Pogoda

I chcę, i nie chcę, i muszę

Dziś jaśnieć razem z pogodą,

Co niepokoi mi duszę

Złotego szczęścia urodą.

A szczęście lśni od niechcenia,

A ja przezywam je: „Ono”—

I rozkosz porozumienia

Poufnie wzdyma mi łono!

A Ono w słońcu się szerzy,

Na rzęsach światłem osiada,

Ale do siebie należy,

I nikt go, nikt nie posiada!

A Ono teraz w obłoku,

A teraz — w środku trawnika,

Pociesznie przynaglam115 kroku,

Niech krok do szczęścia nawyka116.

Brnę w słońcu po samo gardło,

Co snami łka niecierpliwie,

Twarz mam odwiecznie umarłą,

A w nogach radość mi żywie117...

I błogosławię swej twarzy,

I wdycham wiarę od słońca,

Że się na pewno coś zdarzy,

Coś się poszczęści bez końca!

Że Ono drogą rozminną118

Zbliża się wciąż bezhałaśnie119,

I że tak stać się powinno,

I że tak stanie się właśnie!

I czynię kroki niezgrabne,

Ze szczęściem nieoswojone —

I bezdomnieję120, i słabnę,

I nie wiem, w którą biec stronę?

Trzeba nic nie mieć prawdziwie,

Żyć tylko tym, że się żyje,

By dłoń wyciągać łapczywie

Po takie szczęście niczyje!