Dialog

Demofeles: Między nami mówiąc, kochany przyjacielu, nie podoba mi się, że twoje filozoficzne uzdolnienie objawiasz w sarkazmach, a nawet w jawnych drwinach z religii. Wiara jest dla każdego rzeczą świętą i powinna nią być także dla ciebie.

Filaletes: Nego consequentiam1. Nie pojmuję, czemu miałbym odczuwać respekt dla kłamstwa i obłudy z powodu ograniczoności kogoś drugiego. Prawdę czczę zawsze i wszędzie, lecz z tego właśnie powodu nie szanuję tego, co jej się sprzeciwia. Moją zasadą jest: vigeat veritas, et pereat mundus2, podobnie jak zasadą prawników jest: fiat iustitia, et pereat mundus3. Każda umiejętność powinna mieć analogiczną dewizę.

Demofeles: W takim razie dewiza medycyny brzmiałaby: fiant pilulae, et pereat mundus4 — i ją byłoby najłatwiej urzeczywistnić.

Filaletes: Broń Boże! Wszystko cum grano salis5.

Demofeles: Tak, cum grano salis. Dlatego też pragnąłbym, abyś i religię brał pod rozwagę cum grano salis i abyś przyszedł do przekonania, że wymagania umysłowe tłumu należy zaspokajać według jego zdolności pojmowania. Religia jest jedynym środkiem, aby surowym zmysłom i niezgrabnemu umysłowi pogrążonego w pospolitości i materialnej pracy tłumu oznajmić i dać odczuć głębokie znaczenie bytu. Albowiem człowiek taki, jaki z reguły jest, nie ma pierwotnie zmysłu do niczego innego oprócz potrzeb i żądz fizycznych, następnie dopiero domaga się trochę rozrywki i zabawy. Twórcy religii i filozofowie na to przychodzą na świat, by człowieka z odrętwienia otrząsnąć i wskazać mu na wzniosłe znaczenie bytu: filozofowie czynią to dla niewielu wybranych, twórcy religii dla wszystkich, dla ludzkości w ogóle. Gdyż φιλοσοφών πλήθος αδύνατον είναι6 — mawiał twój Platon7, a ty nie powinieneś o tym zapominać. Religia jest metafizyką ludu; należy mu ją z konieczności zostawić i dlatego na zewnątrz przynajmniej szanować, gdyż odzierać ją z powagi znaczy tyle, co ją odbierać. Jak istnieje poezja ludowa, a w przysłowiach mądrość ludowa, tak samo musi istnieć metafizyka ludowa, albowiem człowiekowi potrzeba koniecznie wytłumaczenia zagadki życia na miarę jego zdolności pojmowania. Przeto8 metafizyka ludowa, która spełnia to zadanie, jest zawsze prawdą ubraną w szatę alegoryczną, a wpływ jej w znaczeniu praktycznym i umysłowym, to znaczy jako wytycznej w postępowaniu oraz jako ukojenia i pociechy w cierpieniach i śmierci, jest tak wielki, jaki byłby wpływ prawdy dla nas, gdybyśmy ją znali istotnie. Niechaj cię nie zraża forma wybujała, barokowa i pozornie sprzeczna z rozsądkiem; twoje wykształcenie i erudycja przeszkadzają ci wyobrazić sobie, jakich potrzeba dróg i okrążeń, aby surowemu umysłowi tłumu uprzystępnić głębokie prawdy. Religie są tylko schematami, w których lud zdoła uchwycić i uprzytomnić sobie prawdę, samą w sobie dlań niedostępną, z którymi jednak w jego umyśle nierozerwalnie się zrasta. Dlatego, mój kochany, drwiny z religii są — nie miej do mnie urazy — oznaką ograniczoności, a zarazem niesprawiedliwości.

Filaletes: A czyż nie jest równie niedorzeczne i niesprawiedliwe żądać, aby nie było innej metafizyki oprócz metafizyki przykrojonej według potrzeb i siły pojmowania ludu? Aby jej nauki stanowiły granicę wszelkich dociekań i wytyczną dla wszelkich ludzkich dociekań, tak żeby i metafizyka owych niewielu wybranych, jak sam się wyraziłeś, redukowała się do potwierdzania, wzmacniania i interpretacji metafizyki ludu? Aby najwyższe władze ludzkiego ducha pozostały bezczynne i nierozwinięte, a nawet stłumione w zarodku, bo ich działalność mogłaby skrzyżować się z metafizyką ludową? A czyż w zasadzie inaczej rzecz się ma z uroszczeniami religii? Czyż godzi się nawoływać do tolerancji i względności komuś, kto sam jest nietolerancją i bezwzględnością? Powołuję się na sądy kacerzy9, inkwizycję, wojny religijne, krucjaty, czarę Sokratesa10, stosy Giordana11 i Vaniniego12 (Savonaroli13)! Chociaż to dziś już minęło, cóż bardziej opiera się prawdziwym filozoficznym dążeniom, szczeremu poszukiwaniu prawdy, temu najszlachetniejszemu powołaniu najszlachetniejszej ludzkości, niż owa konwencjonalna, wzięta przez państwo w monopol metafizyka? Jej prawidła wtłacza się w umysł młodociany z taką powagą, tak głęboko, tak silnie, że o ile nie jest obdarzony przedziwną elastycznością, nie zacierają się one nigdy, co w jego zdrowym rozumie raz na zawsze wypacza jego sposób pojmowania, czyli że z natury już słaba zdolność samoistnego myślenia i niezawisłego sądu osłabia się i psuje na zawsze.

Demofeles: Znaczy to właściwie, że ludzie nabrali przekonania, którego nie mają ochoty pozbyć się i przyjąć natomiast twego.

Filaletes: O, gdyby ono polegało na wniknięciu w istotę rzeczy! Do takiego przekonania można by się zabrać z argumentami i otwarłoby się pole do walki równą bronią. Lecz religie same przyznają, że nie zwracają się do rozumu z dowodami, lecz do wiary z objawieniami. Zdolność do niej jest największa w dziecięctwie i dlatego to dąży się przede wszystkim do opanowania tego wątłego wieku. Dzięki temu zasady wiary zapuszczają swoje korzenie bardziej aniżeli za pomocą gróźb i wiadomości o cudach. Jeżeli się człowiekowi w dziecięctwie przedstawia często pewne zasadnicze poglądy i nauki niezwykle uroczyście i z pozorami najwyższej nieznanej mu dotąd powagi, jeżeli pomija się zupełnie możliwość powątpiewania, albo dotyka się jej tylko na to, żeby na nie wskazać jako na pierwszy krok do zguby i potępienia, wrażenie musi wypaść tak głęboko, że człowiek z reguły, czyli prawie zawsze, staje się tak samo niezdolny do zwątpienia w owe nauki, jak nie wątpi w swoje własne istnienie. Pomiędzy wieloma tysiącami zaledwie jeden będzie miał tyle mocy duchowej, żeby siebie z powagą i szczerze zapytać: czy też to prawda? Toteż słuszniej, niżby się sądziło, nazwano tych, którzy to potrafią: esprits forts14. Dla reszty nie ma nic tak niedorzecznego i oburzającego, w co nie wierzyliby najsilniej, jeżeli w nich to na owej drodze wszczepiono. Gdyby np. szło o to, że zabójstwo kacerza lub niewiernego stanowi istotną część przyszłego zbawienia, każdy niemal uważałby sobie za obowiązek zrobić z tego główną sprawę swego życia, a w chwili zgonu czerpałby we wspomnieniu pociechę, że mu się to udało. Wszak niegdyś prawie każdy Hiszpan uważał auto da fé15 za zbożny i najmilszy Bogu uczynek. Pendant16 do tego stanowi sekta Thugów w Indiach, niedawno stłumiona przez władze angielskie za pomocą licznych wyroków śmierci. Wyznawcy tej sekty objawiali swoją pobożność i cześć dla swej bogini Kali w ten sposób, że przy każdej sposobności zdradziecko mordowali swych przyjaciół i towarzyszy podróży, aby przywłaszczyć sobie ich mienie, i całkiem poważnie żyli w urojeniu, że spełniali coś bardzo chwalebnego i przydatnego dla ich zbawienia17. Tak potężne jest działanie wcześnie wpojonych dogmatów religijnych, że potrafi stłumić głos sumienia, a nawet wszelką litość i ludzkość. Jeżeli na własne oczy i z bliska chcesz widzieć skutki wczesnego wszczepiania wiary, to przypatrz się Anglikom. Spojrzyj na ten ze wszystkich innych najbardziej wyszczególniony przez naturę, ten obdarzony rozumem, sprytem, zdolnością sądu i stałością charakteru naród i popatrz, o ile niżej stoi od innych, jak stał się niemal godny pogardy z powodu swego tępego kościelnego zabobonu, który wśród właściwych Anglikom zdolności zakrawa wprost na stałe zboczenie, na monomanię. Zawdzięczają to wychowaniu znajdującemu się w rękach księży, a ono stara się od najwcześniejszej młodości tak wpoić w nich artykuły wiary, że dochodziło aż do częściowego znieczulenia mózgu. Objawia się ono potem w owej tępej bigoterii18, dzięki której ludzie nawet skądinąd rozsądni i obdarzeni sprytem poniżają się w naszych oczach i przyprawiają nas o przykry zawód co do swojej osoby. Jeżeli zważymy, że do osiągnięcia tych ładnych rezultatów nieodzowną jest rzeczą wszczepianie wiary już w wieku dziecięcym, to istota misji okaże się nam nie tylko szczytem natręctwa, arogancji i impertynencji, lecz wprost absurdem, tam, gdzie nie ograniczają się do ludów znajdujących się w stadium dzieciństwa, jak np. u Hotentotów19, Kafrów20, Polinezyjczyków itd., gdzie też misje rzeczywiście odniosły skutek. Tymczasem w Indiach wyznawcy braminizmu21 kazań misjonarzy słuchali z łaskawie pobłażliwym uśmiechem albo wzruszeniem ramion. W ogóle w Indiach pomimo przyjaznych okoliczności próby nawrócenia nie udały się. Sprawozdanie autentyczne w XXI tomie „Asiatic Journal” z r. 1826 głosi, że po wieloletniej działalności misjonarzy w całych Indiach (część ich stanowiąca kolonie angielskie sama posiada 115 milionów mieszkańców) naliczono 300 nawróconych. Czytamy tam także, że nawróceni wyróżniali się wśród innych przez swe niemoralne życie. Wśród tylu milionów znalazło się tylko 300 dusz sprzedajnych, kupionych. Czy od owego czasu szanse chrześcijaństwa poprawiły się, nie wiem i nigdzie nie znalazłem wzmianki o tym, chociaż misjonarze teraz starają się w szkołach angielskich, poświęconych wyłącznie nauce świeckiej, wbrew umowie oddziaływać na dzieci w duchu religijnym, aby przemycić chrześcijaństwo, nad czym jednak Hindusi zazdrośnie czuwają. Gdyż, jak już powiedziano, tylko wiek dziecięcy, a nie męski, jest porą dla posiewu wiary; najmniej zaś plonu daje ten siew tam, gdzie zakorzeniła się przedtem już inna wiara. Przekonanie natomiast, którym się zasłaniają dorośli nawróceni, jest z reguły tylko maską jakiejś osobistej korzyści. Ponieważ odczuwa się, że nie może być inaczej, większość ludzi pogardza człowiekiem, który w wieku dojrzałym zmienia religię bez względu na to, że okazuje się w ten sposób, iż religii nie uważa się za rzecz rozumnego przekonania, lecz za skutek wczesnego wszczepienia wiary jeszcze przed wszelaką możliwością zbadania. Słuszność ich poglądu pod tym względem wynika stąd, że nie tylko ślepo wierzący tłum, lecz także i duchowieństwo, które zna źródła zasady, dogmaty i kwestie sporne swej religii, trzyma się wiernie i gorliwie wierzeń swego kraju, skąd pochodzi, że zmiana religii lub wyznania u osób duchownych należy do bardzo rzadkich wyjątków. Tak np. widzimy, że kler katolicki głęboko jest przekonany o prawdziwości wszystkich dogmatów religii katolickiej; tak samo rzecz się ma z klerem protestanckim; jedni i drudzy z równą gorliwością bronią przykazań swego wyznania. A jednak to przekonanie zawisło22 tylko od kraju, w którym się urodzili. Duchowni południowoniemieccy są przekonani o prawdziwości dogmatów Kościoła katolickiego, a północnoniemieccy o prawdziwości protestanckiego. Jeżeli to przekonanie opiera się na podstawach rzeczowych, to muszą one zależeć od klimatu, jak rośliny, z których jedne tylko tu, a drugie tylko tam się udają. Lud zaś przyjmuje z wiarą przekonania tych miejscowych przekonanych.

