Głupota może również popłacać

Pewnego razu Dawid510 powiedział do Wiekuistego:

— Wszystko, coś stworzył, jest dobre i piękne, ale mądrość należy do najlepszych i najpiękniejszych twoich tworów. Wyjątkiem jest tylko głupota. Oto, dla przykładu, idzie sobie po ulicy głupiec i drze na sobie ubranie. Dzieci uganiają się za nim i pokpiwają z niego. Powiedz, czy Stwórcy świata wypadało coś takiego jak głupotę stworzyć?

I Wiekuisty na to tak mu odpowiedział:

— Masz do mnie pretensję, że stworzyłem głupotę? Zatem przyjm do wiadomości, że któregoś dnia przyjdzie ci z niej skorzystać. Co więcej, będziesz mnie błagał, żebym ci użyczył trochę głupoty.

W jakiś czas po tej rozmowie Dawid musiał uciec przed królem Saulem511. Poszukał schronienia w mieście Gat512 rządzonym przez króla Achisa513.

— Co ty, Dawidzie, robisz? — zapytał Wiekuisty. — Niedawno temu zabiłeś Filistyna514 Goliata515, a teraz uciekasz do Achisa, unosząc z sobą jego miecz. Czyżbyś nie wiedział, że szef straży przybocznej Achisa to brat Goliata? Jeszcze krew Goliata nie zdążyła wsiąknąć w ziemię, a ty już leziesz w paszczę lwa.

Mieszkańcy Gat na widok Dawida wzburzyli się. Szwagier szefa przybocznej straży króla Achisa pobiegł natychmiast do pałacu królewskiego i zameldował o pojawieniu się w mieście Dawida. Szef straży, szwagier Goliata, na czele kilku strażników spośród Filistynów postanowił wyruszyć na miasto, aby pojmać i zabić Dawida. I tak też uczynili. Przyprowadzili pojmanego Dawida do pałacu i chcieli go tam zabić.

Król Achis starał się ich powstrzymać:

— Powiedzcie mi, czy Dawid zabił waszego brata w sposób skrytobójczy, czy w uczciwej walce? Powiedzcie mi też, czy nie było między Filistynami a Żydami umowy, na podstawie której lud pokonanego w tej walce miał zostać niewolnikiem zwycięzcy?

— Jeśli tak — odpowiedzieli Achisowi dworzanie — to ty, królu, powinieneś odstąpić Dawidowi tron, a my wszyscy stać się jego niewolnikami.

Achis był tymi słowami tak przejęty, że w pewnej chwili Dawid poczuł lęk, iż gotów jest spełnić żądanie swoich dworzan. W modlitwie bez słów zwrócił się z prośbą do Boga:

— Władco Świata, pomóż mi!

— Jakiej pragniesz pomocy, Dawidzie?

— Użycz mi choć trochę głupoty.

I Bóg spełnił jego prośbę. I Dawid zaczął strugać wariata. Kawałkiem kredy napisał na ścianie takie zdanie: „Achis, król Gat, winien mi jest kilkaset tysięcy szekli516”.

Matka i córka Achisa dotknięte były chorobą umysłową i przez cały dzień wyprawiały wariackie sztuczki. Dawid postanowił je naśladować i tak zręcznie to robił, że Achis uwierzył.

— Zabierzcie go stąd — krzyczał — bo dłużej już nie wytrzymam. Mało mi własnych wariatek? Przepędźcie go na cztery wiatry. I tak się stało. Dzięki głupocie Dawid ocalił życie. Radosnym głosem zawołał: „Głupota też jest piękna i dobra”.

Miłość ojcowska i miłość matczyna

Król Dawid517 użył kiedyś w obecności Joaba zwrotu: „Tak jak ojciec miłuje swoje dzieci”. Zdumiony tym Joab zadał sobie w duchu pytanie: „Czy miłość ojca do dzieci może być większa od miłości matki? Wszyscy wiedzą przecież, że miłość matki do dzieci nie ma sobie równej. To ona rodzi, ona pielęgnuje i ona od chwili urodzenia zajmuje się wychowaniem dzieci. Jak Dawid mógł coś takiego powiedzieć?

Nic, tylko pójdę w świat, popatrzę, jak ludzie się na to zapatrują, jak się zachowują wobec dzieci i przekonam się, czy słowa Dawida odpowiadają prawdzie”. I jak postanowił, tak uczynił. Wyruszył w świat i przewędrował przez wszystkie miejscowości zamieszkane przez Żydów. Pewnego dnia zatrzymał się na krótki pobyt w domu starego i biednego zarazem Żyda, mającego na utrzymaniu żonę i dwunastu synów. Stary człowiek ciężko harował jako robotnik rolny. Wieczorem, w drodze powrotnej z pracy do domu, kupował regularnie jeden bochenek chleba, z którego zawsze wykrajał czternaście równych kawałków i obdzielał nimi swoją rodzinę. I mimo iż był stary i niewiele zarabiał, nie posyłał swoich dzieci do pracy.

