CCLXII

Kiedy Karol usłyszał święty głos anioła, już się nie lęka, wie, że nie umrze. Odzyskał siłę i zmysły. Mieczem francuskim wali emira. Kruszy mu hełm, na którym błyszczą drogie kamienie, otwiera mu czaszkę, rozlewając mózg, rozcina mu głowę aż po białą brodę i bez żadnego ratunku kładzie go trupem. Krzyczy: „Montjoie!”, iżby się skupili koło niego. Na ten krzyk przybywa diuk Naim, chwyta konia Tensendura, Karol wsiada nań z powrotem. Poganie uciekają, Bóg nie chce, aby zostali. Francuzi osiągnęli tak upragniony cel.