[Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć...]

Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć

Duch mój leci ku tobie w świateł kręgi i smugi.

Czyjaś rozpacz się sili w biały posąg okamieć426,

W biały posąg nad brzegiem ociemniałej427 jarugi428.

Odkąd znikłaś w objęciach niedomkniętej w świat bramy,

Odkąd zbladłaś, schorzała moich wspomnień bezsiłą,

Tak się dziwnie nie znamy, tak się strasznie nie znamy,

Jakby nigdy i nigdzie nas na świecie nie było.

Znajdźmy siebie raz jeszcze wśród wichury i cienia,

Zakochajmy się w sobie nad otchłanią wieczoru

Tą miłością powtórną, co już nie chce zbawienia,

Tym pragnieniem ostatnim, co już nie zna oporu!

Zakochajmy się w sobie krwawym serca wyzuciem429

Z tego szczęścia, o którym nie mówimy nikomu,

Zakochajmy się w sobie naszych śmierci przeczuciem,

Dwojga śmierci, co w jednym pragną spełnić się domu.

Rwie się w strzępy wichura, jakby szumna jej grzywa

Rozszarpała się nagle o sękatą głąb lasu.

Życie, niegdyś zranione, z żył we trwodze upływa,

Coraz bardziej na uśmiech brak odwagi i czasu!

Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć

Duch mój leci ku tobie w świateł kręgi i smugi.

Czyjaś rozpacz się sili w biały posąg okamieć,

W biały posąg nad brzegiem ociemniałej jarugi.