Pieśń dziewiętnasta. Pieśń terrorystyczna

falująca

Terrorystyczna pieśń rzęzi w ustach moich

powleczonych śliwkowymi kolorami zakazanymi

Otulona czarnym suknem religijnym, zapadniętym

Zakradnę się do ciebie, jak będziesz w ciągłej agonii

podłożę bombę skonstruowaną w gniewie słuchania

rozerwie cię na strzępy słów i boleści, bezkrwawo

Me słowa stoją w prawie równych szeregach, równo

by atakować stoją w zdaniach zdyscyplinowane

Zaszczepiłam w nich silną chęć do walki z tobą

Ta niecierpliwość niszczenia w nich zatopiona

Pulsują w rytmach i gramatykach niby to spokojnie

gotowe jednak do falstartu mściwego, już wyją, już

Chcą rozproszyć twoje dawne szeregi, falangi skryte

Uważaj, zaraz oblepią cię, chciwie szukając spełnień

jak pijawki, które miały być magicznie uleczające

Ja chowam się za ich zwartymi szeregami

planuję strategię muzyczno-wojenną

z falującymi liniami zapisującymi mój gniew

Takie wielkie widowisko, gdzie wszyscy giną

w tragiczny sposób na wieki, z medalem rdzawym

Jak zakopać cię martwym, kneblując pieśni zgaszone?

Twój głos potrącony niech nie wydobywa się na wierzch

Ile trzeba węgla brunatnego wsypać w twoją dziurę

ile węgla ma dostarczyć Polska Spółka Energetyczna

ile ton gliny trzeba wyłożyć na twój grób domniemany

by zapomnieć o twoim lamencie w Głuszy?

Nie dam ci już więcej tej harfy bezstrunnej

Wszystkie siedem strun zaszarpanych

nie da się ich już nigdy naprawić

Czarne jej obramowanie puste

by rezonans wzmóc

teraz na tobie się szarpie

na tobie ta szarpanina, trwa gra

Słyszę kolejną duszę zniszczoną

swym nieumuzykalnieniem zmęczoną

Wzgardzona wobec, szczerzy swój dźwięk

rozdziera on moją głowę skarłowaciałą, wrytą

Ból szkicuje we mnie żałosne rysunki wyciągane

W szkicownikach ciągnę te rysunki kolekcjonera

Nie usłyszeć tych chórków otępiałych z bólu

Niestety brodzę w melodiach, brodzę ciężko

w melodiach, których się nie śpiewa

w pierwszej osobie liczby pojedynczej

Nigdy nie powinno się ich śpiewać