SCENA XXIL
Ci sami i Pluton.
DIONIZOS
do Plutona i jego orszaku
Przyjaciele kochani, ja ich nie rozsądzę,
Nie chcę też do żadnego objawić niechęci.
Jednego mam za mędrca, drugi mnie zachwyca.
PLUTON
Więc nie załatwisz tego, po co się wybrałeś?
DIONIZOS
No, a jeśli rozsądzę?
PLUTON
Weźmiesz na świat tego,
Kogo wolisz, byś darmo nie trudził się do nas.
DIONIZOS
Serdecznie ci dziękuję. — Wy obaj słuchajcie:
Jam do podziemia wstąpił po wieszcza.
EURYPIDES
W zamiarze?
DIONIZOS
By miasto ocalone zaprzęgnął do chórów.
Który z was chce ojczyźnie służyć dobrą służbą,
Tego zabiorę z sobą na świat między żywe.
Przede wszystkim wyjawcie o Alkibiadesie
Wasze zdanie sumiennie, boć ojczyzna cierpi
A tęskni doń, przeklina, nienawidzi, pragnie!
EURYPIDES
„Obywatelem gardzę, co leniwą
Niósł pomoc miastu, a szkodził zbyt żywo,
Zyski brał dla się, miastu dawał szkodę!”
DIONIZOS
Dobrze, na Posejdona. A ty, co nam powiesz?
AJSCHYLOS
„Nie trzeba było lwiątka w mieście żywić:
Gdy na lwa wzrosło, nie lza225 się przeciwić!”
DIONIZOS
Na Zeusa zbawiciela! Nie wydam ja sądu!
Ten ci wyrzekł przebiegle, a tamten przemyślnie.
Lecz jeszcze jedno tylko wyjawcie mi zdanie:
Jak się zapatrujecie na miasta ratunek?
EURYPIDES
Wiem wszystko! Zaraz mówię!226
DIONIZOS
Mów tedy, słuchamy.
EURYPIDES
Kiedy właśnie niewiarę zamienimy w wiarę,
A wiarę na niewiarę...
DIONIZOS
Zgoła nie rozumiem.
Powiedz to w mniej uczony a jaśniejszy sposób!
EURYPIDES
Jeśli obywatelom, którym dziś wierzymy,
Przestaniemy wręcz wierzyć, a tych wybierzemy,
Których nie wybieramy — ocalim ojczyznę.
Jeśliśmy teraz w biedzie wśród danych warunków,
Zmieńmy je na przeciwne, musim się ocalić227.
DIONIZOS
Ślicznie! O mądra głowo! Palamedzie228 drugi!
do Ajschylosa
A ty zasię229 co powiesz?
AJSCHYLOS
Rzeknij ty mnie pierwej,
Jakich miasto wybiera do rządu, czy prawych?
DIONIZOS
Gdzież tam! Tych nienawidzą.
AJSCHYLOS
A kochają łotrów?
DIONIZOS
Kochają? Nie, lecz biorą do służby z przymusu.
AJSCHYLOS
Jak więc można ocalić państwo, które nie chce
Iść ni w prawo, ni w lewo, ni w tył, ani naprzód?
PLUTON
Racz teraz wydać wyrok!230
DIONIZOS
Sąd mój będzie taki:
Wybiorę tego, kogo serce me uwielbia.
EURYPIDES
Więc pamiętaj na bogi, na które przysiągłeś,
Że mnie zabierzesz na świat. Wybaw przyjaciela!
DIONIZOS
„Język tylko przysięgał”231— ja biorę Ajschyla!
EURYPIDES
Cóżeś zrobił, ty błaźnie, ty idioto!
DIONIZOS
Kto? Ja?!
Sąd wydałem, że wygrał Ajschylos, czy nie tak?
EURYPIDES
Postąpiwszy tak podle, śmiesz mi patrzeć w oczy?
DIONIZOS
Podłe jest, co widzowie za podłe uznają.
EURYPIDES
Nędzniku, więc dozwolisz, bym naprawdę umarł?
DIONIZOS
Któż wie, czy nie to samo u cię „żyć” i „umrzeć”
Czy bić a pić nie jedno, spać a być podściółką??
PLUTON
do Dionizosa
Pozwólcie Waszmość do mnie, proszę w dom...
DIONIZOS
Dziękujem...
PLUTON
Chcę Waszmościów ugościć, nim stąd odpłyniecie.
DIONIZOS
Doskonale. Ba, o to nigdy się nie gniewam.
Wszyscy oprócz chóru wchodzą do pałacu Plutona.
CHÓR
(1482–1499)
antystrofa I
Szczęsny mąż on, co posiada
Umysł bystry jasnowida:
Krociom duch się jego przyda.
Ten wykazał um232 nie lada,
Więc odejdzie stąd na światy
Gwoli szczęścia swej ojczyźnie
Między rodne swoje braty,
Między druhy, między bliźnie.
antystrofa II
Jakże pięknie, że młodziki,
Wyrwawszy się raz z pazurów,
Sokratesa nie obsiędą,
Żeby paplać, a muzyki
Lub tragicznych niechać chórów!
Wżdy, kto harde słowa miota,
O włos kozi — durno-ścisły
Spór wywodząc, bając wszędzie:
Próżnująca to robota
Męża, co postradał zmysły!
EXODOS. WYJŚCIE CHÓRU
Wychodzą z pałacu Pluton, Ajschylos, Dionizos.