Strażak

Czy Warszawę zmrok osnuwa,

Czy ją złocą zorze,

Na wieżycy strażak czuwa,

Czuwa w imię Boże.

Niechno tylko ze swej wieży

Dojrzy odblask krwawy,

Wnet na sygnał w dzwon uderzy

Dla swej braci żwawej.

Błyszczą kaski, grzmi podkowa

Wśród Warszawian rzeszy,

Pędzi cwałem straż ogniowa,

Na ratunek śpieszy.

Zuchowate widać twarze,

Bez śladu obawy —

I już stoją przy pożarze

Strażacy Warszawy.

Ci kierują sikawkami,

Inni pną się w górę,

Płomień bucha wkrąg iskrami,

Pędzi chmury bure.

Lecz strażacy z butą znaną

Niczem się nie straszą,

I dopóty nie ustaną,

Aż pożar ugaszą.

Choć im nieraz grożą rany,

Tak jakby na wojnie,

Pod ich strażą gród kochany

Może spać spokojnie.

Dzielne serca w piersiach biją,

Szczerzy z nich junacy,

Więc krzyknijcie: Niechaj żyją

Warszawscy strażacy!