O teizmie
Jak politeizm jest personifikacją pojedynczych części i sił przyrody, tak monoteizm jest personifikacją całej przyrody na raz.
Gdy staram się wyobrazić sobie, że stoję przed istotą indywidualną i mówię do niej: „Mój Stwórco, niegdyś byłem niczym, ty jednak powołałeś mnie do bytu, tak że jestem i jestem sobą”, i dalej: „dziękuję ci za to dobrodziejstwo”, i w końcu: „jeżeli pójdę na potępienie, to stanie się to z mojej winy” — to muszę wyznać, że wskutek studiów filozoficznych i nad literaturą indyjską głowa moja stała się niezdolna, aby to zrozumieć. Stanowi to zresztą pendant176 do tego, co Kant przytacza w Krytyce czystego rozumu (w rozdziale o niemożliwości dowodu kosmologicznego): „Niepodobna ustrzec się i niepodobna także znieść myśli, aby istota, którą sobie wyobrażamy jako najdoskonalszą z wszystkich możliwych, mówiła do siebie: »Jestem nieogarnięty czasem, prócz mnie nie istnieje nic, jak tylko to, co istnieje wskutek mej woli; a ja sam skąd pochodzę?«”. Nawiasem mówiąc, to ostatnie pytanie, tak jak cały powyższy ustęp, nie wstrzymało profesorów filozofii od tego, aby bezustannie jako tematem głównym swych wykładów zajmowali się Absolutem, to znaczy, potocznie mówiąc, tym, co nie ma przyczyny. Jest to przedmiot w sam raz dla nich. W ogóle ludzi tych nie można nawrócić, a brak mi słów dość skutecznych do zachęcenia ludzi, aby nie tracili czasu nad ich pismami i wykładami.
Obojętne jest, czy sobie bałwana ktoś zrobi z drzewa, z kamienia czy metalu, czy też złoży go z pojęć oderwanych; zawsze będzie to bałwochwalstwem — zwracać się do Istoty osobowej, której składa się ofiary, do której wznosi się modły i której się dziękuje. W gruncie rzeczy nie ma wielkiej różnicy, czy ktoś czyni ofiarę ze swych owiec, czy ze swych myśli. Każdy obrządek czy modlitwa świadczą niezbicie o bałwochwalstwie. Dlatego to wszystkie mistyczne sekty wszelkich religii zgadzają się w tym, że znoszą wszelki obrządek dla swoich wyznawców.
Stary i Nowy Testament
Podstawę religii żydowskiej tworzą realizm i optymizm. Systemy te, blisko spokrewnione z sobą, są warunkiem właściwego teizmu, gdyż teizm czyni świat materialny absolutnie rzeczywistym, obiektywnym, a życie uważa za przyjemny dar boski. Podstawą braminizmu i buddyzmu jest, przeciwnie, idealizm i pesymizm, gdyż te religie przyznają światu jedynie istnienie subiektywne, istnienie sennego marzenia, a życie uważają za skutek naszej winy. W nauce Zendawesty177, z której, jak wiadomo, pochodzi religia żydowska, jest Aryman uosobieniem elementu pesymistycznego. W religii żydowskiej posiada ten ostatni znaczenie podrzędne, jako Szatan, który jednak, tak samo, jak Aryman, jest ojcem żmij, skorpionów i wszelkiego robactwa. Religia żydowska posługuje się nim jako poprawką do zasadniczego błędu swego systemu, tj. do Upadku, który wnosi w religię element pesymistyczny, potrzebny do stwierdzenia prawdy aż nazbyt oczywistej, i stanowi jej najlepszą myśl podstawową, chociaż umieszcza już w bycie to, co powinno być przedstawione przed nim i jako przyczyna bytu materialnego.
