Zagubiony jedynak
Żył ongiś pewien pobożny, bardzo bogaty człowiek. Miał wszystkiego w bród i tylko jednego nie miał. Nie miał dzieci. Miał już siedemdziesiąt lat i rzecz oczywista, że nadzieja na to, iż żona urodzi mu dziecko, równała się zeru. Z miłości do dzieci zwykł był czekać na wychodzące po lekcjach z bóżnicy894 dzieci. Obdarowywał je słodyczami, tulił i głaskał, i wypytywał, jakie wersety z dzisiejszej nauki zapamiętały. Roztkliwiał się przy tym i mawiał:
— Szczęśliwi są wasi rodzice, którym dane było mieć uczące się Tory895 dzieci. Ja zaś nieszczęśliwy jestem, albowiem nie mam dzieci i majątek mój wpadnie w obce ręce.
Po jakimś czasie doszedł do wniosku, że powinien zawczasu rozdzielić majątek wśród uczonych w Piśmie. Podczas rozdzielania mienia zwrócił się do zebranych mędrców:
— Być może przez wzgląd na wasze zasługi i ja będę miał szczęście zasiadywać wśród was w raju.
Bóg usłyszawszy te słowa, poczuł do Żyda litość i w siedemdziesiątą rocznicę jego urodzin obdarzył go synem. Od piątego roku życia chłopiec zaczął uczyć się w chederze896. Ojciec brał go codziennie na plecy i zanosił do chederu.
— Od czego, rabbi, zaczniesz uczyć mego syna? — zapytał mełameda897.
— Zaczniemy od III Księgi Mojżeszowej Wajikra898.
— Może lepiej od I Księgi — Bereszit899. Z tej bowiem księgi wyłania się wielkość Stwórcy.
Rabbi zgodził się z tym i zaczął naukę od księgi Bereszit.
Pewnego dnia chłopiec powiedział do ojca:
— Jak długo będziesz mnie nosił do chederu na plecach? Znam już dobrze drogę i sam sobie poradzę.
— Dobrze — powiedział ojciec — idź sam.
Pierwszego dnia w drodze do chederu spotkał go królewski goniec, który zachwycony urodą chłopca zaprowadził go do siebie do domu. Nadszedł wieczór i zaniepokojony nieobecnością syna ojciec pobiegł do rabbiego.
— Gdzie jest mój syn? — zawołał na progu.
— Nie wiem, dzisiaj nie było go w chederze.
Ostry ból przeszył serce ojca. Nie przestając szlochać zaczął go szukać po wszystkich ulicach, drogach i ścieżkach. Zatrzymywał spotkanych ludzi i pytał, czy widzieli syna. Podawał im dokładny rysopis chłopca, ale nikt go nie widział. Wraz z żoną nie przestawał rozpaczać. Oboje wyrywali sobie włosy z głowy.
Bóg znowu się nad nim ulitował. Oto bowiem król zaniemógł i kazał przynieść księgę lekarstw. Bóg sprawił cud i księga leków zamieniła się w księgę Bereszit. Nikt w pałacu króla nie mógł jej odczytać. Wtedy jeden z dworzan oświadczył, że to z pewnością żydowska księga i należy odszukać Żyda, który by ją królowi przeczytał. Niełatwo jednak było znaleźć takiego Żyda. Wtedy wystąpił goniec i oświadczył, że podczas spaceru po dzielnicy żydowskiej uprowadził stamtąd chłopca. On zapewne potrafi czytać. Natychmiast przyprowadzono chłopca przed oblicze króla.
— Jeśli potrafisz — powiedział król — przeczytać to, co w tej księdze jest zawarte, to ty na tym wygrasz i my na tym wygramy.
Chłopiec na widok księgi Bereszit zaczął płakać. Padł przed królem na kolana.
— Boisz się mnie? — zapytał król.
— Nie, nie boję się ciebie, ale jestem jedynakiem i Bóg powołał mnie do życia, kiedy mój ojciec miał już siedemdziesiąt lat. Ojciec prosił rabbiego, żeby mnie z tej księgi uczył. Ja ją dobrze znam, potrafię czytać.
Chłopiec zaczął czytać. Obce słowa zainteresowały króla.
— Możesz mi wyjaśnić, co one oznaczają?
— Tak — odpowiedział chłopiec.
Przy Bożej pomocy wyjaśnił królowi dokładnie treść.
— Zostałem wyleczony — oświadczył król. — Teraz możesz zażądać ode mnie nagrody.
— Nie żądam od ciebie żadnej wartościowej rzeczy. Pragnę tylko, żebyś mnie zwrócił rodzicom.
Król polecił zaprowadzić chłopca do skarbca. Obdarzył go złotem, srebrem i drogimi kamieniami i zaprowadził do domu rodziców.
Szczęście rodziców, jak się domyślacie, nie miało granic.