Wąż babiloński
Zburzenie świątyni Baala601 przez Daniela602 wywołało gniew i nienawiść ministrów i innych dygnitarzy na królewskim dworze. Pragnienie pomszczenia śmierci kapłanów stało się zaczątkiem spisku, którego celem było przywrócenie kultu Baala. Ministrowie, uczestnicy spisku, udali się do króla z niewinną na pozór propozycją, aby Daniel rozprawił się z wężem, któremu Babilończycy oddawali cześć boską.
Wąż ten należał do największych ze swego gatunku. Budził strach i przerażenie. Kiedy ktoś zbyt blisko podchodził, otwierał paszczę i w mig go pożerał.
Król zaakceptował propozycję ministrów i zawoławszy do siebie Daniela, powiedział:
— Tym razem chyba nie powiesz, że wąż jest dziełem ludzkich rąk? Nie powiesz chyba, że zrobiony jest z miedzi? Wszyscy widzimy, że to żywe stworzenie. Jak każdy z nas je i pije. Drugiego takiego żywego, strachem napawającego boga nie ma.
— Jeśli pozwolisz — odparł Daniel — zabiję tego, jak mówisz, potężnego i strasznego boga, i to bez użycia miecza.
— Zgoda — rzekł król — daję ci wolną rękę.
Obecni przy tej rozmowie ministrowie aż zawyli z radości:
— Wreszcie pozbędziemy się Daniela.
Daniel poszedł wtedy do kowala i zamówił kilka małych żelaznych grzebieni o zębach ostrych jak szpilki. Zalepił je tłuszczem zmieszanym z siarką i nałożył na to wszystko chleb naszpikowany małymi, gołym okiem niewidocznymi, odłamkami szkła. Następnie podszedł do groty, w której wylegiwał się wąż, i wrzucił do środka grzebienie nadziane chlebem. Już na sam zapach chleba wąż rzucił się, aby natychmiast go zeżreć. Wraz z chlebem dostały się do żołądka węża odłamki szkła i siarka. Męczarnie węża długo nie trwały. Wkrótce zdechł.
Nad ranem mieszkańcy Babilonii jak zwykle udali się do groty, aby złożyć wężowi codzienną ofiarę. Poczuli smród padliny. Chwila konsternacji, ale zaraz potem znalazło się kilku śmiałków, którzy weszli do groty. Natychmiast się jednak wycofali. Odór był nie do zniesienia.
Kiedy wieść o tych wydarzeniach rozeszła się po świecie, wyznawcy węża zażądali zemsty nad Danielem. Wzburzony tłum udał się do pałacu królewskiego:
— Królu! Wydaj nam Daniela, mordercę dwóch naszych bogów. Rozprawimy się z nim, tak jak na to zasłużył. Jeśli tego nie uczynisz, pozbawimy cię tronu!
Król widząc, co się święci, wydał żołnierzom przybocznej gwardii rozkaz szybkiego rozprawienia się z buntownikami. Uzbrojeni gwardziści rzucili się na buntowników i wybili ich co do nogi.
Po tej krwawej rozprawie Daniel zwrócił się do króla z pokorną prośbą:
— Łaskawy królu! Jestem już stary i nie mam sił dłużej ci służyć. Pozwól mi wrócić do domu!
— Nie mogę zadośćuczynić twojej prośbie. Jesteś mi bowiem niezbędny. Jako doradca służysz mi jak nikt inny mądrością i doświadczeniem.
— A jeśli znajdę na moje miejsce równie mądrego wśród braci mego narodu, to zgodzisz się?
— Jeśli tak, to wyrażę zgodę.
Ukłoniwszy się głęboko przed królem, zadowolony z jego decyzji, Daniel udał się do domu.
Prawość i bogobojność Hioba603
Pewien biedny człowiek zmarł w sile wieku pozostawiwszy po sobie w ciężkiej sytuacji żonę i dzieci. Znany z bogobojności Hiob postanowił pospieszyć im z pomocą materialną i moralną.
Właśnie zastanawiał się, jak i w czym im pomóc, kiedy zjawił się w jego domu szatan, który przedstawił się jako ktoś z jego licznych przyjaciół. Hiob miał bowiem tylu przyjaciół, że nie sposób było wszystkich zapamiętać.
— Słyszałem — powiedział do Hioba — że masz zamiar udzielić pomocy wdowie po tym nieszczęsnym biedaku. Otóż jako twój przyjaciel radzę ci, abyś tego zaniechał. Wystawisz się tylko na pośmiewisko.
— Nie rozumiem cię. Dlaczego?
— Czy godzi się, aby taki człowiek jak ty, pierwsza osoba w Izraelu, pełniący zaszczytną funkcję sędziego, chodził do domu jakiegoś tam nędzarza? Wystawisz tylko na szwank swój honor.
— Odczep się ode mnie! Nie mam zamiaru słuchać twoich rad! Biorę przykład z Boga, który jest opiekunem wdów i sierot.
Szatan ponowił jeszcze raz próbę odwiedzenia Hioba od spełnienia dobrego uczynku, ale nic nie wskórał. Jak niepyszny musiał ujść.
