dość na tym, w ich książkach ujawnia się znany nam duch rewolucyjny i demokratyczny. Potępiają oni nie tylko przywileje, lecz wszelką nierówność. Co przeszkadza ich planom, powinno być zniesione i prawo prywatne podporządkowane korzyści ogółu.

Przeszłość zasługuje w oczach ekonomistów na bezgraniczną pogardę. Nie było instytucji tak trwałej i tak dawnej, której nie zawahaliby się znieść, jeśli stała na przeszkodzie symetrii ich planów. Jeden z nich proponował znieść wszystkie podziały terytorialne i zmienić nazwy prowincji na 40 lat przed tym, niż Konstytuanta urzeczywistniła ten plan.

Ekonomiści układali plany wszystkich reform społecznych i administracyjnych, kiedy jeszcze myśl o instytucjach wolnościowych nie powstała w ich umyśle.

Wprawdzie zasada laisser faire151 i laisser passer152 znajdowała powszechne uznanie w zakresie handlu i przemysłu, lecz większość ekonomistów nieprzyjazna jest zgromadzeniom miejscowym i idei równowagi władzy. „Systemat przeciwwagi w rządzie”, powiada Quesnay153, „jest myślą fatalną”. Za jedyny środek przeciw nadużyciu władzy uważa się oświatę. „Despotyzm niemożliwy, jeśli naród jest oświecony”, powiada Quesnay. Nawet dla Turgota, tak wyróżniającego się wśród masy ekonomistów, główną rękojmią polityczną jest wychowanie ludu w pewnym duchu, według pewnych zasad. Żądanie wolności politycznej przychodzi u niego później.

Wolność polityczna należała wówczas we Francji do przeszłości; ułamki jej, pozostałe gdzieniegdzie, szkodziły raczej postępowi, niż mu sprzyjały. Ekonomistom wydawało się niepodobieństwem zużytkować je dla wykonania zamierzonego przez nich przewrotu. Administracja królewska, zdawało się, mogła wykonać to łatwiej i pewniej. Ta nowa forma władzy nie pochodziła z instytucji średniowiecznych, a na równi z nimi nienawidziła wszystkie dawne władze, pochodzące z feudalizmu. Istnienie takiego rządu we Francji uważano za okoliczność niezwykle szczęśliwą. „Francja”, powiada Letronne, „znajduje się w nierównie lepszym położeniu niż Anglia; można tu bowiem w jednej chwili urzeczywistnić reformy, kiedy w Anglii mogą im zawsze przeszkodzić stronnictwa”. Nie należało więc znosić władzy absolutnej, lecz zwrócić ją na właściwą drogę. „Konieczne jest, aby władza państwowa rządziła zgodnie z prawami przyrodzonymi”, pisze Lemercier de la Rivière154, „a skoro się tak dzieje, powinna być wszechmocna”. Ekonomiści nie tylko liczą na administrację królewską dla urzeczywistnienia swoich planów, lecz zapożyczają od niej ideę rządu, który chcą stworzyć.

Według ich poglądu państwo nie tylko jest powołane, by rządzić narodem, lecz i kształtować go; powinno ono formować umysły obywateli według pewnego planu, udzielać im pewnych myśli i uczuć; nie tylko ma ono poddawać ludzi pewnym instytucjom, lecz może zupełnie je przerabiać. „Państwo może uczynić z ludzi, co zechce”, powiada Bodeau155.

Ogromna władza społeczna, którą kreśli ich wyobraźnia, nie tylko większa jest od wszystkich, jakie znali, lecz różni się od nich pochodzeniem i charakterem. Nie pochodzi ona od Boga, nie wiąże się z tradycją, jest bezosobowa; imię jej nie król, lecz państwo. Pochodzi ona od ogółu, reprezentuje interesy wszystkich i powinna podporządkowywać prawa jednostek woli ogółu.

Myśl ich oswoiła się z tą formą tyranii demokratycznej, nieznanej wiekom średnim. Lud, złożony z równych jednostek, uznany jest za jedynego władcę prawnego, a jednak pozbawiony wszelkich środków, przy których pomocy mógłby kierować rządem swym lub go kontrolować. Nad tą masą wznosi się jeden jej reprezentant i pełnomocnik, działający w jej imieniu, prawnie jej agent, faktycznie jej pan.

Nie widząc dokoła nic, co by odpowiadało temu ideałowi, szukają wzorów w Azji. Sądzę, że nie przesadzę, twierdząc, że nie ma ekonomisty, który by w dziełach swoich nie zachwycał się Chinami. Były one dla nich tym, czym później była Anglia, a w końcu Ameryka dla wszystkich Francuzów. Wzrusza ich widok kraju, którego monarcha obdarzony władzą bezwzględną, a jednak wolny od przesądów, raz na rok własnoręcznie orze, aby uczcić rzemiosło kraju, gdzie wszystkie urzędy zdobywa się drogą uczonych konkursów, gdzie filozofia zastępuje religię, a uczeni arystokrację.

Błędne jest mniemanie o niedawnym pochodzeniu teorii socjalistycznych; socjaliści istnieją jednocześnie z pierwszymi ekonomistami, a gdy ekonomiści posługują się silnym rządem, stworzonym przez ich fantazję, dla zmiany form społecznych, socjaliści chcą przy pomocy tejże władzy zburzyć podstawy społeczeństwa.

Przeczytajcie Le code de la nature156 Morelly’ego157, a znajdziecie w nim, obok myśli o bezgranicznej władzy państwa, wspólność majątku, prawo do pracy, bezwzględną równość, jednostajność i regularność w postępowaniu jednostek, tyranię reglamentacji i zupełne pochłonięcie jednostki przez ogół.

„Nic nie będzie należało do kogokolwiek bądź prywatnie”, powiada pierwszy artykuł tego kodeksu. „Własność jest nienawistna, a kto zechce ją przywrócić, podlega dożywotniemu więzieniu jako niebezpieczny obłąkaniec i wróg ludzkości. Środki do życia, rozrywki i praca dostarczane będą każdemu z obywateli kosztem ogółu”, czytamy w artykule drugim. „Wszystkie produkty gromadzone będą w składach publicznych, aby rozdzielić je między wszystkich obywateli w miarę ich potrzeb”.

„Miasta będą budowane według jednego planu; wszystkie domy prywatne będą do siebie podobne. Po osiągnięciu pięciu lat, wszystkie dzieci będą odbierane rodzicom i oddane na wychowanie publiczne i jednakowe”. Książka ta powstała w r. 1775, w tym samym czasie, kiedy Quesnay zakładał swoją szkołę; centralizacja i socjalizm są owocami jednej gleby.

Około r. 1750 cały naród nie stawiał większych wymagań w zakresie politycznym nad te, które poznaliśmy u ekonomistów. Żądał on reform bardziej niż praw i gdyby na tronie francuskim znalazł się monarcha światły i postępowy, mógłby wykonać wiele z reform politycznych i społecznych, dokonanych przez rewolucję, nie tylko nie tracąc korony, lecz przeciwnie, potęgując swoją władzę. Opowiadają, że jeden z ministrów Ludwika XV, Machault158, miał ten pomysł i zakomunikował go królowi; lecz takie przedsięwzięcie może wykonać tylko ten, kto sam je obmyślił.

W 20 lat później stosunki się zmieniły: przed umysłami Francuzów stanął obraz wolności, wabiąc je ku sobie. Objawia się to w wielu zakresach. W prowincjach znowu chcą rządzić się samodzielnie; szerzy się myśl, że naród jako całość ma prawo brać udział w rządzie; ożywia się wspomnienie dawnych Stanów Generalnych. Naród, który znienawidził był własną historię, z przyjemnością wspomina ten jeden jej rozdział. Nowy prąd porywa ekonomistów i każe im wciągnąć do systematu swego niektóre z instytucji wolnościowych.

Gdy w r. 1771 zniesione zostały parlamenty, ogół, który tyle cierpiał od ich przesądów, został wzburzony ich upadkiem. Zdawało się, że znikła ostatnia zapora samowładzy królewskiej.

Opozycja ta dziwiła i oburzała Voltaire’a. Sądził on, że edykt, znoszący parlamenty, zawierał wiele użytecznych innowacji. Nie będąc przez dłuższy czas w Paryżu, sądził on, że usposobienie ogółu zostało takie, jak było. Lecz Francuzi nie zadowalali się już życzeniem, aby sprawy ich prowadzono lepiej: zaczynali pragnąć zająć się nimi sami. Stawało się jasne, że wielki przewrót, przygotowany przez bieg wypadków, dokonany zostanie nie tylko za zgodą ludu, lecz i przez sam lud.

Lud, tak źle przygotowany do działalności samodzielnej, skoro tylko postanowił wszystko przekształcić, powinien był wszystko zburzyć. Rewolucja, znosząc tyle instytucji, pojęć i nawyknień, wrogich dla wolności, zburzyła i takie, bez których wolność, zdaje się, nie może istnieć. Gdy Francuzi uczuli zamiłowanie do wolności politycznej, przywłaszczyli sobie szereg pojęć politycznych, nieprzyjaznych dla instytucji wolnościowych lub niezgodnych z nimi. Uznali oni za ideał taki ustrój, w którym nie ma innej arystokracji prócz urzędników, w którym zjednoczona i wszechpotężna administracja rządzi i opiekuje się wszystkimi. Chcąc zostać wolnymi, nie myśleli wyrzec się tego punktu wyjścia, starali się tylko pogodzić go z ideą wolności.

Stosownie do tego chcieli połączyć bezgraniczną centralizację administracyjną z przewagą zgromadzenia prawodawczego. Naród, jako całość, otrzymywał najwyższe władztwo, lecz każdy obywatel poddany zostawał uciążliwej zależności; od pierwszego żądano doświadczenia i cnót narodu wolnego, od drugiego zalet dobrego sługi.

Często zadaję sobie pytanie, gdzie tkwi źródło tej namiętności do wolności politycznej, pod której wpływem ludzie dokonywali największych czynów, jakie ludzkość wydała.

Widzę, że ludy źle rządzone często pragną samorządu; lecz takie pragnienie niezależności, spowodowane przez okoliczności przemijające, nie jest trwałe: zdawało się, że ludzie kochali wolność; w rzeczywistości nienawidzili swego pana.

Nie sądzę także, aby prawdziwa miłość wolności była wynikiem korzyści przez nią wytworzonych, albowiem zależność taka nie jest bezwzględna: czasem despotyzm przynosi dobrobyt i bogactwa. Ludzie, którzy tylko cenią materialną korzyść wolności, nie są w stanie utrzymać jej przez czas dłuższy.

To, co przywiązuje do wolności serca niektórych w sposób trwały i silny, są to jej własne zalety, jej urok, niezależny od korzyści. Polega on na prawie mówienia i działania bez ograniczeń, ulegając tylko prawom. Kto szuka czego innego w wolności, stworzony jest dla niewoli.

Są narody, które dążą do wolności, nie zważając na niebezpieczeństwa i klęski; znaczy to, że kochają samą wolność, nie zaś korzyści, do których ona prowadzi. Inne doznają znużenia wolnością wśród swego dobrobytu; pozwalają odebrać ją sobie bez oporu, obawiając się zakłócić swój spokój wysiłkami. Czego brakuje im, aby zostać wolnymi? Jednej rzeczy: pragnienia wolności.

