Nie wolno zadawać pytań
Rabbi Jozue ben Lewi697 przez długi czas pościł i modlił się, żeby przyszedł do niego prorok Eliasz698. I tak się stało. Eliasz spełnił jego prośbę i pewnego dnia zjawił się przed nim.
— Widzę, że chcesz czegoś ode mnie — oświadczył prorok — powiedz, jakie masz życzenie, a spełnię je.
— Chciałbym chodzić z tobą przez jakiś czas po świecie, zobaczyć, co czynisz. To przyniesie mi ogromną korzyść. Od ciebie bowiem nauczę się wielu mądrych rzeczy.
— Nie wszystko, co czynię, przypadnie ci do gustu — powiedział prorok. — Kiedy zobaczysz, co robię, twoje serce wypełni się bólem. Na dodatek nie wolno ci będzie zadawać pytań, dlaczego tak postępuję.
— Zgoda, mój panie. Nie będę ci zadawał pytań i w niczym nie będę przeszkadzał. Będę jeno biernym obserwatorem i milczącym słuchaczem.
Umowa została zawarta i prorok zabrał rabbiego Jozuego do domu pewnego biedaka. Bieda tam aż piszczała. Żył właściwie dzięki jednej jedynej krowie, która dostarczała mu trochę mleka. Kiedy prorok z rabbim podchodził do domu biedaka, ten właśnie siedział razem z żoną na podwórzu. Na widok gościa podniósł się i serdecznie ich pozdrowiwszy, zaprosił do środka. Tu oddał im do dyspozycji najlepszy pokój i ugościwszy kolacją, pościelił im łóżka, żeby mogli się dobrze wyspać.
Skoro świt goście wstali, umyli się i odmówili modlitwę. Prorok Eliasz dodał do słów zwykłej porannej modlitwy prośbę do nieba, żeby zesłało śmierć na krowę biedaka. I prośba proroka natychmiast się spełniła. Rabbi Jozue nie mógł znieść tego niesprawiedliwego postępku. Jak to — zapytywał sam siebie w duchu — biedak pięknie nas ugościł, okazał życzliwość i szacunek, a prorok odpłacił mu złem. I chociaż przyrzekł, że będzie milczał, nie wytrzymał i zapytał:
— Panie mój! Dlaczego uśmierciłeś krowę tego biedaka? Czy nie okazał nam czci i szacunku?
— Nie zapominaj o naszej umowie. Twoim obowiązkiem jest patrzeć. Ale jeśli chcesz się ze mną rozstać, to ci wyjaśnię.
Nie chcąc się rozstać z prorokiem rabbi Jozue zamilkł i dalej za nim podążył. Wieczorem obaj doszli do domu pewnego bogacza. Ten nie udzielił im najmniejszej uwagi. Wpuścił ich tylko do domu, ale nie poczęstował ani jadłem, ani napojem. We dworze bogacza jedna ściana budynku zawaliła się i gospodarz miał właśnie przystąpić do jej postawienia. Nad ranem prorok odmówił modlitwę, w której prosił o to, żeby ściana sama się naprawiła. I stało się tak, jak chciał prorok. Serce Jozuego zawyło z bólu. Jak to? Za złe traktowanie gości taka nagroda? Ale nic nie powiedział. Musiał milczeć.
I znowu wyruszyli w drogę. Cały dzień wędrowali i dopiero wieczorem zatrzymali się w pewnym mieście przed synagogą.
Synagoga była duża i bogaty miała wystrój. Ławki były ze złota i srebra. Obsadzone były w zgodzie z pozycją społeczną, jaką każdy z uczestników nabożeństwa zajmował. Na widok przybyszy jeden z notabli zapytał:
— Kto udzieli gościny tym biedakom? Kto ich zaprosi na kolację? Kto im użyczy noclegu?
W odpowiedzi rozległ się głos:
— Wystarczy, że ktoś przyniesie im tu do synagogi kawałek chleba, trochę soli i trochę wody.
Nikt z uczestników nabożeństwa nie okazał im szacunku i przyjaźni należnej gościom. Prorok Eliasz i rabbi Jozue zmuszeni byli sami wyszukać sobie jakieś miejsce do przenocowania. Nad ranem, przed wyruszeniem w drogę, prorok Eliasz pobłogosławił notabli z miasta prosząc Boga o to, żeby każdy z nich uzyskał zaszczytne stanowisko gabaja699. I znowu rabbi Jozue musiał, wbrew swemu oburzeniu, milczeć.
W dalszej drodze dotarli do innego miasta. Słońce miało się już ku zachodowi, kiedy gospodarze miasta wyszli im na spotkanie. Serdecznie się z nimi przywitali i zaprosili do najpiękniejszego domu, gdzie podano im dobrą kolację i wskazano wygodne łóżka do spania. Noc przespali w spokoju, tak że wypoczęci mogli nad ranem wyruszyć dalej. Przed opuszczeniem gościnnego domu prorok Eliasz pomodlił się o to, żeby miasto miało tylko jednego gabaja. Tym razem rabbi Jozue już nie zdzierżył:
— Panie mój, teraz musisz mi już wyjaśnić tajemnicę swego postępowania.
— Skoro koniecznie chcesz się rozstać ze mną, wyjaśnię ci wszystko. Otóż biedak, którego krowę uśmierciłem, miał stracić żonę. Poprosiłem więc Boga, żeby raczej uśmiercił krowę niż ją. I tak ofiara krowy uratowała życie biednej żonie. Bogacza zaś, któremu odbudowałem ścianę w zrujnowanym budynku, miało spotkać wielkie szczęście. Pod zwałami zapadłej ściany znajduje się drogocenny skarb złożony ze złota i srebra. Gdyby on zabrał się do postawienia ściany, musiałby rozkopać ziemię pod fundament i wtedy znalazłby skarb. Niedobre miasto, w którym każdemu z mieszkańców życzyłem osiągnąć stanowisko gabaja, szybko upadnie, albowiem wszyscy zaczną się między sobą kłócić. Każdy bowiem gabaj będzie uważał, że jest ważniejszy od drugiego. Miasto zaś, któremu życzyłem, żeby miało jednego gabaja, będzie żyło w spokoju i zgodzie. Posłuszne bowiem jednemu sprawiedliwemu gabajowi, uniknie waśni i kłótni. Jest takie przysłowie, które najlepiej oddaje sens mego postępowania: „Statek, którym kierują wszyscy marynarze, szybko idzie na dno”. A na koniec powiem ci, że jeśli zobaczysz złoczyńcę, któremu sprzyja szczęście, nie zazdrość mu, albowiem to szczęście ściągnie na niego nieszczęście. Natomiast jeśli zobaczysz sprawiedliwego człowieka, który żyje w biedzie i nędzy, nie pomyśl źle o Bogu. On jest zawsze sprawiedliwy i wyrok Jego jest sprawiedliwy.