Joab zdał sobie sprawę, że w tym domu nadarzyła mu się najlepsza okazja do sprawdzenia słów Dawida. Kiedy rano stary Żyd wyruszył do pracy, Joab zagadnął go:

— Co to za interes, że ty, stary człowiek, tak ciężko harujesz? Masz przecież dorosłe dzieci. Uważam, że twoi synowie powinni pracować i utrzymywać ciebie i żonę. Posłuchaj mojej rady: Sprzedaj mi jednego z twoich synów. Dam ci tyle pieniędzy, że wystarczy na utrzymanie całej twojej rodziny.

Stary nie przyjął oferty Joaba. Co więcej, oburzył się. Joab, korzystając z jego nieobecności, ponowił swoją propozycję wobec matki dzieci:

— Jak to wygląda — powiedział — że wy oboje, starzy bądź co bądź ludzie, macie pracować, a wasze zdrowe i dorosłe dzieci nic nie robią, tylko siedzą na waszym garnuszku?

Kobieta na to odpowiedziała:

— Tak już jest na tym Bożym świecie. Ojciec i matka utrzymują swoje dzieci.

— Ale tak się nie godzi! Nie jest słuszne, aby rodzice harowali, a dzieci próżnowały.

— A jak inaczej mamy postępować?

— Niech mi pani sprzeda jednego z synów, a dam tyle pieniędzy, że wystarczy na utrzymanie was, rodziców i wszystkich pozostałych dzieci.

— Dobrze, powiem to mężowi. Może się zgodzi.

— Niech pani sama zadecyduje. Zapłacę dobrze za syna i zaręczam, że mąż przy takiej liczbie dzieci nawet tego nie zauważy.

— Boję się, gotów mnie za to zabić.

— Słuchaj, dam ci sto złotych dinarów518. Jeśli twój mąż nie da się przebłagać, zwrócę wam syna.

Matka dała się przekonać. Wzięła pieniądze i jeden z jej synów opuścił wraz z Joabem dom.

Joab zatrzymał się na jednej z peryferyjnych ulic, aby tam czekać na dalszy rozwój wypadków.

Nadszedł wieczór i ojciec rodziny wrócił z pola. Umył się, przebrał i zasiadł razem ze wszystkimi do stołu. Ukroił z bochenka czternaście równych pajd i zaczął je rozdawać. I oto jedna pajda okazała się zbędna.

— Brakuje mi jednego syna — zawołał. — Gdzie się podział mój syn?

Matka zaczęła mu tłumaczyć, że bawi w domu kolegi.

— Nie będziemy jedli, dopóki nie wróci. Idź i zawołaj go — powiedział podniesionym głosem.

— Najpierw zjedz — powiedziała żona — jesteś przecież głodny. Potem go zawołam.

— Nie, za nic na świecie! Najpierw przyprowadź go!

Matka nie wytrzymała i postanowiła mu wszystko wyznać.

— Nie będę dalej ukrywała przed tobą, mój mężu — powiedziała skruszona. — Sprzedałam naszego syna naszemu gościowi. Masz tu sto złotych dinarów. Uczyniłam to dlatego, abyś ty nie musiał tak ciężko na nas harować.

Ojciec nie tknął jedzenia. Głodny ułożył się do snu, ale nie potrafił zmrużyć oka. Skoro świt zerwał się z łóżka, wziął do ręki broń, wsunął do kieszeni nieszczęsne dinary i pobiegł szukać kupca swego syna. Był zdecydowany zabić go, gdyby nie chciał mu zwrócić syna. Instynktem wyczuł, gdzie ma go szukać. Joab zresztą sam czekał na niego. Zauważywszy Joaba, podszedł i podniesionym głosem zawołał:

— Weź swoje pieniądze i oddaj mi natychmiast syna!

— Jak mogę ci oddać syna, skoro matka sprzedała mi go? Ma do niego takie samo prawo jak ty. Transakcja była uczciwa. Sprzedała mi przecież jednego syna, a ma prawo do sześciu. Ty zaś, jeśli chcesz, możesz sobie kupić innego syna, który już tylko do ciebie będzie należał.

— Zamknij się — krzyknął stary ojciec. — Jeśli natychmiast nie zwrócisz mi syna, to albo ja ciebie zabiję, albo ty mnie.

Joab uśmiechnął się i odebrawszy pieniądze, zwrócił ojcu syna.

Dawid widać miał jednak rację mówiąc: „Tak jak ojciec miłuje swoje dzieci”. Nie powiedział przecież „tak jak matka”. Z tego wynika, że miłość ojca jest silniejsza. Stary ojciec, mimo iż ciężko pracował, nie chciał sprzedać syna, a matka zgodziła się to uczynić. Powiedzenie Dawida znalazło w tym fakcie potwierdzenie.