Manewry

Och, tak — wybrać na trwałe seryjne rozdzierania, mimo że gdzieś

tam, gdzieś tam nadciąga realne przechylenie. Przygięcie, przegięcie

i raz-dwa-trzy na zastrzyk. Ale panowie, panie — nie będzie się was

zmuszać do czekania na humorek, fajerwerk: szła prawie prostą ulicą

i kręgosłup wcale się nie złamał.

Och, tak — błogosławić świętym oburzeniem bardziej tragicznych

sprawozdawców, śmigłowiec nad Betanią lub choćby porno gwiazdy, niż

swoje własne tycie przekręciki. Ta fala, która nie jest źródłem, mieści mi

się w dłoni. Nie unosi się gniewem, nie cieszy się z niesprawiedliwości

i po prawdzie bardzo jej wesoło.

Och, tak — swobodnie mierzyć spojrzeniem z każdej odległości.

Wypraszać cicho płaściuteńki brzuszek, letnią wrzącą przygodę

w aromacie pinii albo fanclub z zakątków dostępny od zaraz. Chcieć,

żeby ten szczątek, który wyjmą z ciała, był bardziej obcy niż inni

bliscy,

martwi.