Hiob udał się do domu wdowy, aby najpierw dobrym słowem podtrzymać ją na duchu. Następnie wywiedział się od sąsiadów, jak wygląda ta biedna rodzina pod względem materialnym. Z ich informacji wynikało, że cały „majątek” rodziny składa się z małego poletka ziemi, które zmarły sam za życia uprawiał. Zboże zebrane z tego poletka nie mogło zaspokoić potrzeb rodziny. Ponadto nie miał teraz kto chodzić za pługiem.
Hiob doszedł wtedy do wniosku, że powinien zaopatrywać tę rodzinę przede wszystkim w chleb, i to do czasu, kiedy dzieci osiągną wiek dojrzały. Po siedmiu dniach żałoby po zmarłym poszedł do wdowy i zaproponował jej pomoc. Da jej do dyspozycji jednego ze sług, który będzie orał poletko. Odda jej również osła albo konia.
Wdowa jednak nie miała zamiaru korzystać z ofiarowanej pomocy. Oświadczyła:
— Bardzo dziękuję, szanowny panie, za okazaną mi dobroć, ale od obcego człowieka nie mogę przyjąć nawet najmniejszej rzeczy. Ufam, że ten, który jest Ojcem wszystkich sierot i wdów, zmiłuje się również nad nami.
Hiob zaczął ją prosić, żeby przyjęła w darze chociaż mały warzywny ogródek, ale nie chciała się zgodzić.
Rozczarowany i smutny wrócił Hiob do domu. Była właśnie wiosna, czas orania i siania. Wdowa za ostatnie uciułane grosze wynajęła osła i sama stanęła za pługiem. Po jakimś czasie zamiast spodziewanych kłosów zboża wyrosły na poletku same chwasty. Głód zajrzał do domu wdowy. Hiob nie pozostał bierny. Natychmiast przysłał jej kilka worków pszenicy. Wystarczyłoby jej co najmniej na rok. I tym razem wdowa odmówiła przyjęcia daru.
— Pójdę — oświadczyła — na służbę do obcych ludzi i tylko w ten sposób zarobię na siebie i dzieci.
Wynajęła się do pracy u bogatych gospodarzy, ale wcale nie zarobiła. Do syta ani ona, ani jej dzieci w tym czasie się nie najadły. Wtedy Hiob wpadł na nowy pomysł. Rozpuścił wieść, że wdowa jest jego krewną. Wielu mężczyzn z miasta pomyślało sobie wtedy, że jeśli się ożenią z wdową, to zaraz staną się krewniakami Hioba, a to znaczy bardzo dużo. Z tym już są związane zaszczyty i przywileje. O jej rękę zaczęło się starać wiele osób. Wśród nich był pewien dość zamożny i porządny człowiek. Wkrótce odbył się ślub, a co za tym idzie, dla biednej rodziny zaczęło się nowe, dostatnie życie.
Historia biednej wdowy, która nie chciała przyjąć jałmużny i wolała zarabiać na życie własną pracą, stała się głośna w kraju. Ludzie widzieli w tym dowód na to, że ufność w Bogu i umiłowanie pracy zapewniają człowiekowi szczęście.
W jakiś czas potem wybuchła w kraju groźna zaraza, która zebrała wiele ofiar, zwłaszcza wśród mężczyzn. Pozostało po nich wiele wdów i sierot. I tym razem Hiob nie pozostał głuchy na ich cierpienia. Zgodnie ze swoim zwyczajem najpierw odwiedzał ich w domu, aby pocieszyć dobrym słowem, a potem wesprzeć materialnie. Wchodząc do domów biedaków, tak mawiał:
— Posiadam dużo owiec i sporo rogatego bydła, mnóstwo koni i osłów i dlatego proszę was, abyście wzięli ode mnie potrzebne zwierzęta do uprawiania ziemi.
Ludzie jednak odmawiali. Nie chcieli korzystać z jego dobroci. Pola należące do tych biedaków były jałowe. Uprawiane przez długie lata bez koniecznych przerw, przestały rodzić. Nie można było z ich łąk zebrać wystarczającej ilości trawy dla krów. Hiob doszedł do wniosku, że trzeba najpierw przystąpić do nawożenia i użyźnienia ich pól. Jego słudzy zajechali na pola z wozami pełnymi kompostu i zwierzęcego nawozu. Biedni właściciele pól usiłowali przeszkodzić sługom Hioba w pracy, ale ci zgodnie z rozkazem Hioba nie przestawali pracować, zmuszając przeciwników do wycofania się.
Ludzie zaczęli sobie wówczas zadawać pytanie:
— Co się stało z naszym poczciwym Hiobem? Przecież znamy go jako człowieka prawego i bogobojnego. Dlaczego więc przywłaszcza sobie pola wdów i sierot? Dlaczego rozporządza nimi, jakby do niego należały?
Jednym słowem, ludzie wzięli go na języki. Jego autorytet, rzecz jasna, mocno na tym ucierpiał.
Tymczasem pola użyźnione przez Hioba nawozem zaczęły dobrze rodzić. Biedne wdowy i sieroty zebrały duże plony. Wreszcie mogły się najeść do syta. Mieszkańcy miasta przekonali się, że niesłusznie oskarżyli Hioba o krzywdzenie sierot. Teraz — twierdzili — widzimy, że Hiob kierował się najlepszymi intencjami. Doprawdy jest to człowiek zasługujący na miano wielkiego.