Niezbity dowód, że Jehowa nie jest niczym innym, tylko Ormuzdem, daje nam Pierwsza Księga Ezdrasza178 w Septuagincie179 (ό ἱερεύς A, 6:24), w miejscu, które Luter opuścił: „Król Cyrus kazał wybudować świątynię Pańską w Jerozolimie, gdzie przynosi się Panu ofiarę nieustającego ognia”180. Również i Druga Księga Machabejska, rozdział 1 i 2 (a także 13:8), dowodzi, że religia żydowska była pierwotnie religią Persów, gdyż czytamy tam, że uprowadzeni do niewoli babilońskiej Żydzi przed opuszczeniem ojczyzny ukryli święty ogień w osuszonej cysternie, gdzie jednak zalała go woda; później cudem znów sam się wzniecił ku wielkiemu zbudowaniu króla perskiego. Wstręt do wyobrażania bóstwa w posągach lub obrazach był właściwy zarówno Persom, jak i Żydom. (Także Spiegel181 w Über die Zendreligion dowodzi ścisłego pokrewieństwa pomiędzy religią Zend182 i żydowską, twierdzi jednak, że pierwsza pochodzi od żydowskiej). Jak Jehowa Ormuzda, tak Szatan jest transformacją Arymana. Szatan znaczy „przeciwnik, wróg” (Luter kładzie „przeciwnik”, Widersacher, gdzie w Septuagincie czytamy „szatan”, np. 1 Krl 11:23). Zdaje się, że kult Jehowy powstał za Jozjasza, którego wspierał Chilkiasz; powstał, to znaczy: został przyjęty od Persów, a po powrocie z niewoli babilońskiej przez Ezdrasza został ujęty w system. Albowiem aż do Jozjasza i Chilkiasza panował w Judei kult przyrody, sabeizm183, kult Belusa (Baala184), Astarte185 i innych, także za czasów Salomona (por. Księgi Królów, rozdziały o Jozjaszu i Chilkiaszu186). Nawiasem dodam jako potwierdzenie mojej hipotezy, że według Starego Testamentu i innych źródeł cherubiny są to istoty o głowach byków, na których Jehowa jeździ (Ps 99, 1. W Septuagincie II Krl 6, 2 i 22, 11; IV Krl 9, 15187: ὁ καθήμενος ἐπί τῶν Χερουβείμ). Tego rodzaju potwory mityczne, pół byka, pół człowieka, albo także pół lwa, nadzwyczaj podobne do opisu Ezechiela w rozdziale 1 i 10, znajdujemy na rzeźbach w Persepolis188, szczególnie zaś wśród rzeźb asyryjskich znalezionych w Mosulu i w Nimrud189; w Wiedniu znajduje się rzeźbiony kamień, który przedstawia Ormuzda, jadącego na cherubinie o głowie byka, bliższe szczegóły w „Wiener Jahrbucher der Literatur”, wrzesień 1833, recenzja o podróżach w Persji. Szczegółowo przedstawia ową filiację190 religii J. G. Rhode w Die heilige Sage des Zendvolks. Wszystkie powyższe prace rzucają światło na drzewo genealogiczne Jehowy.
Nowy Testament musi być pochodzenia indyjskiego; świadczy o tym jego na wskroś indyjska etyka, umieszczająca doskonałość w ascezie, jego pesymizm i jego awatar. Lecz przez to właśnie znajduje się w sprzeczności ze Starym Testamentem i tylko historia Upadku mogła być ogniwem łączącym te dwa biegunowo odmienne światy. Gdy nauka indyjska dostała się na grunt Ziemi Obiecanej, powstało dla niej zadanie, aby naukę o znieprawieniu i niedoli ludzi, o potrzebie wybawienia ich przez awatar191, o doskonaleniu się przez abnegację i pokutę — połączyć z żydowskim monoteizmem i optymizmem (πάντα καλά λίαν192). I połączenie powiodło się, o ile było możliwe zlanie w jedno dwóch tak zupełnie przeciwnych światów pojęć.
Jak bluszcz potrzebujący podpory opasuje sobą grubo ociosany pal, tuląc się do jego szorstkiej, niekształtnej powierzchni i przydając mu życia i wdzięku, tak nauka Chrystusowa, wyrosła z indyjskiej mądrości, opasała sobą grubo ciosany pal nauki żydowskiej, a co z jego pierwotnej postaci jeszcze przebija, wydaje nam się czymś zupełnie innym.
Stwórca indywidualny, zupełnie odrębny od świata, który stworzył z niczego, jest w chrześcijaństwie identyczny ze Zbawicielem, a przez niego z ludzkością, gdyż Zbawiciel jest reprezentantem ludzkości, która w nim została odkupiona, tak jak w Adamie upadła i została pogrążona w grzechu, cierpieniu i śmierci. To bowiem jest udziałem ludzkości według Nowego Testamentu i według buddyzmu; świat nie przedstawia się już w świetle optymizmu żydowskiego, dla którego „wszystko bardzo dobre” (πάντα καλά λίαν). Teraz szatan jest „panem świata” — ὁ ἄρχων τοῦ κόσμου τούτου (J 12, 31). Świat przestaje być celem, a staje się środkiem: królestwo szczęścia leży po tamtej stronie grobu. Duszą chrześcijaństwa jest pogarda świata i jego uciech, abnegacja i dążenie myślą i nadzieją ku lepszemu. Drogę do lepszego świata stanowi odkupienie od złego, tj. od świata i jego spraw. W etyce chrześcijaństwo nie głosi zemsty, lecz miłość nieprzyjaciół; zamiast obietnicy niezliczonego potomstwa daje obietnicę żywota wiecznego; mściwy bóg nie ściga zbrodni aż do czwartego pokolenia, lecz zsyła ducha swego, który wszystko przenika.