Rozdział IV. Że panowanie Ludwika XIV należało do najszczęśliwszych okresów dawnej monarchii i w jaki sposób okoliczność ta przyśpieszyła rewolucję

Nie ulega wątpliwości, że potęga Francji zaczęła wyczerpywać się za Ludwika XIV w., tym samym czasie, gdy monarcha ów święcił tryumfy nad Europą. Francja zrujnowana była na długo przed tym, zanim przestała odnosić zwycięstwa. Któż nie czytał przerażającej statystyki administracyjnej Vaubana159? Intendenci mówią w raportach swoich w końcu XVII w., a więc przed nieszczęśliwą wojną o następstwo tronu hiszpańskiego160, o ruinie narodowej jako o fakcie niezbyt nowym. U jednego czytamy: „W tej generalności (prowincji) ludność znacznie zmniejszyła się w ciągu lat ostatnich”. „Miasto to, niegdyś bogate i kwitnące, obecnie pozbawione jest przemysłu”, powiada drugi. „W prowincji istniały niegdyś zakłady przemysłowe, lecz teraz zostały zarzucone”, pisze trzeci. „W ciągu ostatnich lat 30 ludność i przemysł zmniejszyły się na jedną piątą”, donosi czwarty itd.

Ponieważ klęski te były wynikiem wadliwego ustroju państwowego, ani śmierć Ludwika XIV, ani pokój nie mogły przywrócić dobrobytu. Wszyscy pisarze pierwszej połowy XVIII w. byli tego zdania, że położenie prowincji nie polepsza się. Wielu sądziło, że się pogarsza; według ich zdania jeden tylko Paryż miał wzrastać i bogacić się.

Nie wydaje mi się prawdopodobne, iżby Francja chyliła się wciąż ku upadkowi podczas pierwszej połowy XVIII w., lecz rozpowszechnienie tej opinii wśród ludzi obeznanych z sytuacją świadczy, iż przynajmniej nie było widocznego postępu. Wszystkie dokumenty z owej epoki zaznaczają rodzaj letargu wśród społeczeństwa. Rząd obraca się w dawnej rutynie; miasta nie troszczą się o dobrobyt i higienę; nawet osoby prywatne nie rozpoczynają przedsięwzięć donioślejszych.

Dopiero na lat 30 lub 40 przed rewolucją we wszystkich częściach organizmu społecznego daje się dostrzec jakieś wstrząśnienie wewnętrzne. Z początku jest ono tak słabe, że tylko uważne badanie je wykrywa, lecz stopniowo staje się coraz bardziej charakterystyczne i jasne. Z każdym rokiem ruch wzrasta i przyśpiesza się: ogarnia cały naród, który, zdaje się, ożywa na nowo. Lecz nie jest to dawne życie jego, nowy duch wprawił w ruch to olbrzymie cielsko, wstrząsając je na chwilę, aby następnie doprowadzić je do rozkładu.

Każdy zaczyna czuć niezadowolenie ze swego stanowiska, usiłuje znaleźć lepsze; są to niecierpliwe poszukiwania, które każą przeklinać przeszłość i marzyć o ustroju przeciwnym istniejącemu.

Duch ten przenika nawet sfery rządowe. Intendenci i kontrolerzy generalni w r. 1780 są zupełnie inni niż w r. 1740. Czynne są te same prawa, istnieje podobnaż samowola, lecz cele są odmienne. Intendent dawny troszczył się tylko o to, by utrzymać prowincję w karności, werbować milicję, a przede wszystkim zbierać podatki; teraz ma głowę pełną projektów: drogi, kanały, przemysł, handel, a przede wszystkim rolnictwo pochłaniają myśl jego. Sully161 staje się modny wśród administracji. Wtedy to powstają owe towarzystwa rolnicze, konkursy, premie; cyrkularze kontrolerów generalnych stają się podobne do traktatów o rolnictwie.

Zmiana usposobienia rządzących ujawnia się przede wszystkim w sposobie pobierania podatków. Prawodawstwo, jak i dawniej, ujawnia nierówność, samowolę i okrucieństwo, lecz praktyka łagodzi wszystkie jego wady.

„Ileż nadużyć i przykrości może się popełniać przy pobieraniu podatków”, powiada zgromadzenie prowincjonalne dolnej Normandii w r. 1787; powinniśmy jednak oddać sprawiedliwość złagodzeniom, które zaczęto urzeczywistniać w ostatnich latach”.

Dokumenty potwierdzają tę uwagę. Dostrzegamy w nich poszanowanie wolności i życia ludzkiego. Szczególniej zaś widzimy tu troskliwość o klasę ubogą, której przedtem nie było żadnych śladów. Skarb rzadziej ucieka się do środków gwałtownych, częściej daruje niedobory, rozdaje obfite zapomogi. Niekiedy Ludwik XVI sam wchodzi w szczegóły tych zapomóg.

Jednocześnie dobrobyt ogólny rośnie z bezprzykładną szybkością: ludność wzrasta, a jeszcze szybciej bogactwo. Nie wstrzymuje tego wzrostu i wojna amerykańska; państwo zaciąga długi, lecz osoby prywatne wzbogacają się, potęguje się duch przedsiębiorczości.

Jeden z ówczesnych administratorów zaznacza, że od roku 1774 rozwój przemysłu przyśpieszył wzrost wszystkich podatków pośrednich. „Można uważać”, powiada Necker w sprawozdaniu swoim za r. 1771, „że suma podatków pośrednich wzrasta rocznie na 2 miliony”. Artur Young twierdzi, że w r. 1778 obrót handlowy w Bordeaux162 był większy niż w Liverpoolu163; że we Francji handel morski podwoił się w ciągu ostatnich 20 lat. Rzec można, że w żadnej dobie, która nastąpiła po rewolucji, dobrobyt we Francji nie rozwijał się tak szybko, jak w ciągu 20 lat, które ją poprzedziły.

Wzrost ten dobrobytu wobec wad rządu tłumaczy się tym, że istniały we Francji dwie sprężyny, które wystarczały na jego wytworzenie. Były nimi: rząd, który, pozostając silnym, stracił swój charakter despotyczny, oraz naród, który w wyższych warstwach był najbardziej oświeconym i wolnym ludem Europy.

Król mówił w dalszym ciągu tonem władcy, lecz w rzeczywistości sam posłuszny był opinii publicznej. Już w r. 1774, Necker pisał w jednym z dokumentów urzędowych: „Większość cudzoziemców nie może utworzyć sobie pojęcia o wpływie, jaki ma obecnie opinia publiczna we Francji; trudno im pojąć, co to za siła niewidzialna, która rządzi nawet w pałacu królewskim. A jednak tak jest istotnie”.

Lecz w miarę tego, jak rozwija się ów dobrobyt, wzrasta w umysłach niezadowolenie i nienawiść do dawnych instytucji. Naród widocznie zmierzał ku gwałtownemu przewrotowi.

Nie dość na tym: głównym ogniskiem rewolucji stają się te części Francji, w których dobrobyt był największy. Takimi dzielnicami były okolice Paryża. Wolność i własność włościan były tu zabezpieczone lepiej niż gdzie indziej; pańszczyzna osobista znikła na długo przed r. 1789; zbieranie podatku osobistego stało się bardziej regularne. Przeciwnie, nigdzie nie zachował się dawny ustrój w tak pierwotnej formie, jak wzdłuż dolnego brzegu Loary164, w bagnach Poitou165, wśród łąk Bretanii166. Tu właśnie rozniecił się ogień wojny cywilnej, tu rewolucja spotkała najbardziej zacięty opór. Rzec można by, że Francuzi znajdowali położenie swoje tym mniej znośnym, im więcej się ono polepszało.

Zdaje się to dziwne, a jednak historia pełna jest podobnych przykładów. Nie zawsze przejście od złego stanu do dobrego powoduje rewolucję. Najczęściej zdarza się, że naród, który znosił bez skargi i jakby w znieczuleniu prawa najbardziej uciążliwe, burzliwie zrzuca ich jarzmo, skoro tylko uczuje ulgę. Ustrój, który burzy rewolucja, bywa prawie zawsze lepszy od tego, który go bezpośrednio poprzedzał, a doświadczenie potwierdza, że największym niebezpieczeństwem dla złego rządu jest chwila, w której zaczyna się poprawiać. Tylko geniusz może ocalić monarchę, który postanowił ulżyć losowi swoich poddanych. Zło, które znoszono cierpliwie, jako rzecz nieuniknioną, staje się nieznośne w chwili, gdy powstaje myśl, że można się go pozbyć. Wówczas, ilekolwiek się usunie nadużyć, te, które zostają, występują jeszcze jaskrawiej, uczucie staje się bardziej naprężone: zło wprawdzie zmniejszyło się, lecz urosła wrażliwość.

Feudalizm, w rozkwicie sił swoich, nie budził wśród Francuzów takiej nienawiści, jak w chwili, gdy miał zniknąć. Najmniejsze objawy samowoli za Ludwika XVI wydawały się bardziej nieznośne niż cały despotyzm Ludwika XIV; krótkie uwięzienie Beaumarchais’go167 wywołało w Paryżu większe wzburzenie niż dragonady168.

W r. 1780 nikt nie myślał, że Francja chyli się ku upadkowi; prędzej rzec można było wówczas, że nie ma granic jej postępowi. Wówczas to powstała nauka o zdolności człowieka do bezgranicznego i nieustannego doskonalenia się. Na lat 20 przedtem nie pokładano żadnych nadziei w przyszłości; teraz wszystkiego spodziewano się po niej. Przedsmak tego szczęścia, oczekiwanego w bliskiej przyszłości, czynił ludzi obojętnymi na dobra, które już uzyskali, i porywał ich ku nieznanym nowościom.

Obok tych przyczyn ogólnych działały inne, nie mniej potężne. Chociaż zarząd finansów polepszył się na równi ze wszystkim innym, zachował on jednak wady dawnych rządów.

Same dążenia rządu do podniesienia dobrobytu, zapomogi i premie, przedsiębiorstwa publiczne, zwiększały wydatki, nie potęgując dochodów w tej samej mierze. Na równi ze swymi poprzednikami król zostawiał swoich wierzycieli bez zadośćuczynienia; wypłata procentów była niepewna, a nawet wzrost kapitału zależał jedynie od uczciwości monarchy. Nadużycia te nie były nowe, lecz nowe było wrażenie, które one wywoływały; w społeczeństwie i w rządzie zaszły zmiany, wskutek których mniejsze wady odczuwało się bez porównania silniej.

W ciągu ostatnich lat 20, od czasu jak rząd stał się czynny i zajmował się rozmaitymi przedsiębiorstwami, został on największym konsumentem i pracodawcą w kraju. Wzrosła w ogromnej mierze liczba osób, utrzymujących z nim stosunki pieniężne. Majątek rządowy splątał się w sposób dotąd niebywały z majątkami prywatnymi, a zły zarząd finansowy, który dotąd był tylko klęską publiczną, staje się odtąd także nieszczęściem wielu rodzin. W r. 1789 rząd winien był około 5 milionów liwrów wierzycielom, którzy byli jednocześnie dłużnikami, i którym niewypłacalność rządu przyczyniała kłopot podwójny.

Oto dlaczego rentierzy, handlarze i przemysłowcy, stanowiący klasę najbardziej nieżyczliwą dla inowacji politycznych, a gotową ulegać prawom nawet pogardzonym i nienawistnym, tym razem okazali się najbardziej niecierpliwi i stanowczy w sprawie reformy; domagali się przede wszystkim zupełnego przeobrazowania systemu politycznego, nie rozumiejąc, że wstrząsając tą częścią rządu, ryzykowali obalenie wszystkiego pozostałego.

Rozdział V. Jak doprowadzono lud do powstania, chcąc ulżyć jego położeniu?

