Schadzka spóźniona

Pójdziemy śladem cienia i szelestu

Po ścieżce, która wzdłuż rosą połyska.

Popod444 krzewami sztywnego agrestu

Pachną na słońcu świeże kretowiska.

W powiędłych liściach, pokurczonych chłodem,

Lśnią srebrne resztki wczorajszej ulewy,

Nad zapuszczonym od dawna ogrodem

Słychać gawronów trzepoty i śpiewy.

Obok jabłoni — przypadkowa sosna

Swe igły w bladym zanurza błękicie.

O, jakże prędko przeminęła wiosna,

Pozostawiając przelęknione życie!

Coraz to mocniej otulasz się w chustę,

W której pierś twoja, jak w gnieździe, się chowa,

Trzeba nam było rzec dawniej te słowa,

Co dzisiaj zabrzmią — spóźnione i puste!

Trzeba nam było spleść dłonie uparte

I z zamkniętymi iść w słońce oczyma!

Dzisiaj te oczy zostaną — otwarte,

Dzisiaj się warga w pół drogi zatrzyma...

[Śnież się w duszy mojej, śnież...]

Śnież się, w duszy mojej śnież,

Piersi, nocą całowana,

Co zachować przez sen chcesz

Usta moje aż do rana!

Znój się, w ciele moim znój,

Miłujących rąk pogłado445,

Coś mi dreszcz piększyła mój,

Przodując zadumą bladą!

Trwoń się, ogniu świecy, trwoń

Na tę pościel, na tę lnianą,

Gdzieś rozwidnił białą skroń,

U nóg moich zapodzianą!