Pieśń dziewiąta. Bitwa po bitwie

Leżę twarzą odwrócony w popiół, do środka

Muszę leczyć swe obrażenia wewnętrzne

Uciekają mi słowa pieśni żołnierskich i patriotycznych

ku pokrzepieniu serc, po śmierci krzepną z trupami

Tak bym chciał je śpiewać, żując czerwone kwiaty jak tytoń

Podsłuchujesz mnie bez ustanku, ty jesteś szpiegiem

Twój głos skryty ma w sobie ten pogłos stłamszony

zdradza ciągłą rejestrację każdego szmeru najcichszego

Czy teraz dobrze mnie słyszysz, czy przesunąć się odrobinę

do skrytych mikrofonów, czy są bardzo wsłuchane we mnie?

Chcesz śpiewu zwierzeń tego, „całego w sińcach”?

Dobrze, to niech wszyscy mnie potępią jednogłośnie

skazując mnie milionowy raz na karę śmierci za dezercję

Z pola walki zabrano mnie tutaj, piejąc dostojnie hymny

wachlując me zwłoki skrzypami i widłakami w trakcie

podczas pogrzebów spreparowanych przez domyślne wdowy

Po śmierci nastała bitwa we mnie, w każdej mej komórce

w każdym organie wewnętrznym słyszałem te skrzypy

przerzucany przez widłaki, to w jedną, to w drugą stronę

Wszystkie moje niedrożności zostały odrzucone razem

Moja batalia trwa ciągle, pełen furii kruszę się ze sobą

płacząc nad wielkim jeziorem, zostałem uderzony

w najczulsze miejsca pod skórą byka, wołu pochylonego

Nagi, bez zbroi i mundurów zszywanych z resztek

Jestem zmęczony tym ciągłym krzykiem bojowym

w oczekiwaniu na wroga w pełnym kamuflażu

Moje jezioro zostało mi dane, żebym zapomniał o biciu

mocno w policzki, dla ich własnej przytomności

Cucić się ciągle z żalu, z otumanienia zapachami

Strzelaj do mnie, strzelaj prosto w serce, 60 punktów

Dostajesz bonus w postaci dwóch granatów z drzewa

prosto w mordę, bez zawleczki, czerwone i słodkie

Po śmierci jestem jeszcze bardziej wycięty w sobie

tylko ścinki zostały po moim żołnierskim rynsztunku

Takiego mnie widzisz, taki słaby kadłub leżący

zgnieciony sam przez siebie w popiele nieświętym

Ślinię się, bo nie mam w sobie żadnych zwieraczy

Oczekuje się od mnie skrycie zupełnie nowych rzeczy

Do tego potrzebna jest mi waleriana, boskie lekarstwo

Moja pokuta nazbyt oczywista, muszę wypić ją z czasem

tę wielką gorzką łyżkę, a wtedy stanę się tylko echem

z sennym mrużeniem poobijanych oczu

z walerianowym odcieniem przeminę, wietrzejąc