Widzimy tedy, że przez nauki Nowego Testamentu Stary Testament zostaje sprostowany i wydoskonalony, przez co przychodzi do skutku dziwna zgodność ze starymi religiami indyjskimi. Wszystko, co jest prawdziwego w chrześcijaństwie, znajduje się także w buddyzmie i braminizmie. Lecz próżno byśmy szukali w naukach indyjskich żydowskiego poglądu o żywym „nie”, o fabrykacie czasowym, który za chwilowy byt, pełen cierpienia i trwogi, nie może dość pokornie dziękować i chwalić Jehowy. Jak woń kwiatów, wiatrem niesiona przez góry i rzeki z krainy wiecznej wiosny, tak w Nowym Testamencie dolatuje do nas mądrość indyjska. Ze Starego Testamentu nic nie stosuje się do tej mądrości, jak tylko historia Upadku, który musiano przyczepić jako konieczną poprawkę optymistycznego teizmu i który stanowił jedyne ogniwo łączące Stary i Nowy Testament.
Ponieważ jednak, aby gruntownie poznać gatunek, trzeba poznać jego rodzaj, i vice versa: rodzaj tylko można poznać, badając gatunki, tak dla gruntownego zrozumienia chrześcijaństwa potrzebna jest znajomość obu innych religii mających za podstawę pesymizm, tj. braminizmu i buddyzmu. Gdyż jak sanskryt193 otwiera nam drogę do gruntownego zrozumienia języka greckiego i łacińskiego, tak religie indyjskie dają nam klucz do pojęcia chrześcijaństwa.
Żywię nawet nadzieję, że przyjdą kiedyś komentatorzy Biblii obznajomieni z religiami indyjskimi, którzy na przykładach szczegółowych udowodnią ich bliskie powinowactwo z chrześcijaństwem. Mimochodem tylko zwrócę uwagę na jedno. W Liście Jakuba (Jk 3, 6) znajduje się wyrażenie: ὁ τροχός τῆς γένεσως, dosłownie: „koło powstania”, które stanowi nie lada łamigłówkę dla komentatorów. W buddyzmie koło wędrówki dusz jest pojęciem bardzo często zachodzącym. W Foe kue ki194 (przytaczam odnośny ustęp w tłumaczeniu francuskim Abla Remusata), str. 28: La roue est l’emblème de la transmigration des âmes, qui est comme un cercle sans commencement ni fin195. Na str. 179: La roue est un emblème familier aux Bouddhistes, il exprime le passage successif de l’âme dans le cercle des divers modes d’existence196. Na str. 282 (Budda mówi): qui ne connait pas la raison, tombera par le tour de la roue dans la vie et la mort197. U Burnoufa „Introduction à l’histoire du Bouddhisme”, t. 1, str. 434, czytamy: il reconnut ce que c’est que la roue de la transmigration, qui porte cinq marques, qui est à la fois mobile et immobile; et ayant triomphé de toutes les voies par lesquelles on entre dans le monde, en les détruisant etc198. U Spence’a Hardy’ego Eastern Monachism (Londyn 1850) na str. 6 czytamy: Like the revolutions of a wheel, there is a regular succession of death and birth, the moral cause of which is the cleaving to existing objects, whilst the instrumental cause is karma (action)199. Patrz także na str. 193 i 223, 224. Także w Prabodha Czandrodaja200 (akt IV, scena 3) czytamy: Ignorance is the source of Passion, who turns the wheel of this mortal existence201 (patrz Prabod’h Chandrodaya, transl. by Taylor, London 1812). O ciągłym powstawaniu i zapadaniu się światów czytamy w buddyjskich tekstach birmańskich (por. „Asiatic Researches”, vol. 6, s. 181): The successive destructions and reproductions of the world resemble a great wheel, in which we can point out neither beginning nor end202. To samo bardziej szczegółowo czytamy w Sangermano Description of the Burmese Empire, Rzym 1833, str. 7. W Zbiorze praw hinduskich Institutes of Hindu law: or the ordinances of Menu according to the Gloss of Cullúca, transl. by Sir William Jones, rozdz. XII, 124, czytamy: It is He (Brahma), who, pervading all beings in five elemental forms, causes them by the gradations of birth, growth and dissolution, to revolve in this world, until they deserve beatitude, like the wheels of a car203.
