Skalowanie

Strumyczkiem spuszczona tu ludność i duszno, bo walka o tlen toczy

się zupełnie jak wasza — pod kołdrą niewidką. Słychać tutaj o dłoniach,

które pną się w dół — wbrew regułom rozmowy i gramatyki. Opuszki parzą

i znaczą, dając znaki, że ciałem łączysz się z bydłem. Słodka i sama —

Minotaurynka kontra suplementy.

Słodka i sama — Minotaurynka kontra suplementy. Jest duszno

i wszyscy już niedyskretnie chcieliby opuszczać. Słychać tu o ścisku,

w którym ciała pocą się miodem i mlekiem, zastygają w przewlekłym

macaniu. Wzdłuż krzyża biegną ci paciorki. Załóżmy, że to różaniec.

W brzuchu mieszka słodkolubna ryba.

W brzuchu mieszka słodkolubna ryba. Z chłodem wiąże cię zresztą

więcej szczegółów: majowy kaloryfer, bielizna i obrączka. Żartujmy,

inaczej ktoś umrze. Patrzysz przez lupę na ten wasz przestworek. W

obramówce szkiełka stoicie przed sobą kompletnie ubrani i wyglądacie

mniej więcej tak samo jak z daleka.

Tak samo jak z daleka, na dłoniach macie ślady niegdysiejszych

roszad, lecz w całości rozgrywki coś, co miało być genialną taktyką, nie

zostawia już nawet tropów. To ciało milczy, więc nie mawiasz ciałem. Jest

taki moment między twoją ciszą a milczeniem reszty, kiedy zmieniasz się

w strzelisty strzępek minerału.

Strzelisty strzępek minerału, którym można się kaleczyć na tysiące

sposobów. Wszystko jest kwestią kąta oraz roztrzęsionej chwili, w której

on chciałby przyznać, że o to mu chodzi. Zawsze ktoś pierwszy doda do

miłości odrobinę mordu. Pokaż mu pępek i sprawdź: nie odpadnie żaden

fragment świata.

Nie odpadnie żaden fragment świata. Weź go więc do ręki i wbij sobie

w oko. Na tej siatkówce żyje już tyle podupadłych gwiazdek, że czułe

ciałka w okolicy źrenic zasługują na miano przeglądarek. Czas, by rozpiąć

stanik, by zostać przynajmniej judzeniem optycznym, trójwymiarową

wersją obcych monitorów.