Demofeles: Nic to nie szkodzi i w gruncie rzeczy nie stanowi różnicy; istotnie protestantyzm np. nadaje się lepiej dla północy, katolicyzm zaś dla południa.

Filaletes: Pozornie tak. Lecz ja rozważam to z wyższego punktu widzenia i mam ważniejsze względy na oku, mianowicie postęp rodzaju ludzkiego na drodze do poznania prawdy. Czyż nie jest względem tego postępu czymś strasznym, że każdemu, gdziekolwiek by się urodził, wszczepia się już w najwcześniejszej młodości pewne twierdzenia z zapewnieniem, że najlżejsze powątpiewanie o nich naraża go na utratę wiecznego zbawienia, tym bardziej że te twierdzenia stanowią podstawę wszystkich naszych późniejszych gałęzi poznania, że określają zatem na zawsze punkt naszego widzenia i że jeżeli raz są fałszywe, wypaczają go też na zawsze. Ponieważ bowiem ich wyniki wciskają się w cały system poznania, fałszują tym samym całą ludzką wiedzę. Dowodzą tego wszystkie literatury, szczególnie zaś literatura średnich wieków, a niestety aż nadto także XVI i XVII wieku. Nawet umysły pierwszorzędne były w owych czasach jakby tknięte paraliżem wskutek takich fałszywych pojęć zasadniczych, a szczególnie istota i działanie przyrody były dla nich jakby deskami zabite.

W całej tej epoce chrześcijańskiej teizm jak dusząca zmora przygniata wszystkie, a szczególnie filozoficzne dążenia i tamuje albo skarla23 wszelki postęp. Bóg, diabły, aniołowie, demony zasłaniają uczonym ówczesnym całą przyrodę; żadnego badania nie doprowadza się do końca, nigdzie nie dociera się do dna rzeczy; wszystko, co przekracza najbardziej wpadający w oko związek przyczynowy, usuwa się z drogi za pośrednictwem wyżej wymienionych osobników i powiada się, jak się przy podobnej sposobności wyraża Pomponacjusz24: certe philosophi nihil verisimile habent ad haec, quare necesse est, ad Deum, ad angelos, ad daemones recurrere25 (De incantationibus, c. 7). Wprawdzie Pomponacjusza można w cytowanym ustępie posądzać o ironię, jako iż chytrość jego skądinąd jeszcze jest znana, lecz bądź co bądź wypowiedział tu ogólny pogląd współczesny. Ilekroć jednak posiadał ktoś tyle rzadkiej umysłowej gibkości, że sama zdołała potargać krępujące ją więzy, wtedy jego pisma, a czasami i jego razem z nimi spalono na stosie, jak to przytrafiło się Brunonowi i Savonaroli. Jak dalece przeciętne umysły paraliżuje owa wczesna metafizyczna przyprawa, można najjaskrawiej i ze strony humorystycznej widzieć wówczas, gdy taki paralityk podejmie się krytykowania innych wierzeń. Stara on się z reguły tylko troskliwie o wykazanie, że dogmaty wyznania zaczepionego nie zgadzają się z dogmatami jego własnego, i udowadnia mozolnie, że nie tylko nie wypowiadają tego, co zawierają jego dogmaty, lecz nawet nie ma się w nich tego na myśli. W ten sposób zdaje mu się, że wykazał fałszywość obcego wierzenia. Wcale nie przychodzi mu na myśl postawić sobie pytanie, które z nich może mieć słuszność, lecz uważa artykuły swej własnej wiary już a priori26 za zasadnicze pewniki. Ucieszny przykład tego rodzaju apologetyki dał nam wielebny27 pan Morrison w XX tomie „Asiatic Journal”, gdzie krytykuje religię i filozofię Chińczyków, że się aż wesoło robi.

Demofeles: Taki zatem jest twój wyższy punkt widzenia. Zapewniam cię jednak, że istnieje punkt jeszcze wyższy. Maksyma primum vivere, deinde philosophari28 posiada głębsze znaczenie niż to, które od razu w oczy uderza. Przede wszystkim chodzi o to, aby prymitywne i barbarzyńskie umysły tłumów poskromić i powstrzymywać je od ostatnich bezprawi, od okrucieństw, aktów przemocy i nikczemności. Gdybyśmy czekali aż do czasu, w którym prawda dla tych głów stanie się dostępna, spóźnilibyśmy się niezawodnie. Przypuściwszy bowiem, żebyśmy ją już znaleźli, przekraczałaby ona pojętność tłumów. Dla nich może się przydać jedynie odpowiednia szata alegoryczna, przypowieść, mit. Powinien istnieć, jak powiada Kant29, jedyny dla wszystkich sztandar cnoty i prawa, a powinien zawsze powiewać wysoko. W gruncie rzeczy obojętne jest, jakie heraldyczne figury widnieją na nim, jeśli tylko oznacza on to, co się ma na myśli. Taka alegoria prawdy jest zawsze i wszędzie, dla większości rodzaju ludzkiego przydatnym surogatem30 prawdy, która pozostaje dla niej na zawsze niedostępna, i ogólnie filozofii, której jest dla niej niepojmowalna. Pomijam bowiem to, że filozofia codziennie zmienia swą postać i w żadnej jeszcze nie zdobyła sobie powszechnego uznania. Praktyczne cele, mój kochany Filaletesie, zawsze mają pierwszeństwo przed teoretycznymi.

Filaletes: Zgadza się to z prastarym powiedzeniem pitagorejczyka Timajosa z Lokrów31: τὰς ψυχὰς άπείργομες ψευδέσι λόγοις εἴ κα μὴ ἄγηται άλαθέσι32 (De anima mundi, wyd. Stephanus, s. 10433). Budzisz prawie we mnie podejrzenie, że chcesz przez to powiedzieć:

Doch, guter Freund, die Zeit kommt auch heran,

Wo wir was Gut’s in Ruhe schmausen mögen34

A twoje napomnienie do tego zmierza, abyśmy zawczasu przedsięwzięli środki ostrożności, iżby nam wzburzone fale rozszalałych tłumów nie przeszkadzały przy uczcie. Lecz ten punkt widzenia jest równie fałszywy, jak modny dziś i pochwalany, sprzeciwiam się zatem niemu. Fałszywym jest pogląd, jakoby porządek państwowy i społeczny nie dał się utrzymać bez pomocy religii i artykułów wiary i jakoby sądownictwo i policja potrzebowały dla spełnienia swych zadań religii jako koniecznego uzupełnienia. Jest to fałszem, chociażby to powtarzano sto razy. Rzeczywistą i niezbitą instantia in contrarium35 dostarczają nam ludy starożytne, a szczególnie Grecy. U nich bowiem nie istniało to, co my nazywamy religią. Nie posiadali świętych pism ani dogmatów, których by nauczano, których znajomości żądano by od każdego i co wszczepiano by od najwcześniejszej młodości. Słudzy religii wcale nie wygłaszali morałów, ani dbali o moralność publiczną, a niemniej kapłani nie troszczyli się ani o moralność, ani o uczynki ludzi. Obowiązki ich ograniczały się do odprawiania ceremonii, modłów, śpiewów, ofiar, uroczystych pochodów, lustracji itd., co bynajmniej nie miało na celu doskonalenia moralnego poszczególnych jednostek. Cała tzw. religia polegała na tym, że, szczególnie w miastach, niektórzy z bogów maiorum gentium36 posiadali świątynie, w których oddawano im cześć boską z ramienia państwa, czyli że kult był tam rzeczą policji. Nikogo oprócz funkcjonariuszy przeznaczonych do wykonywania czynności kultu nie zmuszano do uczestniczenia w obchodach albo do wiary. W całej starożytności nie ma śladu, aby kogoś zmuszano do wiary w pewne dogmaty. Jedynie kto publicznie zaprzeczał istnieniu bogów lub też ich w inny sposób bezcześcił, podlegał karze, gdyż obrażał państwo, które służyło bogom; poza tym mógł o tym każdy sądzić, jak mu się podobało. Jeżeli komuś podobało się z własnej inicjatywy za pomocą ofiar lub modłów starać się o przychylność tego lub owego boga, mógł to swobodnie uczynić na własny koszt i odpowiedzialność; gdy tego nie czynił, nikt nie miał nic przeciw temu do powiedzenia, a najmniej państwo. U Rzymian każdy miał u siebie w domu swoje Lary i Penaty37, przedstawiające w gruncie rzeczy tylko wizerunki przodków zmarłych (Apulejusz, De deo Socratis, 15, wyd. Bipont, vol. 2, s. 237). O nieśmiertelności duszy i życiu pośmiertnym nie mieli starożytni wyraźnego i w dogmat ujętego wyobrażenia, lecz tylko luźne, niejasne, problematyczne mniemania, każdy na swój sposób, a równie nieokreślone, niejasne i osobiste były wyobrażenia dotyczące bogów. A zatem religii w naszym znaczeniu starożytni nie mieli. A czy mimo to była u nich anarchia i bezprawie? Czy nie istniał raczej u nich tak wzorowy porządek, że ich prawa i ustrój prawno-państwowy do dziś dnia jest dla nas podstawą? Czyż własność u nich, chociaż składała się w znacznej części z niewolników, nie była bezpieczna? I ten stan rzeczy czyż nie przetrwał tysiącleci?