Według słownika Graula204 hansa i saniassi są to synonimy. Czyżby imię Jana (Johannes) i jego życie w pustyni (sannjasin: anachoreta) miały z tym związek?
Zewnętrzne i przypadkowe podobieństwo buddyzmu z chrześcijaństwem stanowi fakt, że obydwa systemy nie panują w kraju, w którym powstały. I tu ma znaczenie przysłowie, że nikt nie jest prorokiem w swej ojczyźnie.
Gdybyśmy chcieli stawiać hipotezy, aby dziwną zgodność nauki chrześcijańskiej i buddyjskiej wytłumaczyć, moglibyśmy przypuścić, że wiadomość ewangelii o ucieczce do Egiptu opiera się na podstawach historycznych i że Chrystus, wychowany przez kapłanów egipskich, których religia była pochodzenia indyjskiego, od nich przejął etykę indyjską i pojęcie awataru, a wróciwszy do ojczyzny, usiłował zaszczepić na pniu nauki żydowskiej etykę i religię indyjską. Poczucie własnej wyższości moralnej i intelektualnej skłoniło go w końcu do przypisania sobie samemu przywilejów awataru i nazywania siebie „synem człowieczym”, aby dać do poznania, że jest czymś więcej niż zwyczajnym człowiekiem. Możemy sobie nawet wyobrazić, że przy jego silnej i szczerej woli, wskutek mocy, jaką posiada wola sama w sobie, zdołał nawet czynić tzw. cuda, czyli wywoływać różne skutki przez metafizyczne działanie woli, przy czym wiele mu pomogły nauki kapłanów egipskich. Wyobraźnia ludowa przyczyniła się do pomnożenia i powiększenia tych cudów. Cud rzeczywisty bowiem byłby dementi205 zadanym sobie samej przez przyrodę. Ewangeliści cudami chcieli poprzeć swą prawdomówność, lecz właśnie przez to podkopali ją. Tylko pod warunkiem przyjęcia powyższych hipotez staje nam się zrozumiałe, że Paweł, którego listy zapewne są autentyczne, zmarłego niedawno człowieka zupełnie poważnie przedstawił jako boga i jako stwórcę świata, a wiemy przecież, że tego rodzaju apoteozy206 wymagają stuleci, aby powoli dojrzeć. Z drugiej strony mogłaby ta okoliczność stanowić argument przeciw autentyczności listów Pawła.
Ewangeliom musiał służyć za podstawę oryginał albo fragment z otoczenia samego Chrystusa. Wnoszę to z przepowiedni o końcu świata i chwalebnym zjawieniu się Pana w obłokach, co miało nastąpić jeszcze za życia niektórych, którzy przepowiednię słyszeli na własne uszy. Przepowiednie te dla wielu łatwo mogły się stać kamieniem obrazy i przykrego rozczarowania, zwłaszcza że ich spełnienie nie nastąpiło. Wiemy, że tak istotnie było, i to nie tylko w czasach późniejszych, lecz jeszcze za Piotra i Pawła, którym przepowiednie owe sprawiły dużo kłopotów, jak to można czytać w znakomitym dziele Reimara (Reimarus, Von dem Zwecke Jesu und seiner Jünger, §§ 42–44). Gdyby ewangelie powstały o jakieś sto lat później, autorzy nie umieściliby w nich przepowiedni, co do których było jasne, że się nie spełniły, i nie umieściliby także wszystkich tych miejsc, na podstawie których Reimarus z rzadką przenikliwością buduje to, co sam nazywa „pierwszym systemem uczniów”, według którego Chrystus miał być tylko oswobodzicielem Izraela z niewoli politycznej. To wszystko dowodzi, że ewangelie powstały na podstawie dokumentów współczesnych. Nawet tradycja ustna byłaby opuściła to, co dla nowej wiary było szkodliwe lub co dawało powód do zaczepienia. Nawiasem wspomnę, że w niewytłumaczony sposób uszły baczności Reimarusa miejsca najbardziej zdatne do poparcia jego hipotezy, a mianowicie Jana 11, 48 (por. także Jana 1, 50 i 6, 15), dalej Mateusza 27, 28–30, Łukasza 23, 1–4; 37 i 38, i Jana 19, 19–22. Gdybyśmy tę przepowiednię chcieli przeprowadzić, musielibyśmy przyjąć, że religijna i etyczna treść chrześcijaństwa została opracowana przez Żydów aleksandryjskich znających wierzenia indyjskie i buddyjskie, że smutny los bohatera politycznego stał się