Pieśń dwudziesta ósma. Antypieta

Bruna śpiewa

Wycieram tobą się, podcieram się tobą poprzecznie

Swą strzaskaną głowę na mych kolanach ułóż

Resztę o tobie będę musiała sobie wyobrazić

to tylko półtusza, półdusza, ćwierć wygięta leży

Leżysz, o mój adoptowany wrogu, w mym zgnieceniu

w poprzek ułożony, wijący się, cały w lęku skąpany

Na kamiennej twarzy rysuje się wielka wzgarda

Nienawidzę twego umierania i tego, że inni umierają

umierają za ciebie, za twoje imię, wyznawcy władzy

przelewając cudzą krew, dają ci ofiary na ołtarzach

na stołach potępionych i prowizorycznie stawianych

Leżysz mi na kolanach, konając i bluźniąc wyraźnie

Połamane kości wrzucone na mą suknię potarganą

mogę z nich teraz wróżyć, układają się w rebus

Król wojny na moim łonie wygnieciony spoczywa

Wychudzone, sine dłonie wbijam, zaciskam

byś trzeszczał i chrzęścił, i odsuwał wzrok z bólu

w mym cmentarnym łonie poprzecznie ułożony

Wyrywasz się, bo nie chcesz tej kary ode mnie

To taki prezent dla mnie, że mogę teraz patrzeć

choć me oblicze skrzywione wepchnięciami

Oświetleni cieniem takim, nic go nie może dać

układamy się w kompozycje razem wygięci

gwałceni przez wzajemną bliskość i oddalenie

Długie włosy Bruny włażą ci do ust ślepych

ich falowanie powoduje twą sprofanowaną śmierć

żaden konserwator nie uratuje naszej antypiety

nie ma takich środków chemicznych

przerywających

proces wzajemnego niszczenia dwóch figur

do jednej pieśni zmuszonych, wepchniętych niedbale

w siebie

Pieśń dwudziesta dziewiąta. Fenrir schowany śpiewa

Czy mogę się dołączyć do tej grupy rzeźbionej?