Ponieważ lud w ciągu 140 lat nie ukazywał się ani razu na widowni politycznej, przestano myśleć o tym, że może kiedykolwiek na niej wystąpić; widząc jego nieczułość, traktowano go jako pozbawionego słuchu i rozprawiano o nim, nie krępując się jego obecnością. Zdawało się, że tylko wyższe klasy usłyszą te mowy, i obawiano się raczej, że nie zostaną dostatecznie zrozumiane.

Ludzie, którzy mieli powód w największym stopniu obawiać się gniewu ludu, mówili w jego obecności o niesprawiedliwościach, które znosił, wytykali wadę instytucji, które go uciskały. Wymownie opisywali, jak źle wynagradza się pracę i ofiary. Nie mam tu na myśli pisarzy, lecz agentów rządowych i klasę uprzywilejowaną.

Na 13 lat przed rewolucją, robiąc próbę zniesienia robocizny, król we wstępie do edyktu mówi, co następuje: „Wszędzie, z wyjątkiem niewielu krajów rządzonych przez stany (pays d’états), gościńce były przeprowadzone bez wynagrodzenia przez najbiedniejszą część naszych poddanych. Cały więc ciężar tej powinności spadł na tych, których cały majątek stanowią ich ręce, a dla których gościńce nie mają pierwszorzędnego znaczenia. Najbardziej zainteresowani są tu właściciele ziemscy, osoby uprzywilejowane, których majątki rosną w cenie przy budowie dróg. Zmuszając najuboższą klasę do utrzymywania gościńców i oddawania bezpłatnie swojego czasu i pracy, odbierają jej ostatnią możność walki z nędzą i głodem, aby zmusić do pracy na korzyść bogatych”.

W tym samym czasie, chcąc znieść ucisk korporacji rzemieślniczych, pisano w imieniu króla, „że prawo do pracy jest najświętszą ze wszystkich form własności, że wszelkie prawa, przynoszące im ujmę, gwałcą to prawo przyrodzone i jako takie powinny być uważane za nieistniejące, że w ogóle istniejące korporacje są instytucjami potwornymi i despotycznymi, owocem egoizmu, chciwości i gwałtu”.

Słowa te były niebezpieczne, a jeszcze bardziej niebezpieczne było to, że pisano je na próżno. W kilka miesięcy po tych edyktach przywrócono i korporacje, i robociznę.

Powiadają, iż słowa te dyktował Turgot; lecz podobneż zdania spotykamy i u jego następców. Szczególniej zaś w lata głodowe edykty miewały taki charakter, jak gdyby starano się nie tyle pomóc ludowi, ile rozniecić jego namiętności. Jeden z intendentów, pragnąc wzbudzić litość ludzi zamożnych, mówi o „niesprawiedliwości i nieczułości owych właścicieli ziemskich, którzy cały majątek swój obowiązani są pracy nędzarzy, a pozwalają im umierać z głodu w chwili, gdy ci nad siły pracują, aby nadać większą wartość ich majątkom”.

Do końca rządów monarchicznych walka pomiędzy władzami administracyjnymi dawała powód do podobnych manifestacji: współzawodniczące strony oskarżają się wzajemnie jako winowajcy klęsk ludowych. Tak podczas kłótni między parlamentem tuluskim169 a królem w kwestii wolnego przywozu zboża (r. 1772) parlament powiada: „Rząd niewłaściwymi środkami swymi ryzykuje zamorzyć głodem ubogich”. Na to król odpowiada: „ambicja parlamentu i chciwość bogaczów doprowadziły do klęski ludowej”. Tak więc z obu stron wpaja się ludowi tę myśl, że powinien szukać wśród wyższych klas winowajców nieszczęść swoich. Wszystko to znajduje się nie w tajnej korespondencji, lecz w dokumentach publicznych, rozrzucanych przez obie strony w tysiącach egzemplarzy.

Niekiedy król surowo karci swoich poprzedników, nie oszczędzając i siebie. „Skarb obciążony był długami, dzięki trwonieniu pieniędzy przez kilka panowań. Niektóre z nietykalnych posiadłości naszych zostały sprzedane za bezcen”, czytamy w jednym z dokumentów; „korporacje rzemieślnicze są przeważnie wytworem chciwości fiskalnej królów”, mówi inny.

„Jeśli zdarzało się ponosić niepotrzebne wydatki i jeśli podatek osobisty urósł nadmiernie”, czytamy gdzie indziej, „pochodzi to stąd, że zarząd finansowy uciekł się do tego podatku, jako niepodlegającego wiadomości publicznej, chociażby inne źródła dochodów były mniej uciążliwe dla naszych dochodów”.

Wszystko to mówiło się dla ludzi wykształconych, aby przekonać ich o użyteczności pewnych środków, nagannych ze stanowiska interesów prywatnych. Co zaś do ludu, uważano za pewnik, iż słucha, nie rozumiejąc. Trudno zaprzeczyć, że w samej tej życzliwości względem ludu ukrywa się pewna pogarda, i że ów stosunek do ludu przypomina uczucia pani du Châtelet170, która nie żenowała się rozbierać się przy swoich lokajach, nie będąc zupełnie pewna, czy są oni ludźmi.

Nie tylko ministrowie Ludwika XVI przemawiali w ten sposób: klasy uprzywilejowane, na które miał skierować się przeważnie gniew ludu, używały tych samych wyrażeń. Wyższe warstwy społeczne we Francji zaczęły interesować się losem klasy ubogiej znacznie wcześniej, niż miały powód jej się obawiać. W ciągu dziesiątka lat, poprzedzającego rok 1779, ustawicznie zajmowano się losem włościan, wyszukiwano sposoby ulżenia mu; lecz w tych objawach współczucia dostrzega się ten sam brak przezorności, który ujawniła tak długo trwająca obojętność na klęski ludu. Żurnale171 stanów prowincjonalnych od r. 1779 pełne są wyrazu tych uczuć. Stany prowincjonalne dolnej Normandii w r. 1787 powiadają: „Zbyt często zdarzało się, że pieniądze, asygnowane przez króla na utrzymanie gościńców, służyły dla dogodności zamożnych, nie przynosząc korzyści ludowi. Używano je często na uprzyjemnienie dostępu do jakiegoś pałacu, zamiast polepszenia drogi do miasteczka lub wsi”.

Jednocześnie z tym współczuciem dla ludu objawia się i nietajona dla niego pogarda. Stany prowincjonalne Gujenny, gorąco popierając interesy ludu, nazywają jednocześnie włościan istotami nieokrzesanymi i brutalnymi, kapryśnymi i okrutnymi, charakterami niepodatnymi. Wyrażenia podobne spotykamy nawet u Turgota, który tyle uczynił dla ludu. Spotykamy je w aktach, przeznaczonych do publikacji, rozpowszechnianych wśród włościan.

W miarę zbliżenia się r. 1789 współczucie dla ludu wzrasta i staje się coraz mniej roztropne. Jeden z cyrkularzy, podpisanych przez członków zgromadzenia prowincjonalnego, z których trzech należało do szlachty, a jeden do duchowieństwa, nakazuje syndykom każdej parafii zebrać włościan i zapytać ich, jakie mają zarzuty przeciwko sposobowi rozłożenia i pobierania podatków; ile jest osób korzystających z przywilejów podatkowych, jaka wartość ich majątku, ile majątków kościelnych i jaką kwotę powinni byliby zapłacić zamożni, gdyby istniała równość podatkowa. Było to wytknięcie palcem klęsk ludu i ich winowajców, wykazanie małej liczby uprzywilejowanych, rozbudzenie chciwości, zazdrości i nienawiści. Ci, którzy to czynili, zupełnie zapomnieli o Żakerii172, Młócarzach173 (fr. les maillotins) i Radzie Szesnastu174 (fr. les Seize). Nie mogłem wyszukać wszystkich relacji, przysłanych w odpowiedzi na te zabójcze pytania, lecz znalazłem niektóre, charakteryzujące ducha, który je podyktował. Wskazane są tam imiona wszystkich uprzywilejowanych, opisany ich tryb życia, wartość majątku, charakter przywilejów i uszczerbek, który przyczyniają innym mieszkańcom wsi; wyliczone są dochody, nie mniej jak i dochody proboszczów, które uważane są za nadmierne; zaznacza się, że w kościele za wszystko trzeba płacić i że ubogiego nawet nie pogrzebią darmo. Co zaś do podatków, to wszystkie rozłożone są niesprawiedliwie. O wszystkim mówi się z widocznym podrażnieniem.

W takim badaniu czujemy nie tylko zbliżanie się rewolucji; widzimy ją obecną, z jej mową, z jej fizjonomią charakterystyczną.

Między przewrotem religijnym XVI stulecia a rewolucją francuską daje się dostrzec jedna wielka różnica. W XVI w. większość możnych świata zaczęła zmieniać wyznanie dla pobudek ambitnych lub przez chciwość; przeciwnie, lud przyjął tę zmianę, nie spodziewając się żadnych korzyści. W XVIII st. działo się inaczej; wówczas klasy oświecone porwane zostały przez idee bezinteresowne i przez wspaniałomyślne sympatie, gdy, przeciwnie, bolesne poczucie krzywd swoich i pragnienie zmiany swego położenia popychały lud ku rewolucji. Zapał pierwszych uzupełniał skutki tych przyczyn, które rozbudziły i uzbroiły gniew i pożądliwość drugiego.

Rozdział VI. O pewnych sposobach, którymi rząd zakończył wychowanie rewolucyjne ludu

Rząd już od dawna pracował nad wpojeniem w umysły ludu tych idei, które później nazwano rewolucyjnymi, idei wrogich jednostce i prawom prywatnym, a prowadzącym do gwałtu. Sami królowie dali przykład pogardy dla dawnych instytucji. Widząc upadek parlamentu, który był prawie rówieśnikiem władzy królewskiej i wydawał się dotąd równie jak ona niezachwiany, lud uczuł, że zbliżają się owe chwile gwałtu i ryzyka, gdy wszystko staje się możliwe. Ludwik XVI wciąż mówił o mających nastąpić reformach, a wyrzucając z prawodawstwa niektóre najgorsze instytucje, wkrótce przywracał je, jak gdyby chciał tylko podciąć je, pozostawiając innym obalenie.

Z reform dokonanych niektóre zmieniały dawne nawyknienia i gwałciły prawa nabyte. Przygotowywały one rewolucję, nie tylko burząc to, co stało na jej drodze, lecz w większym jeszcze stopniu wskazując, jak to uczynić. Na długo przedtem Ludwik XIV wygłaszał teorię, według której wszystkie grunty były tylko odstąpione przez państwo osobom prywatnym na pewnych warunkach. Tak więc państwo było jedynym właścicielem ziemi. Jest to nauka oparta na prawodawstwie feudalnym, lecz zaczęto ją szerzyć we Francji dopiero wówczas, gdy feudalizm zamierał.

W ciągu następnych panowań rząd jeszcze bardziej naocznie wykazywał ludowi pogardę dla własności prywatnej. Gdy w drugiej połowie XVIII wieku rozpoczęły się prace publiczne, a w szczególności urządzanie gościńców, nie krępowano się zabierać grunty i burzyć domy, które stały na przeszkodzie. Zamiłowanie do linii prostych cechowało ówczesną administrację, jak i dzisiejszą; woleli więc przeciąć setki własności prywatnych, niż dopuścić najlżejsze wygięcie. Odszkodowanie za takie zniszczenia płacono późno i samowolnie, a niekiedy nie płacono go wcale. Gdy zgromadzenie prowincjonalne dolnej Normandii objęło po intendencie sprawy administracyjne tego kraju, przekonało się, że od 20 lat już rząd nie płacił należności za zagarniętą w ten sposób ziemię, a dług jego dochodził w tej małej prowincji do 250 tysięcy liwrów. Były to przeważnie grunty drobnych posiadaczy.