punktem środkowym ich systemu i z pierwotnie ziemskiego przedzierzgnięty został w Mesjasza boskiego. Można by jednak wiele tej hipotezie zarzucić. W każdym razie pierwiastek mityczny, który Strauss207 przyjmuje dla wytłumaczenia ewangelii, pozostanie zawsze prawdziwy, nie wiadomo tylko, jak daleko sięga. Istotę i powstanie mitu musimy bliżej poznać na przykładzie bliższym i mniej zawikłanym. I tak np. król Artus, zarówno we Francji, jak i w Anglii przez całe średniowiecze jest postacią ściśle określoną, działającą i żyjącą; występuje zawsze w tym samym charakterze i w tym samym otoczeniu i stanowi ze swym dworem, rycerzami Okrągłego Stołu i swą niewierną małżonką stały temat dla romansopisarzy i poetów średnich wieków. Temat ten jest na porządku dziennym przez kilka stuleci; wszyscy poeci zgadzają się między sobą w malowaniu postaci bohatera i różnią się tylko co do zewnętrznej szaty i co do obyczajów, a to według epoki i miejsca swego pobytu. Otóż przed kilku laty ministerium208 francuskie wysłało pana De la Villemarqué do Anglii, aby na miejscu zbadał powstanie mitu o królu Artusie. Poszukiwania dały następujący rezultat: Na początku VI w. żył w Walii zwyczajny naczelnik imieniem Artus (albo Artur), który prowadził bezustanną walkę z przybyszami saksońskimi, którego jednak drobne i małej doniosłości czyny nie weszły w historię. Z tej to postaci, nie wiadomo dlaczego i w jaki sposób, wykluła się osobistość tak sławna i pełna chwały, żyjąca przez stulecia w niezliczonych pieśniach i epopejach. Bliższe szczegóły są w dziele Contes populaires des anciens Bretons avec un essay sur l’origine des épopées sur la table ronde”, par Th. de la Villemarqué, 2 tomy, 1842, a także w dziele The Life of King Arthur from Ancient Historians and Authentic Documents by Ritson, 1825. W tym ostatnim dziele król Artur ukazuje się jako bardzo odległa i mglista postać, jednak nie bez pierwiastka historycznego. Prawie tak samo rzecz się ma z podaniem o Rolandzie, klasycznym bohaterze średniowiecza, wielbionym w niezliczonych pieśniach i poematach, posiadającym nawet pomniki (kolumny Rolanda). O tym Rolandzie, którego wspaniałą apoteozę dał nam Ariosto209, mamy jedyną wiadomość, zamykającą się w trzech słowach u Eginharda210, który wylicza go wśród poległych w bitwie pod Roncevaux: „Hroudlandus, Britannici limitis praefectus”211 — i to jest wszystko, co o nim wiemy. Tak samo jak wszystko, co wiemy o Chrystusie, jest znane z miejsca w Rocznikach Tacyta212 (Annales XV, 44). Jeszcze jeden przykład pokrewny daje nam sławny Cyd213 hiszpański, którego liczne podania i kroniki uwieczniają, przede wszystkim zaś pieśń ludowa w przepięknym Romancero214 i arcydzieło Corneille’a215. Wszystkie te dzieła zgadzają się między sobą co do wypadków głównych i co do jego ożenku z Chimeną. Skąpe wiadomości historyczne, jakie o Cydzie posiadamy, charakteryzują go jako dzielnego rycerza i wytrawnego wodza, lecz o okrutnym i chytrym, a nawet sprzedajnym usposobieniu, gdyż służył raz temu, raz owemu, a częściej Saracenom216 aniżeli chrześcijanom: postać przypominająca włoskich kondotierów217. Bliższe szczegóły u Dozy Recherches sur l’histoire de l’Espagne, t. 1, 1849. Cóż może stanowić historyczną podstawę Iliady? Dla dosadniejszego odmalowania rzeczy wspomnę o dykteryjce jabłka Newtona, której bezpodstawność już wykazałem (Zur Philosophie und Wissenschaft der Natur, § 86), która jednak bywa powtarzana z lubością w licznych dziełach. Nawet Euler218 w pierwszym tomie Listów do księżniczki niemieckiej219 nie omieszkał odmalować tej starej anegdoty prawdziwie con amore220. Gdyby istotnie dzieje były czymś poważnym, to rodzaj ludzki nie musiałby być tak arcyfałszywy i kłamliwy, jaki jest.