Z tych względów nie mogę uznać celowości praktycznej i konieczności religii w znaczeniu przez ciebie wyżej podanym i dziś modnym, jako nieodzownej podstawy wszelkiego porządku prawnego, i muszę się temu sprzeciwić. Albowiem z tego punktu widzenia szczere i czyste dążenie do prawdy byłoby co najmniej donkiszoterią38, a w razie, gdyby w poczuciu swego prawa odważyło się wskazać na dogmat jako na uzurpatora, który zajął tron prawdy i zajmuje go przez ciągłe oszustwo, byłoby zbrodnią.

Demofeles: Religia nie sprzeciwia się prawdzie, gdyż sama uczy prawdy. Ponieważ jednak pole jej działalności nie ogranicza się do sali wykładowej, lecz rozciąga się nad całym światem i obejmuje całą ludzkość, nie może ona stawiać prawdy nagiej przed oczy tak różnorodnej publiczności, o potrzebach i zdolnościach tak różnorodnych, lecz potrzebuje pewnej przyprawy. Prawdy nie można dawać w stanie czystym. Możesz ją w tym względzie porównać do pewnych pierwiastków chemicznych, które są lotne i dla celów praktycznych, dla przechowania lub kursowania w handlu bywają łączone z ciałami stałymi, gdyż inaczej ulatniają się, jak np. chlor, którego dla celów praktycznych używa się tylko w postaci chloranu. Jeżeli zaś prawda czysta i oderwana, wolna od wszelkiej przymieszki mitycznej, dla nas wszystkich, nawet dla uczonych jest niedostępna, wtedy można ją przyrównać do fluoru, którego w stanie czystym nie można używać, lecz tylko w połączeniach. Albo — potocznie mówiąc — jeżeli prawdy niepodobna39 przedstawić inaczej jak tylko mistycznie lub alegorycznie, to podobna jest do wody, której bez naczynia nie można przenosić z miejsca na miejsce; filozofowie zaś szukający prawdy i tylko prawdy podobni są do człowieka, który rozbija naczynie, aby mieć wodę samą dla siebie. Być może, że tak jest istotnie. W każdym razie religia jest prawdą wyrażoną symbolicznie i alegorycznie i przez to uprzystępnioną ludzkości, która by jej w stanie czystym znieść nie mogła, tak samo jak nie może oddychać czystym tlenem. Bez przenośni: głębokie znaczenie i szczytne zadanie życia można ludzkości wyjaśnić tylko symbolicznie. Filozofia czysta zaś jest, jak misteria eleuzyńskie40, przywilejem niewielu wybranych.

Filaletes: Tak, tak, rozumiem; to wszystko zmierza do tego, aby prawdę przedstawić w szacie kłamstwa. Jest to jednak niebezpieczny dla prawdy sojusz. Albowiem w ten sposób wręczamy niebezpieczną broń tym, którzy mają interes w tym, aby posługiwać się kłamstwem jako naczyniem prawdy. Obawiam się, aby kłamstwo tak przyprawione nie przyniosło ludzkości więcej szkody aniżeli prawda korzyści. Można by wprawdzie alegorię podać ludziom jako taką, lecz to pozbawiłoby ją zupełnie poszanowania, a przez to skuteczności. Konieczność zatem wymaga, aby alegorię przedstawić jako prawdę w znaczeniu dosłownym, podczas gdy ona tylko w znaczeniu przenośnym jest prawdą. Tu kryje się owa nieuleczalna rana, owo niedomaganie wieczne, które jest powodem, że religia zawsze zajmowała i zawsze będzie zajmowała stanowisko nieprzyjazne względem dążenia do prawdy.

Demofeles: Sądzę, że nie; jest na to rada. Wprawdzie religia nie może wprost przyznać się do swej alegoryczności, ale każe się tego domyślać.

Filaletes: W jaki sposób?

Demofeles: W swych tajemnicach. „Tajemnica” jest to w gruncie rzeczy teologiczny terminus technicus41 dla alegorii religijnej. Wszystkie religie mają swe tajemnice. Właściwie jest tajemnica oczywistym dogmatycznym absurdem, który jednak kryje w sobie głęboką, umysłowi tłumu niedostępną prawdę. Tłum przyjmuje ją w szacie tajemnicy, nie zważając bynajmniej na niedorzeczność nawet dla jego umysłu oczywistą; w ten sposób, o ile to możliwe, podaje mu się treść rzeczy. Dla wyjaśnienia dodam, że nawet w filozofię próbowano wprowadzić pojęcie tajemnicy, np. Pascal42, który był równocześnie pietystą43, matematykiem i filozofem, powiada zgodnie z tą swoją potrójną właściwością: Bóg jest wszędzie centrum, a nigdzie obwodem44. Także Malebranche45 słusznie powiedział: La liberté est un mystère (wolność jest tajemnicą). Mógłbym zrobić krok dalej i powiedzieć, że w religiach wszystko jest tajemnicą. Jest bowiem rzeczą niemożliwą ciemnym umysłom objawić prawdę w znaczeniu dosłownym; tylko jej odblask mityczno-alegoryczny może mroki tego umysłu rozproszyć i rozjaśnić. Prawda naga nie może stanąć przed oczyma tłumu, profanum vulgus46, tylko otoczona gęstą zasłoną. Jest zatem rzeczą nierozsądną żądać od religii, aby była prawdziwa w znaczeniu dosłownym, i dlatego tak racjonaliści, jak i supranaturaliści47 są w błędzie, gdyż jedni i drudzy wychodzą z założenia, że religia musi być prawdziwa. I i tamci w dalszym ciągu udowadniają, że nią nie jest, ci zaś uporczywie twierdzą, że jest prawdziwa, albo raczej tamci szatę alegoryczną religii tak przykrajają, że mogłaby być prawdziwa w znaczeniu dosłownym, lecz grzeszyłaby wtenczas oschłością i płytkością, a ci znowu bez wszystkiego twierdzą, że jest prawdziwa w znaczeniu dosłownym, co przecież nie jest do przeprowadzenia bez sądów kacerskich i stosów, o czym powinni pamiętać. Mit i alegoria są właściwymi elementami religii; pod tym warunkiem, koniecznym z powodu prostactwa tłumów, zaspokaja ona zupełnie potrzebę metafizyczną człowieka i zastępuje miejsce prawdy czystej, niezmiernie trudnej, a może niemożliwej do osiągnięcia.

Filaletes: Tak, w ten sam sposób jak noga drewniana zastępuje komuś prawdziwą, zapełnia jej miejsce, oddaje pewne usługi i chce uchodzić za naturalną, jest jednak mniej lub bardziej sztuczna. Zachodzi jednak ta różnica, że z zasady noga prawdziwa poprzedziła sztuczną, religia zaś od dawna wyprzedziła filozofię.

Demofeles: Być może, lecz noga drewniana oddaje wielkie usługi temu, który jest pozbawiony nogi zwykłej. Pamiętaj o tym, że metafizyczna potrzeba ludzkości musi być koniecznie zaspokojona, albowiem widnokrąg jej myśli musi być zamknięty, nie może pozostać otwarty. Zwykle atoli48 człowiek nie posiada dosyć krytycyzmu, aby dowody zbadać i rozstrzygać między prawdą i fałszem, a zresztą mozolna praca i troska o byt nie pozostawia mu czasu do tego rodzaju badań i nie pozwala także przyswoić sobie potrzebnych do tego wiadomości. Nie może być zatem mowy o przekonaniach; człowiek przeciętny zdany jest na wiarę i autorytet. Nawet gdyby rzeczywiście czysta filozofia zajęła miejsce religii, to przynajmniej dziewięć dziesiątych ludzkości przyjęłoby ją tylko na wiarę, a nie z przekonania, i wszystko pozostałoby jak dawniej, albowiem zawsze pozostanie prawdziwe zdanie Platona: φιλοσοφών πλήθος αδύνατον είναι49. Autorytet zależy jedynie od czasu i warunków, dlatego nie możemy mówić o autorytecie tam, gdzie nie ma nic prócz dowodów; musimy go pozostawić nietkniętym, gdy raz siłą rzeczy zdobył sobie uznanie, chociażby nawet bronił prawdy ubranej w szatę alegoryczną. Ta ostatnia, opierająca się na autorytecie, zwraca się do metafizycznej potrzeby człowieka, potrzeby powstającej wskutek zagadkowości bytu i świadomości, że poza stroną fizyczną wszechświata musi ukrywać się strona metafizyczna, coś nieznanego i niezmiennego, co ciągłym zmianom służy za podłoże. Dalej religia zwraca się do tęsknoty człowieka, do jego obawy i nadziei — ona daje mu bogów i demonów, do których człowiek zanosi modły, aby ich przychylnie dla siebie usposobić — wreszcie zwraca się do niezaprzeczenie drzemiącej w człowieku świadomości etycznej, której daje sankcję i utwierdzenie z zewnątrz, gdyż bez tej podpory wnet by się jej wśród tylu pokus noga powinęła. Właśnie pod tym względem stanowi religia w niezliczonych i niemałych cierpieniach życia niewyczerpane źródło pociechy i spokoju, które nie wysycha nawet przy śmierci, lecz właśnie wtenczas bije najobficiej i najskuteczniej. Możemy ją przyrównać do przewodnika, który prowadzi ślepego — chodzi bowiem tylko o to, aby ślepy doszedł do celu, a nie o to, aby wszystko widział.

Filaletes: Słuszność każe przyznać, że to stanowi najszczytniejsze zadanie religii. Jeżeli jest kłamstwem, to jest pobożnym kłamstwem; tego nie da się zaprzeczyć. Lecz w ten sposób kapłanom przypisuje się niedające się pogodzić właściwości szarlatanów i nauczycieli moralnych. Albowiem prawdy czystej, jak to sam słusznie wypowiedziałeś, nie mogą nauczać, chociażby ją posiadali, co jednak nie ma miejsca. Prawdziwa filozofia może zatem istnieć, lecz nie prawdziwa religia. Mówię „prawdziwa” w dosłownym i ścisłym tego słowa znaczeniu, a nie w przenośni, albo symbolicznie, gdyż w tym ostatnim znaczeniu każda religia jest prawdziwa, tylko nie w równym stopniu. Jest to zupełnie odpowiednie dziwnej mieszaninie dobra i zła, uczciwości i obłudy, dobroci i złośliwości, szlachetności i podłości, jaką nam świat okazuje; najważniejsza, najświętsza i najwyższa prawda nie może inaczej ukazać się jak w połączeniu z kłamstwem, a nawet od tegoż, jako skuteczniej działającego na ludzi, siły pożyczać musi i przez nie bywa wprowadzana jako objawienie. Ten fakt można by uważać za monogram50 świata etycznego. Tymczasem nie traćmy nadziei, że ludzkość kiedyś dojdzie do tego stopnia oświaty i dojrzałości, iż będzie mogła z jednej strony tworzyć prawdziwą filozofię, a z drugiej przyjmować ją. Naga prawda musi być tak prosta i jasna, aby w swej prawdziwej postaci wszystkim była dostępna bez potrzeby uciekania się do mitów i alegorii lub kłamstwa, czyli bez potrzeby maskowania jej jako religii.

