Pieśń jedenasta. Viniale

W nadmiernym ruchu, tracąc barwy na rzecz szarości

powoli moje rozkręcenie zaczęło zanikać dostojnie

Zobaczyłam przed sobą willę Viniale, stała na górze

Góra z pumeksu kosmetycznego w popiele zanurzona

na której pozostawały jeszcze skóry wężowo-księżycowe

Budynek miał w sobie tylko delikatnie muśnięcie różu

Włoskie, zielone okiennice zostały dawno zamknięte

Gęste warstwy sadzy zdradziły mi tajemnicę ukrycia

Źródło brudu i podgrzybków, niejadalnych czarnych głów

Sama zresztą podejrzewałam, że coś gnije tutaj w środku

nażyźniając okolicę swym pojedynczym wystąpieniem

Odwróciłam się w stronę zabitych drzwi deską piniową

Wtedy lekko zostałam przesunięta do środka tego pałacu

dłonią przesuniętą, co za dobro wynagradza, a za zło karze

Byłam w jego przedpokoju, panował mrok zmrużenia

W studniach głębokich wszystko miało swoje zakończenia

Pozbawione tutaj jakiegokolwiek sensu i funkcji meble

z sera topionego z dodatkiem wełny mineralnej, rzeźbione

i sreberkami kruchymi oblepiane, błyszczące, mylące

Zobaczyłam na wielkich schodach rozciągniętych wokół holu

siedzącą kobietę z bardzo chudym i smutnym policzkiem

ubraną w postrzępioną bieliznę z resztek srebra z piwnicy

Trzymała głowę w dłoniach wychudłych, wysuszonych

podkreślając bardzo matowy odcień twarzy

Zakorzenione tu były sadzonki ostów samosiejących się

Owa szorstkość jej trwania powodowała mój lęk

Prawie zauważalnie cofnęłam się do siebie znów

Poczułam, że jej pieśń z czarnego gardła gorzką będzie

Jej dzikie spojrzenie wyniuchało mnie w mroku

Nie mogłam się wycofać

choć chciałam mój ruch cofnąć

Takie są cholerne reguły gry

reguły gry w gry planszowe

nie można cofnąć ruchu

do momentu Niewiedzy