W wielu parafiach istniały dawniej kapitały, przeznaczone na cele dobroczynne, z zapisów osób prywatnych. W ostatnich latach monarchii kapitały te rząd przywłaszczył sobie, oddając przeważnie na przytułki dla ubogich (fr. hôpitaux); majątki zaś tych przytułków używano na cele, których by zapewne nie aprobowali ich testatorzy175. Tak edykt z r. 1790 upoważniał instytucje te do sprzedaży majątków, zapisanych w różnym czasie, pod warunkiem wieczystego użytkowania, i do oddania wartości skarbowi, który miał wypłacać procenty; nazywano to lepszym użytkiem dobroczynności przodków. Zapomniano przy tym, że najłatwiejszym sposobem nauczania ludzi gwałcenia indywidualnych spraw żyjących jest nieliczenie się z wolą umarłych.

Rekwizycje, przymusowa sprzedaż środków spożywczych, postanowienie ceny maksymalnej — są to wszystko środki, używane przez rządy przedrewolucyjne. W lata głodowe administratorzy naznaczali ceny produktów spożywczych, a gdy włościanie nie przyjeżdżali na rynki, nakazywano to im pod grozą kary pieniężnej.

Najgorszy wpływ wychowawczy jednak wywierały pewne formy sądownictwa karnego w zastosowaniu do ludu. Ilekroć biedak miał do czynienia z państwem, spotykał się z sądem wyjątkowym, z sędziami uprzedzonymi, z pośpiesznym lub iluzorycznym procederem i z wyrokiem niepodlegającym apelacji. W procesach, dotyczących powstań i podatków, działał przez cały XVIII w. edykt, upoważniający dowódcę komendy do ich rozstrzygnięcia w ostatniej instancji. Z protokołów widzimy, że w wypadkach podobnych podejrzaną wieś otaczano w nocy, a o świcie wchodzono do domów i aresztowano wyznaczonych włościan. Uwięzieni często długo musieli czekać na powołanie przez sąd, chociaż edykt nakazywał ich zbadanie w ciągu 24 godzin.

W ten sposób łagodny i stały rząd wykładał ludowi kodeks, najlepiej nadający się dla doby rewolucyjnej i najdogodniejszy dla tyranii. Nawet Turgot nie uchylił się od przykładów swoich poprzedników. Gdy w r. 1775 jego prawa zbożowe wywołały opór w parlamencie i powstanie po wsiach, wyjednał on u króla nakaz, usuwający zwykłe sądy, poddający winnych wyżej opisanej procedurze nieodwołanej.

Wprawdzie surowość tych form miarkowała łagodność wyroków, lecz w ten sposób utrwalało się tylko zamiłowanie do uproszczonego procederu sądowego: łagodność wyroku zasłaniała jego okrucieństwo.

Fakty powyższe pozwalają nam twierdzić, że niejedna metoda, zastosowana przez rząd rewolucyjny, była wzorowana na środkach używanych względem ludu w ciągu ostatnich dwóch wieków monarchii. Rewolucja dodała surowość swego ducha do form zapożyczonych od dawnych rządów.

Rozdział VII. Rewolucję polityczną poprzedził doniosły przewrót administracyjny i jakie to miało następstwa

Forma rządu zostawała nietknięta wówczas, gdy większa część praw drugorzędnych uległa zmianie.

Zniesienie cechów, częściowo tylko przywróconych, wstrząsnęło wszystkimi stosunkami między majstrem a czeladnikiem. Władza policyjna majstra została zniesiona, opieka rządowa zaś nie była jeszcze ustanowiona. Rzemieślnik znajdował się w niejasnym i uciążliwym położeniu między rządem a właścicielem fabryki.

Na rok przed rewolucją edykt królewski wstrząsnął całym dotychczasowym sądownictwem. Stworzone zostały nowe jurysdykcje, a wiele dawnych zniesiono. Lecz, jak widzieliśmy, liczba osób zajętych wykonaniem sprawiedliwości była olbrzymia. Zmiana więc owa zachwiała byt kilku tysięcy rodzin.

Lecz największe zaburzenie sprawiła reforma administracji, dokonana w r. 1797, która, obok intendentów, wprowadzała w pays d’élection, tj. na obszarze trzech ćwierci Francji, zgromadzenia prowincjonalne, a w parafiach rady wyborcze na miejsce dawnych zgromadzeń parafialnych. Nowe prawodawstwo zostało w ten sposób wprowadzone jednostajnie, a bez uwzględnienia dawnych zwyczajów i osobliwości prowincji: do takiego stopnia ujednostajniająca dążność rewolucji ujawniała się już w tym rządzie, który rewolucja miała obalić! Przy tym okazało się, jak doniosłe znaczenie ma dla losów instytucji politycznych nawyknienie i o ile łatwiej ludzie obchodzą się z powikłanymi i niejasnymi prawami, których praktyka im jest dobrze znana, niż z prawodawstwem prostszym, lecz nowym. Nowe władze, jakkolwiek nieliczne, natychmiast zetknęły się ze sobą i pomieszały, sprawiając największy zamęt i paraliżując się wzajemnie.

Dawna monarchia znała tylko dwie formy zarządu: tam, gdzie rządził intendent, działał on samodzielnie; w miastach zaś i w pays d’états władza wykonawcza nie była oddzielona od zgromadzenia, które bezpośrednio lub za pomocą czasowych komisji wykonywało swoje postanowienia. Ponieważ zaś wszyscy znali tylko te dwa sposoby rządzenia, więc porzucając jeden, obierano drugi. Myśl o podziale władzy wykonawczej i wydającej postanowienia nie powstała w społeczeństwie ówczesnym, a zobaczymy później, jak nawyknienia administracyjne zostały przeniesione do polityki i jak Konwent Narodowy176, wierny tradycji dawnych rządów, zacznie stosować system zgromadzeń prowincjonalnych i gminnych; to, co za dawnych rządów sprawiało tylko zamieszanie, doprowadziło wówczas do terroryzmu.

Reforma 1797 r. przeniosła wszystkie dawne funkcje intendenta na ciało kolegialne, a zamieszanie zwiększała ta okoliczność, że zachowany został urząd intendenta, którego władza doszła do zera. Zwolniwszy go od obowiązku wykonywania wszystkiego, kazano mu dopomagać zgromadzeniu i kontrolować je, jak gdyby taki strącony władca mógł przejąć się duchem prawodawstwa, które go usunęło od władzy.

W podobnej roli znalazł się i subdelegat. Obok niego, a właściwie na jego miejscu stanęło zgromadzenie okręgowe (assemblée d’arrondissement), które działało pod kierunkiem zgromadzenia prowincjonalnego i według tych samych zasad.

Wszystkie znane nam akty zgromadzeń prowincjonalnych z roku 1787, nie mniej jak ich protokoły, świadczą, że natychmiast po ich utworzeniu rozpoczęła się ukryta lub jawna walka z intendentem, który korzystał z doświadczenia swego jedynie po to, aby przeszkodzić ich działalności. Zgromadzenie skarżyło się wciąż, że nie może wydostać od intendenta potrzebnego papieru; to znów intendent oskarżał je, że zagarnęło należną mu władzę. Niekiedy zgromadzenie krytykuje poprzednie rządy intendenta lub ściera się z nim o kompetencję.

Często czynności administracyjne zostają wstrzymane wskutek tych antagonizmów, a jeśli weźmiemy pod uwagę olbrzymią rolę administracji dawnej Francji, przyzwyczajenie osób prywatnych odwoływania się do niej, zrozumiemy łatwo, jaka liczba osób została dotknięta obecnym rozstrojem administracji.

Lecz najwięcej dało się to uczuć na wsi. Już w r. 1775, gdy Turgot zaproponował królowi reformę zarządu wiejskiego, napotkał na trudność, która zawierała się w nierównomiernym rozkładzie podatków. Jak można było razem debatować nad sprawami parafii, które głównie obracały się dokoła rozkładu podatków, skoro nie wszyscy mieli jednakowe obowiązki w tym zakresie; w każdej parafii były osoby niepłacące podatku osobistego, tj. szlachta i duchowni, włościanie częściowo lub zupełnie od niego zwolnieni, a wreszcie tacy, którzy płacili go całkowicie. Pokonać tę trudność można było jedynie, znosząc nierówność i podział klas przed wprowadzeniem administracji kolegialnej i wolnościowej.

Lecz w r. 1787 postąpiono odwrotnie. Pociągnęło to za sobą najdziwaczniejsze następstwo. W zgromadzeniu, zwołanym dla obrania rady wiejskiej, szlachcic i obywatel nie mogli brać udziału, dotyczyło bowiem ono spraw stanu trzeciego, do których osoby te nie należały. Lecz skoro rada została wybrana, obaj z urzędu stawali się jej członkami, a nawet obywatel był prezesem ciała, w którego wyborze nie miał udziału; zdawało się bowiem rzeczą nieprzyzwoitą usuwać od zarządu gminnego osobistości tak wybitne. Lecz w większej części czynności rady nie brali oni udziału; tak np. gdy była mowa o rozkładzie podatku osobistego, żaden z nich nie głosował, gdyż żaden go nie płacił; i odwrotnie, rada nie mieszała się do rozkładu podatku pogłównego, który oni tylko płacili, a który po dawnemu rozkładał intendent.

Z obawy, aby prezes nie wywarł ubocznego wpływu na decyzję rady wbrew interesom trzeciego stanu, dzierżawcy jego nie mieli w nim głosu; pozostała zaś szlachta, mieszkająca w parafii, mogła wejść do rady nie inaczej, jak będąc wybrana przez włościan i reprezentując ich interesy. Tak więc obywatel występował w zupełnej zależności od swoich dawnych podwładnych, którzy stali się potem jego panami. Można było pomyśleć, że gromadząc tych ludzi, nie miano na celu ich zbliżenia, lecz przeciwnie, wykazanie jaskrawszych przeciwstawności ich interesów.

Daje się jednak dostrzec, że wpływowi mieszkańcy parafii, a nawet szlachta zaczęła szukać zbliżenia z włościanami, skoro stali się oni potęgą. Jeden z obywateli narzeka na edykt, zabraniający mu udziału w zgromadzeniach parafii, chociażby w roli zwykłego jej członka. Inni oświadczają się z gotowością pełnienia nawet obowiązków syndyka, z przywiązania do sprawy publicznej. Lecz było już za późno; ludność wiejska zamyka się w swoim odosobnieniu i nie chce dopuścić do siebie poszukujących jej zamożnych mieszczan lub szlachty.

Tak więc wszystko w nowych prawach było niejasne i pełne sprzeczności, a raptowne przekształcenie wszystkich zwyczajów i prawideł administracyjnych stanowiło już olbrzymi przewrót, który wywarł swój wpływ na przewrót następny i uczynił go tak odrębnym od wszystkich innych, które go poprzedziły lub po nim miały miejsce w dziejach.

Pierwsza rewolucja angielska, która przekształciła ustrój kraju i zniosła nawet władzę królewską, zaledwie dotknęła praw drugorzędnych i prawie nic nie zmieniła w nawyknieniach i zwyczajach. Sąd i administracja zachowały dawne formy. Nie wszystko więc zostało od razu wytrącone z równowagi. Rewolucja okazała się ograniczona w swych następstwach, a społeczeństwo angielskie, chociaż zakłócone u szczytów, nie straciło równowagi.

I we Francji od r. 1789 nastąpiło wiele przewrotów, zmieniających do gruntu ustrój państwowy, najczęściej raptownych i gwałtownych. Jednak zamieszanie przez nie sprawione nie było ani trwałe, ani powszechne; większa część narodu zaledwie je odczuła.