Lichwiarz604
Z mocy i polecenia Boga Ezechiel605 ożywił zmarłych w dolinie. Podczas sprawdzania zmartwychwstałych zaczepił nogą o jedno nieruchome ciało. Przyjrzał się mu więc dokładnie i stwierdził, że posiada wszystkie cielesne przymioty człowieka, skórę, kości, włosy itd., ale nie ma w nim oznak życia. Zawołał wtedy do Boga:
— Boże, władco dusz wszystkich stworzeń! Czym ten człowiek zgrzeszył, że go nie ożywiłeś?
— Ten człowiek — powiedział Bóg — nigdy nie zmartwychwstanie, albowiem za życia był lichwiarzem.
Co Waszti606 ujrzała w lustrze
Król Achaszwerosz607 posłał do swojej żony Waszti gońca z rozkazem, żeby się natychmiast zjawiła w sali, w której właśnie przyjmuje gości.
Królowa kategorycznie odmówiła. Gniewnym głosem oświadczyła:
— Idźcie do króla, który po mnie posłał, i powiedzcie mu, że jest kompletnym durniem. To samo tyczy ministrów i doradców. Co on sobie myśli? Że ja, królowa Waszti, córka potężnego króla Babilonii608, mam się zastosować do takiego głupiego polecenia? Niech sobie Achaszwerosz przypomni, że kiedyś był zwykłym stróżem stajen mego ojca. Niech sobie przypomni, że mój ojciec potrafił wypić więcej niż on wraz ze swoimi ministrami, a przy tym nigdy nie był ani pijany, ani szalony. Nie wątpię, że kiedy sobie to wszystko przypomni, zawstydzi się i wycofa ze swego polecenia.
Goniec wrócił z niczym do Achaszwerosza. Nie dziw więc, że król wpadł w gniew.
— Wróć do niej i powiedz, że jeśli się nie stawi, poniesie śmierć.
Goniec poszedł znowu do Waszti i przekazał jej słowa króla. Tym razem Waszti przestraszyła się na serio i zaczęła rzecz rozważać ze wszystkich stron:
— Widocznie król ma już dużo w czubie i moja odmowa może go rozzłościć do tego stopnia, że gotów będzie mnie zabić. W tej sytuacji nie pozostaje mi chyba nic innego, jak tylko wykonać jego polecenie.
I kiedy tak medytowała, spojrzała w lustro. Na widok swego oblicza przeszły ją ciarki. Cała twarz we wrzodach. Okropnie zbrzydła. Zaczęła dygotać. Histerycznym głosem zawołała swoje żydowskie służebnice, nad którymi dotychczas się znęcała, i kazała sobie natrzeć ciało olejkami i maściami. Potem sprawdziła w lustrze, czy wrzody znikają. Sprawdzian nie był dla niej przyjemny. Miała wrażenie, że jeszcze bardziej zbrzydła.
Do oczekującego zaś na odpowiedź gońca Achaszwerosza powiedziała:
— Idź do króla i zapytaj go, po co mu to wszystko jest potrzebne? Jeśli zjawię się przed gośćmi i nie spodobam się, zaczną plotkować, że Achaszwerosz bezpodstawnie chełpił się pięknością żony. Jeśli zaś spodobam się, to mu będą zazdrościć takiej żony. W tym wypadku może w ich głowach zakiełkować myśl, żeby go zamordować. Któryś z nich zasiądzie wtedy na tronie i za żonę pojmie wdowę po nim. Biorąc to wszystko w rachubę, lepiej będzie, jeśli król zrezygnuje z zamiaru sprowadzenia mnie do gości.
Kiedy goniec zabierał się do odejścia, dodała:
— Przekażcie królowi moje słowa w sposób łagodny i delikatny. Przekonajcie go, że żałuję moich poprzednich słów, które były zbyt harde.
Na nic się jednak nie zdały prośby Waszti. Achaszwerosz skazał ją na śmierć. Wkrótce po jej śmierci urzędnicy dworu wszczęli poszukiwania następczyni Waszti na tronie.
Haman609 przygotowuje szubienicę
Nie zważając na to, że rozkaz o zgładzeniu Żydów został już przez Achaszwerosza610 podpisany i Haman był u szczytu władzy, Mordechaj611 nadal mu się nie kłaniał. Haman nie mógł tego przeboleć. Zebrał zaufanych przyjaciół, aby wspólnie naradzić się nad dalszym postępowaniem wobec Mordechaja. W naradzie brała też udział jego żona Zeresz612. Wspólnie doszli do wniosku, że trzeba zamówić u cieśli i kowali szubienicę, na której Mordechaj zostanie publicznie powieszony.
Narada przeciągnęła się do późnej nocy. Kiedy przyjaciele Hamana opuścili dom, Zeresz uznała, że i on powinien położyć się spać. Haman jednak nie chciał się położyć. Czekał na cieśli i kowali, którzy mieli przyjść, żeby zbudować szubienicę.
I tak też było. Cieśle i kowale przyszli w umówionym czasie. Haman zaprowadził ich na plac, gdzie leżało już przygotowane całe drzewo.
— Z tego drzewa zróbcie mi szubienicę, ale szybko. Nim słońce wyjrzy, musi być gotowa. Dobrze wam zapłacę. W dodatku po królewsku ugoszczę.
Cieśle i kowale wzięli się do roboty, a Haman z żoną i synami stali nad ich głowami i bez przerwy poganiali.
