CCLXXXV
Pinabel z Sorencji bardzo jest dzielny. Wali Tiery’ego w hełm prowancki, ogień tryska, trawa płonie. Błyska mu ostrzem stalowego brzeszczota. Miecz spada na jego czoło. Prawe lico ma całe we krwi i krwawą kolczugę na grzbiecie i na piersi. Bóg czuwa nad nim, Pinabel nie położył go trupem.