Pieśń dwudziesta druga. Bar mleczny na peryferiach

Poślizgnęłam się, spadłam z siebie znów

Rozbiłam się o linoleum, rozłożone było

linoleum ciepłe i cuchnące linorytami

spalonym mlekiem i kisielami śmierdzącymi

od dna przypalonymi, od dna

Stała tu gigantyczna cysterna z mlekiem

najbardziej tłusta i pełna kożuchów

wyglądająca jak wielka pierś kobieca

zakończona silikonowym sutkiem

Przylepiona do niej była jakaś osoba

bezzębna i łakoma

z wytrzeszczonymi oczami ze zdumienia

przechwycała do ust te tłuste kożuchy odstane

Wielka pierś złączona mocno z nim

gdy zauważył moją obecność, odwrócił się

patrzył na mnie, patrzył tępo w dal

Po jego twarzy i ustach spływał strumień

tłustego, wysokokalorycznego przepełnienia

Zachłysnął się nawet, krztusił pełen wysiłku

Wielka pierś jednak regulowała wszystko

zasłaniała przed nim wielkie horyzonty lęku

Była cała pozłacana, tak że niczym w lustrze

odbijała wszystko, odbijało mu się tłuste mleko

Widział on swoją postać i moją w tle

Niezbyt jestem zadowolona z tego zaproszenia

do baru mlecznego na peryferiach

Widziałam karmienie piersią złotą do syta

Obrzydzenie mnie jakieś nagle ogarnęło

Tłuste kożuchy pętliły się w jego przełyku

Oderwałam się z trudem od piersi zbyt ciepłej

zbyt lepkiej

zwymiotowałam, doszczętny wymiot ze mnie

ostatni