Nad ranem szubienica była gotowa. Zeresz wyniosła im wino i zakąski. Potem wzięła skrzypce i zaczęła wygrywać wesołe melodie. Synowie Hamana pod dźwięki muzyki poszli w tan. Słowem, była zabawa. Po zabawie ustawili szubienicę i Haman stanął pod nią sprawdzając, czy została dobrze wymierzona. Był zadowolony, gdyż był tego samego wzrostu, co Mordechaj. A kiedy wyraził swoje zadowolenie, rozległ się głos z nieba:
— Ta szubienica jest dla ciebie i tylko dla ciebie przeznaczona. To ty na niej zawiśniesz.
Jak przyjaciel Hamana613 odniósł się do jego planu zgładzenia Żydów
Żądny zaszczytów Haman chciał, aby wszyscy mu się nisko kłaniali. Mordechaj614 był tym człowiekiem, który nie uległ jego pysze. Za to go nienawidził. Z każdym dniem nienawiść jego potęgowała się i wzmagała. Objęła już nie tylko samego Mordechaja, ale przeniosła się na wszystkich Żydów Persji.
Pewnego dnia Haman zwierzył się z planu zgładzenia Żydów swemu przyjacielowi Zoharowi615. Ten cierpliwie go wysłuchał, po czym rzekł:
— Kiedy słyszę, jak zamierzasz zgładzić Żydów, przychodzi mi na pamięć pewna bajka o ptaszku, który pogniewawszy się na morze, postanowił je osuszyć. Chcesz posłuchać?
— Chętnie.
— Przed wieloma laty pewien duży morski ptak zbudował sobie nad brzegiem morza wygodne gniazdo. Żył sobie w tym gnieździe spokojnie i po ptasiemu szczęśliwie. Pewnego razu wróciwszy z wyprawy po żywność, nie zastał swego gniazda. Tymczasem bowiem nastąpił ogromny przypływ i morze zalało gniazdo. Ptak pogniewał się na morze. Kipiąc ze złości zawołał po ptasiemu: „Za to, że zniszczyłeś mi gniazdo, drogo zapłacisz. Wyleję twoje wody i wsypię piasek w twoje wnętrze. Nikogo i niczego już więcej nie zalejesz”. I jako rzekł, tak i postanowił uczynić. Stanął na brzegu w miejscu, gdzie zaczynało się morze, i zaczął energicznie czerpać wodę dziobem, by następnie wypluć na przybrzeżny piasek. Następnie napełniał dziób piaskiem, by go wrzucić do morza. Pracował od świtu do zmroku. Zapomniał o jedzeniu i o przerwach dla odpoczynku. Nic więc dziwnego, że po takim dniu pracy był straszliwie zmordowany. Nad ranem następnego dnia spojrzał na morze chcąc ocenić wynik wczorajszej pracy. Spojrzał i pomyślał: „Niemały kawał roboty pozostał mi jeszcze do odwalenia. Jeśli będę pracował tylko w dzień, nieprędko się z nim uporam. Trzeba będzie i w nocy popracować”.
I kiedy tak rozmyślał, nadleciał jakiś obcy ptak, który wybrał sobie miejsce dla odpoczynku obok niego. Widząc, jak morski ptak nabiera wody w dziób i wypluwa na piasek, zapytał go: „W jakim celu to robisz?”. Zapytany opowiedział mu historię z gniazdem, które okrutne morze zalało. I kończąc swoją relację, tak oświadczył:
— Dopóki nie zamienię tego morza w piasek, nie ruszę się z tego miejsca.
— Głupiś — powiedział wędrowny ptak. — Czy zastanowiłeś się choć przez chwilę nad tym, co robisz? Gdybyś nawet zwołał do pomocy wszystkie ptaki i zwierzęta z całej kuli ziemskiej, nic by z tego nie wyszło.
Hamanowi bajka przyjaciela nie przypadła do gustu:
— Mówisz niedorzecznie. Twoja bajka nie pasuje do mnie. Ja bowiem nie jestem ptakiem, a Żydzi nie są wodami morza. Niech tylko król wyrazi zgodę, a ja ich tak urządzę, że ślad po nich nie zostanie.
Siedem służebnic Estery616
Zgodnie z rozkazem króla eunuch617 Hegaj618 przydzielił Esterze siedem służebnic.
— Dzięki tym siedmiu służebnicom — powiedziała Estera — będę wiedziała, kiedy jest sobota, i uniknę naruszenia jej świętości. Dziewczynę, która obsługiwać mnie będzie pierwszego dnia, nazwę „Cholta”, co oznacza dzień powszedni. Tę, która służyła mi będzie drugiego dnia, nazwę imieniem „Rakiata” — sklepienie nieba, bo to jest dzień, w którym Bóg stworzył niebo. Dziewczynę dnia trzeciego nazwę „Ganunita” — ogrodniczka, albowiem trzeciego dnia Pan Bóg stworzył drzewa. Dziewczynę, która obsługiwać mnie będzie w czwartym dniu tygodnia, nazwę „Nehoritą” — od światła, albowiem tego dnia stworzone zostały słońce i księżyc. Piątkową służebnicę będę wołała „Rochsita” — od słowa „pełzać”, gdyż tego dnia Bóg stworzył pełzające stworzenia, jak gady i płazy. Dziewczyna szóstego dnia służby będzie nosiła imię „Chorfita” — od słowa, które oznacza „mądrość”, „przenikliwość”, albowiem tego dnia Bóg stworzył najmądrzejszą istotę, człowieka. Dziewczynę, która przyjdzie do mnie w sobotę, nazwę „Rinoita” — odpoczywająca, śpiewająca.