Demofeles: Nie masz dostatecznego wyobrażenia o niesłychanie niskim stopniu inteligencji tłumu.

Filaletes: Wypowiadam swoje zdanie tylko jako przypuszczenie, lecz pozbyć się tej nadziei nie mogę. Gdy to się stanie, religia będzie strącona ze swego piedestału, który tak długo zajmowała jako zastępczyni prawdy. Wtenczas zadanie i posłannictwo religii będzie spełnione; będzie ona mogła odsadzić ludzkość dojrzałą od piersi, a sama odejść w pokoju. To będzie eutanazja religii. Jak długo żyje, ma dwie twarze: jedną prawdziwą, a drugą fałszywą. Według tego, czy ktoś bierze pod uwagę jedną czy drugą twarz, jest dla niej przychylny lub wrogi. Dlatego trzeba ją uważać za zło konieczne, którego konieczność zasadza się na niedołężności umysłowej tłumu niezdolnego do ujęcia prawdy i dlatego potrzebującego jej surogatu.

Demofeles: Według twych słów można by mniemać, że wy, filozofowie, jesteście już w posiadaniu prawdy i tylko o to chodzi, aby ją sobie przyswoić.

Filaletes: Jeżeli jej nie posiadamy, to należy to przypisać tylko niewoli filozofii, w jakiej zawsze i wszędzie pozostawała pod obuchem religii. Nie tylko słowa, lecz nawet i myśl starano się więzić i krępować przez wczesne obrabianie młodych umysłów, którym wszelkimi siłami i środkami starano się wytyczyć tor, jakim miała dążyć ich myśl, tak że przez stulecia całe ta ostatnia tylko torem wyznaczonym przez księży poruszać się była zdolna. Przerażenie mnie ogarnia, gdy dla wytchnienia po studiach literatur wschodnich biorę do ręki dzieła pisarzy, nawet wybitnych, XVI i XVII stulecia i widzę, jak wszędzie bieg myśli ich bywa paraliżowany i krępowany przez zasadnicze pojęcia religii starohebrajskiej. Czy w ten sposób można było dojść do prawdziwej filozofii?

Demofeles: Chociażby nawet znaleziono filozofię prawdziwą, to jeszcze nie znikłaby przez to, jak mniemasz, religia z powierzchni ziemi. Jedna i ta sama metafizyka nie może być stosowna dla wszystkich: przyrodzone różnice sił umysłowych i wykształcenie nabyte — przez jednych w mniejszym, przez innych w większym stopniu — nie pozwalają na to. Większość ludzi koniecznie musi poświęcać się ciężkiej pracy fizycznej dla zaspokojenia potrzeb fizycznych ludzkości; nie tylko że nie pozostaje jej czasu na wykształcenie, na rozmyślanie, lecz z powodu antagonizmu między wrażliwością i zdolnością odczuwania pobudek ciężka i natężona praca fizyczna przytępia ich umysł, czyni go ociężałym, sztywnym i pozbawia go zdolności pojmowania związków przyczynowych subtelnych i złożonych. Do tej kategorii należy zaliczyć przynajmniej dziewięć dziesiątych ludzkości. Pewnego rodzaju metafizyka, to jest pewien schemat wszechświata i bytu, jest człowiekowi konieczna, gdyż zaspokaja jego przyrodzoną potrzebę. Musi to być metafizyka popularna, która jako taka musi łączyć w sobie rozmaite i rzadkie przymioty, mianowicie: jasność i prostotę, połączone z niejasnością, a nawet w stosownym miejscu zawiłością, następnie dogmaty jej muszą mieścić w sobie rozumną i wystarczającą etykę; przede wszystkim zaś powinna przynosić niewyczerpany zapas pociechy w cierpieniach i śmierci. Z tego wynika, że będzie mogła być prawdziwa tylko w przenośni, a nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dalej musi jako podstawę posiadać autorytet sankcjonowany przez starożytność, ogólne uznanie, pomniki pisane, ton i sposób dykcji, a są to właściwości, które tak trudno połączyć, że niejeden, gdyby zadał sobie trud rozważyć to, nie byłby zbyt pochopny do podkopywania religii, lecz szanowałby ją jako największy skarb ludzkości. Kto chce krytykować religię, niechaj zawsze najpierw uprzytomni sobie ilość i wartość etyczną tych, dla których religia jest przeznaczona. Niepodobna prawie uwierzyć, jak trwale i niezmiennie nawet pod grubą powłoką potwornych legend i groteskowych ceremonii tli się iskierka prawdy. Dla lepszego zrozumienia uprzytomnij sobie głęboką mądrość Upaniszad51 i spojrzyj potem na wybujałe bałwochwalstwo dzisiejszych Indii, objawiające się w pielgrzymkach, procesjach, uroczystościach, na błazeńskie, niedorzeczne zachowania sannjasinów52. Nie można jednak zaprzeczyć, że we wszystkich tych wybujałościach i potwornościach na dnie ukrywa się odrobina lub bodaj refleks prawd Upaniszad. Taka karykatura była konieczna dla wielkiego tłumu. Mamy teraz przed oczyma antypody ludzkości: mądrość jednostek i nikczemność tłumu; obydwie te ostateczności stykają się w świecie etycznym. Komuż nie przychodzi tu na myśl zdanie Kurala53: „Tłum wygląda na ludzi, nigdy nie widziałem nic podobnego” (w. 1071). Człowiek wykształcony może sobie religię tłumaczyć cum grano salis; uczony myśliciel niechaj ją w swym sercu zastąpi filozofią. A nawet i tu jedna filozofia nie jest stosowna dla wszystkich, lecz każda na zasadzie powinowactwa z wyboru nęci tych, którzy siłą umysłu, wykształceniem i upodobaniem czują ku niej skłonność. Zawsze zatem istnieją dwie metafizyki: jedna przyziemna, zdawkowa, dla plebsu inteligentnego, druga wyższa dla wybranych umysłów. Wszak nawet szczytną filozofię Kanta musieli dopiero skalać i spospolitować ludzie, jak Fries, Krug, Salat i inni. Tu bardziej niż gdziekolwiek prawdziwe jest zdanie Goethego: Eines passt sich nicht für alle54. Czyste objawienie i czysta metafizyka są dla antypodów ludzkiego umysłu, dla stopni pośrednich stosowne są modyfikacje i kombinacje tych dwu ostateczności. Tego wymaga przepastna różnica, którą przyroda i wykształcenie ustanawia między ludźmi.

Filaletes: Twój punkt widzenia przypomina mi wzmiankowane już przez ciebie misteria starożytnych, które, zdaje się, miały na celu zaradzić złu powstającemu z różnicy zdolności i wykształcenia. Ich celem było z tłumu, któremu prawda jest absolutnie niedostępna, wybrać te jednostki, którym do pewnego stopnia prawda mogła ukazać się bez osłon; z tych znowu wybierano kilku, którym wyjawiano więcej, gdyż więcej byli w stanie pojąć, i tak w górę, aż do epoptów55. I tak istniały μικρά και μείζονα και μέγιστα μυστήρια56. Podstawą ich było słuszne założenie, że intelektualne siły umysłu ludzkiego są nierówne.

Demofeles: Wykształcenie elementarne, średnie i uniwersyteckie odpowiada u nas do pewnego stopnia wtajemniczaniu w różne misteria.

Filaletes: Tak jest, lecz tylko w przybliżeniu i tylko dopóki rozprawy naukowe z wyższych dziedzin wiedzy pisano wyłącznie po łacinie. Dziś profanuje się wszelkie misteria.

Demofeles: Jakkolwiek rzecz się ma, zwrócę twą uwagę na to, że powinieneś religię rozważać z punktu widzenia mniej teoretycznego, a bardziej z praktycznego. Chociażby personifikowana metafizyka była dla niej wroga, to zawsze personifikowana etyka będzie jej przychylna. Być może, że przy wszystkich religiach strona metafizyczna jest fałszywa, ale strona etyczna zawsze jest prawdziwa. Religie co do jednej nie zgadzają się z sobą w dogmatyce, lecz w dziedzinie etycznej okazują dziwną zgodę.

Filaletes: Jest to praktyczne zastosowanie prawidła logicznego, że z fałszywych przesłanek może wyniknąć konkluzja prawdziwa.

Demofeles: A więc trzymaj się konkluzji i pamiętaj o tym, że religia ma dwie strony. Chociażby z punktu widzenia teoretycznego nie dała się obronić, to z punktu widzenia praktycznego i etycznego stanowi ona jedyny środek do kierowania, poskramiania i uśmierzania zwierząt obdarzonych rozumem, których pokrewieństwo z małpą nie wyklucza pokrewieństwa z tygrysem. Równocześnie stanowi religia wystarczające zazwyczaj zaspokojenie głuchej i nieokreślonej potrzeby metafizycznej człowieka. Zdaje mi się, że nie posiadasz dokładnego wyobrażenia o kolosalnej różnicy, o głębokiej przepaści pomiędzy twoim wysubtelnionym i wyszkolonym umysłem a ciemną, głuchą i mętną świadomością pariasów57 ludzkości, których myśli raz na zawsze przyjęły kierunek zaspokajania najprymitywniejszych potrzeb fizycznych i którym nie można absolutnie nadać innego kierunku, a u których siła muskułów tak bywa natężona, że siła nerwów, czyli inteligencja, równa się zeru. Ci ludzie potrzebują koniecznie prostej podpory do stąpania po śliskiej i ciernistej drodze życia, potrzebują olśniewającej legendy lub baśni, za pomocą których umysłowi ich prymitywnemu i prostaczemu przyswaja się to, czego by inaczej jak w podobieństwie i przenośni pojąć nie zdołali. Uczone komentarze i subtelne dystynkcje58 nie wywarłyby na nich najmniejszego wrażenia. Jeżeli z tego punktu widzenia pojmiesz religię i zważysz, że jej cele w pierwszym rzędzie są praktyczne, a dopiero w drugim teoretyczne, to ukaże ci się jako godna szacunku.

