III

Jam — nie Osjan

Jam — nie Osjan1! W zmyślonej postaci ukryciu

Bezpiecznie śpiewam moją ze światem niezgodę!

Tarczą złudy obronny — zyskałem swobodę,

Której on by zapragnął, gdyby tkwił w tym życiu.

Za niego dźwigam brzemię należnej mi sławy

I za niego o przyszłość mych pieśni się trwożę —

Żyję tak, jakbym jego życia był ciekawy —

Ginę, jak on by ginął, choć zginąć nie może!

Ten go uczci, co będzie na moim pogrzebie,

Gdy moja mgła się z jego spokrewni tumanem.

Nikt się nigdy nie dowie, czym byłem dla siebie —

Dla innych chciałbym zawsze być tylko Osjanem.

Tak rzekł śpiewak, lecz własnym smutkom nie podołał,

I nagle: Boże, Boże! — do Boga zawołał.

Jam — nie Bóg! Twarzy mojej spragniony zatraty2,

Maskę Boga przywdziałem — zdradziecko pokrewną,

I za Niego stworzyłem bezrozumne światy,

Tak, jak On by je stworzył... Na pewno! Na pewno!

Za Niego w mrok się wdarłem, by trwać w obłąkaniu,

Tak jak On by to czynił, gdyby chciał się wdzierać!

Za Niego mrę na krzyżu w bolesnym przebraniu

Tak właśnie, jak On marłby, gdyby mógł umierać!

Za Niego, jakby rozpacz gnała Go po niebie,

Płacząc — w próżnię uchodzę, by marnieć — odłogiem!

Nikt się nigdy nie dowie, czym byłem dla siebie!

Dla was, co się modlicie, jestem tylko — Bogiem.