Tłumaczy się to tym, że administracja zostawała nietknięta od r. 1789, pomimo ciągłego burzenia instytucji politycznych. Zmieniały się osoby królów lub formy władzy centralnej, lecz bieg wypadków codziennych nie uległ ani przerwom, ani wstrząśnieniom. Każdy w zakresie swych drobnych interesów podlegał znanym mu prawidłom i nawyknieniom, zależał od tych samych władz, a nawet tych samych osób, do których stale się udawał.

Każdy przewrót pozbawiał administrację głowy, lecz ciało jej zostawało nietknięte i żyło: ci sami urzędnicy pełnili te same czynności, wnosząc wszędzie swego ducha i swoje metody, wbrew różnicy praw politycznych. Sądzili i rządzili z początku w imieniu króla, później — rzeczpospolitej, w końcu — cesarza; a w następstwie, idąc za kołem fortuny, znowu sądzili w imię rzeczpospolitej i cesarza, pozostając tym, czym byli. Co mogło ich obchodzić imię pana?

Nie dążyli do tego, aby być obywatelami, lecz administratorami i sędziami. Dlatego też, gdy minęło pierwsze wstrząśnienie, zdawało się, że nic w kraju nie uległo zmianie.

Lecz w chwili, gdy wybuchła rewolucja, uległa gwałtownej zmianie ta część zarządu państwem, która najbardziej daje się uczuć każdemu obywatelowi; administracja zmieniła od razu swoich ajentów i odmieniła zasady.

Państwo na razie nie uczuło wstrząśnienia od tej olbrzymiej reformy, lecz każdy z Francuzów je odczuł. W najważniejszych sprawach ogólnych rządził jeszcze stary porządek, lecz nikt nie wiedział, kogo słuchać i do kogo udawać się w drobnych i konkretnych sprawach, które składają się na bieg życia społecznego.

Ponieważ żadna z części narodu nie czuła pod sobą stałego gruntu, dość było jednego ciosu, aby go zburzyć i sprawić w nim największe zamieszanie, jakie znają dzieje.

Rozdział VIII. Wszystko poprzednie doprowadziło samo przez się do rewolucji

Na zakończenie chciałbym zgromadzić w jednym obrazie niektóre z zaznaczonych już rysów i wykazać, że rewolucja wynikała niejako sama przez się z dawnych rządów.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że we Francji ustrój feudalny, zachowując wszystkie ujemne strony, utracił wszystkie dodatnie, nie powinniśmy się dziwić, że rewolucja, której sądzono było znieść gwałtownie ten dawny ustrój Europy, wybuchła we Francji, a nie w innym kraju.

Szlachta francuska utraciła swoje prawa polityczne i przestała rządzić, lecz zachowała przywileje pieniężne; stając się klasą podrzędną, zostawała zamknięta, a tracąc charakter arystokracji, nabywała cechy kasty. Nic więc dziwnego, że przywileje szlachty wydawały się Francuzom równie niewytłumaczone, jak i nienawistne. Szlachta została odcięta od klasy średniej i od ludu, była odosobniona; nic zatem osobliwego, że stojąc na stanowisku przez lat tysiąc, mogła być obalona w ciągu jednej nocy.

Wykazałem, jak władza królewska, znosząc swobody prowincjonalne na obszarze trzech ćwierci Francji, zagarnęła wszystkie sprawy od najważniejszych do najmniejszych; wykazałem również, jak wskutek tego Paryż musiał zostać panem kraju, którego dotąd był tylko stolicą. Dwa te fakty, stanowiące osobliwość Francji, wystarczą, aby wytłumaczyć, dlaczego powstanie mogło zburzyć doszczętnie monarchię, która wytrzymała w ciągu wieku tak ciężkie ciosy, a wydawała się niezachwiana jeszcze w wilię upadku.

Ponieważ Francja była krajem, gdzie wcześnie i doszczętnie wygasło życie polityczne, gdzie osoby prywatne straciły nawyknienie pojmowania wypadków, znajomość ludu i jego ruchów, zrozumiałe staje się, jak Francuzi mogli wpaść w groźną rewolucję, nie dostrzegając jej, a ci, którym najwięcej zagrażała, torowali ku niej drogę.

Ponieważ nie było już instytucji wolnych, a co za tym idzie, nie było klas politycznych, korporacji i stronnictw, kierownictwo opinią publiczną, gdy zaczęła się odradzać, wypadło w udziale wyłącznie filozofom. Można więc było spodziewać, się że rewolucja nie tyle będzie prowadzona w imię pewnych faktów konkretnych, ile w imię teorii ogólnych; że nie zostaną zaatakowane poszczególne złe prawa, lecz cały system prawodawczy; że na miejsce dawnego ustroju państwowego Francji zechcą postawić nowy systemat rządu według planu tych pisarzy.

Ponieważ kościół zostawał w związku z dawnymi instytucjami, podlegającymi zburzeniu, nie mogło być wątpliwe, że przewrót ów zachwieje religią, burząc władzę cywilną.

Kto studiował uważnie stan kraju, mógłby przewidzieć, że nie ma zuchwalstwa, do którego nie odważono by się posunąć, ani gwałtu, którego by tam nie zniesiono. Burke z oburzeniem woła: „Nie widzimy człowieka, który by mógł przyjąć na się odpowiedzialność za najmniejszą prowincję; nie dość na tym, nie widzimy ani jednego, który by mógł poręczyć za innego. Każdego aresztują w jego domu bez oporu, oskarżają go bądź o rojalizm177, bądź o moderantyzm (umiarkowanie)”. Burke mało wiedział o tym, w jakich warunkach owa dawna monarchia, nad którą on ubolewa, oddała nas nowym panom. Administracja przedrewolucyjna odebrała zawczasu Francuzom możność i chęć pomagania sobie nawzajem. W chwili, gdy nastąpiła rewolucja, w większej części Francji nie można było znaleźć dziesięciu osób, przyzwyczajonych do zgodnego działania i do samoobrony; obowiązek ten pełnić miała władza centralna. Gdy więc przeszła z rąk administracji królewskiej do zgromadzenia nieodpowiedzialnego i z dobrodusznej stała się straszliwą, nie było nic, co by mogło ją wstrzymać chociaż chwilowo. Dla tej samej przyczyny, wskutek której monarchia tak łatwo upadła, wszystko stało się możliwe po jej upadku.

Tolerancja religijna, łagodne rządy, ludzkość i życzliwość nigdy nie znajdowały takiego uznania i nie były tak zalecane jak w XVIII wieku. A jednak spośród tak łagodnych obyczajów powstała najbardziej nieludzka z rewolucji. Łagodność ta jednak nie była pozorem: skoro tylko ucichła wściekłość rewolucyjna, wróciła ona do prawodawstwa i do nawyknień politycznych. Ten rozdźwięk między łagodnością teorii a okrucieństwem czynów tłumaczy się tym, że rewolucja była przygotowana przez najbardziej oświecone klasy narodu, a wykonana przez najbardziej surowe. Ponieważ członkowie pierwszych nie mieli ani związku wzajemnego, ani nawyknienia do wspólnego działania, więc lud stał się potęgą kierującą, skoro tylko upadły dawne władze. Gdzie nie rządził sam, udzielał ducha swego rządowi; a jeśli przypomnimy sobie, jakie było życie tego ludu za czasów monarchii, łatwo zrozumiemy, czym stać się musiał.

Sama osobliwość położenia jego musiała rozwinąć w nim rzadkie zalety. Wcześnie wyzwolony z niewoli i od dawna posiadający ziemię, odosobniony raczej niż zależny, stał się umiarkowany i dumny; wytrawny w pracy, był obojętny na wygody życia, uległy losowi wśród klęsk, a niezachwiany w niebezpieczeństwie. Ten to męski i odważny lud wytworzył szeregi armii, przed którymi uchyliła czoła cała Europa.

Lecz te same zalety czyniły go niebezpiecznym jako władcę. Ponieważ przez całe wieki dźwigał wyłącznie ciężary nadużyć, a żył odrzucony przez inne klasy, wśród swoich przesądów, zawiści i nienawiści, nabył hartu do zniesienia wszystkiego, lecz równocześnie stał się zdatny przyczyniać cierpienia innym. W tym to stanie zagarnąwszy rząd, przedsięwziął dzieło rewolucji. Książki dostarczyły teorii; lud zaś podjął się praktyki i przystosował idee pisarzy do swych dzikich namiętności.

Kto czytał uważnie książkę obecną, mógł dostrzec, że we Francji rozwinęły się przeważnie dwie namiętności. Jedna, głębsza i dawniejsza, była nienawiścią do nierówności. Wytworzona przez jej widok, budziła nieprzezwyciężoną chęć zburzenia do szczętu wszelkich pozostałości feudalizmu i stworzenia na oczyszczonym miejscu nowego społeczeństwa, w którym by ludzie byli o tyle jednakowi, a sytuacje o tyle równe, o ile to jest możliwe dla człowieka.

Drugą namiętnością, mniej utrwaloną i świeższą, było pragnienie wolności.

Ku końcowi dawnej monarchii obie te namiętności były równie szczere i żywe; mieszając się, potęgują się wzajemnie i zapalają nagle serca Francuzów. Jest to r. 1789, chwila niedoświadczenia, lecz także wspaniałomyślności, zapału, męstwa i wielkości. Francuzi wówczas byli dosyć dumni z dzieła swego i z siebie samych, aby wierzyć w możność równości przy wolności. Dlatego też pomiędzy instytucjami demokratycznymi umieścili wszędzie instytucje wolnościowe. Nie tylko starli na proch owo przeżyte prawodawstwo, które dzieliło ludzi na kasty, korporacje i klasy i dodawało nierówność praw do nierówności sytuacji, lecz jednym ciosem znieśli inne prawa, wytwór władzy królewskiej, które pozbawiły naród wolnego użytku własnych sił i każdego Francuza oddawały pod opiekę rządu, aby go uczył, kierował nim, a w miarę potrzeby i uciskał. Razem z rządem nieograniczonym upadła centralizacja. Lecz gdy owo potężne pokolenie, które rozpoczęło rewolucję, zostało zniszczone lub obezwładnione, jak zwykle bywa przy takich czynach, gdy trybem naturalnym miłość wolności ostygła, wyczerpała się wśród anarchii i dyktatury tłumu, a naród zaczął szukać pana, wówczas władza bezwzględna znalazła niesłychanie ułatwione drogi dla odrodzenia się i utrwalenia, a drogi te bez trudności wykrył geniusz człowieka, który został jednocześnie kontynuatorem rewolucji i niszczycielem jej dzieła.

Dawny ustrój zawierał istotnie cały szereg instytucji, które, nie będąc wrogimi równości, mogły znaleźć miejsce w nowym społeczeństwie, a jednocześnie torowały drogę do despotyzmu. Wytworzyły one niegdyś nawyknienia i pojęcia, zmierzające ku odosobnieniu ludzi i utrzymaniu ich w posłuszeństwie. Tych to ułamków zaczęto szukać i znaleziono je, ożywiono i zużytkowano. Odnowiono centralizację; a ponieważ wszystko co ją niegdyś ograniczało, zostało zburzone, z łona narodu, który przed chwilą obalił władzę królewską, urosła władza tak obszerna, rozgałęziona i bezwzględna, jakiej nie miał żaden z naszych królów. Przedsięwzięcie to wydawało się tak niezwykle zuchwałe, a powodzenie jego bajeczne dlatego, że Francuzi sądzili według tego, co mieli przed oczyma, a zapomnieli, co było poprzednio. Władca upadł, lecz istotna część jego dzieła ocalała; rząd jego zastał zniesiony, lecz administracja zachowała życie. A odtąd, ilekroć Francuzi chcieli znieść samowładzę, ograniczali się do tego, że mieścili głowę wolności na tułowiu niewolnika.