Filaletes: Szacunek ten w ostatecznej analizie byłby ugruntowany na maksymie, że cel uświęca środki. Nie czuję jednak skłonności do kompromisu zasadzającego się na takiej podstawie. Niechaj religia będzie najlepszym i najznakomitszym środkiem dla poskramiania niskich instynktów i dla tresury dwunogów; w oczach filozofa, czyli miłośnika prawdy, każda fraus59, chociażby najbardziej pia60, będzie zdrożnością. Zaprawdę oszustwo i kłamstwo stanowi dziwnego rodzaju drogę do cnoty. Ślubowałem sztandarowi prawdy; zawsze jemu pozostanę wierny i nie dbając o sukces lub wziętość, w jego obronie będę walczył. Jeżeli wśród szeregów wrogich ujrzę religię, będę...

Demofeles: Nie ujrzysz jej tam! Religia nie jest kłamstwem: jest prawdą, i to najważniejszą z wszystkich. Ponieważ jednak, jak już się rzekło, zasady jej są tak wzniosłe, że tłum nie mógłby ich bezpośrednio pojąć, ponieważ od światła ich oko by ludzkie oślepło, religia zmuszona jest występować pod postacią alegorii i uczy tego, co wprawdzie nie samo w sobie, lecz symbolicznie jest prawdziwe; w ten sposób pojęta religia jest prawdziwa.

Filaletes: Jestem gotów przyznać ci rację — gdyby tylko religia odważyła się przyznać się do swej alegoryczności. Lecz ona urościła sobie tron prawdy w znaczeniu dosłownym i bezpośrednim. W tym leży kłamstwo i z tego względu miłośnik prawdy nigdy nie będzie jej przyjacielem.

Demofeles: To jest warunek konieczny jej skuteczności. Gdyby wyznała, że tylko jest prawdziwa w przenośni i symbolicznie, pozbawiłaby się wszelkiego uroku i wszelkiej skuteczności, a jej wysoce dobroczynny i zbawienny wpływ na ludzkość przez tego rodzaju rygoryzm i nieprzejednalność znikłby zupełnie. Zamiast tedy61 uporczywie trwać przy swoim, skieruj wzrok na działalność religii w praktyce, jako nauczycielki, przewodniczki i pocieszycielki ludzkości w cierpieniach i śmierci. Wtedy nie będziesz tak pochopnie podawał w podejrzenie i wyszydzał skarbu ludzkości, który stanowi dla niej niewyczerpane źródło pociechy i spokoju, którego tyle, a nawet przy swoim twardym losie więcej niż my, potrzebuje, i już dlatego powinna religia być nietykalna.

Filaletes: Tym argumentem można było Lutra62 zbić, gdy zaczepił handel odpustami. Dla iluż bowiem kartki odpustowe nie były źródłem pociechy i ufności do tego stopnia, że na łożu śmierci, ściskając w dłoni zwitek kartek odpustowych, byli przekonani, że posiadają kartę wstępu do wszystkich dziewięciu nieb63! Cóż pomogą pociechy i uspokojenia tym, nad głową których wciąż wisi miecz damoklesowy64 rozczarowania? Prawda, mój przyjacielu, prawda sama zdzierży, wytrwa i zwycięży; z niej płynąca pociecha jest pociechą; ona jest diamentem niezniszczalnym.

Demofeles: O, tak! Gdybyście tylko prawdę mieli już w kieszeni, aby nas na żądanie nią uszczęśliwić! Lecz wy posiadacie tylko systemy, w których nic nie ma pewnego z wyjątkiem ciężkiej pracy, jaką was kosztowały. Zanim się komuś odbierze skarb, trzeba w zamian dać mu coś lepszego.

Filaletes: Ileż to razy słyszałem już to samo! Uwolnić kogoś od błędu nie znaczy to zabrać, lecz dać, albowiem samo poznanie, że coś jest błędem, jest już pozytywną prawdą. Żaden błąd nie jest nieszkodliwy; każdy błąd mści się prędzej czy później na swej ofierze. Dlatego nie powinno się łudzić nikogo; lepiej wyznać otwarcie, że w danej sprawie nie wie się nic pewnego, i niechaj sobie jednostka sama stworzy swą religię. Być może, że będą te religie wcale udatne, gdyż zdania będą się ścierały i ocierały, przez co możliwe będą sprostowania i rektyfikacje65; w każdym razie różnica zdań doprowadzi i do tolerancji. Ci zaś, którzy obdarzeni są zdolnościami i wykształceniem, niechaj zgłębiają filozofię albo niechaj dalej prowadzą jej dzieje.

Demofeles: Byłby to jedyny w świecie widok! Wszyscy ludzie badający przyrodę kłócący się i włóczący za włosy!

Filaletes: Te bójki, wszczynane od czasu do czasu, byłyby przyprawą życia lub w każdym razie stosunkowo małym złem w porównaniu z panowaniem kleru, konfiskatą dóbr na rzecz Kościoła, prześladowaniami religijnymi, sądami inkwizycji, krucjatami, wojnami religijnymi, nocami św. Bartłomieja itd. Takie bowiem były błogie skutki oktrojowanej66 metafizyki ludowej. Pozostaję zatem przy swoim mniemaniu, że głogi nie dają winogron, a kłamstwo nie jest zbawienne.

Demofeles: Jakżeż często mam ci powtarzać, że religia nie jest kłamstwem, lecz prawdą w szacie alegorycznej? Co do twego planu, że każdy powinien sobie sam religię stworzyć, to mam ci jeszcze do powiedzenia, że tego rodzaju partykularyzm sprzeciwia się usposobieniu ludzkości i dlatego zniósłby wszelki porządek społeczny. Człowiek jest animal metaphysicum67, to znaczy, że posiada silnie wyrobioną potrzebę metafizyczną, zapatruje się na byt przede wszystkim w jego znaczeniu metafizycznym i stąd wszystkie inne wnioski wysnuwa. Dlatego, chociaż to przy niepewności i niezgodności dogmatów brzmi paradoksalnie, wzajemna zgoda podstawowych zasad jest dla niego rzeczą główną, tak że tylko między ludźmi równych przekonań możliwa jest zgoda zupełna i trwała. Wskutek tego ludy dzielą i łączą się raczej na zasadzie religii aniżeli na zasadzie ustroju państwowego lub języka. Ustrój państwowy wtedy jest silny i trwały, gdy jako na podstawie opiera się na ogólnie uznanym i przyjętym systemie metafizycznym. Oczywistą jest rzeczą, że taka metafizyka może być tylko ludową, to jest religią, która stapia i zespala się ściśle z ustrojem i objawami życia społecznego, a nawet z wszelkimi uroczystymi aktami życia prywatnego. Tak było u starożytnych Hindusów, u Persów, Egipcjan, Żydów, Greków i Rzymian, tak samo jest i dziś jeszcze u ludów bramińskich, buddyjskich i mahometańskich. W Państwie Środka68 istnieją trzy religie, z których buddyzm, liczący najwięcej wyznawców, doznaje najmniejszej opieki od rządu; przysłowie jednak ogólnie przyjęte i znane w Chinach powiada: „Trzy prawdy stanowią jedną”, czyli opierają się na tych samych podstawach. Cesarz wyznaje wszystkie trzy wiary równocześnie. Europa jest związkiem państw chrześcijańskich; chrześcijaństwo jest podstawą poszczególnych ustrojów i wspólnym łącznikiem wszystkich. Dlatego Turcja, chociaż leży w Europie, nie bywa zaliczana do związku państw europejskich. Panujący w Europie są panującymi „z Bożej łaski”, a papież jest namiestnikiem Boga i jako taki w czasach swej najwyższej potęgi uważał trony za swoje lenna. Biskupi i arcybiskupi jako tacy mieli władzę świecką, tak jak i teraz jeszcze mają głos w angielskiej izbie panów. Władcy protestanccy jako tacy są naczelnikami swego Kościoła; w Anglii przed kilku laty naczelnikiem była dziewczyna osiemnastoletnia69. Reformacja przez odpadnięcie od Rzymu wstrząsnęła podstawami ustrojów państwowych, a szczególnie, przez zniesienie wspólnej wiary, zniosła jedność Niemiec, które później, gdy faktycznie rozpadły się, musiano za pomocą politycznych, a więc sztucznych więzów łączyć na powrót. Widzisz zatem, jak ściśle religia i jedność jej łączy się z państwem i ustrojem społecznym. Jest ona wszędzie podporą praw i ustroju, czyli podstawą państw, które nie mogłyby istnieć, gdyby religia nie wspierała rządu i króla.

Filaletes: O tak, religia dla panujących jest straszakiem, którym duże dzieci kołyszą do snu, gdy nic innego już nie pomoże, dlatego też wielce dbają o nią. Radziłbym tylko wszystkim koronowanym głowom przeczytać sobie od czasu do czasu z pilną uwagą 15 rozdział Pierwszej Księgi Samuela70, aby zawsze pamiętały, co za skutki pociąga za sobą opieranie tronu o ołtarz. Zresztą, odkąd ultima ratio theologorum71, stos, został zniesiony, ten środek rządzenia stracił bardzo wiele na uroku. Wszak sam wiesz: religie są podobne do robaczków świętojańskich — świecą tylko w ciemności. Pewien stopień ciemnoty jest warunkiem religii, żywiołem, w którym może żyć. Lecz gdy tylko astronomia, nauki przyrodnicze, geologia, historia, geografia i wreszcie królowa nauk, filozofia, rozbłysną światłem i rozproszą ciemności, wnet każda na cudach opierająca się religia upadnie, a filozofia zajmie jej miejsce. W Europie przy końcu XV stulecia z przybyciem uczonych Greków72 nastał brzask wiedzy i nauki; w następnych stuleciach słońce oświecenia wznosiło się coraz wyżej i rozpraszało ciemności średnich wieków. W miarę wzrostu oświaty Kościół i religia upadały, w XVIII stuleciu mogli już angielscy i francuscy filozofowie wręcz stawić czoło zabobonom, aż wreszcie za czasów Fryderyka II powstał Kant, który religię pozbawił podpory filozofii73 i uwłaszczył „służebnicę teologii”74, przez co filozofia zyskała na powadze i gruntowności. Wskutek tego widzimy, że chrześcijaństwo w XIX wieku stoi na bardzo kruchych podstawach i walczy rozpaczliwie o byt, a troskliwi królowie starają się podnieść jego urok za pomocą środków sztucznych. Lecz daremnie! Posłuchaj oto Condorceta75, co mówi w swym dziele Des progrès de l’esprit humain: Le zèle religieux des philosophes et des grands n’était qu’une dévotion politique: et toute religion, qu’on se permet de défendre comme une croyance qu’il est utile de laisser au peuple, ne peut plus espérer qu’une agonie plus ou moins prolongée76 (epoka 5). Słowa te zdają się być natchnione duchem proroczym dla ostrzeżenia naszych czasów. W toku wyżej opisanego procesu dziejowego mogłeś zauważyć, że wiara i wiedza są jak dwa talerze wagi: o ile jeden się wznosi, o tyle drugi opada. Ta waga jest tak czuła, że wskazuje nawet chwilowe, przemijające wahania. Gdy np. na początku bieżącego stulecia najazd francuskich band rozbójniczych pod ich przywódcą Bonapartem i wielki wysiłek w celu wypędzenia i skarcenia zbójów spowodował chwilowy zastój nauk i wiedzy i co za tym idzie, przerwę w ich rozpowszechnianiu, natychmiast Kościół zaczął podnosić głowę i wiara okazała znowu żywotność, która zresztą stosownie do epoki była raczej natury poetycznej. Natomiast w epoce następnej, niezakłóconej wojnami przez przeciąg77 lat trzydziestu, dobrobyt i spokój nadzwyczaj sprzyjał krzewieniu wiedzy i oświaty, a skutkiem tego było gwałtowne, zupełną ruiną grożące podupadanie religii. Być może, że wreszcie nadejdzie tyle razy przepowiadany okres, w którym religia przestanie być niańką Europy, skoro niemowlę już dorośnie i przejdzie pod opiekę metra78. Bez wątpienia bowiem religia, oparta na autorytecie, cudach i objawieniu, jest dobra w czasach dziecinnych ludzkości, a że dzisiejszy rodzaj ludzki, którego trwanie według wszelkich świadectw historycznych i fizycznych nie wynosi więcej niż 100 razy życie 60-letniego człowieka79, znajduje się jeszcze w stadium dzieciństwa, to musisz przyznać!

