SCENA DZIESIĄTA

Ciż sami.

SENATOR

ostro, do Gromiwoi

Przebóg! Najpierw pragnę wiedzieć,

A wiesz, iż ja tutaj rządzę;

W jakim celu zamykacie

Gród przed nami na wrzeciądze?

GROMIWOJA

By ocalić te pieniądze,

Które wojnę podżegają.

SENATOR

Więc to pieniądz zażegł wojnę?

GROMIWOJA

z przekonaniem

Tak! On szczuje ludy zbrojne.

By Pejsandros mógł kraść przecie,

Oraz wojny apostoły.

Zawsze burdę wynajdziecie.

Niech więc sobie te warchoły

Łamią głowy, mózgi suszą,

Z tego skarbu nic nie ruszą!

SENATOR

Cóż więc zrobisz?

GROMIWOJA

Mam ci gadać?

My będziemy skarbem władać.

SENATOR

aż podskoczył ze zdumienia

Wy będziecie skarb dzierżyły?

GROMIWOJA

Cóż w tym złego, panie miły?

Czyż nie my szafujem godnie

Całym waszym mieniem doma?

SENATOR

To rzecz inna i wiadoma.

GROMIWOJA

Jak to inna?

SENATOR

Wszak, o nieba!

Pieniędzy na wojnę trzeba!

GROMIWOJA

Ale wojny nie potrzeba!

SENATOR

Jakże więc nasz kraj zratować?

GROMIWOJA

My zratujem.

SENATOR

ostro

Śmie żartować!

GROMIWOJA

Tak! Zaiste!

SENATOR

ironicznie

Dobra sobie!

GROMIWOJA

Chcesz, czy nie chcesz, ja to zrobię!

SENATOR

Eh, koszałki!

GROMIWOJA

Eh, opałki...!

Lecz my spełnim to bezkrwawo!

SENATOR

Na Demetrę139, a gdzież prawo?

GROMIWOJA

Musim was ocalić, luby!

SENATOR

Choć nie chcemy?

GROMIWOJA

Spróbujemy.

SENATOR

A wam skąd do głowy wpadło

Nos do wojny kłaść tak naraz?

GROMIWOJA

I to wyznam.

SENATOR

ostro

Mów tu zaraz,

Lub cię batem..

GROMIWOJA

Słuchaj zatem,

Ale radzę — wstrzymaj łapę!

SENATOR

przyskakując

Niepodobna140! Aż mnie świerzbi,

Taką mam na ciebie chrapę!

RODIPPE

zasłaniając Gromiwoję

Więc na pewno weźmiesz w papę!

SENATOR

do Rodippy

Sobie wróżysz, ty hijeno!

do Gromiwoi

Więc mów dalej!

GROMIWOJA

Słuchaj jeno141!

Czasu wojny długotrwałej

Myśmy siła142 złego... siła,

Od was, mężczyzn, znieść musiały,

A cierpliwość... z nami była!

Nie lza było słówkiem pisnąć,

Choć burzyła się krew na was.

Więc śledziłyśmy was ładnie

I, bywało, siedząc w domu,

Słyszym nieraz, jak zapadnie

Straszny wyrok złej uchwały

W sprawie ważnej! Więc ból dusząc,

Uśmiech kłamiąc... pełne sromu143,

Takeśmy się was pytały:

„Jakaż jest dziś treść układów?

Cóż tam uchwaliła Rada

Na kolumnach wyryć miejskich144?”

„Rzecz nie twoja — mąż powiada.

Milcz, nie pytaj!...” — Więc milczałam!

KRYTYLLA

Ja bym nigdy! jak świat światem!

SENATOR

To byś oberwała batem!

GROMIWOJA

Więc milczałam w takiej chwili.

I znów słychać, żeście głupstwo

Jeszcze gorsze uradzili.

Więc pytamy: „Mój kochany,

Czyście znowu oszaleli?”

On się koso145 wejrzy na mnie:

„Bierz się, krzyknie, do kądzieli,

Bo w łeb trzasnę, że zawyjesz!

Mąż niechaj się wojną para!146

SENATOR

Żywie Zeus, toć słuszna kara!

GROMIWOJA

oburzona

Jak to słuszna? Ten to chwali!

Czyż nam nie lza było radzić,

Nawet gdyście wariowali?

Gdy już jawnie — po zwyczaju —

Wrzeszczeliście na ulicach:

„Nie ma męża w całym kraju,

Nie ma zbawcy naród cały!”

Więc my wtedy obwołały

Sejm niewieści, by Helladę

Wyrwać z toni wspólną mocą.

Czekać jeszcze? Na co, po co?

Więc gdy zbawczą kobiet radę

Przyjąć chcecie sercem wdzięcznym,

I, jak my wpierw, milczeć, luby,

Ocalimy was od zguby!

SENATOR

Wy — nas? Bredzi ta kobiéta:

Nie ma zgody!

GROMIWOJA

Milcz... i kwita!

SENATOR

Milczeć?! Patrzcie tę gadzinę! —

Wobec ciebie, co na głowie

Czepiec nosisz? Raczej zginę!

GROMIWOJA

śpiew

A? Jeżeli to ci wadzi,

Masz ten czepek z moich rąk:

Niech go waść na główkę wsadzi

ubiera go w czepek

I niech... milczy tu z pokorą!

KRYTYLLA

dając mu wrzeciono i wełnę

Naści, panie, wełny krąg,

Naści i wrzeciono!

RODIPPE

daje mu koszyczek i len

Naści koszyk i lnu sporo!

GROMIWOJA

opasuje go zapaską

Tą zapaską opasz łono,

Żuj bób miękki, snuj przędziono,

Jak ta stara!

Lecz tymczasem:

Baba niech się wojną para!

Powszechny śmiech, uciecha, taniec.

STRATYLLIDA

Pozostawmy, o niewiasty,

konwie z wodą i te dzbany,

Połączmy się, aby razem

wodzić taniec rozśpiewany!

Przy tych słowach cały chór rusza na orchestrę w pląsie i śpiewie.

CHÓR BIAŁOGŁÓW

Antystrofa (Odśpiew)

Przenigdy ja w tańcu znużenia nie czuję,

Mych kolan nie zegnie omdlenie:

Z druhnami iść na bój śmiertelny ślubuję,

Bo ducha mężnego w nich cenię!

Na czole im świeci męstwo, wdzięk, ochota,

I miłość ojczyzny i mędrców promienie

I młodość, uroda i cnota!

STRATYLLIDA

do Gromiwoi

Opiekunko nasza mężna,

Palisz słowem, jak pokrzywa:

Idź, jak burza, nie ustępuj!

Los cię do zwycięstwa wzywa!