Od chwili, gdy rozpoczęła się rewolucja, aż do dni naszych, namiętność wolności ugaszała się i odnawiała kilkakrotnie; w tym kole będzie się ona obracać długo, pozbawiona doświadczenia, nieuregulowana, dająca się zastraszyć lub zwyciężyć, powierzchowna i przemijająca. Tymczasem pragnienie równości nie przestaje tkwić głęboko w sercach, którymi najsampierw owładnęła; żywi się w nich najdroższymi uczuciami. Gdy pierwsza zmienia ustawicznie postać swoją, potęgując się lub słabnąc, druga, uporczywie i niekiedy na oślep, gotowa jest poświęcić wszystko tym, którzy dają jej zadośćuczynienie, i dostarczyć rządowi, umiejącemu jej pochlebić, nawyknienia, pojęcia i prawa potrzebne dla despotyzmu. Rewolucja francuska zostanie zagadką dla tych, którzy na niej się zatrzymają; tylko badanie poprzedniego okresu rzuca na nią światło. Nie mając dokładnego wyobrażenia o dawnym społeczeństwie, jego wadach, przesądach wielkości, nie potrafimy zrozumieć tego, co uczynili Francuzi w ciągu kilkudziesięciu lat, które nastąpiły po jego upadku. Lecz i ten obraz nie wystarczy, jeśli nie wejrzymy w sam charakter narodu naszego.

Zastanawiając się nad tym narodem, znajduję w nim rzeczy jeszcze bardziej niezwykłe niż w wypadkach jego historii. Czy istniał kiedy na ziemi naród tak pełen sprzeczności w czynach swoich, powodujący się raczej uczuciem niż zasadami, postępujący zawsze gorzej lub lepiej, niż można się było spodziewać; to spadający poniżej poziomu ludzkości, to go przewyższający; tak niezmienny w zasadniczych instynktach swych, że można go poznać dziś według portretów, skreślonych przed dwoma lub trzema tysiącami lat, a jednocześnie tak ruchomy w codziennych myślach i upodobaniach, że stwarza sobie niespodziane sytuacje i niekiedy na równi z cudzoziemcami staje zdumiony wobec tego, czego dokonał; bezwładny i ociężały, dopóki pozostawiony sobie, a gotów iść na koniec świata i na wszystko się odważyć, gdy go oderwą od jego domu i nawyknień; krnąbrny z natury, a łatwiej poddający się samowolnej i gwałtownej władzy pana niż wolnym, opartym na prawach rządom obywatelskim; dziś nieprzyjaciel wszelkiego nieposłuszeństwa, jutro wysługujący się z zapałem, któremu nie mogą dorównać nawet ludy niewolnicze z natury; posłuszny jak dziecko, póki nikt się nie opiera, a niepokonany, skoro gdziekolwiek dany będzie przykład oporu, oszukujący w ten sposób panów swoich, którzy boją się go bądź za mocno, bądź za mało; nigdy nie wolny w tej mierze, aby nie można go było ujarzmić, ani też tak ujarzmiony, aby nie mógł wyłamać się z niewoli; zdatny do wszystkiego, lecz odznaczający się tylko na wojnie; wielbiciel przypadku, siły, powodzenia, świetności i szumu więcej niż prawdziwej sławy; zdolniejszy do bohaterstwa niż do cnoty, do genialności niż do zdrowego rozumu, do olbrzymich pomysłów niż do wykonania wielkich przedsięwzięć? Jest to najświetniejszy i najniebezpieczniejszy z narodów europejskich, stworzony po to, aby kolejno stawać się przedmiotem podziwu, nienawiści, litości, zgrozy, lecz nigdy obojętności.

Z jego tylko łona mogła powstać rewolucja tak raptowna, radykalna, porywcza, pełna kroków wstecznych, faktów sprzecznych i kontrastów. Bez pobudek, które wykazałem, Francuzi nie byliby jej rozpoczęli, lecz uznać należy, że same te pobudki nie wystarczyłyby, aby ją wytłumaczyć gdzie indziej jak we Francji.

Doszliśmy więc do progu tej rewolucji pamiętnej. Na ten raz nie przekroczę go; może uda mi się wykonać to w bliskiej przyszłości. Wówczas nie będę rozważać już jej przyczyn, lecz ją samą w sobie i pozwolę sobie wydać sąd o społeczeństwie, które z niej powstało.

Przypisy:

1. Konstytucja 3 maja — ustawa regulująca ustrój prawny Rzeczypospolitej Obojga Narodów, uchwalona 3 maja 1791 r.; pierwsza w Europie i druga na świecie spisana konstytucja. [przypis edytorski]

2. Korzon, Tadeusz (1839–1918) — polski historyk, czołowy przedstawiciel warszawskiej szkoły historycznej. [przypis edytorski]

3. Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta — właśc. Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta, 1764–94, badania historyczne ze stanowiska ekonomicznego i administracyjnego; dzieło Tadeusza Korzona (1839–1918), opublikowane w latach 1882–1899. [przypis edytorski]

4. Taine, Hippolyte (1828–1893) — francuski filozof, psycholog, historyk sztuki i literatury oraz krytyk literacki. [przypis edytorski]

5. Francja przed rewolucją — dzieło Hippolyte’a Taine’a (1828–1893), opublikowane po polsku w 1881 r. [przypis edytorski]

6. Pillnitz — dawniej miejscowość w Niemczech, obecnie jedna z dzielnic Drezna. W 1791 r. podpisano tutaj deklarację, w której Leopold II (1747–1792) i Fryderyk Wilhelm II (1744–1797) wezwali europejskich władców do przywrócenia porządku w ogarniętej rewolucją Francji, co Francuzi odebrali jako wypowiedzenie wojny. [przypis edytorski]

7. Young, Arthur (1741–1820) — brytyjski ekonomista i pisarz. [przypis edytorski]

8. Burke, Edmund (1729–1797) — irlandzki filozof i polityk, twórca nowoczesnego konserwatyzmu, krytyk rewolucji francuskiej. [przypis edytorski]

9. kajet (daw.) — zeszyt, pamiętnik. [przypis edytorski]

10. Stany Generalne — (fr. États-Généraux) zgromadzenie reprezentujące przedstawicieli 3 stanów Francji: szlachty, duchowieństwa i stanu trzeciego; doradczy organ króla, głównie w sprawach podatkowych. [przypis edytorski]

11. Pitt, William (1759–1806) — prawdopodobnie chodzi o Williama Pitta młodszego, premiera Królestwa Wielkiej Brytanii w latach 1783–1801 i 1804–1806, zaangażowanego w wojny z Francją rewolucyjną i napoleońską. [przypis edytorski]

12. de Maistre, Joseph (1753–1821) — sabaudzki filozof polityczny, urzędnik i dyplomata; współtwórca tradycjonalistycznego konserwatyzmu. [przypis edytorski]

13. Salwian a. Salwian z Marsylii (ok. 400–469/470) — wczesnochrześcijański pisarz. [przypis edytorski]

14. Napoleon a. Napoléon Bonaparte (1769–1821) — francuski dowódca wojskowy i przywódca polityczny, Napoleon I cesarz Francuzów i głowa I Cesarstwa Francuskiego w latach 1804–1814 i w roku 1815. [przypis edytorski]

15. dziesięcina — podatek w wysokości dziesiątej części zbiorów lub dochodów, płacony dawniej na rzecz Kościoła. [przypis edytorski]

16. Mirabeau, Honoré Gabriel Riqueti de (1749–1791) — ważny polityk rewolucji francuskiej, członek Stanów Generalnych, przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, pisarz. [przypis edytorski]

17. Zgromadzenie Narodowe — (fr. Assemblée nationale) powstało w 1789 ze Stanów Generalnych, następnie przekształciło się w Konstytuantę, której zadaniem było opracowanie nowej konstytucji ustrojowej. Obecnie stanowi izbę niższą Parlamentu Francji. [przypis edytorski]

18. Richelieu, Armand-Jean du Plessis de (1585–1642) — francuski diuk, kardynał i pierwszy premier Francji w latach 1624–1642. [przypis edytorski]

19. Schiller, Friedrich (1759–1805) — niemiecki poeta, filozof, historyk, estetyk, teoretyk teatru i dramaturg. [przypis edytorski]

20. Historia wojny trzydziestoletniej — dzieło historyczne autorstwa Friedricha Schillera (1759–1805). [przypis edytorski]

21. Morze Bałtyckie a. Bałtyk — morze śródlądowe w płn. Europie, połączone z Morzem Północnym. [przypis edytorski]

22. prozelityzm — dążenie do pozyskania nowych wyznawców określonej idei lub religii. [przypis edytorski]

23. włościanin (daw.) — chłop, rolnik. [przypis edytorski]

24. Morze Irlandzkie — morze śródlądowe pomiędzy Irlandią i Wielką Brytanią. [przypis edytorski]

25. pańszczyzna — feudalny obowiązek wykonywania przez chłopów rozmaitych prac na rzecz pana. [przypis edytorski]

26. terrier (fr.) — rejestr, zawierający prawa i zwyczaje panowania feudalnego, a także opis nieruchomości, praw i warunków życia mieszkańców oraz podatków i danin, którym podlegają. [przypis edytorski]

27. strupieszałość — martwota, bezruch, zacofanie, zgrzybiałość. [przypis edytorski]

28. najsamprzód a. nasamprzód (daw.) —najpierw. [przypis edytorski]

29. Maria Teresa a. Maria Teresa von Habsburg (1717–1780) — królowa Czech i Węgier, niekoronowana cesarzowa od 1745 r. [przypis edytorski]

30. Fryderyk II a. Fryderyk II Wielki (1712–1786) — król Prus w latach 1740–1786. [przypis edytorski]

31. glebae adscripti (łac.) — dosłownie: przypisani do ziemi; dzierżawcy gruntów. [przypis edytorski]

32. sąd patrymonialny — sąd pana nad ludnością jego dóbr. [przypis edytorski]

33. Kodeks Fryderyka a. Corpus Iuris Fridericianum — zbiór praw opracowany za panowania Fryderyka II (1712–1786) w latach 1749–1751. [przypis edytorski]

34. następca Fryderyka II — chodzi o bratanka Fryderyka II Wielkiego, Fryderyka Wilhelma II (1744–1797), króla pruskiego i elektora brandenburskiego od 1786 r. [przypis edytorski]

35. Normandia — kraina historyczna i geograficzna w płn. Francji, nad kanałem La Manche; obecnie także francuski region administracyjny. [przypis edytorski]

36. Turgot, Anne-Robert-Jacques (1727–1781) — generalny kontroler finansów we Francji za panowania Ludwika XVI. [przypis edytorski]

37. Necker, Jacques (1732–1804) — genewski finansista i polityk, w latach 1789–1790 pierwszy minister Ludwika XVI. [przypis edytorski]

38. intendent — urząd administracyjny w prowincjach francuskich, w czasach rządów absolutystycznych. [przypis edytorski]

39. Ren — jedna z najdłuższych rzek w Europie, tworząca granicę między Francją a Niemcami. [przypis edytorski]

40. serwituty — prawo do korzystania z gruntów folwarcznych i chłopskich, przysługujące dawniej dziedzicom i chłopom. [przypis edytorski]

41. prezydować (daw.) — zajmować pierwsze miejsce, być prezesem. [przypis edytorski]

42. subdelegat — w czasach absolutystycznych urzędnik, pomagający intendentowi w administrowaniu. [przypis edytorski]