I kiedy po sześciu dniach tygodnia zjawiła się u Estery Rinoita, wiadome było, że nastąpiła sobota. I był to dzień odpoczynku dla Estery, a w całym jej domu panowała świętość szabatu619.
Tak działo się w domu Estery przez cały czas przebywania w królewskim pałacu. Estera była przedmiotem podziwu wszystkich kobiet dworu.
— Estera — mówiły — jest oczkiem w głowie króla. Jego miłość do niej nie zna granic. Gdyby zażądała od męża nawet tysiąca służebnic, nie odmówiłby. Ona jednak jest skromna i zadowala się, jak żadna inna z dworskich kobiet, jedną służącą na dzień.
Naczelny eunuch Hegoj, który od lat pełnił funkcję nadzorcy haremu620, nie mógł się nadziwić jej skromności.
— Takiej pogodnej, skromnej niewiasty jak Estera w życiu nie widziałem — zwykł był mówić. — Wybierając ją na żonę Achaszwerosz621 postąpił bardzo mądrze.
Miesiące roku modlą się o darowanie Żydom życia
Achaszwerosz622 dał się przekonać Hamanowi623 i kazał wylosować dzień i miesiąc, w którym Żydzi mieli być zgładzeni.
Wtedy wszystkie miesiące roku przyszły do Boga i każdy z nich prosił, aby podczas jego kadencji nie doszło do zagłady Żydów.
Pierwszy wystąpił przed Bogiem miesiąc Nisan624:
— Dobry Boże, ja w Twoich oczach znalazłem chyba największe uznanie, gdyż spośród wszystkich miesięcy mnie postawiłeś na pierwszym miejscu. W Nisan wyzwoliłeś swoje dzieci z Egiptu. Nie pozbawiaj mnie więc dotychczasowego uznania i nie czyń w Nisan krzywdy żydowskiemu narodowi. Niech radość wyzwolenia nie zamieni się w żałobę.
Bóg, wysłuchawszy jego prośby, oświadczył:
— Dobrze, uczynię, jako prosisz!
Gdy tylko Nisan wyszedł, już przed obliczem Boga stanął Ijar625:
— Kiedyś uczyniłeś mi łaskę, bo spuściłeś na ziemię w miesiącu Ijar mannę626 z nieba. Dzięki niej lud Izraela przeżył 40 lat na pustyni. Niech więc Twoja łaska dalej otacza lud Izraela. Niech Ijar nie stanie się miesiącem zagłady.
Wzruszył się Bóg prośbą miesiąca manny i powiedział:
— Zgoda, nie staniesz się miesiącem nieszczęścia dla Żydów.
Siwan627 widząc, że Boga można przekonać, nabrał animuszu i tak uzasadnił swoją prośbę:
— W miesiącu Siwan obdarzyłeś Żydów Świętą Torą628. Według niej nauczyliśmy się, jak godnie, sprawiedliwie i pobożnie żyć. Powołuję się na Twoje słowa: „Tora jest drzewem życia dla tych, którzy jej nauk przestrzegają. Szczęśliwi są ci, którzy ją podtrzymują”. W imię więc tej Twojej obietnicy proszę cię, abyś w Siwan nie sprowadzał na Żydów nieszczęścia.
— Przez wzgląd na Torę i przywiązanie do niej Żydów spełnię twoją prośbę.
Miesiące Tamuz629 i Aw630 przyszły razem. Płacząc i zawodząc przedstawiły swoją prośbę:
— W te miesiące Żydzi aż zanadto już wycierpieli. Zmiłuj się i uczyń tak, aby w Tamuz i Aw nic już złego im się nie stało.
— Dobrze, zrobię tak, jak sobie życzycie.
Elul631 swoją prośbę uzasadnił w następujący sposób:
— W tym miesiącu zakończona została budowa Świątyni Pańskiej w Jerozolimie632. Jakże więc możesz dopuścić, aby knowania wrogów Izraela doszły do skutku?
— Przez wzgląd na Mój święty przybytek nie dopuszczę do zagłady Żydów w tym miesiącu.
Po miesiącu Elul stanął przed Bogiem Tiszri633:
— Boże, wspomnij tylko na Jom Kippur634, podczas którego oczyszczasz dzieci Izraela z grzechów. Miej również na uwadze, że wtedy w święto Sukkot635 Żydzi czczą Twoje Imię etrogiem636 i lulawem637.
— Dobrze, będę pamiętał o dobrych uczynkach Moich dzieci w tym czasie. Tiszri nie będzie miesiącem klęski dla Żydów.
I gdy tylko Tiszri odszedł zadowolony, wystąpił przed Bogiem miesiąc Cheszwan638:
— W Cheszwan umarła pramatka Sara639. Ona przychodziła z pomocą każdemu w potrzebie. Pomóż jej synom, tak jak ona ludziom pomagała.
— Dobrze — odrzekł Bóg — przez wzgląd na zasługi Sary pomogę jej synom, tak jak ona ludziom pomagała. Uchronię ich w tym miesiącu od zagłady.