Będę w tle, jako cherubin nadmiernie owłosiony

Wzbogacę ten układ nierytmiczny ślinotokiem mym

Zawsze ten dodatkowy aspekt i tajemnicę zawrę

byście tym bardziej byli zagubieni w szelestach

Wysiewam wam nowe słowa, które będą suszone

przechowywane na piecach kaflowych z boku

Pełznę do ciebie jako Fenrir wzywany przez siebie

Schowane jest wszystko we mnie, pod plandekami

pozwiązywane, nigdy przedtem nierozłożone

Podzespoły przewożone, niepołączone w całość

tajnie przechowywane, nocami przenoszone w dal

Choć nigdy nie byłem autorem śmiercionośnym

w głowie torturowałem stada tłuściochów pączowych

często przymykałem oczy, bym zaspy trupie widział

Zbierałem do mojej duszy wszelkie niegodziwości

Oto ja, nowy misjonarz, nowy Fenrir zmartwstańczy

unicestwię cię językiem, przykrościami nadziewanymi

unieszczęśliwię cię sobą słownie sto tysięcy razy

Fenrir mieszka w wynajmowanym wiecznie pokoju

jego głównym zadaniem jest niszczenie dookoła

Pulchne, różowe twarze niszczone są przeze mnie

Autor scenariuszów tragicznych objawiony wam

z misternie planowaną intrygą zaskakującą zawsze

To ja dobieram odpowiednie role plączące aktorów

Plączę ich kwestie narzucone tak, że się łamią

wpadają w depresje harmoniczne, leczą się mną

wpycham w nich mój jad w kształcie drogowskazów

po to, by na wieki zaginęli w odstępach leśnych

przywiązani przez siebie do drzew przy drogach

Jako drugie dziecko chłodnych rodziców tliłem się

Od początku, od kiedy pamiętam jedyne uczucie

nienawiść do wszystkiego dobrego

Cynicznie wykorzystywałem osoby bliskoznaczne

szybko zostałem z domu wyrzucony bezpowrotnie

Pracując w teatrze jako sztukmistrz reperujący

dorabiałem nowe elementy ze starych scenografii

manipulowałem ich starymi znaczeniami w nowych

w nowych premierach występowały historie dawne

Bardzo skomplikowaną i wyrafinowaną grę tworzyłem

Stół, na którym zapija się bohater, przerabiałem na kołyski

szubienicę zamieniałem na krzyże, a je na deski wychodka

Nikt mnie nie lubił, ale byłem bardzo oszczędny w pracy

potrafiłem detali używać setki razy, modulując, klejąc

Pozwalałem sobie z czasem na manipulacje aktorami

Przynosiłem im fałszywe informacje na patenach

oni wsysali je nieświadomie ode mnie, padali ofiarami

Ofiary nowego scenariusza, co ma ciemny grzbiet

W głównych rolach u mnie grały niegodziwości

Niektórzy wpadali w alkoholizm, inni się rozwodzili

aktorka odeszła na leczenie psychiatryczne na zawsze

Wtedy poznałem dziewczynę, posiąść ją chciałem siłą

Ona bała się mojego oblicza pełnego złości malowanej

uciekała ode mnie pełna histerii, nerwowości jakiejś

Nauczyłem się ją tak nienawidzić, jak nikogo wcześniej

myśląc o niej, spijałem leki uodporniające mnie na nią

gdy cały sczerniałem z gniewu w sobie, byłem gotów

Ona była śmiertelnie zakochana w jakimś jasnookim

Uknułem misternie tę historię tak, że ona nie wiedziała

Przez listy, przez przypadkowe rozmowy i oszczerstwa

powoli, konsekwentnie, przez dwa lata mych strategii

doprowadziłem ją do samobójstwa w zapomnieniu

Ma księżniczka nawet nie wiedziała, jaką rolę zagrała

na pewno by dostała masę głównych nagród za grę

Złoto za rolę pierwszoplanową u takiego reżysera jak ja

Drugoplanową rolę teraz miał zagrać mój brat rodzony

który zawsze był do mnie porównywany jako lepszy

Pewien czas mieszkał u mnie, miał kryzys z żoną

Przez tygodnie szczepiłem go nienawiścią i gniewem

ostatecznie zrezygnował z pracy, zaczął pić dużo

Widziałem, jak leżał zarzygany pod moimi drzwiami

prosił mnie o radę i wskazówki, o didaskalia

Starałem się jak mogłem operować go amatorsko

Zgodnie z przewidywaniami, planami, zabił żonę

w szale, w zazdrości wpadł do domu i udusił ją

tak jak mu to wcześniej ktoś szeptał do ucha, ktoś

Oskarżony o zabójstwo został skazany na 15 lat

Jego więc odłożyłem do mych zapasów na zimę

gdy wyszedł, nie zapomniałem o nim, zapił się

Tak mój byt niewidoczny, acz nadrzędny trwał

Doczekałem późnej, samotnej, dobrej starości

Na półkach mej biblioteki stały scenariusze

zwijały się ich strony z bólu, do brzuchów zwijane

Imionami je nazywałem, rozpoznając w nocy

Czytałem te albumy ze zdjęciami, podziwiając się

Fenrir skryty, Fenrir szary, już nie zapomnisz mnie

Do końca zachowałem wielką trzeźwość umysłu

Niewłaściwe narządy w niewłaściwych funkcjach

w trakcie operacji woreczka żółciowego, burego

niewłaściwe detale w nieodpowiednich miejscach

spowodowały całkowitą katastrofę w mym ciele

Mój uśpiony oddech się wytrącił, zbudziłem się inaczej

Czułem jakieś zagęszczenie spersonifikowane i wielkie

dałem się wszyć w smycz Jego, ciągnął mnie teraz

za te nici, których kiedyś używałem, niewidzialne ciągnął

zaciągał mnie z tego przydługiego spaceru do domu

Fenrir haftowany w detalach bolesnych zaczął się pruć

coraz boleśniej pozbywany swej ukrytej, bogatej sierści

Mój nowy właściciel wołał już do mnie w gniewie

Do nogi, głupi psie, gdzieś ty się podziewał, Fenrirze?