Demofeles: O, gdybyś zamiast z niekłamanym zadowoleniem śledzić i przepowiadać upadek chrześcijaństwa, zechciał zważyć, ile ludzkość zawdzięcza tej religii, która z kolebki ludzkości, ze Wschodu80, w kilka tysięcy lat później podążyła za nią! Chrześcijaństwo nadało ludzkości nieznany przedtem kierunek etyczny przez wpojenie zasady, że życie nie jest celem samo w sobie, lecz że jego cel ostateczny leży dopiero z tamtej strony grobu. Grecy i Rzymianie bowiem umieścili cel życia w życiu samym, dlatego w tym znaczeniu można ich nazywać ślepymi poganami. Wszystkie ich cnoty mają na celu dobro publiczne, czyli to, co jest pożyteczne, a Arystoteles81 powiada zupełnie naiwnie: „Z konieczności owe cnoty muszą być największe, które są najpożyteczniejsze dla innych” (αναγκε δε μεγιστας ειναι αρετας τας τοις αλλοις χρεσιμοτατας, Retoryka I, 9). Dlatego to miłość ojczyzny jest u starożytnych najwyższą cnotą, chociaż wiele w niej dwuznaczności, gdyż wielką przy tym grają rolę ograniczoność, przesąd, próżność i dobrze zrozumiana korzyść własna. W tym samym dziele trochę wyżej wylicza Arystoteles wszystkie cnoty, aby je potem pojedynczo analizować. Są to: sprawiedliwość, odwaga, umiarkowanie, godność (μεγαλοπρέπεια), wspaniałomyślność, hojność, łagodność, rozsądek i mądrość. Jakaż różnica, gdy spojrzymy na cnoty chrześcijańskie! Nawet Platon, filozof bez porównania najbardziej transcendentny82 czasów przedchrześcijańskich, nie zna cnoty wyższej nad sprawiedliwość, którą on sam tylko zaleca bezwarunkowo i dla niej samej, podczas gdy u wszystkich innych filozofów celem wszelkiej cnoty jest życie szczęśliwe, vita beata, a etyka jest drogą do tego życia. Chrześcijaństwo wybawiło ludzkość od tego błądzenia wśród bytu efemerycznego, niepewnego i przyziemnego —

coelumque tueri

Iussit, et erectos ad sidera tollere vultus.83

Dlatego chrześcijaństwo głosiło nie tylko sprawiedliwość, lecz także miłość bliźniego, litość, miłosierdzie, miłość nieprzyjaciół, cierpliwość, pokorę, abnegację84, wiarę i nadzieję. Posunęło się jeszcze dalej: nauczało, że świat poczęty jest z zła i że potrzebujemy odkupienia, dlatego głosiło wzgardę świata, wyzucie się z własnego „ja”, czystość, abnegację, to znaczy odwrócenie się od świata i jego uciech, a nawet uczyło, że cierpienia posiadają moc oczyszczającą i dlatego symbolem chrześcijaństwa jest narzędzie męczeństwa. Chętnie ci przyznaję, że ten poważny i jedynie słuszny pogląd na życie w innej formie już tysiące lat przedtem był znany w całej Azji i dziś jeszcze niezależnie od chrześcijaństwa kwitnie tam w całej pełni. Lecz dla Europy było to nowe i wielkie objawienie. Gdyż, jak wiadomo, ludność Europy składa się z wypartych i zbłąkanych szczepów azjatyckich, które podczas długiej wędrówki zatraciły swą pierwotną religię i jej filozofię, a wśród nowego otoczenia i klimatu potworzyły sobie nowe religie, głównie druidyczną (Keltowie85), germańską i grecką, których strona metafizyczna była nikła i płytka. U Greków rozwinął się tymczasem zupełnie odrębny, samoistny, można by powiedzieć, instynktowny, wśród wszystkich ludów ziemi im samym tylko właściwy, subtelny zmysł piękna i dzięki temu zmysłowi w ustach ich poetów i w rękach ich rzeźbiarzy mitologia ich przyjęła formy wytworne i szlachetne. Lecz głębokie i poważne znaczenie bytu było dla Rzymian i Greków zamknięte; żyli oni bez troski i obawy, jak duże dzieci, aż powstało chrześcijaństwo i przypomniało im ważność i znaczenie bytu.

Filaletes: Aby ocenić skutki tego, porównajmy tylko starożytność z średniowieczem, np. czasy Peryklesa86 z XIV stuleciem. Zaledwie oczom naszym wierzymy, że to ten sam gatunek ludzi. Tam człowiek ze swymi przyrodzonymi właściwościami u szczytu swego rozwoju, doskonały ustrój państwowy, mądre prawa, roztropnie rozdzielane urzędy, wolność unormowana dokładnie, sztuki piękne u szczytu swego rozwoju stwarzają dzieła, które po tysiącleciach jeszcze uważamy za niedościgłe, prawie za twory wyższych istot, którym nigdy nie zdołamy dorównać; przy tym życie uprzyjemnione przez wykwintną towarzyskość, jak nam to Uczta Ksenofonta87 maluje. A teraz spojrzyj na nasz wiek XIV. Był to czas, gdy Kościół umysły, a świecka władza niewoliła ciała, aby szlachta i kler mogli swemu bydlęciu, trzeciemu stanowi88, włożyć na barki cały ciężar życia. Panuje wtedy prawo pięści, feudalizm i fanatyzm; towarzyszy im straszliwa ciemnota, odpowiednia nietolerancja, spory i wojny religijne, krucjaty, prześladowania kacerzy i sądy inkwizycji; jako forma towarzyskości zaś rycerstwo z swoją pstrą łataniną rubaszności i fircykostwa89, z swymi pedantycznie określonymi i ujętymi w system niedorzecznościami i grymasami, z poniżającym zabobonem i niegodnym rodu męskiego kultem kobiety, za której resztkę (galanterię) jeszcze i dziś kobieta płaci pogardą i arogancją i która wszystkim Azjatom daje powód do śmiechu, a u Greków wywołałaby drwiny. W średnich wiekach posuwano się aż do formalnego i metodycznego kultu kobiety i przyjmowano od niej rozkazy spełniania czynów walecznych, poddawano się wyrokom dworów miłosnych, wznoszono pienia90 pochwalne na cześć kobiety itd. Trzeba tu jednak zauważyć, że te ostatnie figle, które zresztą mają swoją stronę intelektualną, głównie powstały we Francji, podczas gdy Niemcy, dbający więcej o konkretne sprawy i tępi rycerze, woleli zalewać gardło i rabować. Puchary i gniazda rozbójnicza były ich żywiołem, a tylko po dworach rozlegały się także ckliwe pienia trubadurów. Jakim sposobem doszło do tego? Przez chrześcijaństwo i wędrówkę ludów.

Demofeles: Dobrze, że mi przypominasz. Wędrówka ludów była źródłem złego, a chrześcijaństwo było wałem, o który rozbiły się rozhukane fale. Dla dzikich i barbarzyńskich hord, które wskutek wędrówki znalazły się w krajach alpejskich, chrześcijaństwo było środkiem poskromienia i oswojenia. Człowiek nieokrzesany musi najpierw uklęknąć, nauczyć się uszanowania i posłuszeństwa, potem dopiero można go cywilizować. To uczynił w Niemczech Saksończyk Winfried91, jak dawniej przed nim Patryk92 w Irlandii. Wędrówka ludów, ów ostatni wymarsz szczepów azjatyckich do Europy, po którym szły już tylko nieudane próby za Attyli93, Czyngis-chana94, Timura95 i, jako komiczny epilog, pochód Cyganów — wędrówka ludów zniszczyła kulturę doskonałego człowieczeństwa starożytnych. Chrześcijaństwo natomiast było pierwiastkiem przeciwdziałającym barbarzyństwu: przez całe średnie wieki Kościół ze swoją hierarchią był konieczny, aby stawiać tamę gwałtom i dzikości możnowładców, książąt i rycerzy, Kościół był wałem, o który łamał się ich napór. Celem chrześcijaństwa nie jest upiększanie życia doczesnego, lecz przygotowanie do przyszłego; nie dba ono o tę krótką chwilę czasu, a prowadzi nas do nieba. Tendencja jego jest etyczna w najwyższym, nieznanym przedtem w Europie znaczeniu tego słowa, jak to już dałem ci do zrozumienia przez zestawienie etyki i religii starożytnych z etyką i religią chrześcijańską.

Filaletes: I słusznie, o ile chodzi o teorię. Lecz zważ na stronę praktyczną. Starożytność była niezaprzeczenie mniej okrutna i krwiożercza aniżeli wieki średnie z ich wyszukanymi narzędziami tortur i niezliczonymi stosami. Starożytni odznaczali się wielką tolerancją, wielce dbali o sprawiedliwość, poświęcali się dla ojczyzny, okazywali szlachetne rysy charakteru i stanęli na takim szczycie swego rozwoju, że do dzisiejszego dnia studium ich kultury nazywa się studium humanitatis96. Wojny i krwawe prześladowania religijne, krucjaty, inkwizycja i sądy kacerskie, tępienie czerwonoskórych w Ameryce i sprowadzanie Murzynów na ich miejsce — oto owoce chrześcijaństwa. A w starożytności nie znajdziesz nic analogicznego; niewolnicy u starożytnych, familia97, vernae98 byli to ludzie przeważnie zadowoleni, wierni swemu panu, a sytuacja ich różniła się o całe niebo od sytuacji Murzynów z plantacji trzciny cukrowej. Pederastia, którą zarzuca się starożytnym i ich etyce, jest drobnostką w porównaniu z przytoczonymi okropnościami spowodowanymi przez etykę chrześcijańską, a zresztą i wśród nas nie stała się tak rzadka, jak rzadko wychodzi na jaw. Czy możesz po dojrzałym namyśle twierdzić, że ludzkość rzeczywiście została podniesiona moralnie przez chrześcijaństwo?

