III

Weszłabym do twej chaty, gdy mgły się postronią582,

Lecz nie wiem, czy się zmieszczę wraz z rosą i błonią583.

Pierwej z niebem posąsiaduj,

Wszystkie cuda poodgaduj,

Nim napełnisz tę chatę miłością i wonią!

Jeszczem ja w żadnej chacie dotąd nie bywała,

Wiem tylko, że przez szyby widnieję — niecała.

Jakże cała poprzez drogę

Do twej chaty wbiegnąć mogę?

Od naporu zieleni runie ściana biała!

Nie umawiaj się ze mną pod żadnym jaworem,

Bym ciebie nie dosięgła szumem a przestworem, —

To, co szum wyśpiewa gwarnie,

Przestwór znajdzie i ogarnie!

A chata twoja stoi przede mną — otworem...

Mocniej zioła zapachną w cztery świata strony,

Gdy, zbliżywszy je do ust, spojrzysz w nieboskłony...

Czy ta sama noc na niebie

Osłoniła mnie i ciebie,

Czy dwie noce odmienne, dwie różne zasłony?

A jeżeli dwie różne o różnym przezroczu,

Nie pokładźmy ich przeto w rosie — na uboczu,

Odmiennymi zasłonami

Powiewajmy nad drzewami,

Byśmy siebie nawzajem nie stracili z oczu!

Ja tu — na dnie zieleni, pod powierzchnią rosy,

A ty tam, kędy584 dla mnie kończą się niebiosy,

Czy się kończą, czy nie kończą, —

Śpiewaj zowąd585 pieśń skowrończą,

Podzwaniając mi ostrzem rozbłyskanej kosy.

Kosą grozi twa miłość, co pożera kwiaty,

Sierpem zgarniasz do duszy mych maków szkarłaty,

Lecz miłości się nie boję,

Jeno w zgrozie ci dostoję586,

Bo i Bogu jest słodki powiew mojej szaty!

Porwijże587 mnie ku sobie, jeślić588 starczy mocy!

Lecz co pocznie beze mnie ten wicher sierocy?

Chyba wstrzymam dla poznaki589

Popod chatą wszystkie maki,

Aby mógł mnie, gdy zechce, odnaleźć po nocy.