Pieśń dwudziesta piąta. Pieśń zakamuflowana

Wygrzebuję się z siebie, otrzepując się z lepkich resztek

Przyjaciółko, całujmy się więc do nienawiści zmuszone

przerażone sobą nawzajem, raczej chętne do bójki krwawej

Wspólne zetknięcie jest bardzo bolesne i nienamiętne

już żadnych rozkosznych ogonów przydługich grzechów

Niszczymy się podskórnie, drażnimy swe rany

Zjem ci policzek, kawałek szyi być może pogryzę, żując

Będę pluć już tym twoim mięsem, co zaczęło pracować

Ty będziesz mnie ranić błyskami twych głębokich otworów

Teraz niestety muszę cię zabić, mój pierwszy raz zabijam cię

Proszę, rozepnij tę koszulę utkaną przez jedwabniki ślepe

przymknij oczy, jak to robią młodzi chłopcy kradnący jabłka

niedoświadczeni w śmierci za karę przymrużają oczy z lęku

Twe usta jak ich, jeszcze pełne antonówek tegorocznych

Wyj, teraz do mnie wyj, do kata, wykrzyw się jeszcze bardziej

Zapomnijmy o dawnych pokrewieństwach płci, skóry i żył

Ja też jestem gotowa na twoje ciosy, tylko poniżej łona zbijanie

Słyszę już twego brata nadchodzącego, niszczącego okolice

Czy możesz zasłonić swymi kruczymi rękami jego głos?

Uroda twa zniknęła, więc sypię zakamuflowanymi gwiazdami

Zakamuflowanymi gwiazdami prosto w brzuch trafiam, ciskając

Bez litości dla ciebie, będę się uśmiechać, aż rozgniotę cię pieśnią

pieśnią zakamuflowaną, będę strzelać słowami w jasne twe loki

Niemożliwe? To się jeszcze przekonasz, jak wielką moc ma kamuflaż

Za fasadą ze słów ukryte są wielkie arsenały, potęgi nieodgadnione

Rozpinaj swą bluzkę i przymykaj oczy z bólu, umieraj ciągle

Będę cię nienawidzić tak mocno, nawet śmierć nas nie rozłączy

Tak mi dopomóż piekło, wszyscy potępieni świadkowie ceremonii

zdjęcia z tej uroczystości będą na końcu, po wszystkim

gdy będziemy pozować do wspólnych portretów trumiennych