Demofeles: Jeżeli skutek nie zawsze odpowiedział czystości i dobroci zasad, to może to stąd pochodzić, że nauka ta była za szlachetna, za wzniosła dla ludzkości i że cel postawiony jej był za wysoko. Łatwiej było iść za przepisami moralności pogańskiej, jako też i mahometańskiej. Następnie to, co najwznioślejsze, najwięcej jest wystawione na nadużycia: abusus optimi pessimus99; dlatego owe szczytne i wzniosłe zasady mogły służyć za pretekst dla najwstrętniejszych zbrodni i bezeceństw. Upadek państw starożytnych, a także nauk i sztuk świata starożytnego należy przypisać najazdom barbarzyńców. Że ciemnota i nieokrzesane obyczaje wzięły górę i jako następstwo tego rozwielmożniły się grabieże i gwałty, tak że rycerze i kler stali się ciężarem dla niższych warstw, to było nieuniknione. Po części można to wytłumaczyć i tym, że nowa religia zamiast doczesnego kazała szukać wiecznego szczęścia, prostotę serca przekładała nad wykształcenie i odwracała się od wszelkich uciech światowych, którym służą nauki i sztuki. O ile jednak te ostatnie służyły celom religii, o tyle doznały od niej opieki.

Filaletes: W bardzo ciasnym zakresie. Nauka była podejrzana i jako taka trzymana na uwięzi, natomiast ciemnota, element tak potrzebny religii, była starannie podtrzymywana.

Demofeles: A jednak to, co ludzkość zdobyła na polu wiedzy i co zawierały pisma starożytnych, tylko dzięki duchowieństwu i klasztorom zostało zachowane od zniszczenia i zguby. Cóż by się było stało z tymi skarbami wiedzy, gdyby przedtem nie powstało chrześcijaństwo!

Filaletes: Byłoby naprawdę bardzo pożytecznym przedsięwzięciem, gdyby ktoś zupełnie trzeźwo i bezstronnie zechciał zestawić korzyści i szkody wyrządzone ludzkości przez religię. Do tego potrzeba jednak więcej danych historycznych i psychologicznych, aniżeli my dwaj posiadamy. Akademie mogłyby rozpisać konkurs na prace na ten temat.

Demofeles: Oho, nie uczynią tego!

Filaletes: Dziwi mnie, że tak mówisz; jest to zły znak dla religii. Zresztą istnieją akademie, przy których warunkiem koniecznym powodzenia w konkursie jest solidaryzowanie się z ich poglądami. Dobrze by było, gdyby statystycznie można wykazać, ile zbrodni rok rocznie nie przychodzi do skutku z pobudek religijnych, a ile z innych. Zbrodni niedoszłych z pierwszej kategorii będzie zapewne bardzo mało. Bo zamierzającemu popełnić zbrodnię staje najpierw przed oczyma kara za występny czyn i prawdopodobieństwo jej poniesienia, a potem, jako druga, przychodzi obawa o dobrą sławę. Zdaje się, mogę twierdzić z wszelką pewnością, że nad tymi dwoma szkopułami kandydat do szubienicy może przemyśliwać całymi godzinami, zanim mu przyjdą na myśl pobudki religijne. Gdy jednak stłumił w sobie obawy płynące z obu powyższych trudności, to sądzę, że w nadzwyczaj rzadkich wypadkach sama religia wstrzyma go od zbrodni.

Demofeles: Ja znowu sądzę, że w nadzwyczaj częstych, szczególnie jeżeli religia działa jako nawyknienie, tak że człowiek odruchowo się wzdryga przed wielkimi zbrodniami. Wrażenia wczesnej młodości pozostają niezatarte. Zważ, ilu ludzi, szczególnie ze szlachty, raz danego słowa dotrzymuje nawet z wielkimi ofiarami, jedynie dlatego, że w dzieciństwie ojciec często i uroczyście mawiał im: „Człowiek z honorem — albo dżentelmen — albo szlachcic — zawsze dotrzymuje danego słowa”.

Filaletes: Bez pewnej wrodzonej uczciwości i to nie działa. Nie powinieneś religii przypisywać tego, co jest skutkiem przyrodzonych zalet charakteru, wskutek których niedoszły zbrodniarz bywa zdjęty litością nad ofiarą zbrodni. To jest jedyna pobudka etyczna i jako taka od wszystkich religii niezależna.

Demofeles: Lecz ta pobudka u większej części ludzi nie działa, jeżeli nie jest poparta religią, która bądź co bądź dodaje jej siły i skuteczności. Sądzę jednakże, że i bez tych wrodzonych zalet pobudki religijne same w sobie wstrzymują od zbrodni. Nie powinno nas to dziwić u ludu, skoro widzimy, że nawet ludzie z wykształceniem czasem pozostają pod wpływem nie pobudek religijnych, w których bądź co bądź prawda tkwi alegorycznie, lecz najprymitywniejszych zabobonów, i trwają w nich przez całe życie; do tych należy np. obawa, aby w piątek nie zaczynać niczego, nie siadać do stołu w trzynaście osób, słuchać przypadkowych wróżb i znaków itp. Nie potrafisz się dostatecznie wmyślić w niski poziom tego rodzaju ludzi; bardzo tam ciemno, a szczególnie gdy serce zepsute i niesprawiedliwe. Ludzi takich, których jest większość, trzeba prowadzić i poskramiać jak można, chociażby nawet za pomocą zabobonów, dopóki nie staną się wrażliwi na wyższe i szlachetniejsze pobudki. O bezpośredniej skuteczności pobudek religijnych świadczy np. to, że bardzo często, szczególnie we Włoszech, złodziej przez spowiednika zwraca skradzione rzeczy, gdy ten za warunek rozgrzeszenia postawił ich zwrot. Wreszcie przypominam ci przysięgę, przy której najlepiej objawia się wpływ religii, czy to dlatego, że człowiek wtenczas czuje się postawiony na miejscu istoty etycznej i jako taki bywa wezwany uroczyście (taki, zdaje się, zwyczaj panuje we Francji, gdzie formułka przysięgi brzmi tylko: „je le jure100, a także u kwakrów, gdyż ich uroczyste „tak” lub „nie” wystarczy za przysięgę), czy też, że człowiek rzeczywiście wierzy w wieczne potępienie swej duszy, która to wiara w gruncie jest tylko alegoryzacją tamtego uczucia. W każdym razie wyobrażenia i obrazy religijne są środkiem do pobudzenia i wywołania etycznych uczuć człowieka. Jakże często ludzie zgadzali się na krzywoprzysięstwo, a gdy przyszło do rzeczy, niespodzianie odmawiali przysięgi, przez co prawda i słuszność zwyciężyła!

Filaletes: A częściej jeszcze przysięgali krzywo, przez co prawda i słuszność w oczach i z pełną świadomością obecnych została podeptana. Przysięga jest metafizycznym wykrętem prawników; powinni się nim jak najrzadziej posługiwać; gdy to jednak jest nieuniknione, powinni zabierać się do tego jak najuroczyściej, zawsze wobec osoby duchownej, a nawet w kościele lub kaplicy. W wypadkach bardzo podejrzanych wskazane by było, aby i młodzież szkolna była przy tym obecna. Oderwana formułka francuska jest zupełnie pozbawiona znaczenia; proces abstrahowania od konkretnych danych powinien być pozostawiony do woli każdego, według stopnia jego wykształcenia. Przyznaję ci słuszność, że przysięgę uważasz za dowód niezaprzeczony skuteczności religii. Wątpię jednak, mimo wszystkiego, co powiedziałeś, aby ta skuteczność sięgała daleko poza przysięgę. Wyobraź sobie, że państwo nagle przez publiczne proklamacje zniesie wszelkie prawa karne. Sądzę, że wtedy ani ja, ani ty nie mielibyśmy odwagi pod osłoną religii udać się stąd choćby nawet do domu. Gdyby natomiast wszelkie religie ogłoszono za fałszywe, tobyśmy pod osłoną praw i nadal mogli pędzić żywot spokojny, bez zbytniej przezorności i obawy.

Powiem nawet więcej: religie wywierają stanowczo wpływ demoralizujący. W ogólności można powiedzieć, że obowiązki względem Boga uszczuplają obowiązki względem ludzi, bo jest to bardzo wygodną rzeczą zastąpić powinności względem ludzi pochlebstwem względem Boga. Dlatego widzimy we wszystkich krajach, że ludziom o wiele łatwiej wyżebrać niebo przez modlitwy, aniżeli zasłużyć na nie przez uczynki. W każdej religii wnet dochodzi do tego, że za wolę Bożą ogłasza się nie dobre uczynki, lecz ślepą wiarę, ceremonie i czynności kultu, które nawet powoli, szczególnie gdy z nimi związane są korzyści materialne dla kapłanów, zajmują miejsce uczynków. Ofiary z bydląt, kupowanie mszy, fundowanie kaplic, krzyży przydrożnych stają się wnet uczynkami pełnymi zasługi, tak że nawet ciężkie zbrodnie bywają nimi zmazane, jak również i przez pokutę, uległość duchownym, spowiedź, pielgrzymki, procesje, dotacje, fundacje klasztorów itp. Kapłani w końcu figurują tylko jako pośrednicy w handlu ze sprzedajnymi bóstwami. A jeżeli tak daleko nie dochodzi, to gdzież jest religia, której wyznawcy nie uważają modlitw, pieśni pochwalnych i tym podobnych ćwiczeń duchownych za częściowy przynajmniej surogat moralnego postępowania? Spojrzyj np. na Anglię, gdzie machinacje kasty klerykalnej niedzielę, ustanowioną przez Konstantyna101, identyfikują obłudnie z sobotą, nawet co do nazwy, a to dlatego, aby przepisy Jehowy102 dla soboty żydowskiej, tj. dnia, w którym wszechmoc boska musiała wypoczywać po trudach stworzenia, z której to przyczyny ów dzień jest ostatnim w tygodniu, zachować dla niedzieli chrześcijańskiej, tego pierwszego chwalebnego dnia, stojącego na czele innych, dnia nabożności i wesela. Wskutek tej obłudnej machinacji tzw. Sabbath-breaking103 albo the desacration of the Sabbath104, czyli każde, nawet najlżejsze, pożyteczne lub przyjemne zajęcie, zabawa, muzyka, czytanie książki świeckiej, należy do ciężkich grzechów. Czy wtenczas przeciętny wierny nie może łatwo dojść do przekonania, że gdy tylko, jak mu jego przewodnicy duchowni nakazują, zachowa ściśle przepisy niedzielne i regularnie będzie uczęszczał na nabożeństwo, czyli innymi słowy, gdy w niedzielę sumiennie i gruntownie będzie próżnował i przesiedzi dwie godziny w kościele, aby po raz tysięczny wysłuchać tej samej litanii i wspólnie ją wyrecytować — czy za to w czymś innym będzie mógł liczyć na wzgląd i pozwolić sobie na to lub owo? Te diabły w ludzkiej skórze, właściciele i handlarze niewolników w Wolnych Stanach Północnoamerykańskich (powinny się nazywać Stanami Niewolniczymi), są zazwyczaj bardzo prawowiernymi i pobożnymi anglikanami, którzy uważaliby za ciężki grzech pracować w niedzielę i ufni w zachowanie niedzieli i pilne uczęszczanie do kościoła, spodziewają się zbawienia wiecznego.

