Pieśń czwarta. Love will tear us apart

Oto efekt pryzmatu, jednak lekcja fizyki

Zjawisko całkowitego wewnętrznego odbicia

pozwala użyć pryzmatu jako idealnego elementu

odbijającego światło, mam kąt wynoszący 62°

kąt między ścianami, gdzie skryłam resztki

Odrobina miłosierdzia ubranego w plastikowe kwiaty

rozszczepiła mnie na kilka barw, na kilka właściwości

już nie mogłabym być tylko jako Bianka

Muszę już chóralnie, oralnie, muszę piszczeć już

w trzech postaciach, w trzech wygodnych zapachach

Stoję na złotym trójnogu przed tobą, żeby się nie potknąć

Jestem teraz jeszcze bardziej zwichrowana niż zwykle

Moje czarne patyczki w konstrukcji koronkowej

połamały nóżki, zresztą mechanik konstrukcji to wie

były za silne przeciążenia na delikatny materiał

Można było się tego spodziewać od samego początku

Z przerażenia tą katastrofą każdy z kolorów uciekł

pośpiesznie chowając swe atrybuty w zarośla

byś nie zauważył, że wszyscy są nadzy i tacy słabi

Stałeś jeszcze przez chwilę, a potem z miną znudzoną

krok za krokiem wracałeś do domu na obiad

pozostawiając mnie tak bardzo inną, pokolorowaną

Mój pierwszy kawałek schował się w norze jako Nieme

czekał on do wieczora, by ruszyć na nocne łowy i ruję

Drugi kawałek znalazł się pod ściółką i przytulał się

uciekał do przygodnych futerek dających ciepło

Trzeci zaś sklecił sobie gniazdo z ostrej trzciny

Po pewnym czasie zostałam wywąchiwaną

Moje tropy znały już wszystkie dzikie zwierzęta

Bianka już nie jestem tu, oto moje trzy ramiona

Tylko dla twojej osobistej pociechy

przedstawiam ci: Bianca, Bruna, Blu

Pieśń piąta. Pierwszy kawałek o najbardziej łagodnych krawędziach

Z powiewem wiatru w przyszerokich spodniach

wielokrotnie rozrywanych w bolesnym kroku

od zbyt długich i tanecznych kroków

z oddechem, którego wszyscy unikają

podśmiechują się ze mnie w autobusie, jestem Blu

Dziewczyny na mój widok mocniej przytulają

swoich przystankowych towarzyszy, drżąc

jak sadzonki pomidorów wspierające swój ciężar

na solidnych patykach, które korygują ich kształt

Dzieci patrzą na moje ciemne oblicze

szukając oczu do rozpoznania twarzy

Chodzę, patrząc się na bezcelowy ruch

Ich mobilność jest absolutnie zbędna

Na dworcach świata mam swoje apartamenty

President Suite z marmurową posadzką

Oddaje mi ona swój zbawienny chłód, spokój

Obdarty jestem z koronek tłumiących oddech i ciało

Drapię się za uchem, spoglądając na wysokie kobiety

w reklamówkach całe życie za 35 złotych z resztą

Jestem cieniem, przybrudzonym krawężnikiem

w którym zbierają się kałuże, mokre odpadki

wsiąkają we mnie swobodnie i lękliwie

Wystraszeni swoją pewnością siebie, uciekają

na drobnych nóżkach, w podziemne przejścia

Szarobura cera uczyniła mnie prawie umarłym

co może się stać z człowiekiem, gdy nie słucha mamy

co może stać się z człowiekiem, gdy nie słucha innych

Moje kroki bujają się w rytmie siarczanych opowieści

Prawdziwie niesamowite, bo oni tak zawsze

moi kompani częstują mnie nimi jak papierosami

Nie mam przeszłości, nie mam ani ojca, ani matki

nie mam licznych sióstr, braci, przyjaciół, wrogów

nie mam kochanek, ani kochanków

nie płaczę, nie szukam pocieszenia

ani łaski, ani litości, ani gniewu, ani ciebie

Nie jestem samowystarczający, ale wystarczający

dlatego jestem nieproszonym dozorcą

komentatorem pięknych, rozproszonych detali

Dostaję grosze od zgarbionych ludzi

dzięki temu co dzień jem czerstwy chleb

piję najtańsze, wiśniowe wino

w plastikowo-kryształowym kielichu uwielbienia

Toczą mnie w środku jakieś nieznane choroby

których objawów ciągle oczekuję

Z pełną świadomością przyjmuję wszystko

Moje ciało tęskni już za rozkładem

Czuję tę piękną i skuteczną presję

tę dyskretną elegancję wycofywania się

w środku przyjęcia