Przyszła teraz kolej na Kislew640. Stanął przed Bogiem i prosił:
— W moim miesiącu Twoje żydowskie dzieci pracują nad umocnieniem swego kraju. Odnawiają swoją świętą służbę wierze, składają Ci dziękczynne modły i wysławiają Twoje imię. Dlatego proszę Cię, Boże, aby Kislew pozostał miesiącem radości i szczęścia.
— Dobrze, spełnię twoją prośbę.
Po Kislewie stanął przed Bogiem Tewet641 i powiedział:
— W tym miesiącu wstaje Ezdrasz642, aby wypełnić Twoje przykazania. Przeto przez wzgląd na zasługi tego sprawiedliwego męża spraw, aby Tewet nie był związany z nieszczęściem Żydów.
Bóg dał się przekonać i spełnił prośbę Tewetu. Wtedy wystąpił przed Bogiem Szwat643:
— W tym miesiącu — powiedział — Żydzi zbierają się w dolinie pogan, żeby ukarać grzeszników. Niech ten zbożny uczynek ocali ich od wszelkiego złego w miesiącu Szwat.
Kiedy zaś Adar644 stanął przed tronem Wiekuistego, Ten go zapytał:
— Powiedz mi, jakie to dobre uczynki spełnili Żydzi w tym miesiącu?
Adar milczał. Nie wiedział, co odpowiedzieć. W tym miesiącu niczego wielkiego Żydzi nie dokonali.
Wskutek tego chyba losy wyciągnięte przez Hamana wskazywały na 14 dzień miesiąca Adar. Ogarnął go szał radości.
— Świetnie — zawołał — w tym miesiącu umarł prorok żydowski Mojżesz645. Teraz wiem, że ich z łatwością zniszczę.
W tej samej chwili aniołowie w niebie wykrzyknęli:
— Daremnie Haman się cieszy. Nie wie, że w tym miesiącu również urodził się Mojżesz!
Klęska Hamana646
Wertując Kronikę dworu natknął się Achaszwerosz647 na zapis przypominający zasługi Mordechaja648 przy wykryciu spisku na życie władcy Persji. Uratował mu wtedy życie, a król zapomniał go za to wynagrodzić.
I kiedy zastanawiał się nad wyborem stosownej nagrody dla swego zbawcy, wszedł do gabinetu Haman. Trzymał w ręku gotowy do podpisu rozkaz, na którego mocy Mordechaj miał być powieszony na szubienicy ustawionej na publicznym placu.
Achaszwerosz nie racząc nawet wziąć do ręki podstawionego zwitka papieru, z miejsca zapytał Hamana:
— Co twoim zdaniem powinien uczynić król człowiekowi, któremu chce okazać wdzięczność i cześć?
Haman był święcie przekonany, że król ma właśnie jego na myśli, więc nie zastanawiając się od razu odpowiedział:
— Takiego człowieka należy ubrać w koronacyjne szaty i wsadzić go na konia, na którym król jeździł w dzień swojej koronacji. Prowadzić zaś konia z jeźdźcem po mieście ma wyznaczony przez króla dostojnik dworu, który donośnym głosem obwieścić powinien ludowi, że jeździec na koniu jest człowiekiem, któremu król okazuje najwyższą cześć i wdzięczność.
— Słusznie — powiedział Achaszwerosz. — Idź do magazynu i wyjmij moje purpurowe szaty koronacyjne. Weź też tę dużą złotą koronę, którą sprowadzono dla mnie aż z Macedonii649, oraz mój stalowy pancerz i oba sznury pereł, które wkładam tylko z okazji wielkich uroczystości. Ze stajni weź mego ulubionego konia i udaj się do Mordechaja. On właśnie jest tym człowiekiem, któremu chcę oddać cześć. Ty będziesz go prowadził po mieście i będziesz wznosił okrzyk: „Tak czyni się człowiekowi, któremu król okazuje cześć”.
Usłyszawszy polecenie króla, Haman zdrętwiał. Świat zawirował mu przed oczami. Przez dłuższy czas nie mógł wykrztusić słowa. Wreszcie się opanował i wybąkał:
— Ludzi o imieniu Mordechaj jest w naszym kraju sporo. Nie wiem, do którego z nich mam się udać.
— Idź do tego, który przesiaduje w bramie pałacu.
— Tych bram jest kilka. Nie wiem, o którą chodzi.
— Chodzi o bramę, która prowadzi do haremu650.
— Miłościwy królu, nie wymagaj tego ode mnie. Ten Mordechaj jest wrogiem moim i całej mojej rodziny. Jeśli król chce go wynagrodzić, to proszę mu dać dziesięć tysięcy funtów srebra, których ja sam dostarczę.
— Dobrze, daj mu te dziesięć tysięcy funtów srebra i oddaj mu jeszcze swój dom z całą jego zawartością, a niezależnie od tego uczyń to, co sam zaproponowałeś.
Haman starał się dalej wybronić przed rozkazem króla:
— Zamiast tego gotów jestem zgodzić się, aby moi synowie, a mam ich dziesięciu, biegali przed twoimi końmi. Moja żona pójdzie na służbę do twego pałacu, aby tylko ten Żyd nie został tak wysoko uhonorowany.
