SCENA XXXI

Ci sami.

ARCYCHMURA I

Jednakże z czego wśród was ta bójka się pocznie,

Trzeba wiedzieć chórowi; opowiedz bezzwłocznie!

WYKRĘTOWIC

O co właśnie my nasamprzód

zaczęliśma lżyć się wzajem,

Toć słuchajcie! Jako wiecie,

siedzieliśma przy biesiedzie;

Więc ja jemu wziąć kazałem

naprzód lutnię i zaśpiewać

Symonida258 pieśń tę starą,

jako Krijos259 w sławie chodził:

Ten zaś mówi, że na lutni

grać i śpiewać w czasie uczty

Rzecz niemodna, że tak baby

pieją, mieląc pęcak w żarnach.

ODRZYKOŃ

I już wtedy trzeba było

pana ojca prać i kopać,

Gdyś mi tylko kazał śpiewać,

jakbym świerszczem był na uczcie!

WYKRĘTOWIC

Takie brednie mówił doma,

jako teraz tu przed wami:

Śmiał Symonidesa nadto

marnym nazwać wierszokletą.

Zrazu z trudem, lecz tam jakoś

wstrzymywałem wybuch gniewu;

Potem mówię mu, niech weźmie

na skroń swoją kiść wawrzynu

niech coś z Ajschyla głosi,

a ten na to zaraz breszy:

„To sękaty pysk, ryczywół,

huku pełen odmigęba!”

A wtedy mi, wżdy czujecie,

jak nie zedrga serce w piersi.

Ajschylosa260 bowiem mam ja

za hetmana wszech poetów:

Pomimo to wargi zgryzłem

i powiadam: to z tych nowszych

Wieszczów coś mi tu zaśpiewaj,

jako to tam mądre głowy.

Ten w tej chwili śpiewa rytmy

Eurypida261, jako przespał

Brat rodzoną siostrę swoją262!

Chrońże nas od złego, Febie!

Wtedy już nie mogłem zdzierżyć.

Plunąłem weń zamaszyście

Prawdą mnogich brzydkich wyzwisk:

stąd zaczęła się, jak bywa,

Kłótnia, ząb za ząb zażarta.

Potem wyród skoczył na mnie,

Zwalił na ziem, skolankował,

dusił, gniótł, do żywa dobił!

ODRZYKOŃ

Czyż nie słusznie? Nie uznajesz

przecież Eurypida księciem

Wszystkich mędrców?

WYKRĘTOWIC

Księciem mędrców?

Jego? O ty, ty, jak zwać cię!!?

Cóż, kiedy mnie bić znów poczniesz!

ODRZYKOŃ

Klnę się Zeusem, zbiję słusznie.

WYKRĘTOWIC

Jak to słusznie? Bić mnie, drabie,

który wyżywiłem ciebie?

Gdyś dzieciątkiem zaczął paplać,

jam zgadywał twoje cbęci:

Ledwieś zaszczebiotał mlimli,

jam już mleczko ci podawał,

Kiedyś krzyknął tylko papu,

biegłem wraz263 i bułkę niosłem.

Jeszcześ wżdy nie uśpiał pisnąć

ę, ę, już cię w ręku miałem,

I na dwór wyniósłszy, strzegłem!

Tyś mnie dziś pod gardło chwycił!

śpiewa

Wrzeszczącego w niebogłosy,

Iże mnie nagli, na dwór nie puściłeś

Tylko dzierżąc mnie za włosy,

Łotrze, tak długo na ziemi dusiłeś.

Aż trzasła błona:

Zwolniał zamek u łona!