SCENA CZWARTA

Plac. — Chór, Perdykan.

PERDYKAN

Dzień dobry, przyjaciele. Czy poznajecie mnie?

CHÓR

Panie, podobny jesteś do dziecka, któreśmy bardzo kochali.

PERDYKAN

Czy nie wyście to brali mnie na plecy, aby mnie przenieść przez strumień, nie wyście mnie hojdali na kolanach, sadzali za sobą na koniu? Czy nie wy ściskaliście się niekiedy przy stole, aby mi zrobić miejsce przy swojej wieczerzy?

CHÓR

Pamiętamy, paniczu. Był z ciebie największe ladaco i najlepszy chłopak pod słońcem.

PERDYKAN

Czemuż tedy nie przyjdziecie mnie uściskać, zamiast mi się kłaniać jak obcemu?

CHÓR

Niech cię Bóg błogosławi, ty dziecię nasze rodzone! Każdy z nas chciałby cię wziąć w ramiona, ale jesteśmy starzy, panie, a ty jesteś mężczyzną.

PERDYKAN

Tak, nie widziałem was dziesięć lat, a w jeden dzień wszystko zmienia się pod słońcem. Wyciągnąłem się o kilka stóp ku niebu, a wy pochyliliście się o kilka cali ku grobowi. Głowy wasze pobielały, kroki stały się wolniejsze, nie możecie już podnieść z ziemi swego dawnego dziecka. Mnie tedy przystało być waszym ojcem, was, którzyście byli mymi rodzicami.

CHÓR

Powrót twój jest dniem szczęśliwszym niż twoje narodziny. Milej jest odnaleźć kogoś, kogo się kocha, niż uścisnąć nowo narodzone niemowlę.

PERDYKAN

Oto więc moja ukochana dolina! Moje orzechy, moje zielone ścieżki, moje źródełko! Oto moje minione dni jeszcze pełne życia, oto tajemniczy świat marzeń mego dziecięctwa! O ziemio, ziemio ojczysta, niezrozumiałe słowo! Czyż więc człowiek rodzi się tylko dla jednego zakątka ziemi, aby tam zbudować gniazdo i żyć przez jeden dzień?

CHÓR

Mówiono nam, że jesteś uczonym, paniczu.

PERDYKAN

I mnie mówiono to również. Nauka to piękna rzecz, moje dzieci; te drzewa i łąki dają głośno najpiękniejszą lekcję, a mianowicie aby zapomnieć tego, co się umie.

CHÓR

Niejedna zmiana zaszła od czasu, jak cię nie było. Sporo dziewcząt się wydało i sporo chłopców poszło do wojska.

PERDYKAN

Opowiecie mi to wszystko. Spodziewam się wielu zmian, ale po prawdzie nie pragnę ich jeszcze. Jaka ta sadzawka mała! Niegdyś zdawała mi się olbrzymia. Uniosłem w głowie ocean i lasy, a odnajduję kroplę wody i źdźbło trawy. Któż jest ta młoda dziewczyna, która śpiewa w oknie za drzewami?

CHÓR

To Rozalka, mleczna siostra8 krewniaczki pańskiej Kamilli.

PERDYKAN

podchodząc

Zejdź prędko, Rozalko, i chodź tutaj.

ROZALKA

wchodzi

Słucham pana.

PERDYKAN

Widziałaś mnie z okna i nie przyszłaś, niedobra dziewczyno! Dawaj prędko tę rączkę i tę buzię, niech cię uściskam.

ROZALKA

Słucham pana.

PERDYKAN

Czyż ty zamężna, mała? Mówiono mi, że tak.

ROZALKA

Och, nie!

PERDYKAN

Czemu? Nie ma w całej wiosce ładniejszej dziewczyny. Wydamy cię.

CHÓR

Wielmożny paniczu, ona chce być panną do śmierci.

PERDYKAN

Czy to prawda, Rozalko?

ROZALKA

Och, nie!

PERDYKAN

Siostra twoja Kamilla przyjechała. Widziałaś ją?

ROZALKA

Jeszcze nie była tutaj.

PERDYKAN

Idź prędko włożyć nową sukienkę i przychodź na wieczerzę do zamku.