SCENA DRUGA

Gromiwoja i Kalonike, młoda mężatka ateńska.

GROMIWOJA

Ach! Kalonike!

KALONIKE

dygając i wstając

Pokłon Gromiwoi!

Czemu się chmurzysz? Cóż to, dąsy, fochy?

Brwi w kabłąk marszczyć... tobie nie przystoi!

GROMIWOJA

Lecz, Kalonike, porzuć ten ton płochy42..!

Mnie gniew unosi na nas, na niewiasty.

Twierdzą mężczyźni i tak... bez pochyby43,

Iżeśmy szelmy...

KALONIKE

mrugając oczkiem

Skończone — tak — niby...

GROMIWOJA

Gdy się orzekło, że mają przyjść tutaj,

By obradować nad rzeczą olbrzymią,

Z obojętnością gęsi doma44 drzémią...

Śpi gnuśne45 ciało!

KALONIKE

Ależ, Aten chwało,

Przyjdą! Wszak trudno wyjść z domu kobiecie:

Ta się nad mężem trzęsie czule z rana,

Ta budzi czeladź46, ta świeże pieluszki

Ściele, ta kąpie, owa karmi dziecię...

GROMIWOJA

ironicznie

Tak... wszystko dla nich... to nie faramuszki47 —

Prócz mego dzieła —!

KALONIKE

Cóż to jest za dzieło?

Czy to przypadkiem nie jest kawał gruby?

GROMIWOJA

Mniej... więcej... gruby.

KALONIKE

Mężny?

GROMIWOJA

z rosnącym zapałem

Przepotężny!

KALONIKE

Ach — przepotężny, mówisz, a nas nie ma?!

GROMIWOJA

A właśnie — gdyby szło o taki kawał,

To byśmy wpadły tu, jakoby z procy...!

Lecz to rzecz inna — to myśli mej owoc,

Owoc bezsennie przepędzonych nocy!

KALONIKE

filuternie48, niby na ucho

Mów prawdę, piękny jest twój owoc nocny?

GROMIWOJA

patetycznie

Tak piękny, taki potężny i mocny,

Że przezeń całą zbawimy Helladę —

My, płeć bezbronna!

KALONIKE

skeptycznie

My? Jak? Na Palladę49,

Mów, choć nie wierzę w naszą płeć bezbronną!

GROMIWOJA

Wiedz, że zbawienie państw od nas zawiśnie50,

Albo ze świata zniknie Peloponez...

KALONIKE

I owszem — Wojo, niech go dunder świśnie51!

GROMIWOJA

I zginie cała Beocja, nieboże!

KALONIKE

Brawo, niech tylko zostaną węgorze!52

GROMIWOJA

Ateny... nie, nie! Zmilknę, ziemi słowy

Nie będę Aten szarpała! Lecz słuchaj!

Kiedy się zejdą na wiec białogłowy

Z Peloponezu, z Beocji, z Attyki,

Zbawim Helladę społem53 — my — „podwiki”!

KALONIKE

Cóż my, „podwiki” mądrego zdziałamy,

Co zbawiennego? My, siedzące w kwiatach,

W szafrannych54 szatach, malowane damy,

Szumne jedwabiem — w złocistych sandałach,

My mamy zbawiać ojczyznę?? Czym, czymże?

GROMIWOJA

porywczo

Zaprawdę — właśnie to ojczyznę zbawi!

Strój szafranowy, pachnidła i meszty55,

Róż i przeźrocze giezłeczka56, co wdzięki

Wpół obnażają... no, domyśl się reszty!

KALONIKE

zaczyna się orientować

Być-że to może?

GROMIWOJA

Tak, że ani jeden

Z mężczyzn nie porwie na drugiego piki...

KALONIKE

z ferworem

O, na boginki, dam farbić płaszczyki!

GROMIWOJA

Ni tknie pawęży57...

KALONIKE

W jedwab się wystroję!

GROMIWOJA

Ni sięgnie miecza...

KALONIKE

Kupię, na Bóstw dwoje,

Buciki perskie, najdroższe w Atenach!

GROMIWOJA

Czyliż nie mogła przyjść na wiec płeć biała?

KALONIKE

O — na Erosa — każda, jakby strzała,

Puszczona z łuku, lecieć tu powinna!

GROMIWOJA

Widzisz więc, kumciu, jaka ta rzecz inna...

A tu te nasze attyckie kobiety

Wszystko wpierw robią, czego nie potrzeba.

Lecz i z Pomorza — ni jednej — o nieba —

Ni z Salaminy — nie ma!

KALONIKE

Te, wiem, przyjdą.

Każda o świcie już jedzie na szkucie58...

GROMIWOJA

Ni te, o których mówiło przeczucie,

Że przyjdą pierwsze, Acharnów małżonki!

KALONIKE

Przyjdą! Lecz co do Teogena żonki,

Ta wprzód się musi poradzić Hekaty59.

pokazując w dół

Ależ, patrzaj no — nadchodzi ich kilka,

A tam znów inne; przyjdą — jeszcze chwilka...

patrząc w inną stronę

Skądże te znowu?

GROMIWOJA

spostrzegła i poznała

Z Ryczywoła.

KALONIKE

Przebóg,

Toż się tu cały cielętnik rozbryka!