Pieśń dwudziesta siódma. Nowy Pochód

Wydłubano mnie z wielkich pomników, z głuchych muszli

Zrośnięty z ich masami zostałem ostrym nożem wyłuskany

Ogołocenie wielkie, obdarcie boleśniejsze i ciężarne

wokół mnie zaczął się nowy pochód potępienia

z daleka usłyszałem te odgłosy, zobaczyłem je w sobie

jak przenikają mnie warstwami, jak gnieżdżą się w mym zbiciu

Na miliony części zostałem podzielony, każda intensywna

Byłem niesiony w Ich kwiatach, w Ich ustach me kawałki

na butach przylepiony, pod paznokciami Ich, we włosach

Rozszarpanie zwiększyło się bardzo, zostałem rozdany na talerze

słowa i dźwięki, obrazy w pochodzie płynącym przez me żyły

w ciągłym, nigdy nie męczącym się sznurze silnym, zwartym

Uszyte mieli ze mnie swe falbany świadczące o ich potępieniach

Ze mnie mieli szyte flagi, proporce młodzieżowe dygoczące z lęku

Krzyczą do mnie, śpiewają ochryple ze złości, chcą mnie zabić

jak mnie spotkają w jakimś sklepie z nabiałem, to wepchną mnie

wepchną mnie do tysiąca jogurtów z trującym wsadem z jeżyn

Może ci się trafi spróbować mnie, może trafisz akurat na mnie

Wpychają mnie do najbardziej bolesnych zakamarków, w dziury

Wciskają mnie do kretowisk ślepych, które skrywają w sobie coś

Potwory te nie mają żadnych portretów ni wizerunków, ni imion

nie pojawili się jeszcze fundatorzy zamawiający takie portrety

raczej nikt obrazów ich nie uczyni, z lęku przed takimi paletami

Teraz śpiewam jako kawałek najsłabszy, zdolny do pogłosu

Lękam się wszędzie, gdziekolwiek mnie niosą One — łapczywe

Moje Greatest hits ciągle na listach przebojów w bibliotekach

Me portrety w piwnicach czekają jeszcze na ponowne odkrycie

Nieskończona możliwość dzielenia jednego, w gorączce mojej

Pochody pełne gimnastyki artystycznej, rozciągania mnie

Jestem chrząstką łączącą ich kości strzaskane i skarłowaciałe

Wykonywany pochód przez zawodowe wizerunki chybotliwe

Na podobieństwo moje, na obraz mój czynione morszczuki

w zalewach octowych zawijane, wokół mnie owinięte

usłyszany fragment pieśni z pochodu na cześć seta

gdzie się skrywasz przed kwiatami z krepiny, o królu wojny

w jakiej gęstwinie map zjełczałych, zaginiony wśród nas kompan

każdy z nas ma dla ciebie laurkę z dedykacją osobistą i wierszem

chcemy cię teraz wydrapywać, pozyskiwać z rudy miedzi twoje imię

formy do odlewania wydrążone tak głęboko, że nic ich nie wypełni

set wyciąga swe gardło na wierzch z bólu przemówienia wydrążonego

które kieruje, jako zawsze ostatnie słowa, do oprawców w łuskach

oj, czarne i głębokie są paszcze morszczuków, które chwytają cię

bawią się w wojnę, taką udawaną, tanią w ciągłym utrzymywaniu jej

i udają w tej wojnie, że jesteś królem setem, który ciągle ginie na końcu