43. okręg — tu: dawny odpowiednik powiatu. [przypis edytorski]

44. jurysdykcja (daw.) — tu: władza sądowa. [przypis edytorski]

45. feudysta — w państwie absolutystycznym prawnik, specjalizujący się w prawie feudalnym i prawach seniorskich. [przypis edytorski]

46. wystawiać — tu: wyobrażać. [przypis edytorski]

47. pays d’état (fr.) — w absolutystycznej Francji prowincja królestwa, która zachowała swoje stany prowincjonalne (duchowieństwo, szlachtę i stan trzeci); ich zasadniczą rolą było negocjowanie wysokości podatku z komisarzami lub intendentami królewskimi, a następnie rozdzielanie go na diecezje i parafie oraz kontrolowanie jego poboru. [przypis edytorski]

48. pays d’élection a. election (fr.) — w absolutystycznej Francji dzielnice, podlegające jurysdykcji urzędników królewskich (wybranych), w których przedstawiciel rządu królewskiego (intendent) rozdzielał podatki z pomocą urzędników wybranych na szczeblu lokalnym. [przypis edytorski]

49. Paryż — stolica i najludniejsze miasto Francji. [przypis edytorski]

50. maire (fr.) — we Francji burmistrz, członek rady miejskiej lub rady municypalnej gminy, wybierany do organizacji pracy i prowadzenia obrad. [przypis edytorski]

51. konsul — tu: w absolutystycznej Francji, w niektórych gminach na południu kraju, sędzia miejski, wybierany w drodze głosowania wszystkich mieszkańców. [przypis edytorski]

52. syndyk — tu: w absolutystycznej Francji osoba odpowiedzialna za reprezentowanie, administrowanie i obronę interesów parafii lub wspólnoty wiejskiej. [przypis edytorski]

53. rada królewska — zbiór kolegialnych, zinstytucjonalizowanych i stałych organów, odpowiedzialnych za przygotowywanie decyzji króla Francji i udzielanie mu rad. [przypis edytorski]

54. parlamenty — we Francji królewskiej: regionalne najwyższe sądy, które m.in. zapisywały w oficjalnych rejestrach edykty i zarządzenia królewskie; przed rejestracją parlamenty dokonywały sprawdzenia zgodności wydanego aktu prawnego z zasadami obowiązującego prawa, przywilejami i zwyczajami prowincji i w razie niezgodności odsyłały dokument do króla wraz z uzasadnieniem i prośbą o ponowne zbadanie; początkowo stanowiło to formę porady, dokonywanej na prośbę królewską, później przekształciło się w prawo parlamentów do remonstracji, tj. odmowy zarejestrowania niezgodnego z prawem aktu; za panowania Ludwika XIV i Ludwika XV parlamenty wykorzystywały je jako prawo weta, ograniczające absolutną władzę królewską, w odpowiedzi na co królowie usiłowali ograniczać prawo parlamentów do sprzeciwu, nakazując bezzwłoczne i automatyczne wpisywanie edyktów do rejestrów. [przypis edytorski]

55. d’Argenson, René Louis de Voyer de Paulmy (1694–1757) — francuski polityk i myśliciel polityczny. [przypis edytorski]

56. pamiętniki — chodzi o Mémoires, ktorych autorem jest René Louis de Voyer de Paulmy d’Argenson (1694–1757), opublikowane w zbiorze Collection des mémoires relatifs à la Révolution w 1825 r. [przypis edytorski]

57. Law, John a. Law, Jean (1671–1729) — szkocki ekonomista i finansista, uważany za wynalazcę pieniądza kredytowego; generalny kontroler w absolutystycznej Francji. [przypis edytorski]

58. kodeks pruski z r. 1795 — prawdopodobnie chodzi o Powszechną Ordynację Sądową Dla Państw Pruskich (pruski kodeks postępowania cywilnego); wydany on jednak został w 1793 roku, za panowania Fryderyka Wilhelma II. [przypis edytorski]

59. office (fr.) — urząd; znany jest pod tą nazwą we Francji od późnego średniowiecza do czasów nowożytnych. To osobista ranga i odpowiedzialność, nadawana przez władcę lub pana osobie fizycznej. Jest to rzeczywista delegacja władzy ze strony dzierżyciela suwerenności. Urząd stanowi do XVIII wieku najpowszechniejszą formę pełnienia obowiązków w służbie państwowej, wymiarze sprawiedliwości czy finansach. W XVII w. urzędnicy sądów suwerennych uzyskali nobilitację, jednak ich możliwości pod koniec epoki absolutystycznej zostały znacznie ograniczone, w szczególności ze względu na dziedziczność urzędów, co uniemożliwiło przybycie nowych nie szlachciców do korpusu oficerskiego. [przypis edytorski]

60. Ludwik XI (1423–1483) — król Francji od 1461 r. z dynastii Walezjuszów. [przypis edytorski]

61. Ludwik XIV a. Ludwik XIV Wielki, a. Król Słońce (1638–1715) — król Francji i Nawarry w latach 1643–1715 z dynastii Burbonów. [przypis edytorski]

62. oficjum — zob. (fr.) office. [przypis edytorski]

63. notabl — tu: doradca królewski we Francji od XIV do XVIII w. [przypis edytorski]

64. August a. Oktawian August (63 p.n.e.–14 n.e.) — pierwszy cesarz rzymski, który panował od 27 roku p.n.e. do śmierci jako Imperator Caesar Augustus. [przypis edytorski]

65. przewyżka (daw.) — nadwyżka. [przypis edytorski]

66. liwr — dawna srebrna moneta francuska. [przypis edytorski]

67. intendentura — tu: biuro intendenta. [przypis edytorski]

68. rejent (daw.) — notariusz. [przypis edytorski]

69. ewokacja (daw.) — odwołanie się do innej instancji. [przypis edytorski]

70. regestr (daw.) — rejestr. [przypis edytorski]

71. stronność (daw.) — stronniczość. [przypis edytorski]

72. rozwielmożnić się — wzmóc się, rozpanoszyć się; nabrać o sobie wysokiego mniemania. [przypis edytorski]

73. podprefekt — zastępca prefekta, sprawujący najwyższą władzę admninistracyjną. [przypis edytorski]

74. mer — we Francji odpowiednik burmistrza lub prezydenta miasta. [przypis edytorski]

75. prefekt — we Francji wyższy urzędnik administracji lub naczelnik policji miejskiej. [przypis edytorski]

76. Diderot, Denis (1713–1784) — francuski pisarz, krytyk literatury i sztuki, oświeceniowy filozof i encyklopedysta. [przypis edytorski]

77. Rousseau, Jean-Jacques (1712–1778) — genewski pisarz, filozof, pedagog i teoretyk muzyki. [przypis edytorski]

78. cyrkularz (daw.) — okólnik. [przypis edytorski]

79. Ludwik XV (1710–1774) — król Francji i Nawarry od 1715 r. z dynastii Burbonów. [przypis edytorski]

80. Francuska Gazeta a. La Gazette — czasopismo utworzone w 1631 r. przy wsparciu Richelieugo; jedna z najstarszych gazet we Francji, wydawana do 1915 r. [przypis edytorski]

81. generalitet — (fr. généralité), jednostka administracyjna w absolutystycznej Francji. [przypis edytorski]

82. św. Dominik a. Guzmán, Dominik (ok. 1171/1173–1221) — hiszpański prezbiter, założyciel Zakonu Kaznodziejskiego, święty Kościoła katolickiego. [przypis edytorski]

83. Voltaire a. Wolter (1694–1778) — właśc. François-Marie Arouet, francuski pisarz oświeceniowy, filozof, historyk i publicysta. [przypis edytorski]

84. hrabstwo Suffolk — hrabstwo administracyjne we wschodniej Anglii, w regionie East of England. [przypis edytorski]

85. Londyn — stolica i największe miasto Wielkiej Brytanii. [przypis edytorski]

86. Nowy Jork — najludniejsze miasto w Stanach Zjednoczonych, położone na Wschodnim Wybrzeżu. [przypis edytorski]

87. fronda — ruch polityczny feudałów i mieszczan francuskich, skierowany w latach 1648–1653 przeciwko absolutyzmowi i regencji pierwszego ministra, Jules’a Mazarina (1602–1661). [przypis edytorski]

88. Monteskiusz a. Montesquieu (1689–1755) — właśc. Charles Louis de Secondat, baron de La Brède et de Montesquieu, francuski filozof, prawnik, wolnomularz i pisarz oświeceniowy, członek Akademii Francuskiej od 1728 r. [przypis edytorski]

89. ordynans (daw.) — tu: rozkaz lub zarządzenie. [przypis edytorski]

90. Bastylia — zamek, wybudowany pod Paryżem w latach 1370–1383, pełniący potem rolę więzienia; 14 lipca 1789 r. twierdza została zdobyta i zburzona przez lud paryski, stając się symbolem rewolucji. [przypis edytorski]

91. Konstytuanta — organ powołany przez suwerena (naród), złożony z wybranych przez niego reprezentantów, którego zadaniem jest opracowanie i uchwalenie konstytucji. We Francji mianem „Konstytuanta” określano Zgromadzenie Narodowe, w które przekształciło się zebranie stanu trzeciego Stanów Generalnych w 1789 r. Konstytuanta została rozwiązana w 1791 r., po przedłożeniu królowi konstytucji. [przypis edytorski]

92. departament — jednostka podziału administracyjnego we Francji, odpowiednik powiatu. [przypis edytorski]

93. Przedmieścia Saint-Antoine i Temple (fr. Faubourg Saint-Antoine oraz Faubourg-du-Temple) — dawne przedmieścia Paryża, powstałe poza murami miejskimi, wokół opactwa Saint-Antoine-des-Champs oraz wzdluż drogi prowadzącej od miejskiej bramy Temple. [przypis edytorski]

94. Ludwik XVI (1754–1793) — król Francji i Nawarry w latach 1774–1791, potem król Francuzów (Roi des Français) do 1792 r. [przypis edytorski]

95. lieue (fr.) — dawna francuska jednostka długości, około 4 km. [przypis edytorski]

96. Limousin — kraina historyczna, w latach 1982–2015 region administracyjny Francji, ze stolicą w Limoges. [przypis edytorski]

97. systemat (daw.) — system. [przypis edytorski]

98. gentleman (ang.) — dawniej szlachcic; obecnie określamy w ten sposób mężczyznę dobrze wychowanego. [przypis edytorski]

99. gentilhomme (fr.) — dawniej szlachcic; obecnie określamy w ten sposób mężczyznę dobrze wychowanego. [przypis edytorski]

100. stany prowincjonalne — regionalne zgromadzenia stanowe, organy lokalne, reprezentujące stany społeczne; w absolutystycznej Francji nazwa parlamentu prowincjonalnego (fr. états provinciaux). [przypis edytorski]

101. stan trzeci — w przedrewolucyjnej Francji ogół ludzi wolnych, niezaliczających się do szlachty ani kleru. [przypis edytorski]

102. Auvergne — Owernia, region administracyjny w centralnej Francji. [przypis edytorski]

103. Champagne — Szampania, historyczna prowincja francuska, położona w płn.-wsch. części kraju. [przypis edytorski]

104. Karol VII a. Karol Zwycięski (1403–1461) — król Francji w latach 1422–1461 z dynastii Walezjuszów. [przypis edytorski]

105. wydatek przewozowy — (fr. octroi) podatek pośredni, pobierany przez gminy za import towarów na ich terytorium. [przypis edytorski]