Achaszwerosz stracił wreszcie cierpliwość.
— Dobrze, od dzisiaj ty, twoja żona i twoi synowi stają się służącymi Mordechaja, ale z nim uczynisz tak, jak sam zaproponowałeś.
— Miłościwy królu, weź pod uwagę moją wierną służbę i moje zasługi dla państwa. Mordechaj to w gruncie rzeczy nędzarz, któremu takie honory nawet nie przypadną do gustu. Sądzę, że lepiej uczynisz, jeśli go wyznaczysz na naczelnika jakiegoś miasta. Jestem pewny, że z tego będzie bardziej zadowolony.
— Będzie naczelnym gubernatorem wszystkich moich prowincji, ale uhonorowany ma być tak, jak na początku ustaliliśmy.
— Nie gniewaj się królu, ale pozwól mi wypowiedzieć się do końca. Moje imię jest znane w całym imperium. Zwolnij mnie z wysokiego stanowiska, jakie zajmuję, i wyznacz na moje miejsce Mordechaja. Niech to mu wystarczy.
— Słuchaj, Hamanie! On uratował mi życie. Mam wobec niego dług wdzięczności. Chcę, żeby cały kraj wiedział o tym.
Haman wciąż nie dawał za wygraną.
— Rozesłaliśmy przecież po całym państwie zarządzenie o zgładzeniu Żydów, ale podejmuję się je wycofać, aby tylko król zechciał popatrzeć na mnie łaskawszym okiem i zaniechał wywyższania Mordechaja w taki sposób, jak zaproponowałem na początku.
Tu już Achaszwerosz nie wytrzymał. Podniesionym, nie znoszącym sprzeciwu głosem zawołał:
— To, co mówiłeś o wycofaniu zarządzenia w sprawie zgładzenia Żydów, masz wykonać, ale to nie zwalnia cię od wypełnienia pierwszego rozkazu. Idź i wykonaj go!
Do obecnych przy tej rozmowie ministrów król powiedział:
— Jesteście odpowiedzialni za wykonanie przez Hamana mego rozkazu. Idźcie więc i dopilnujcie, żeby wszystko odbyło się, jak należy.
Sen proroka Ozeasza651
I Bóg oświadczył Ozeaszowi, synowi Beeri: „Żydzi wobec mnie zgrzeszyli”. Ozeasz na to odrzekł:
— Wobec tego zniszcz ich i niech przestaną istnieć albo wybierz sobie inny naród, lepszy od Żydów.
Słowa Ozeasza nie spodobały się Bogu. Liczył bowiem na to, że Ozeasz raczej poprosi o łaskę dla nich. Bóg więc postanowił udowodnić Ozeaszowi, że źle postąpił wysuwając dwie niekorzystne dla Żydów propozycje, i zesłał na Ozeasza dziwny sen. Oto bowiem zobaczył we śnie, że żeni się drugi raz z rzędu z kobietą znaną ze złości i nieprawości. Poślubiona kobieta rodzi mu dwoje dzieci. I wtedy ukazuje mu się Bóg, który poleca mu wypędzić żonę razem z dziećmi. Rozpacz Ozeasza nie ma granic. Wybucha płaczem. Bóg go pyta, dlaczego płacze? Ozeasz odpowiada:
— Jakże nie płakać, kiedy każesz mi wypędzić żonę z dziećmi?
— A więc widzisz, żeś postąpił źle. Ty litujesz się nad żoną, która jest zła i przez ludzi znienawidzona. Litujesz się nad dziećmi, które ona urodziła, a Mnie prosiłeś, żebym nie okazał litości Moim dzieciom, Żydom, umiłowanym przeze Mnie synom Abrahama652, Izaaka653 i Jakuba654.
Ozeasz przyznał, że źle postąpił radząc Bogu, aby zniszczył Żydów. Obudziwszy się ze snu, krzyknął:
— Ludu Izraela, wróć do swego Boga i niechaj potomstwo twoje rozmnoży się i stanie się tak liczne, jak liczne są ziarnka piasku nad brzegiem morza.
A kiedy Żydzi spytali go, czy Bóg przyjmie ich skruchę i uzna ich pokutę za popełnione grzechy, Ozeasz odpowiedział:
— Bóg, który przebaczył Kainowi i Achabowi z Niniwy655, przyjmie również waszą skruchę. Bóg nie chce grzeszników karać śmiercią. On tylko prostuje drogi człowieka. On pragnie jednej rzeczy: aby człowiek stał się lepszy!
Mordechaj656 poucza Esterę657, jak ma postępować
Codziennie rano, kiedy kobiety z królewskiego haremu658 wychodziły na spacer po dziedzińcu pałacu, Mordechaj korzystał z okazji, aby odbyć rozmowę z Esterą. Podczas rozmowy udzielał wskazówek, jak ma postępować, gdyż dla Żydów w królestwie Achaszwerosza659 nastały bardzo ciężkie czasy.
— Bliskie już dni — tłumaczył jej — kiedy król włoży na twoją głowę koronę po Waszti. I dlatego radzę ci, abyś pod żadnym pozorem nie ujawniła królowi, z jakiego narodu się wywodzisz.
— Dlaczego?