Demoralizujący wpływ religii jest zatem mniej problematyczny niż wpływ uszlachetniający. Ten ostatni istotnie powinien by być niezmiernie wielki i doniosły, aby wynagrodzić okropności, jakie religie, szczególnie mahometańska i chrześcijańska, sprowadziły na świat! Przypomnij sobie fanatyzm, prześladowania, wojny religijne, ten krwawy obłęd, nieznany starożytnym — potem krucjaty, dwa stulecia trwające, niczym nieuzasadnioną rzeź pod hasłem „Bóg tak chce”105, aby odbić grób Tego, który głosił miłość i łagodność; przypomnij sobie okrutne wypędzenie i wytępienie morysków106 i Żydów z Hiszpanii107; przypomnij sobie krwawe wesela108, sądy inkwizycyjne, a także rzezie i zdobycze mahometan w trzech częściach świata, chrześcijan w obu Amerykach, gdzie tubylców w większości, a na Kubie nawet zupełnie wytępiono i według Las Casasa109 w ciągu 40 lat wymordowano 12 milionów ludzi, naturalnie ad maiorem Dei gloriam110 i w celu głoszenia świętej Ewangelii. Wprawdzie już wyżej poruszyłem te sprawy, lecz gdy w naszych czasach drukuje się „Neueste Nachrichten aus dem Reiche Gottes”111, nie przestaniemy tych dawniejszych wiadomości przypominać. Szczególnie nie zapominajmy o Indiach, o tej świętej krainie, o tej kolebce rodzaju ludzkiego, przynajmniej tej rasy, do której my należymy112, gdzie najpierw mahometanie, a potem chrześcijanie święcili orgie w znęcaniu się nad wyznawcami prastarych wierzeń indyjskich, gdzie jeszcze dziś widzimy ślady bezecnego i zaciekłego niszczenia prastarych świątyń i posągów bóstw indyjskich, wszczętego przez Mahmuda z Ghazny113 przeklętej pamięci i Aurangzeba114, bratobójcy, których potem wiernie i po mistrzowsku naśladowali chrześcijanie portugalscy przez burzenie świątyń, jako też i przez urządzanie auto da fé w Goa115. Nie zapominajmy także o ludzie „wybranym”, który w Egipcie, na wyraźny rozkaz Jehowy, skradłszy bratniemu i gościnnemu narodowi pożyczone złote i srebrne naczynia116, pod dowództwem zbójcy Mojżesza wyruszył na mordy i grabieże do „Ziemi Obiecanej” przez Jehowę, który często i dobitnie ponawiał swe rozkazy, aby przy zajmowaniu kraju nie oszczędzać nikogo i niczego, nawet kobiet i dzieci (Joz 10 i 11)117) — dlatego, że mieszkańcy nie byli obrzezani i nie wyznawali Jehowy, co było dostatecznym powodem, aby wszelkie okrucieństwa względem nich usprawiedliwić. Tak samo tryumfująco opowiada nam Pierwsza Księga Mojżesza118, rozdział 34, nikczemne łajdactwo patriarchy Jakuba względem Chamora, króla Salem, i jego ludu119, czego dopuszczono się tylko z tego powodu, że ci ludzie byli niewiernymi. Jest to najgorsza strona wszelkich religii, że wyznawcy jednej uważają sobie za dozwolone wszelkie wykroczenia względem wyznawców innej i dlatego z niesłychanym okrucieństwem pastwią się nad nimi — i tak mahometanie nad chrześcijanami i hindusami, a chrześcijanie nad hindusami, mahometanami, ludami amerykańskimi, Murzynami, żydami, heretykami itd.

Może jednak posuwam się za daleko, mówiąc: wszystkie religie; gwoli120 prawdy muszę dodać, że okrucieństwa wynikające z fanatyzmu znane nam są tylko z dziejów religii monoteistycznych, a zatem żydowskiej i jej dwóch odnóg: mahometańskiej i chrześcijańskiej. Nic podobnego nie znamy w dziejach religii hindusów i buddystów. Wiemy, że buddyzm w V stuleciu naszej ery został wyparty przez braminizm z swej pierwotnej ojczyzny, Półwyspu Indyjskiego, i stąd rozszerzył się na całą Azję; nie wiadomo nam jednak nic o gwałtach i prześladowaniach, które by temu towarzyszyły. Być może, że należy to położyć na karb mroków przeszłości, w jakich pogrążona jest historia owych krajów, jednak łagodny i tkliwy charakter tych religii, głoszących wciąż litość dla wszelkiej istoty żyjącej, jak też i okoliczność, że braminizm z powodu kastowości nie dopuszcza prozelityzmu121, każą przypuszczać, że wyznawcy ich nie pławili się we krwi i nie bezcześcili swej religii mordami. Spence Hardy122 w swym znakomitym dziele Eastern Monachism na str. 412 chwali tolerancję buddystów i dodaje, że dzieje buddyzmu dostarczają mniej przykładów prześladowań religijnych aniżeli dzieje jakiejkolwiek innej religii. W istocie nietolerancja może być tylko częścią składową monoteizmu; jedyny bóg jest bogiem zazdrosnym, który nie znosi obok siebie innych. Politeizm natomiast jest z natury rzeczy tolerancyjny; bogowie obok swych kolegów tolerują bogów cudzych, których nawet gościnnie przyjmują w swe grono i udzielają im prawa obywatelstwa, jak nam to wskazuje przykład Rzymian, którzy chętnie przyjmowali i czcili bogów frygijskich123, egipskich i innych. Dlatego tylko w dziejach religii monoteistycznych spotykamy wojny i prześladowania religijne, sądy kacerskie, inkwizycję, niszczenie obrazów i posągów, burzenie świątyń indyjskich i kolosów egipskich, które przez kilka tysiącleci patrzały w słońce, a to wszystko w imię rozkazu: „Nie będziesz miał bogów cudzych” itd.

Lecz wracając do rzeczy, zupełnie słusznie powołujesz się na silny zmysł metafizyczny człowieka; religie jednak nie tyle zdają się mieć na celu zaspokojenie tej potrzeby, ile jej nadużycie. Widzieliśmy bowiem, że ich skuteczność etyczna jest co najmniej wątpliwa, szkody natomiast i klęski wynikające z religii są oczywiste. Inaczej rzecz się przedstawi, gdy religie będziemy pojmowali jako podpory tronów, gdyż skoro te ostatnie bywają nadawane „z Bożej łaski”, siłą rzeczy mają ścisły związek z religią. Każdy roztropny panujący, który kocha swój tron i dynastię, będzie przyświecał swemu ludowi przykładem prawdziwej pobożności; nawet Machiavelli124 w 18 rozdziale gorąco zaleca pobożność swemu księciu. Prócz tego można by powiedzieć, że religie objawione stoją w takim stosunku do filozofii, jak prymat królów z bożej łaski do prymatu ludu; dlatego oba pierwsze człony tego równania są sobie pokrewne z natury.

Demofeles: Kochany Filaletesie, nie sprowadzaj dysputy na te tory. Zważ, że tym samym zadąłbyś w róg ochlokracji125 i anarchii, odwiecznych wrogów wszelkiego porządku społecznego, wszelkiej cywilizacji i wszelkiej godności ludzkiej.

Filaletes: Masz słuszność. To były sofizmaty126. Cofam zatem, co powiedziałem. Dyskusja czasem i uczciwego czyni niesprawiedliwym i złośliwym. Przerwijmy zatem.

Demofeles: Ubolewam, że moje usiłowania nie zdołały zachwiać twoimi zapatrywaniami na religię, ale z drugiej strony mogę cię zapewnić, że wszystko, co powiedziałeś, nie osłabiło mej wiary w wysoką etyczną wartość i konieczność religii.

Filaletes: Wierzę ci, w Hudibrasie127 bowiem czytamy:

A man covainc’d against his will

Is of the same opinion still.128

Pociesza mnie jednak to, że przy dyskusjach i kąpielach mineralnych skutek przychodzi dopiero później.

Demofeles: Życzę ci zatem skutków jak najbardziej błogich.

Filaletes: Mogłoby się to zdarzyć, gdyby mi tylko pewne przysłowie hiszpańskie nie leżało na sercu.

Demofeles: Jakie?

Filaletes: Detras de la cruz está el diablo.

Demofeles: Po naszemu?

Filaletes: Do usług: „Za krzyżem diabeł stoi”.

Demofeles: Nie rozstawajmy się z ironicznymi uwagami. Zważmy lepiej, że religia jak Janus129, albo raczej jak bramiński bóg Jama130 posiada dwie twarze: jedną pełną wesela, a drugą ponurą, my zaś każdy na jedną tylko zwróciliśmy uwagę.

Filaletes: Masz rację, stary druhu.

Wiara i wiedza

Przedmiotem filozofii jako nauki wcale nie jest to, w co powinno się lub w co można wierzyć, lecz tylko to, co można wiedzieć. Chociażby wiedza nie zgadzała się z artykułami wiary, nie poniosłaby ta ostatnia przez to szkody, albowiem dlatego jest wiarą, że uczy tego, czego nie można wiedzieć. Bo gdyby można jej artykuły rozumem pojąć, byłaby zbyteczna i śmieszna, jak zbyteczne i śmieszne byłoby, gdyby ktoś usiłował stworzyć artykuły wiary dla matematyki.

Tu można by zarzucić, że wiara wprawdzie uczy więcej i wiele więcej aniżeli filozofia, lecz nic takiego, czego by nie można pogodzić z wynikami filozofii; tak, zaprawdę, lecz wiedza składa się z twardszego materiału niż wiara, tak że gdy obydwie zderzą się, wiara się kruszy.

W każdym razie wiara i wiedza są to rzeczy zasadniczo różne, które dla swego własnego dobra powinny się trzymać z dala jedna od drugiej i kroczyć każda własną drogą, wcale nie zważając na siebie.