106. reforma miejska z r. 1764 — prawdopodobnie chodzi o zarządzenie z sierpnia 1764 r. znoszące urzędy miejskie, utworzone edyktem z 1733 r.; zaplanowane w efekcie nowe wybory miały wyłonić stosunkowo reprezentatywne gminy. [przypis edytorski]

107. La Flèche — miejscowość i gmina we Francji, położona w regionie Kraj Loary. [przypis edytorski]

108. Liancourt, François Alexandre Frédéric a. François Alexandre Frédéric de La Rochefoucauld, książę Liancourt (1747–1827) — francuski żołnierz, polityk, naukowiec i filantrop. [przypis edytorski]

109. fermer — właściciel lub dzierżawca fermy. [przypis edytorski]

110. król Jan a. Jan II Dobry (1319–1364) — król Francji od 1350 r. z dynastii Walezjuszów. [przypis edytorski]

111. Karol VI a. Karol VI Szalony (1368–1422) — król Francji w latach 1380–1422 z dynastii Walezjuszów. [przypis edytorski]

112. Badania nad finansami Francji — fr. Recherches et considérations sur les finances de France depuis l’année 1595 jusqu’en l’année 1721, dzieło, którego autorem jest François Véron Duverger de Forbonnais (1722–1800), opublikowane w 1758 r. [przypis edytorski]

113. Forbonnais, François Véron Duverger de (1722–1800) — ekonomista francuski, encyklopedysta. [przypis edytorski]

114. domena — tu: dawniej wielka posiadłość ziemska, należąca do państwa lub rodzin magnackich. [przypis edytorski]

115. Mazzarini, Giulio Raimondo a. Mazarin, Jules (1602–1661) — francuski kardynał, a od 1642 r. pierwszy minister Francji. [przypis edytorski]

116. kredytor (daw.) — wierzyciel. [przypis edytorski]

117. droit de franc-fief (fr.) — nazwa podatku, płaconego królowi Francji lub jego dzierżawcom za zezwolenie na posiadanie majątku przez nie szlachtę; francuskie prawo, którego przedmiotem były lenna szlacheckie, należące do plebsu. [przypis edytorski]

118. Ludwik Święty (1214–1270) — król Francji od 1226 r. z dynastii Kapetyngów, święty Kościoła katolickiego. [przypis edytorski]

119. Henryk III (1551–1589) — właśc. Edward Aleksander, pierwszy elekcyjny król Polski w latach 1573–1574, ostatni (od 1574 r.) król Francji z dynastii Walezjuszów. [przypis edytorski]

120. Letronne, Jean Antoine (1787–1848) — francuski archeologiem i numizmatyk. [przypis edytorski]

121. patent — tu: list potwierdzający za opłatą (fr. lettre de confirmation moyennant finance). [przypis edytorski]

122. edykt z r. 1673 — być może chodzi o edykt z 19 marca 1673 r., wprowadzający obowiązek korzystania z drukowanych i opieczętowanych formularzy w przypadku aktów cywilnych i sądowych, specjalnych pokwitowań, prowizji, nominacji etc. [przypis edytorski]

123. Colbert, Jean Baptiste (1619–1683) — francuski polityk, minister finansów (kontroler generalny finansów) za panowania Ludwika XIV, zwolennik absolutyzmu. [przypis edytorski]

124. Ludwik XII (1462–1515) — król Francji w latach 1498–1515 z dynastii Walezjuszów. [przypis edytorski]

125. Henryk IV a. Henryk IV Wielki (1553–1610) — król Francji od 1589 r., pierwszy z dynastii Burbonów. [przypis edytorski]

126. Languedoc (fr.) — Langwedocja, kraina historyczna w płd. Francji. [przypis edytorski]

127. habeas corpus a. Habeas Corpus Act — angielska ustawa z 1679 r., zabezpieczająca wolności poddanego i zapobiegająca uwięzieniu na terytoriach zamorskich oraz zakazująca organom państwa aresztowania go bez zezwolenia sądu. [przypis edytorski]

128. absenteizm — uchylanie się od spełniania obowiązku, nieobecność w życiu społecznym. [przypis edytorski]

129. kobuz — fr. hobereau; w oryginale gra słów: po francusku termin ten oznacza zarówno ptaka, jak i biednego szlachcica, który pozostaje na swojej ziemi (wydźwięk pejoratywny). [przypis edytorski]

130. Anjou (fr.) — Andegawenia, kraina historyczna w zach. Francji. [przypis edytorski]

131. Wandea — fr. Vendée, departament i kraina historyczna we Francji. [przypis edytorski]

132. orężnie (daw.) — zbrojnie. [przypis edytorski]

133. Berry — kraina historyczna w płn.-śr. Francji. [przypis edytorski]

134. Villefranche — Villefranche-du-Queyran, francuska miejscowość i gmina w regionie Nowa Akwitania lub Villefranche-du-Périgord, miejscowość i gmina we Francji, rownież znajdująca się w Nowej Akwitanii. [przypis edytorski]

135. Gujenna — prowincja francuska, część krainy dawnego plemienia Akwitanów, położona nad Garonną. [przypis edytorski]

136. Testament Polityczny — fr. Testament politique, dzieło, którego autorem jest Armand-Jean du Plessis de Richelieu (1585–1642), opublikowane w 1688 r. [przypis edytorski]

137. Choiseul, Étienne-François de (1719–1785) — francuski dyplomata. [przypis edytorski]

138. galery — dawna kara, która polegała na ciężkiej pracy przy wiosłowaniu na galerze. [przypis edytorski]

139. wilia (daw.) — wigilia. [przypis edytorski]

140. rejentalny — sporządzony lub poświadczony przez rejenta. [przypis edytorski]

141. wielka dynastia francuska — chodzi o dynastię Burbonów, będącą boczną linią Kapetyngów, która panowała we Francji w latach 1589–1830. [przypis edytorski]

142. Luter, Marcin (1483–1546) — niemiecki teolog i reformator religijny, inicjator reformacji, współtwórca luteranizmu. [przypis edytorski]

143. Hume, David (1711–1776) — szkocki filozof, pisarz i historyk. [przypis edytorski]

144. Holbach, Paul Henry Thiry d’ (1723–1789) — oświeceniowy filozof francuski, encyklopedysta Wielkiej encyklopedii francuskiej. [przypis edytorski]

145. Helwecjusz a. Helvétius, Claude Adrien (1715–1771) — francuski filozof i literat, współtwórca Wielkiej encyklopedii francuskiej. [przypis edytorski]

146. Morellet, André (1727–1819) — francuski pisarz, encyklopedysta, ekonomista i tłumacz. [przypis edytorski]

147. Suard, Jean-Baptiste-Antoine (1732–1817) — francuski literat i dziennikarz. [przypis edytorski]

148. Bolingbroke, Henry Saint-John (1678–1751) — angielski polityk i filozof. [przypis edytorski]

149. Listy o Anglii — dzielo Voltaire’a (1694–1778), opublikowane najpierw po angielsku pod tytułem English Letters, w Polsce znane jako Listy o Anglikach albo Listy filozoficzne, zgodnie z tytułem wydania francuskiego Lettres philosophiques. [przypis edytorski]

150. fizjokrata — przedstawiciel fizjokratyzmu, francuskiej szkoły ekonomicznej z drugiej połowy XVIII w., której filozoficzną podstawą była idea porządku naturalnego. [przypis edytorski]

151. laisser faire (fr.) — dosłownie: pozwólcie czynić; leseferyzm to pogląd filozoficzno-ekonomiczny głoszący wolność jednostki w wymiarze społeczno-ekonomicznym, sformułowany przez francuskich fizjokratów, a zrealizowany w XIX w. w Wielkiej Brytanii. [przypis edytorski]

152. laisser passer (fr.) — dosłownie: pozwólcie przejść; patrz: laissez faire. [przypis edytorski]

153. Quesnay, François (1694–1774) — francuski lekarz, teoretyk ekonomii, twórca szkoły fizjokratycznej. [przypis edytorski]

154. Lemercier de la Rivière, Pierre-Paul de Saint-Médard (1719–1801) — francuski ekonomista fizjokrata. [przypis edytorski]

155. Bodeau — francuski opat (brak innych informacji). [przypis edytorski]

156. Le code de la nature (fr.) — właśc. Code de la nature, ou Le véritable esprit de ses lois de tout temps négligé ou méconnu; pl. Kodeks natury, dzieło, którego autorem jest Étienne-Gabriel Morelly (ok.1717–1778/1782), opublikowane w 1755 r. [przypis edytorski]

157. Morelly, Étienne-Gabriel (ok.1717–1778/1782) — francuski filozof. [przypis edytorski]

158. Machault, Jean-Baptiste de (1701–1794) — francuski administrator i polityk. [przypis edytorski]

159. Vauban, Sébastien le Prestre de (1633–1707) — francuski inżynier wojskowy, architekt, urbanista, ekonomista, polityk, reformator i filozof; marszałek Francji. [przypis edytorski]

160. wojna o następstwo tronu hiszpańskiego — wojna prowadzona w latach 1701–1714 pomiędzy Wielką Brytanią, Holandią, Austrią i Sabaudią a Francją, Hiszpanią, Bawarią i Kolonią o władzę nad Hiszpanią i dominację w Europie. [przypis edytorski]

161. Sully, Maximilien de Béthune de (1560–1641) — francuski polityk, przyjaciel króla Henryka IV, marszałek Francji; minister skarbu i zwierzchnik administracji, zwolennik merkantylizmu, który zreformował finanse, rozwinął gospodarkę, popierał rozwój rolnictwa i przebudował sieć drogową oraz obronną. [przypis edytorski]

162. Bordeaux — francuskie miasto, stolica regionu Nowa Akwitania. [przypis edytorski]

163. Liverpool — miasto i dystrykt metropolitalny w płn.-zach. Anglii. [przypis edytorski]

164. Loara — najdłuższa rzeka Francji (1020 km). [przypis edytorski]

165. Poitou — kraina historyczna w zach. Francji. [przypis edytorski]

166. Bretania — kraina historyczna i region w płn.-zach. Francji. [przypis edytorski]

167. Beaumarchais, Pierre-Augustin Caron de (1732–1799) — francuski dramaturg i pisarz, muzyk, dyplomata, finansista i wolnomularz, podejrzewany o szpiegostwo. [przypis edytorski]

168. dragonady — wprowadzony przez Ludwika XIV terror wobec rodzin hugenockich, mający zmusić je do przejścia na katolicyzm. [przypis edytorski]

169. Tuluza — miejscowość i gmina we Francji, stolica regionu Oksytania. [przypis edytorski]

170. du Châtelet, Émilie (1706–1749) — francuska matematyczka i fizyczka. [przypis edytorski]

171. żurnal (daw.) — czasopismo. [przypis edytorski]

172. Żakeria — powstanie ludowe, które wybuchło w 1358 r. we Francji (w czasie wojny stuletniej), spowodowane wyniszczeniem wsi wojną i epidemiami oraz wzrostem podatków i danin. [przypis edytorski]

173. Młócarze a. bunt Młócarzy — powstanie ludowe 1382 roku w Paryżu, za panowania Karola VI. [przypis edytorski]

174. Rada Szesnastu — rada, złożona z przedstawicieli paryskiej burżuazji, która kontrolowała stolicę i wywierała istotny wpływ do końca XVI w. [przypis edytorski]

175. testator — spadkodawca. [przypis edytorski]

176. Konwent Narodowy — zgromadzenie prawodawcze z okresu rewolucji francuskiej, wyłonione 21 września 1792; ogłosiło Francję republiką i skazało Ludwika XVI na śmierć. [przypis edytorski]

177. rojalizm — opowiadanie się za monarchiczną formą rządów. [przypis edytorski]