— Wiesz dobrze, że Achaszwerosz, kiedy się pogniewał na Waszti, rozkazał ją zabić. Kiedy ty go rozgniewasz, może całą swoją złość wylać nie tylko na ciebie, ale również na wszystkich Żydów zamieszkałych w jego królestwie. Jednym słowem, oznaczać to może zagładę Żydów.
— Jeśli jest tak, jak powiadasz, to dlaczego nie zemścił się na narodzie Waszti?
— Odpowiedź jest prosta. W tym wypadku musiałby pozbawić życia swoich najlepszych ministrów i najlepszych generałów. Żydzi natomiast stanowią w tym państwie znikomą mniejszość. Wybić ich wszystkich co do nogi w jeden dzień to dla króla drobnostka.
— Masz rację — postąpię tak, jak mi radzisz. Nie ujawnię przed nim mego pochodzenia ani mego właściwego imienia. Nawet Żydzi nie będą wiedzieli, że ich siostra przebywa w pałacu króla. Kiedy znajdą się w kłopocie, niech nie liczą na mnie, tylko na Boga. Niech się do Niego zwracają, gdyż On jest źródłem ich wiary i ufności.
— Oby Bóg cię błogosławił i obyś zawsze kroczyła Jego drogami. Ukrywając swoje pochodzenie, dokonasz wielkiej rzeczy dla swego narodu. Gdyby bowiem twoi bracia dowiedzieli się, że jesteś żoną władcy tego kraju, wbiliby się w pychę i odnosiliby się z wyższością do pozostałych narodów Persji i Medii660. Zaczęliby trąbić, że król nie znalazł pośród wszystkich narodów królestwa takiej kobiety, jak Żydówka Estera. Chełpiliby się, że tylko ona całkowicie zawładnęła jego sercem. Istnieje również niebezpieczeństwo, że Żydzi będą powoływać się na ciebie w różnych, często prywatnych sprawach. Wywołałoby to rozgoryczenie u sąsiadów nie-Żydów, którzy by nie pozostali obojętni na drażniące postępowanie Żydów. Zaczęłyby się napaści i ty musiałabyś interweniować u króla. Każda taka interwencja doprowadzałaby stopniowo do poniżenia twojej godności i podważałaby pozycję Żydów w kraju. W tej sytuacji Żydzi muszą polegać tylko na swojej uczciwości, sprawiedliwości i prawości.
Estera661 i Hegaj662
W myśl ogłoszonego przez perskiego króla zarządzenia piękna Hadasa663 miała również stawić się w pałacu Achaszwerosza664. Mordechaj665 jednak postanowił ukryć ją w swoim domu. Strażnicy króla prędko wpadli na jej trop i postawili Mordechajowi ultimatum: „Albo poślesz Hadasę do pałacu, albo my poślemy ciebie na tamten świat”.
Mordechaj zrozumiał, że to nie żarty. Jeśli on zginie, to i Hadasa przepadnie. Nolens volens666 zaprowadził ją do pałacu i przekazał w ręce nadzorcy królewskiego haremu667, eunucha668 Hegaja.
Tymczasem Achaszwerosz polecił swoim sługom wprowadzić do haremu wszystkie wytypowane w kraju piękności. Następnie każda stawała przed obliczem króla, który wnikliwym okiem znawcy kobiet taksował669 ją. Miarą i kryterium jego oceny była Waszti, od niedawna odsunięta żona. Portret jej wisiał nad jego łóżkiem i za każdym razem, kiedy kandydatka stawała przed nim, porównywał ją z postacią byłej żony.
— Nie, nie jesteś podobna do Waszti. Nie nadajesz się, możesz wrócić do domu.
I tak jedna za drugą, urażone w swojej kobiecej ambicji dziewczęta wracały do domu rodziców. A kiedy przyszła kolej na Hadasę, zaszło coś nadzwyczajnego. Zmęczony dotychczasowym przeglądem pięknych niewiast Achaszwerosz nagle wykazał zainteresowanie. Stała przed nim Hadasa, siostrzenica Mordechaja670. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Po dłuższej chwili przeniósł wzrok na portret Waszti i o dziwo, Hadasa była od niej piękniejsza. Król był olśniony. Tak pięknej i pełnej wdzięku kobiety dotychczas nie widział. Z serca wyrwał mu się okrzyk:
— Jesteś przepiękna! Piękniejsza od wszystkich kobiet na świecie. Nie powinnaś jednak nosić imienia Hadasa. Ty powinnaś się nazywać Estera. Twoja twarz jaśnieje bowiem jak najwspanialsza gwiazda nazywana Isztar671.
Natychmiast polecił Hegajowi wydać jej najlepsze kosmetyki, perfumy, olejki i balsamy. Do jej dyspozycji rozkazał przydzielić siedem służebnic. Każde życzenie Estery miało być traktowane jak rozkaz samego króla.
Hegaj zaprowadził ją do apartamentu w haremie. Estera wydała mu pierwsze polecenie:
— Przynieś mi chleba i wody. Przez cały dzień nic nie jadłam. I nie namawiaj mnie do spożywania smakołyków z kuchni królewskiej.
— Proszę cię, nie rób tego, boję się króla. Od zwykłego chleba i wody zmarniejesz i król mnie za to pozbawi życia.
— Nic się nie bój, chleb i woda nie zaszkodzą memu ciału.
Hegaj spełnił życzenie Estery, której piękność od chleba nie straciła nic ze swego blasku.